Rydzyk, 17.10.2016

 

Czego szkoła o. Rydzyka nauczy pracowników sądów i prokuratur? „Manipulacja jako ingracjacja, czyli po prostu wazeliniarstwo”

MICHAŁ WILGOCKI, 17 października 2016
Tadeusz Rydzyk

3 ZDJĘCIA

Tadeusz Rydzyk (Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta)

Ludzie ojca Rydzyka będą szkolili medialnie pracowników sądów i prokuratur. Czego będą ich uczyć? Obejrzeliśmy materiały ze szkoleń organizowanych przez pracowników Radia Maryja i Telewizji Trwam.

 

Założona przez o. Tadeusza Rydzyka Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej z Torunia brała udział w konkursie na szkolenie rzeczników prasowych sądów i prokuratur. Ministerstwo sprawiedliwości przyznało jej na to 3 mln zł, które w części będą pochodzić z unijnego Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (POWER), którą dysponuje resort Zbigniewa Ziobry. Szkoła redemptorysty wygrała, zostawiając w pokonanym polu m.in. Wyższą Szkołę Informatyki Zarządzania i Administracji w Warszawie, Wyższą Szkołę Bankową.

W jaki sposób uczelnia zrealizuje zadanie: „Opracowanie i wdrożenie programów szkoleń medialnych dla pracowników sądów i prokuratury”? Sprawdziliśmy, jak wyglądają inne medialne warsztaty organizowane przez toruńską szkołę – dla licealistów, studentów i kleryków. Przez ostatnie lata pracownicy o. Rydzyka tłumaczyli im, jak wyglądają „media od kuchni” i jak manipulują swoimi widzami. Fragmenty kilku takich szkoleń można obejrzeć w sieci.

O. Rydzyk: „Musi być SENS a nie seks”

Listopad 2011. Warsztaty na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego. Prowadzi je jeden z realizatorów obrazu w Telewizji Trwam. Temat: metody manipulacji.

– Postrzeganie rzeczywistości przez nasz umysł. Dlaczego to takie istotne? Bo w ten sposób media mogą manipulować milionami ludzi – mówi realizator. I wyjaśnia: jeżeli oglądamy telewizję, obraz stanowi aż 70 procent przekazu. A zaledwie 3 procent tego, co do nas dociera, to „treści merytoryczne”.

Pokazuje kolejne filmy: triumfalny przejazd Hitlera przez miasto, debatę Nixon-Kennedy, debatę Wałęsa-Kwaśniewski. – Lech Wałęsa miał bardzo mocne światło rzucone na twarz. Kwaśniewski miał światło przesłonięte tzw. fizelinami – wyjaśnia. I tłumaczy, że to, jak kandydaci wypadli wizualnie w debacie, miało potem przełożenie na wynik wyborczy.

Wykład kończy zabawna scenka: realizator przekonuje, że to samo zdanie wypowiedziane przez bohatera zupełnie inaczej odbierzemy, jeśli zostanie pokazany w planie bliskim, a inaczej, gdy w dalekim.

– Teraz dojedź – instruuje kamerzystę.

– Tylko proszę powiedzieć szczerze – komentuje słuchający w pierwszym rzędzie ojciec dyrektor.

– Kocham cię – mówi realizator mrugając zalotnie okiem. Sala wybucha śmiechem, rozlegają się oklaski.

– Kadrowanie ma kolosalny wpływ na przekaz informacyjny. W telewizji jest funkcja wydawcy, który steruje przekazem. Podpowiada realizatorowi, który ma przed sobą obraz z nawet kilkunastu kamer. Mówi: odjedź, albo pokaż plan totalny. I w zależności od tego, co pokaże, odbiór będzie inny. Jeżeli mamy publicystę, na którym nam zależy, pokazujemy go w planie średnim albo bliższym. Od razu to, co mówi, staje się ważniejsze. Jeżeli chcemy zminimalizować to, co mówi, pokazujemy plan totalny – tłumaczy.

Po nim na scenę wychodzi ojciec Rydzyk.

– Weźcie do ręki książkę „Świat manipulacji” biskupa Adama Lepy. Tu są opisane różne metody. Na przykład ingracjacja, czyli po prostu wazeliniarstwo – tłumaczy redemptorysta. – Na przykład: do Rzymu przyjechała delegacja, prezydent, żona. Ona podchodzi do Ojca Świętego, całuje go po rękach. Księży było pełno, zaczęli klaskać. Ja krzyknąłem wtedy „durnie, co robicie”. W telewizji pokazali, że ona jest taka dobra. To jest właśnie ingracjacja.

– Media kierują się jedną zasadą. SMS. Seks, muzyka, sensacja. A my mamy mieć SENS muzyka i sensacja – tłumaczy ojciec Rydzyk.

„Propaganda? Tak, ale prymitywnie rozumiana”

Czego jeszcze pracownicy mediów redemptorystów mogą nauczyć pracowników sądów? Pytamy medioznawcę prof. Wiesława Godzica ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej:

– Osoby, które są w tej szkole, są mi nieznane. Nie znam ich z książek, opracowań, nie spotykam ich na konferencjach. Jest to zdecydowanie grupa stojąca na uboczu rynku medialnego. Jedyną postacią, której dorobek znam jest biskup Adam Lepa, z którym się spotykałem, który nawet mnie cytuje w niektórych książkach – mówi „Wyborczej”. – Podkreślam ten fakt, bo to środowisko zamknięte: uznające wyłącznie swoich, lekceważące obcych – dodaje.

– Druga moja uwaga jest taka, że do jakiejkolwiek analizy mediów nie powinni się brać ludzie o bardzo określonym światopoglądzie. W tym przypadku mamy do czynienia z „katolicką metodą analizy” – wyjaśnia profesor. – Biskup Lepa pisze o propagandzie i manipulacji bardzo prymitywnie rozumianej. Ten używa propagandy, kto się ze mną nie zgadza. Tymczasem w przypadku propagandy musimy mieć wiedzę, że jest to robione celowo. Dużo częściej jest tak, że dziennikarze raczej nie dochowują standardów, nie sprawdzają kilkukrotnie. Zajmowanie się przede wszystkim „manipulacją” jest obsesją środowisk bliskich o. Rydzykowi.

Profesorowi pokazaliśmy także film z wykładu o manipulowaniu kadrem.

– Telewizja jest dużo bardziej złożona i to wszystko nie jest takie proste, jak mówią pracownicy mediów ojca dyrektora. Teorie o manipulowaniu kadrem mają już ponad 50 lat z okładem. Nie jest dobrze, by uczyć kogoś bazując na tezach dawno nieaktualnych – dodaje profesor.

– Od analiz Kracauera, czy Płażewskiego upłynęło pół wieku, a my ciągle pokazujemy wyczyny Goebbelsa. Czy redemptoryści są gotowi na kontekstowe teorie, na gender (bez tego trudno mówić rozsądnie o mediach)? Po co uczyć urzędników starych teorii manipulacji? Chaotyczne to wszystko, a nawet groźne, jeśli tak są rozumiane media – mówi prof. Godzic.

czegoszkola

wyborcza.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>