Duda, 18.09.2017

 

KRAINA POZORANTÓW

Tomasz Lis

Redaktor naczelny Newsweek Polska
17.09.2017

Andrzej przestał być Adrianem, ale nie przestał być wyrobem prezydentopodobnym. Andrzej ma więc prawo świętować wizerunkowy sukces, ale Polska żadnego powodu do świętowania nie ma, bo wciąż nie ma głowy państwa z prawdziwego zdarzenia.

Zmiana oblicza prezydenta Dudy była chyba najtańszym zabiegiem plastycznym naszych czasów. Jeden gest, dwa weta, trzy miny, cztery tygodnie, pięć spotkań konsultacyjnych i oto mamy nowego prezydenta. Czasem radykalna zmiana oblicza nie wymaga radykalnych ruchów skalpela. By wzbudzić uznanie publiki, wystarczą detale poprzedzone obniżeniem oczekiwań. Już nie podpisuje wszystkiego jak leci? Zawetował coś? Brawo! Niezłomny!

newsweek.pl

Michał Kolanko

PO nie wyjdzie z kryzysu bez zmiany modelu przywództwa

publikacja: 17.09.2017

Foto: PAP, Tytus Żmijewski

Niespełna dwa lata po objęciu władzy w partii Grzegorz Schetyna musi zmierzyć się z być może największym kryzysem w jej szeregach od przegranych wyborów w 2015 roku.

Notowania PO spadają, mimo wielu wpadek i kryzysów PiS się umacnia, a w Platformie zarówno szeregowi działacze, jak i kluczowi politycy mają coraz więcej wątpliwości i obaw co do przyszłości. Do tego na horyzoncie coraz bliżej wewnętrzne wybory.

Atmosfera w PO nie jest najlepsza. Ale największym problemem Schetyny jest to, że częścią szerszego kryzysu partii stało się jego własne przywództwo. Złożyło się na to wiele czynników, które wprost wynikają z modelu, który partii zaproponował jej obecny przewodniczący.

Gdy w styczniu 2016 przejmował władzę, zapowiadał szereg działań, które miały przynieść PO sukces: powołanie gabinetu cieni, liczne spotkania klubów obywatelskich, aktywność w terenie. Tymczasem organizacja kolejnych projektów, konwencji, partyjnych objazdów po kraju i demonstracji – to przez ostatnie kilkadziesiąt miesięcy w zasadzie jedyna metoda działania. Nie idzie za tym żadna treść poza hasłem anty-PiS. Teraz to podejście się mści. PO przygotowuje się do październikowej konwencji samorządowej, o której była mowa – jak się dowiadujemy – na czwartkowym posiedzeniu Klubu PO. Mają na niej paść deklaracje dotyczące decentralizacji i obrony samorządów. To jednak za mało…

Wcześniej, poza definiowaniem PO jako anty-PiS, Schetyna bardzo rzadko wskazywał ogólne kierunki, w którym jego partia pójdzie. Czasami rzucał tylko hasła, np. o „konserwatywnej kotwicy”. To prowadzi do tego, że gdy trzeba się szybko zdefiniować, jak przy wiosennej akcji PiS „4 pytania”, PO natychmiast się gubi. I sprawia wrażenie partii niezdecydowanej, ulegającej sondażom, bez tożsamości nawet w takiej sprawie jak uchodźcy. To jaskrawy kontrast z PiS, które w takich sprawach jest monolitem. Wyborcy wiedzą, co dostaną, gdy wybierają PiS.

Co zyskają, gdy zdecydują się na PO, poza zapewnieniem odsunięcia PiS od władzy? Nakłada się na to sposób sprawowania władzy w partii. Model w którym politycy tacy jak Borys Budka, Rafał Trzaskowski czy inni mają co prawda przestrzeń do rozwoju, ale nie uczestniczą w podejmowaniu decyzji. Za nimi stoi przewodniczący i wąskie grono jego doradców. To zaś sprawia, że Schetyna osobiście jest rozliczany z wyników. Zapowiadał wzmocnienie partii i sprawne zarządzanie, ale gdy przychodzi sondażowy dołek, kryzys i wątpliwości wobec jego przywództwa w takich warunkach są nieuchronne. Gdy Schetyna traci wizerunek sprawnego organizatora, to nie zostaje mu już nic.

– Nie miało być charyzmy, ale miały być przynajmniej wyniki – podsumowuje rozczarowany polityk PO.

Teraz nawet podwójne weta Dudy nie zatrzymały marszu PiS. Jak słyszymy, wewnętrzne badania PO pokazują, że Prawo i Sprawiedliwość zyskuje nowych wyborców, do których przez dwa lata PO nie była zdolna sięgnąć. To jeszcze bardziej pogarsza nastroje.

– Sytuacja jest taka, że gdyby były teraz wybory wśród działaczy, to Schetyna dostałby 15 proc. – przyznaje jeden z polityków partii znających jej wewnętrzną sytuację. Morale podcięła też deklaracja lidera, że nie podda się partyjnemu rozliczeniu, nawet jeśli wynik wyborów samorządowych będzie zły. PO musi jeszcze przetrwać wewnętrzne wybory, a złe nastroje w partii pogłębiają pogłoski o tym, że Schetyna, obawiając się o lokalne wyniki, doprowadzi do zmiany statutu i powrotu wyboru „baronów” w województwach przez małe grupy delegatów, a nie wszystkich członków partii na danym terenie.

Kłopoty wyborcze są jednak wtórne wobec modelu partii i przywództwa: coraz więcej polityków PO zdaje sobie sprawę, że bez wyraźnego zdefiniowania wizji – nawet nie programu, ale tożsamości i koncepcji tego, jakie ma być państwo po rządach PiS – będzie tylko trzymaną przez Schetynę w garści strukturą bez szans na zwycięstwo.

rp.pl

Marek A. Cichocki

Cichocki: Stan wrogości

publikacja: 17.09.2017

Foto: archiwum prywatne

Nie oburza mnie wcale zmiana, która zachodzi od jakiegoś czasu w państwach naszego regionu, szczególnie na Węgrzech i w Polsce, o ile wynika ona z całkiem zrozumiałej potrzeby poważnej korekty bezalternatywnej, neoliberalnej transformacji, która zaczęła się w latach 90.

Ta sprawa jest także w oczywisty sposób powiązana z UE i z charakterem integracji europejskiej ostatnich trzech dekad. Różne postacie kryzysów Unii pokazały w ostatnich latach, że integracja ta pod wieloma względami wykazuje poważne błędy, dlatego kontynuowanie bezalternatywnego status quo jest drogą do katastrofy. Pod jednym względem brexit mógł więc przynieść nam wszystkim zasadniczą korzyść, pokazać, że status quo można i należy zmienić.

Wiele osób, także wśród liberałów, rozumie dzisiaj zarówno konieczność istotnej korekty dotyczącej neoliberalnej logiki transformacji w naszej części Europy, jak konieczność poważnego przemyślenia integracji europejskiej. Andrzej Szahaj pisał ostatnio o liberalizmie śmieciowym, Thomas Piketty o tym, jak zachodnie firmy kolonizowały Rosję po upadku sowieckiego imperium, tworząc dzisiejszego Putina, Bloomberg opisuje, jak zagraniczny kapitał uzależnił całkiem kraje Europy Środkowej, Wolfgang Streeck czy Janis Warufakis piszą, jak UE sama stworzyła podstawy swojego kryzysu. Przykłady można mnożyć. Nie miejmy jednak złudzeń, taka zmiana status quo jest zawsze naruszeniem potężnych interesów.

Dlatego martwi mnie co innego. To, w jakim stopniu pod wpływem narastających konfliktów stajemy się sobie obcy. Ta obcość, która nie jest wcale różnicą interesów, ale coraz częściej wyrażana jest jako obcość kulturowa, może powoli przeradzać się we wrogość. Właściwie tak już się staje. Ostatnio pewien „liberalny” dziennikarz „liberalnej” gazety „Süddeutsche Zeitung” napisał, że wobec niepokornych państw z Europy Środkowej UE musi stworzyć coś w rodzaju systemu nuklearnego odstraszania. Chodziło mu oczywiście o artykuł 7 traktatu lizbońskiego, jednak język wyraża stan umysłu. Taki stan wrogości może być zgubny dla Europy, przed nami bowiem na pewno jeszcze wiele niebezpiecznych momentów i kryzysów. Powinniśmy się trzymać razem, ale to wymagałoby opamiętania się – po obu stronach!

Autor jest profesorem Collegium Civitas

rp.pl

Tomasz Krzyżak

Krzyżak: Polskę obronią wolontariusze

publikacja: 17.09.2017

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Liczę, że ta sprawa zostanie dogłębnie wyjaśniona. Powinniśmy się troszczyć, by wszystkie nasze działania były zgodne nie tylko z prawem, ale też ze standardami etycznymi, w imię których szliśmy do wyborów” – tak w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wicepremier Jarosław Gowin komentuje działania Polskiej Fundacji Narodowej (PFN), która za pieniądze pochodzące z państwowych spółek robi propagandową kampanię na rzecz reformy sądów.

Wicepremier utrzymuje przy tym, że Fundacja jest potrzebna i sam przyklaskiwał jej powołaniu.

Co do tego, że instytucja stawiająca sobie za cel podejmowanie działań na rzecz dobrego imienia Polski – szczególnie za granicą – jest potrzebna, wątpliwości żadnych nie ma. Muszą się one pojawić jednak wtedy, gdy szczytną ideę zastępuje cel inny, bardziej przyziemny: walka o wpływy, o władzę, rząd dusz.

„Działania statutowe podjęte przez Fundację włączają się w nurt ogólnopolskiego i światowego zainteresowania przeprowadzanymi w Polsce reformami” – tak w komunikacie o trwającej już kampanii dotyczącej reform sądownictwa piszą władze PFN. „Działania nasze mają na celu wyjaśnienie polskiej i światowej opinii publicznej znaczenia tych reform oraz pokazania, że znajdują się one w nurcie europejskiego i światowego dziedzictwa demokratycznego. Kampania informacyjna, o której mowa, ma na celu ochronę wizerunku Polski przez pryzmat udanych reform dokonywanych po 2015 roku” – czytamy dalej w komunikacie. W porządku, ale konia z rzędem temu, kto dostarczy dowód na to, że kampania ma zasięg międzynarodowy, że obywatele Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii dowiedzieli się już o rozmiarach i korzyściach polskich reform.

A przecież PFN miała promować Polskę, miała walczyć m.in. z kłamliwymi informacjami o „polskich obozach śmierci”. Nie przypadkiem przecież w jej władzach znalazł się założyciel Reduty Dobrego Imienia, która akurat na tym polu miała pewne sukcesy.

„Niech zostanie tak, jak było” – głosi jedno z haseł umieszczanych przez PFN na billboardach. Lecz gdyby wejść głębiej w szczegóły całej kampanii, gdyby się zastanowić nad tym, w jaki sposób ją przeprowadzono, jak zarzekano się, że nie jest to inicjatywa rządu itp., to dość szybko dojdziemy do przekonania, że to wszystko jest takie zwyczajne, doskonale nam znane, takie po prostu polskie – bo przecież miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle.

Całe szczęście, są na świecie ludzie, którym wbrew wszystkiemu jeszcze się chce bronić dobrego imienia swojej ojczyzny. Wielu spośród prawie 3 tys. wolontariuszy działających w Polish Media Issues nie zna języka polskiego, a jednak słowo „Polska” coś dla nich znaczy. Dla niego godzinami siedzą przed komputerami i tropią nieprawdziwe informacje o swoim kraju. Edukują innych. Nie robią kampanii za grube miliony. Pracują za darmo, bez oczekiwania na pochwały, bez oglądania się na wsparcie ze strony resortu dyplomacji. Bez dorabiania ideologii. Po cichu. Z miłości do Ojczyzny.

Łowcy kłamstw walczą o Polskę >A4

rp.pl

amk

Macierewicz: wyrok norymberski jest niepełny, nie obejmuje ludobójstwa sowieckiego

publikacja: 17.09.2017

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Gdyby nie cios ze strony sowieckiej, losy wojny potoczyłyby się inaczej; nie byłoby Holokaustu – mówił w niedzielę przed Pomnikiem Poległym i Pomordowanym na Wschodzie minister obrony Antoni Macierewicz.

W uroczystości obchodów 78. rocznicy agresji sowieckiej na Polskę wzięli udział przedstawiciele parlamentu, kancelarii prezydenta, rządu, samorządu, Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń. Listy do uczestników wystosowali prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło.

„Żołnierz polski był zdolny i walczył przeciwko hitlerowskiemu, niemieckiemu najeźdźcy i gdyby nie cios ze strony sowieckiej, losy wojny potoczyłyby się inaczej” – powiedział Macierewicz. Ocenił, że ta świadomość „powoli przedziera się do podręczników szkolnych, zaczyna być udziałem także naszej codzienności artystycznej, kulturalnej, a nawet czasami medialnej, choć z tym jest ciągle najgorzej” – powiedział. „Wciąż nie ma świadomości na świecie, że nie byłoby Holokaustu – i warto z tego wreszcie zdać sobie sprawę – gdyby nie pakt Ribbentrop-Mołotow, (…) nie byłoby tej zbrodni, która po dzień dzisiejszy jest symbolem II wojny światowej”. – dodał.

Podkreślił, że po 17 września 1939 r. „300 tysięcy żołnierzy na froncie zachodnim i wschodnim walczyło z oboma najeźdźcami”, a armia Związku Radzieckiego była jedną najpotężniejszych, „jeśli nie najpotężniejszą” w Europie.

Zaznaczył, że „agresja niemiecka, agresja hitlerowska, została potępiona w wyroku norymberskim”, który – jak ocenił – jest niepełny, bo „nie obejmuje ludobójstwa sowieckiego”. „Wyrok norymberski nie obejmuje tego, że bez rosyjskiej, bolszewickiej inicjatywy nie byłoby II wojny światowej”. „To pakt Ribbentrop-Mołotow umożliwił zniszczenie całej Europy” – dodał.

„Przynajmniej do roku 2015 uznawano prawa jednego ze wspólników, a (…) potępiano drugiego. Czas najwyższy, by ci, którzy wywołali II wojnę światową, ci, którzy doprowadzili do niebywałych cierpień całej ludzkości, ci, na których rękach po dzień dzisiejszy jest krew milionów obywateli polskich i cierpień całego świata, ponieśli pełną odpowiedzialność za swoje czyny tak, jak ponoszą ją agresorzy niemieccy, poddani Hitlera” – oświadczył Macierewicz.

„Wciąż 17 września jest dla dużej części opinii publicznej datą nieznaną, datą, która nie niesie z sobą tej straszliwej grozy zniszczenia, jaką niesie ze sobą pamięć o 1 września 1939 roku” – podkreślił Macierewicz.

Jak mówił, źródłem „zbrodni 17 września było dążenie do likwidacji państwa polskiego (…) nienawiść do istnienia niepodległego narodu polskiego”. Dodał, że Polska zaczyna wyciągać wnioski z tego, co się wtedy stało.

„Najwyższe władze muszą oddać hołd tym, którzy ginęli, ale i tym, którzy o prawdę walczyli”. Szef MON przypomniał, że prawdy o tych wydarzeniach „przez dziesiątki lat nie wolno było wyrazić”. Ubolewał, że podczas gdy na świecie prawda o Holokauście jest znana, to „prawda o ludobójstwie sowieckim wciąż jest zapoznawana”. „Świat czeka na +Norymbergę dwa+” – oświadczył.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz przypomniała, że zajęcie przez Armię Czerwoną wschodnich terenów II RP było początkiem porządku jałtańskiego w Europie. „Bestialstwem okazały się ciosy zadane w jednym czasie z zachodu i ze wschodu (…), a za żołnierzami Armii Czerwonej wkraczały oddziały NKWD, dokonując masowych represji i codziennością stały się mordy, zsyłki do łagrów, deportacje całych rodzin do Kazachstanu i na Syberię oraz masowa grabież polskiego majątku narodowego, dóbr prywatnych” – powiedziała.

Podkreśliła, że wśród ofiar stalinowskich zsyłek znalazło się wiele kobiet z dziećmi. „Tutaj na skwerze Matki Sybiraczki zawsze proszę o chwilę zadumy nad tymi dzielnymi kobietami, które na zesłaniu chroniły dzieci przed złem sowieckiego terroru, poświęcały zdrowie, a nieraz niestety i życie, by je nakarmić, edukować” – mówiła.

Prezes fundacji Poległym i Pomordowanym na Wschodzie Leon Komornicki przypomniał, że „Stalin zamordował półtora miliona obywateli polskich”, a ok. 2 mln zostało przesiedlonych; Polacy ginęli w łagrach i kopalniach.

Oddał hołd „tym wszystkim, którzy oddali swoje życie w wyniku agresji sowieckiej: kobietom, dzieciom, żołnierzom, inteligencji polskiej – bo ona także była tym elementem, który był objęty szczególnym uderzeniem władz sowieckich. Stalin robił wszystko, żeby ten najważniejszy element polskiej tożsamości zniszczyć i to zrobił” – zaznaczył Komornicki.

„Powinniśmy sobie także stawiać pytanie, co zrobić, by ta ofiara, złożona na ołtarzu ojczyzny, nie została zmarnowana. Na to pytanie odpowiedziało obecne kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, dokonując Strategicznego Przeglądu Obronnego” – powiedział emerytowany generał dywizji.

Dodał, że SPO wskazał także na zagrożenie ze wschodu, bo „Rosja dzisiaj nie jest taka sama, ale jest ta sama – reprezentuje tę samą ideologię imperialną, zagraża bezpieczeństwu swoich sąsiadów i buduje adekwatny do tego potencjał, który ma charakter zaczepny”. Dodał, że potencjał ten jest rozmieszczany u granic NATO, „i o tym też świadczą ćwiczenia Zapad”.

Zaznaczył, że „w ślad za identyfikacją zagrożeń” w SPO określono także zamiar budowy siły obronnej zdolnej zniechęcać potencjalnego agresora. Dodał, że przemysł obronny jest w coraz lepszym stanie i ściśle współpracuje z wojskiem. „Powstaje obrona terytorialna i to jest kluczowy komponent siły obronnej państwa, to musi być stworzone i to powstaje i trzeba to popierać” – powiedział emerytowany generał dywizji.

Przypomniał zasługi tych, którzy prawdę o 17 września pielęgnowali w okresie PRL.

Zastępca prezesa zarządu głównego Związku Sybiraków Mieczysław Pogodziński dziękował za pamięć o tragedii Sybiraków. „Walczymy o utrwalenie tego, o tę prawdę, którą w tej chwili możemy głosić i o której było tak pięknie powiedziane” – powiedział.

Tragedia Sybiraków – mówił Pogodziński – głód, chłód, choroby, wszelkiego rodzaju cierpienia, nie dają się opisać w słowach”. „Ale w tej chwili jesteśmy wdzięczni za to, że padają tu słowa pełnego zrozumienia dla nas” – dodał. „Widzimy, że sprawy Sybiraków są historycznie i faktycznie realnie dobrze znane, za co jesteśmy wdzięczni i serdecznie dziękujemy za taką postawę” – podkreślił.

Listy do uczestników uroczystości wystosowali prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło.

„Pamiętamy, że zniszczenie niepodległego państwa polskiego w roku 1939 i eksterminacja jego obywateli podczas II wojny światowej nie były dziełem samych nazistowskich Niemiec, lecz efektem ich sojuszu z Sowietami. Pamiętamy, że polscy patrioci byli prześladowani i mordowani zarówno przez funkcjonariuszy Gestapo, jak i NKWD” – napisał prezydent w liście odczytanym przez szefa BBN Pawła Solocha.

„Właśnie w tym dniu, pełnym bolesnych wspomnień, umacnia się w nas niezłomne postanowienie, by nigdy więcej nie dopuścić do podobnej tragedii. Musimy własną rzetelną, wytrwałą pracą budować siłę, stabilność i nowoczesność suwerennej Rzeczypospolitej. Musimy dbać o jej rozwój i dostatek. Musimy wzmacniać zdolności obronne sił zbrojnych i potencjał gospodarki narodowej. Musimy upowszechniać wiedzę o historii ojczystej i kształtować patriotycznego ducha (…) Wszystko to jest konieczne właśnie w imię pamięci o tamtych cierpieniach i śmierci naszych rodaków” – napisał prezydent.

Szefowa rządu w liście, który odczytał min. Adam Lipiński, zapewniła, że „niepodległa Rzeczpospolita nigdy nie zapomni o ofiarach zbrodniczych totalitaryzmów”. „Przed 78 laty, w cieniu agresji hitlerowskich Niemiec, Armia Czerwona uderzyła na wschodnią granicę ojczyzny, odbierając Polakom możliwość skutecznej walki obronnej” – napisała premier, przypominając Katyń, Miednoje i Charków – miejsca zsyłki i kaźni.

„Zapoczątkowana przez pakt Hitlera ze Stalinem sowiecka dominacja oznaczała tragedię Polaków jeszcze długo po zakończeniu wojny” – napisała Szydło, przypominając także, że przez kilkadziesiąt lat fałszowano historię o tych wydarzeniach. „Jesteśmy świadomi, że pamięć oparta na fundamencie prawdy może być skuteczną tarczą przeciwko niebezpieczeństwu kolejnej wojny” – zaznaczyła.

17 września 1939, łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia paktu Ribbentrop-Mołotow. W wyniku najazdu i rozbioru Polski dokonanego przez III Rzeszę i ZSRR, Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Pełna liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest znana.

rp.pl

Zakładnicy słowa patriotyzm

Andrzej Celiński

17.09.2017
niedziela

Animator i główny beneficjent SKOK-ów, które kosztowały nas już 4,2 mld złotych, jest dziś przewodniczącym senackiej komisji finansów publicznych i budżetu. To, że postawiono na niego – ale i sposób, w jaki to zrobiono – wiele mówi o moralnej odnowie polityki. Dla ludzi „dobrej zmiany” Kasy miały w kontrze do „zagranicznych banków” miały być ikoną ekonomicznego patriotyzmu. Nie mówiono ile w akcji kredytowej sektora – jednej z dźwigni gospodarki – jest tego „zagranicznego kapitału” a ile kapitału własnego, „niezagranicznego”. Nie wspominając o know-how i kwestii zaufania. Nie mówi się dzisiaj o tym – co jest drobiazgiem wobec całości – skąd wzięły się pieniądze na wypłaty depozytów ulokowanych w upadłych „czysto polskich” Kasach. Nie mówi się też, dzięki komu polscy ekonomiczni patrioci lokujący oszczędności w SKOK-ach otrzymali zwrot pieniędzy.

Ramę prawną i pierwotnego wyłączenia ich spod kontroli Komisji Nadzoru Finansowego, a następnie odciąganie w czasie objęcia ich tą kontrolą, zawdzięczają Kasy zmarłemu w katastrofie lotniczej prezydentowi i ówczesnemu ministrowi, aktualnemu prezydentowi. Pierwszemu stawiają pomniki, drugi cieszy się wielkim i prawdziwym zaufaniem opinii publicznej.

Jednym z postulatów strajków 1980 r. było wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji a nie partyjnej przynależności. Przy Okrągłym Stole wprost stwierdzono: wyprowadzić partie z zakładów pracy. Dzisiaj nomenklatura tam gdzie może, czyli w sektorze państwowym, jest zasadą polityki kadrowej. Schodzi niżej i sięga głębiej niż kiedykolwiek. Rozwijali ją i doskonalili poprzednicy PiS, zwłaszcza PSL i Platforma, wcześniej AWS (kierownictwo SLD miało większe opory (z uwagi na historię), lecz „doły” też mocno naciskały). Ale PiS uczynił ją kompletną. Dzięki Janowowi Podlaskiemu i Michałowicom kto tylko chciał mógł zobaczyć, już na samym początku realizacji „dobrej zmiany”, prawdziwy stosunek jej autorów do postulatu 12. gdańskiego MKZ. Dzisiejsza „Solidarność” dumna z nazwy i historii, do której się odwołuje, milczy.

Afera billboardowa odsłoniła prawdziwy powód powołania organizacji o nazwie Polska Fundacja Narodowa: finansowanie partii pieniędzmi spółek prawa handlowego. Dla widzących rzeczy takimi, jakie są, było wiadome to od początku. Sam jestem ciekaw czy prezesi spółek finansujący tę organizację mają świadomość, że uczestniczą w działaniach właściwych mafiom. Przecież dotacje ich spółek na rzecz PFN są korupcją polityczną, działają na szkodę każdej ze spółek obniżając ich wynik finansowy. Na dodatek bez jakiegokolwiek rzeczowego uzasadnienia. Fundamentem biznesu jest przecież zasada, że każdy koszt musi być pokryty przychodem. Jaki przychód dla zaangażowanych spółek przynosi ten koszt? Nominaci partii w tych spółkach nie tylko wysługują się mocodawcom, ale wplątywani są w zbiorową odpowiedzialność karną. Przywrócenie praworządności, nawet dla tych, którzy legitymują się zarządczą fachowością, nie jest od tej pory w ich interesie. Przypomina się jak w 1980 r. i później, po roku 1989, stanęła sprawa finansowania klubów sportowych przez wielkie przedsiębiorstwa i fikcyjnych etatów dla sportowców. Sprawa całej tej hipokryzji, w jakiej zanurzony był sport lat 60. i 70. Ale tam można było przynajmniej zasłaniać się budowaniem wizerunku, czy nawet reklamą produktu. Inna rzecz: na ile potrzebna była reklama węgla albo na ile skuteczne było ocieplanie wizerunku służby bezpieczeństwa i milicji obywatelskiej (kluby gwardyjskie).

Nielegalne finansowanie partii to niejedyny przejaw politycznej korupcji, w której uczestniczy fundacja. Są tam też transfery pieniędzy do prywatnych kieszeni. Nieprzypadkowo wydaje się pieniądze z wolnej ręki. Nieprzypadkowo też Sejm i Senat za zgodą prezydenta wyposażyli partię (ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego jako wykonawcę jej woli) w zdolność zawieszania każdego postępowania. Kiedy wybitny zresztą „wizerunkowiec” Tuska chciał wykorzystać swe kompetencje w biznesie zdominowanym przez Skarb Państwa (29 proc. udziałów), został wymieciony chyba w miesiąc. Co też jest patriotycznym kuriozum: jesteś naprawdę dobry, omijaj najszerszym łukiem posadę rządową, całe życie będzie się za Tobą wlokła.

Nie dzieje się to gdzieś w buszu, w odciętym pustyniami i tropikiem zapomnianym zakątku świata.

Nie mnożę przykładów. Od jesieni 2015 r. opinia publiczna wciąż słyszy o kolejnych odsłonach polskiej hańby – począwszy od sprawy ułaskawienia skazanego nieprawomocnym wyrokiem za przekroczenie władzy byłego (i obecnego) szefa CBA i dwóch innych oskarżonych. Nikt kto wykazuje minimum obywatelskiej ciekawości nie będzie mógł za dekadę oświadczyć, że nie wiedział, nie słyszał, nikt mu nie powiedział.

Nie tylko o kasę chodzi. W końcówce lat 70., w wielkich emocjach wywołanych bezsilnością wobec niegodziwości ówcześnie rządzących w towarzystwie przynajmniej jednego dzisiejszego ministra rządu (i to niezwykle wpływowego), mówiłem: „A niechby wzięli te swoje miliony, na dziwki wydali, w Monte Carlo w rulecie przepuścili, ale odczepili się od tej Polski raz na zawsze”. Ile ludzie jednej, nawet sporej, partii mogą się nachapać?

Polacy marzyli nie tylko o wolności, o niepodległości, o jakichś fundamentach materialnych i godności, ale także o tym, aby Polska politycznie była tam gdzie ich zdaniem być powinna. Wiadomo, co to znaczy. Nie ma tu miejsca na skomplikowane interpretacje. Z pewnością nie na (mityczne zresztą) Trójmorze, Międzymorze czy jakieś Wielomorze. Nie linia Północ-Południe od Skandynawii po Bałkany. Nie ten ciepły człowiek z białoruskiego Mińska. Z pewnością nie Sławonia. Europa, w której chcieliśmy być, to nie jej azjatycka (sorry za geografię fizyczną) część. Taka redukcja nie była nigdy marzeniem Polaków. Może tylko wąskiej grupy sprzedawczyków w XVIII w. i tzw. realistów w wieku XIX. Polska zorientowana na azjatycką część Europy była dla Polaków przekleństwem.

Ludzie PiS mają usta wypełnione hurrapatriotycznymi frazesami, pozują na obrońców „honoru i dobrego imienia”, zatopieni są w historycznych rekonstrukcjach. Klęski nazywają zwycięstwami, tworzą specjalne instytuty pamięci, przewracają jedne pomniki (nie widzą choćby udziału batalionu ZWM w powstaniu warszawskim, czy ofiary życia Hanki Szapiro-Sawickiej). Wywyższają jednak peerelowskich politycznie usłużnych w tamtym czasie prokuratorów i sędziów. Dziwne, że nie odemknie się w ich głowach ta historycznie zweryfikowana prawda, że przychodzi kiedyś czas zapłaty za zdradę. Za jawne, oczywiste, wszystkim zainteresowanym (z dobrą albo i ze złą wolą) okazane, pogrążanie armii w chaosie. Za wyzbywanie się jej największych atutów – wykształconych na misjach i w akcjach, uwiarygodnionych w NATO ludzi. Za niszczenie dobrych relacji z Francją i Niemcami, obrażanie sąsiadów (Litwa), za szczyty niekompetencji, za jawny, oczywisty korupcyjny i pozostawiony bez urzędowego echa autodonos (sprawa caracali).

Nieprzemakalni. Ani konie, ani puszcza, ani Trybunał, ani gimnazja, ani caracale, ani armia, ani nomenklatura, ani pisiewicze, ani potłuczone na drobne kawałki marzenia pokoleń. Nie ma dziś w Unii państwa tak głęboko skorumpowanego, w którym animatorami i jednocześnie beneficjentami korupcji wyłączającymi ustrojowe bezpieczniki praworządności są ludzie ze samych szczytów polityki.

Ale to nie jest czysta ich uzurpacja. Owszem, w sensie konstytucyjnym. Ale nie politycznym. Wszystko co dobre i wszystko co złe w historii narodów, poza wielkimi kataklizmami przyrody jest na początku w głowach. To co widzimy dziś w Polsce, co dzieje się z naszym państwem, z jego instytucjami, pozycją, wizerunkiem – jest naprawdę. Mierność opozycji parlamentarnej (ale i pozaparlamentarnej) okazywana brakiem elementarnej zdolności hierarchizowania potrzeb kraju (rozbijają się o sprawy pięciorzędne, nie są w stanie połączyć się w sprawie najważniejszej), nie tłumaczy poparcia dla ekipy, która odmienia przyszłość na gorsze.

Wydaje mi się, że staliśmy się (w większości) zakładnikami słów, które lawiną od ćwierćwiecza spadają na nas od strony ludzi pozbawionych skrupułów, za to konsekwentnie dążących do władzy. Którzy odmieniają znaczenie słów dla ojczyzny najważniejszych na ich przeciwieństwo. Wydaje mi się, że zostaliśmy zdominowani, w jakimś sensie także w przestrzeni moralnej, przez ludzi, dla których celem jest władza nawet byle jaka, byle własna.

Jest coś niedobrego w naszej kulturze z samym rozumieniem pojęcia „władza”. Z nieprzebranymi pokładami nieufności. I z niczym nieuzasadnionym przeświadczeniem ludzi wolności, demokracji i praw człowieka (swoją drogą ciekaw jestem intelektualnej i religijnej konfrontacji kwestii filozofii praw człowieka i dominującego dziś u nas rozumienia patriotyzmu), że te wielkie wartości zakotwiczone w marzeniach pokoleń same się bronią.

celinski.blog.polityka.pl

Kościelscy dla Zajączkowskiej

Justyna Sobolewska

17.09.2017
niedziela

Nagrodę Fundacji im. Kościelskich otrzymała w tym roku Urszula Zajączkowska za tom wierszy „minimum” (wyd. Warstwy). I ten werdykt bardzo cieszy, bo w jej książce bardzo ciekawie poezja spotyka się z anatomią i botaniką, czyli zupełnie różne sposoby patrzenia na rzeczywistość i różne języki.

Ta książka przypomina zielnik – w środku znajdziemy nawet XIX-wieczne ryciny roślin.Autorka zajmuje się badaniem budowy i życia roślin, a szczególnie dziedziną, która sama brzmi poetycko – zranieniami drzew.

W jej wierszach pojawia się laboratorium, w którym bohaterka kroi rośliny. Są łąka i trzciny, i muchy. Po debiucie („Atomy”) Zajączkowska została określona jako poetka przyrody, tymczasem tom „minimum” jest oszczędniejszy w formie, ale i o wiele pojemniejszy. Znajdziemy tu nawet konflikt nauk, w którym te „zielone”, przyrodnicze, jako mniej poważne przegrywają z matematyką i fizyką. Zajączkowska nie zgadza się na ograniczanie natury do sielskich obrazków z łona przyrody – interesują ją wszystkie przejawy życia i śmierci (jest tu jej bardzo dużo).

Jej wiersze są bardzo oszczędne, z jednej strony patronuje im Szymborska, którą też fascynowały przyroda i kosmos, z drugiej Anna Świrszczyńska i jej spojrzenie na cielesność. Świetnie Zajączkowska prześwietla ciała – roślin i ludzi, tak jak w wierszu „Kościotrup”.

Wiersze Zajączkowskiej rozszerzają perspektywę patrzenia, jest makrokosmos i mikrokosmos, a tym, co łączy spojrzenie na zewnątrz i wewnątrz, jest czułość wobec istnienia, „światłowody czułości”, które przenikają całą tę poezję: „światło, rośliny, ja”.

sobolewska.blog.polityka.pl

W nowym Newsweeku mnóstwo smakowitych kąsków m.in. w artykule M.Krzymowskiego o Joachimie Brudzińskim.

Filmowy paw.

Paw Polskiej Fundacji Narodowej na sędziów

Paw Polskiej Fundacji Narodowej na sędziów

   17 września 2017

„Dzień świra” już nakręcony, a Maciej Świrski ma daleko do Marka Koterskiego. Lecz werbunek do roli pijanego sędziego już się rozpoczął, scena ma wyglądać następująco: „Dwóch sędziów pije alkohol, główny sędzia ma wsiąść do auta i spowodować wypadek”.

Ubogie narracyjnie, prawda? Gdyby okazało się, że sędzia nie ma prawa jazdy, to owszem, byłoby lepsze, bogatsze. Acz to jeszcze nie Hitchcock.

Słynna już Polska Fundacja Narodowa (PFN) kręci spot o pijących sędziach. Podobną przygodę, jak opisaną w scenariuszu miał Mel Gibson, który trzy lata temu zachował się, jak owi sędziowie w scenariuszu pisowskiej fundacji. Zatrzymany przez policję wznosił ponadto okrzyki: – Żydzi rządzą!

To musi się PiS-owi podobać. A do tego Gibsonowi trudno zarzucić braki aktorskie, nie musiałby przechodzić przez procedury castingu. Tylko to honorarium – 4 tys. zł – nie przemówi mu, on więcej wydaje dziennie na gumę do żucia. Warto pamiętać, że o Gibsona zabiega minister od kultury Piotr Gliński, który ma za cel realizować marzenia prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – filmy hollywoodzkie po polsku.

Wracając do tematu – dlaczego jednak pijany sędzia ma być rodzaju męskiego? Wszak przeszkolona w temacie picia jest Elżbieta Kruk, ta to potrafi z gracją i odpowiednią dykcją na alkoholu powiedzieć: „Coś tam, coś tam„.

PiS nie lubi I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf. Można odpowiednio zasugerować i wskazać, że kobiety też pociągają – i tak dalej. Scenarzyści z PFN! Więcej wyobraźni, bo wskazując na bałagan w sądach porównać można ośrodki Temidy do burdelu. Idźmy dalej – inspirując się Hitchcockiem – wsiada Kruk do samochodu (limuzynę wypożyczyć od rządu, mają tam nową dostawę BMW) i bach, trach! wypadek – leży. I wcale nie musi to być Kruk, bo nie wiadomo, czy potrafi odegrać rolę trupa, tj. pijanej w trupa. To z kolei ma przećwiczone na korytarzu sejmowym senator PiS Bogdan Pęk.

Widzę, że pisowska fundacja od promocji Polski w Polsce trafiła na żyłę tematów. I jakie to polskie, arcypolskie.

Ryszard Czarnecki może żałować, że PFN mu nie pomogła, gdy wyraził chęć startu na szefa PZPN czy też PKOl. Przecież sportowcy dają w gardło, aż huczy. Co rusz wybuchają afery biesiadne i nasi mistrzowie są zawieszani w prawach reprezentanta.

Wiceszef PFN Świrski może mieć kłopot z tytułem spotu, bo „Dzień świra” to już klasyka, może jakiś dzień pawia, rzygu, cofki. W języku polskim synonimów o skutkach tego narodowego sportu jest bez liku.

Polska Fundacja Narodowa haftuje na zawód sędziego. Nietrudno sobie wyobrazić, iż obecni przestępcy i przyszli kryminaliści właśnie otwierają flaszki i się radują. Tak obrzygany zawód sprawiedliwych będzie zasądzał im niskie wyroki. bo żul jeden z drugim powoła się na pisowskie wiekopomne dzieło.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Ile minister Radziwiłł ma na sumieniu śmierci? Setki, tysiące. Na tego łotra trzeba Kmicica

Pisarka Maria Nurowska uważa, że łotr Konstanty Radziwiłł ma na rękach krew Polaków. Jego zarządzanie ministerstwem zdrowia to jak polityka zombie.

Radziwłł udaje świętoszka. To klasyka łotrów i złoczyńców. Nurowska opisuje jeden z przypadków, a takich w kraju są tysiące, jeżeli nie dziesiątki, a niedługo setki tysięcy.

Panie Radziwiłł, dokonujesz mordu na Polakach. Potrzeba na ciebie Kmicica, aby cię płazował.

PiS jest gotowy do zmiany mediów. Powstał projekt ustawy

17.09.2017

Wiceminister kultury Jarosław Sellin poinformował na antenie Radia ZET, że gotowy jest już projekt ustawy o dekoncentracji kapitału w mediach. – Czeka tylko na decyzję polityczną – dodał.

Jarosław Sellin przekonywał, że kwestia ograniczania udziału zagranicznego kapitału w spółkach medialnych nie będzie naruszać unijnych przepisów dot. swobodnego przepływu kapitału. – Te same przepisy unijne i zalecenia Rady Europy zalecają, żeby akurat w przestrzeni mediów pilnować, by nie było nadmiernej koncentracji i by kapitał narodowy był dominujący – przekonywał.

Wiceminister nie chciał ujawnić, jakie rozwiązanie proponowało będzie Ministerstwo Kultury. Z przecieków medialnych wynika nowe prawo o dekoncentracji miałoby ograniczać udział zagranicznego kapitału w spółkach medialnych do 15-20 proc.

Plany repolonizacji

Repolonizacja mediów, ogłoszona przez Prawo i Sprawiedliwość, będzie wzorowana na systemie znanym m.in. z Francji, gdzie udział kapitału zagranicznego nie może przekraczać 20 proc. PiS chciałoby odsetek ten jeszcze zmniejszyć – nawet do 15 proc. – To by oznaczało, że np. TVN należąca do amerykańskiej firmy medialnej Scripps przeszłaby zmianę, dobrą zmianę – mówił w sierpniu w rozmowie z ”Super Expressem” „ważny polityk PiS”.

Po wejściu w życie nowych przepisów regulujących rynek mediów, problemy mogłyby dotknąć także m.in. „Newsweeka”, „Fakt”, portale Onet.pl i Interia.pl oraz dwie najpopularniejsze rozgłośnie radiowe w kraju: RMF FM i Radio ZET. Inny rozmówca „Super Expressu” z PiS – poseł Stefan Godzic – przyznał, że obawia się „ogromnych protestów” ze strony mediów, zwłaszcza stacji TVN, należącej do amerykańskiej firmy medialnej Scripps. – Nie wiadomo, jak to wszystko by się zakończyło – ocenił.

Na temat dekoncentracji mediów w jednym z wywiadów wypowiadał się także prezes PiS Jarosław Kaczyński. Pytany o najbliższe plany jego ugrupowania, prezes PiS stwierdził, że jego partia podejmuje obecnie „ogromną ilość działań” w ramach dobrej zmiany. – Jeśli chodzi o takie duże reformy, to z całą pewnością przed nami stoi kwestia dekoncentracji mediów. Też będzie na pewno bardzo silny opór – mówił.

wprost.pl

Cały pisowski naród czeka na relikwie smoleńskie, a ci w kulki lecą.

Prof. Karol Modzelewski: Dojdzie do głosu gen konformizmu

WRZESIEŃ 16, 2017  KAMILA TERPIAŁ
Prof. Karol Modzelewski: Dojdzie do głosu gen konformizmu

Oni myślą, że ludzie uwierzą w obsmarowywanie niezależnych sądów, jak się wyciągnie kilka prawdziwych i kilka sfingowanych przypadków, i to głównie przez bezpiekę – mam na myśli ABW lub inne obecne jej mutacje, i publiczne media. To mi przypomina takie harmonijne współdziałanie bezpieki i propagandy w PRL, zwłaszcza w marcu 1968 r. To trzeba rozpoznać, nazwać i tłumaczyć ludziom, żeby nie dali się nabierać. Jak się dają nabierać, to będą bici, ponieważ knut, który się szykuje, to nie jest knut na sędziów, tylko na szarych obywateli – mówi w rozmowie z nami prof. Karol Modzelewski, historyk, mediewista, legenda opozycji demokratycznej w PRL. I dodaje: – Uważam, że partia rządząca popełniła kardynalny błąd, obniżając wiek emerytalny. To w ciągu kilku lat doprowadzi ZUS, a w konsekwencji państwo do bankructwa, bankructwo do wrzenia społecznego, a wrzenie społeczne do używania środków przymusu, które teraz sobie władza szykuje

KAMILA TERPIAŁ: Gdy jechałam na to spotkanie, usłyszałam w radiu sławną piosenkę zespołu Kult pt. „Arahja”. Pierwsze jej słowa brzmią: „Mój dom murem podzielony. To takie aktualne. Jak wysoki jest teraz ten mur?

KAROL MODZELEWSKI: On jest przede wszystkim gruby. To jest pęknięcie kulturowe w społeczeństwie polskim, które narastało już przed ostatnimi wyborami, a one były wyrazistą artykulacją tego pęknięcia. Ono wiąże się z „zerwaniem braterstwa”, czyli rozbratem tych części społeczeństwa polskiego, z których jedna czuje się usatysfakcjonowana latami wolności, a druga czuje się przez ten czas zdegradowana.

Przez ten mur ani w jedną, ani w drugą stronę nie przedostają się informacje, interpretacje, argumenty i przede wszystkim wartości. To są odmienne kultury, co oznacza pęknięcie więzi narodowej.

Czyli dwie Polski.

Tak można powiedzieć. Ostatnio widziałem też w tygodniku „Polityka” bardzo dobrze opisujący to tytuł – „Rzeczpospolita obojga narodów”. To jest właśnie takie zjawisko. Jeżeli chcemy temu stawiać czoła, to trzeba pytać o źródła tego pęknięcia

Skoro je znamy, to coś możemy z tym zrobić?

Ze wszystkim coś można zrobić. To nie jest tak, że jak dostaliśmy w łeb, to trzeba opuścić ręce i płakać.

Kto najbardziej dostał w łeb? Tzw. gorszy sort?

Tak, tylko ja wcale nie jestem przekonany, czy on jest w mniejszości. Został odepchnięty od wpływu na bieg spraw państwowych, a nawet od publicznych instrumentów ekspresji. Jest poddawany zabiegom paracenzorskim, przede wszystkim poprzez likwidację mediów, które PiS-owi nie odpowiadają.

Zaczęli od mediów publicznych, ale w nieskrywanym zamiarze jest także likwidacja mediów prywatnych, w szczególności TVN i TVN24. To jest dzisiaj najpoważniejszy głos poszkodowanej przez „dobrą zmianę” części narodu, jej głos sprzeciwu.

Poza tym mamy do czynienia z przygotowywaniem aparatury do tego, aby represjonować fizycznie tych, którzy są niezadowoleni i będą to niezadowolenie objawiać. To jest główny cel operacji „sądy”, a właściwie szerszej, całej operacji „system prawny” Rzeczypospolitej. Początkiem było przekształcenie Trybunału Konstytucyjnego w żałosną marionetkę, ustawa o prokuraturze, a teraz przyszedł czas na sądy. Bez marionetkowych sądów nie można stworzyć spójnego systemu represji politycznych.

Czekają nas procesy polityczne?

Myślę, że tak. Po to jest to robione, bo po co innego? To będzie w odwodzie, nie wiadomo jeszcze, jak dalece będzie stosowane. Ostatnio obóz PiS-owski nie jest jednorodny, czego dowodem były weta prezydenta. Prezydent ugodził liderów swojego obozu, a szczególnie bezpośrednich budowniczych państwa policyjnego. Zaliczam do nich przede wszystkim byłego dysydenta z PiS-u, czyli Zbigniewa Ziobrę. Za moich czasów, a to się nie zmieniło, funkcjonował termin „organy ściągania” – to była policja, służby specjalne, tzn. bezpieka i prokuratura.

Prokurator generalny jest w tej kwalifikacji organem ścigania i nikt tego systemu pojęciowego nie zmienił. I myślę, że nie da się go zmienić. Postawienie organów ścigania ponad sądami jest kwintesencją państwa policyjnego.

Już mamy państwo policyjne?

Ono jeszcze nie funkcjonuje jako oręż represji, ponieważ jest wiele czynników, które temu przeszkadzają. Wielu sędziów będzie broniło własnego zdania, ale oni wkrótce zostaną zmarginalizowani i dojdzie do głosu gen konformizmu. To on w czasach Polski Ludowej – nie jednoznacznie i nie wszystkich, ale jednak podporządkował środowisko sędziowskie komunistycznej dyktaturze. Teraz coś podobnego zamierza powtórzyć antykomunistyczna dyktatura. To warto podkreślić – antykomunistyczna, ale nie antydyktatura. Oni mają pełne gęby haseł antykomunistycznych, a jeśli chodzi o metody, mają pełną gotowość do naśladowania „komuny”.

Teraz ruszyła propagandowa machina, rodem z PRL-u, skierowana właśnie przeciwko sędziom. Oni są na celowniku władzy.

To jest apelowanie do histerii ludzkiej, z nadzieją na ludzką głupotę. Oni myślą, że ludzie uwierzą w obsmarowywanie niezależnych sądów, jak się wyciągnie kilka prawdziwych i kilka sfingowanych przypadków, i to głównie przez bezpiekę – mam na myśli ABW lub inne obecne jej mutacje, i publiczne media. To mi przypomina takie harmonijne współdziałanie bezpieki i propagandy w PRL, zwłaszcza w marcu 1968 r. To trzeba rozpoznać, nazwać i tłumaczyć ludziom, żeby nie dali się nabierać. Jak się dają nabierać, to będą bici, ponieważ knut, który się szykuje, to nie jest knut na sędziów, tylko na szarych obywateli. Chodzi o to, żeby można było nim machać bez żadnych przeszkód. A

knut będzie używany w sprawach społecznych, bo jak się posypie system emerytalny, to nastąpi wzburzenie także tych ludzi, którzy dziś są za PiS-em. I wtedy będzie trzeba wobec nich użyć przymusu. Propaganda już nie zadziała, bo ludzie już nie uwierzą, że emeryt to darmozjad i złodziej.

Dlaczego cały czas ok. 40 proc. społeczeństwa wierzy w bajkę o „dobrej zmianie”?

Dlatego, że ci ludzie do dzisiaj czują się skrzywdzeni przez wolną Polskę. Transformacja była przeprowadzona brutalnie i według neoliberalnych wzorców. To jest moje zdanie, nie prof. Leszka Balcerowicza. Jak widać 40 proc. ludzi uważa, że wolna Polska to było jedno wielkie oszukaństwo.

Ich podejście się przecież nie zmieni. Zawsze już będą czuli się poszkodowani.

Będą tak uważać dopóki na własnej skórze nie przekonają się, że obecne państwo też jest przeciwko nim, a nawet bardziej i gorzej. Tamto państwo przynajmniej nie biło i nie wsadzało do więzień.

Dlaczego historia nas niczego nie nauczyła? Przecież to wszystko już było.

Pani pyta historyka. Widocznie historia marnie była nauczana i marnie wychowywaliśmy… A poza tym historia nie nauczyła za wiele tych, którzy byli przekonani, że tak trzeba. Ale to jest też kwestia systemu edukacji.

Co nie działa?

Z naszą edukacją jest źle.

Symbolem klapy w nauczaniu szkolnym jest powszechna wiara w testy. A szkoła oparta na testach, to jest szkoła bezmyślności. Każde myślenie samodzielne, tak jak myślenie naukowe, zaczyna się od stawiania pytań.

Przy testach nie należy to do ucznia, ani nawet do nauczyciela. Pytania stawia zwierzchność dydaktyczna, a uczeń ma jedynie zgadnąć, jakiej odpowiedzi zwierzchność oczekuje. A to jest, niestety, odwrotność samodzielnego myślenia. Podobnie jest na uniwersytetach, tam w taki sposób zadziałał podział na studia licencjackie i magisterskie. Prawda jest taka, że po drodze zginie bardzo dużo talentów i zabraknie powszechnego wychowania do samodzielności, inwencyjności i wolnej myśli.

Uda się napisać historię od nowa i zepchnąć w historyczny niebyt Lecha Wałęsę?

Nie da się go wymazać, bo on jest ikoną światowej popkultury. Przecież to on dla obcokrajowców kojarzy się z Polską, obok Jana Pawła II. Tego żaden PiS i żadna doktryna nie przekreśli. Można pluć pod wiatr, ale niewiele to zmieni. Zresztą cały czas zastanawiam się, po co, dlaczego oni się tak uparli.

Politycy PiS-u mówią wprost, że chcą zastąpić Lecha Wałęsę Lechem Kaczyńskim.

Tego przecież nie da się zrobić. Żaden historyk, chyba że jakiś matoł albo fagas, tego nie potwierdzi.

Lech Kaczyński oczywiście odegrał swoją rolę w „Solidarności”, na pewno znacznie większą niż Jarosław Kaczyński. On był w Gdańsku, bo chciał być na uniwersytecie, a obecny prezes PiS-u wolał zostać przy mamie w Warszawie.

Lech Kaczyński był wybitnym umysłem humanistycznym, był prawnikiem, ale na temat historii najnowszej potrafił się wypowiadać tak, jakby był historykiem. To on napisał Annie Walentynowicz skargę przeciwko bezprawnemu usunięciu jej z pracy, która została uwzględniona przez PRL-owski sąd – to jest zresztą przykład tego, że nie wszyscy sędziowie byli wazeliniarzami. W końcu lat 80. Lech Kaczyński j był wiceprzewodniczącym Komisji Krajowej „Solidarności”, co oznacza, że faktycznie nią kierował, bo Lech Wałęsa zajmował się polityką krajową. Odgrywał istotną rolę, ale zestawienie z Wałęsą nie jest poważne.

To ja przywołałam tezę o zastąpieniu Lecha Wałęsy Lechem Kaczyńskim, ale może pan ma inną?

To jest sposób myślenia, rodzaj furiackiego bezwarunkowego odruchu. Lech Wałęsa wyrzucił ich z Kancelarii Prezydenta, odepchnął rząd Jana Olszewskiego od władzy, chociaż moim zdaniem wtedy główną rolę odegrał Antoni Macierewicz. Być może w tym zakresie można w nim pokładać jakieś nadzieje na przyszłość.

Jakie nadzieje?

Na miejscu Jarosława Kaczyńskiego nie byłbym spokojny, mając u boku Antoniego Macierewicza. Jan Olszewski też miał go u boku i przez niego upadł.

Antoni Macierewicz może jeszcze zamieszać?

On ma trochę zalet i wad, wśród nich zawsze będzie miał taką, że może zamieszać.

W przypadku Lecha Wałęsy chodzi po prostu o zemstę?

Oni go nie cierpią. Poza tym ma na początku pewien ciemny epizod. Co prawda to był czas, kiedy nie był w opozycji, ani w „Solidarności”, bo w czasach WZZ Wybrzeża on odrzucił próbę zwerbowania przez bezpiekę, a w czasach „Solidarności” to bezpieka już mogła mu skoczyć. Jestem pewien, że Wałęsa w tym czasie nie współpracował. Co było w latach 70., czy się przestraszył i pękł? To jest kwestia histerycznego przesądu, który udało się Polakom wbić do głowy, że kto raz coś podpisał, ten jakby podpisał cyrograf diabłu i jego dusza jest zgubiona na zawsze. A to nie jest prawda.

W stanie wojennym władze bardzo pracowały nad tym, aby skłonić go do przyjęcia roli oficjalnego przywódcy zalegalizowanej ponownie marionetkowej „Solidarności”. Ale on posłał ich do diabła. W rezultacie wszystko, co robił w stanie wojennym i po zwolnieniu, to bardzo władzy krzyżowało szyki.

Poza tym po tym, jak został formalnie internowany, wysłał do nas – internowanych działaczy Komisji Krajowej „Solidarności” – gryps, w którym napisał, że po przegranej bitwie nie może być mowy o negocjacji z przeciwnikiem. On nas jeszcze utwardzał. Widziałem ten gryps na własne oczy. Nawet wtedy pokazałem to Andrzejowi Gwieździe, aby udowodnić, że to nie jest żaden kapuś.

Dlaczego w takim razie Andrzej Gwiazda jest jednym z głównych „plujących” na Lecha Wałęsę?

Proszę zwolnić mnie z odpowiedzi na to pytanie.

„Solidarność” po jednej, reszta po drugiej stronie – tak wyglądały w tym roku obchody Sierpnia ’80 w Gdańsku.

Teraz to KOD nawiązuje do tradycji posierpniowej, a także młodzi ludzi z ruchu Akcja Demokracja. A związek „Solidarność” przez swoją słabość i politykę obecnego kierownictwa jest przyklejony do PiS-u. Następuje więc zderzenie tradycji.

Jestem bardzo przywiązany do wspomnienia o wielkiej „Solidarności”, bo to jest najważniejszy fragment mojego życia. Nie dziwi mnie to, co się dzieje, ale mnie smuci.

Dlaczego nic z tej wielkiej „Solidarności” nie zostało?

Teraz powiem coś brzydkiego na komucha… Przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego – stan wojenny mu się udał, bo zniszczył masową rewolucję. W grudniu 81 r. strajkujący robotnicy stawali naprzeciwko luf karabinów i poddawali się, bo co mieli zrobić, dać się rozstrzelać? Wiedza o tym, że człowiek uległ zbrojnej przemocy, jest traumatyczna i łamie zdolność oporu. Masowy ruch polega na tym, że człowiek czuje odwagę, aby stanąć w obronie swoich racji, i on został psychicznie złamany. To jest trauma, której już się nie odrobi, wola oporu i aktywność załóg fabrycznych zostały złamane. Ale pamięci o tym, że byliśmy wolni przez 16 miesięcy, nie da się odebrać. Po „Solidarności” pozostał mit.

Jak ważna jest teraz ludzka solidarność, wyjście na ulice i walka na przykład o wolne sądy?

Bardzo ważna. Brałem udział podczas lipcowych protestów w dwóch demonstracjach: w Warszawie i w Gdyni. Na tej ostatniej miałem okazję nawet zabrać głos.

Widziałem, co tam się działo, czułem te emocje, i to zostanie, bo takie rzeczy nie przechodzą bez śladu.

A Komitet Obrony Demokracji pozostanie?

Na razie istnieje… Ale został ugodzony w najmiększe swoje podbrzusze, czyli wzajemne zaufanie. A to jest dzisiaj wyjątkowo deficytowy towar. Obok muru, który dzieli naród, to właśnie jest nasza największa bolączka. Popierałem KOD od początku, a nie zapisałem się, bo w moim wieku już nie mam sił na działalność organizacyjną. Wierzę w to, że emocje napędzające KOD i Akcję Demokracja nie zginą, że oni nie odpuszczą. Ten duch oporu na razie nie zniknie. A to jest teraz ważniejsze niż działanie partii politycznych. Poza tym gen oporu może znaleźć drogę także do elektoratu PiS-u wtedy, kiedy ten znajdzie swoje powody do rozczarowania w tej dziedzinie, w której PiS-owi zaufał. Dlatego uważam, że partia rządząca popełniła kardynalny błąd, obniżając wiek emerytalny. To w ciągu kilku lat doprowadzi ZUS, a w konsekwencji państwo do bankructwa, bankructwo do wrzenia społecznego, a wrzenie społeczne do używania środków przymusu, które teraz sobie władza szykuje.

Do czego jeszcze władza będzie się w stanie posunąć?

Jak sądy zostaną przejęte, to nie pozostanie nic prostszego, jak przejąć komisje wyborcze. To zależy od sądownictwa. W ostateczności władza będzie się ratować przy pomocy tzw. cudu nad urną.

Nie będzie prawdziwych, demokratycznych wyborów?

Może będą, jeżeli PiS będzie miał takie poparcie w sondażach, jak teraz. Chociaż z drugiej strony Władimir Putin ma wszelkie powody, aby sądzić, że wygra każde wybory, ale mimo wszystko je fałszuje…

PiS będzie miał instrumenty, żeby to zrobić?

Jak przejmie sądownictwo, to będzie miał instrumenty, których będzie mógł w ostateczności użyć. Możliwe są jeszcze różne zmiany, na przykład ordynacji wyborczej, które pozwolą podrasować wynik wyborczy. Zresztą

PiS uzyskał większość bezwzględną w Sejmie przy wyniku wyborczym 38 proc. dzięki podrasowaniu ordynacji przez UW.

Może dojść do przeniesienia politycznej walki na ulice?

To się pospolicie nazywa „kryterium uliczne” – termin zapożyczony z kolarstwa.

Nie jestem kibicem kolarskim. Musi pan wyjaśnić mi, o co chodzi.

W czasie wyścigów kolarskich wyznacza się część trasy w mieście. I to jest tzw. kryterium uliczne. Krótko mówiąc, to są wyścigi rowerowe w mieście. Dlatego zmiana władzy w atmosferze wystąpień ulicznych w żargonie politycznym właśnie tak się nazywa.

Może do tego dojść?

Oczywiście, że może. Jeżeli lud będzie miał powody do wielkiego wzburzenia.

Jarosław Kaczyński przestraszy się ulicy?

Myślę, że będzie miał powody, żeby się przestraszyć. A jak się nie przestraszy, będzie miał powody, żeby upaść.

Nie będzie w stanie użyć siły?

Nie jestem prorokiem.

Na Ukrainie Wiktor Janukowycz użył siły i jednak „kryterium uliczne” w końcu go zmiotło. Można używać siły bardziej brutalnie, ale to oznacza śmierć polityczną dla tych, którzy to zrobią.

„Nawet jeżeli w pewnych sprawach pozostaniemy w Europie sami, to pozostaniemy i będziemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii” – mówił podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej Jarosław Kaczyński. Jak pan rozumie te słowa?

Jarosław Kaczyński na miesięcznicach ma swój własny tłum, tam innych uczestników nie ma. Dlatego on mówi tam takie rzeczy, jakie się tym ludziom spodobają. Mówi po prostu do swojego twardego elektoratu. To jest retoryka, a czy retoryka jest prawdą? O to należy zapytać socjologów.

Na czym w takim razie najbardziej zależy Jarosławowi Kaczyńskiemu?

Naprawdę zależy mu na władzy, która nie ma związanych rąk przez procedury demokratyczne. I on to konsekwentnie realizuje. Są ludzie, którzy lubią rządzić.

Od tego, jaki jest prezes PiS-u i co myśli, zależy nasza przyszłość.

My jesteśmy na ty, więc trudno mi publicznie wchodzić w jego duszę. Z kilku moich doświadczeń z nim jedno jest bardzo pouczające. On potrafi mówić na wysokim tonie retorycznym, a kiedy natrafi na poważny opór, potrafi od razu zmienić sposób mówienia na czysto pragmatyczny. Wydaje mi się, że coś takiego nastąpiło ostatnio w jego relacjach z prezydentem. Ostatnie spotkanie to jest nowe zjawisko, to nie jest żaden teatr.

To jest pęknięcie w obozie rządzącym, a ponieważ jest poważne, to Jarosław Kaczyński zachował się w sposób pragmatyczny. Jest człowiekiem, który w razie potrzeby potrafi błyskawicznie otrzeźwieć.

Z nadzieją patrzy pan w stronę Pałacu Prezydenckiego?

Andrzej Werblan powiedział o czasach PRL, a był przecież na najwyższych piętrach władzy, że w systemach autorytarnych intrygi są namiastką demokracji. Nie twierdzę, że ten pluralizm jest już demokracją. Ale ten pluralizm między prezesem, Macierewiczem, Ziobrą a Dudą to nie jest gra pozorów. To jest prawdziwa gra, która nie obroni nam demokracji, ale może być jej namiastką.

PiS będzie rządził kolejną kadencję?

Na razie jest za wcześnie, aby odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiem, co się zdarzy. To jest możliwe, ale nie jest pewne.

Spodziewał się pan, że przyjdą jeszcze czasy, w których będzie trzeba znowu walczyć o wolność?

W 2013 roku ukazała się moja książka pt. „Zajeździmy kobyłę historii”. Tam – w rozdziale zatytułowanym „Wolność bez równości i braterstwa” – napisałem, że

demokracja jest silna poparciem obywateli, ale może upaść, gdy zabraknie uznania obywateli dla jej podstawowych reguł.

Czyli przewidział pan?

Raczej się obawiałem… Gdybym przewidział, to oznaczałoby, że wykrakałem, a nic nie zrobiłem.

Co na to już wtedy wskazywało?

Rozczarowanie ludu. Moi koledzy z kręgów liberalno-demokratycznych machali ręką na to, co pisałem. A ja myślę, że obóz polskiej demokracji nie docenił niebezpieczeństwa, jakie z tego wynika.

wiadomo.co

Podła zmiana atakuje

Podła zmiana atakuje

   17 września 2017

Sędziowie na cenzurowanym to tylko początek generalnego rozliczenia PiS z wrednymi Polakami.

„Dobra zmiana” w natarciu. Mimo nagłego napadu przyzwoitości, którego doświadczył pan prezydent, nad KRS i Sądem Najwyższym wciąż krąży tajfun. Równocześnie PiS rozpoczął wymianę prezesów sądów, uchwalił sobie nadzór nad organizacjami pozarządowymi i spiesznie przymierza się do przejęcia niezależnych mediów. Budżet państwa trzeszczy w szwach, a rząd staje na głowie, by kasa państwa obciążona została wielomilionowymi karami za demonstracyjne łamanie praw unijnych i obywatelskich, które Polska zobowiązała się przestrzegać w międzynarodowych traktatach. Nasza, pożal się Boże, dyplomacja kontynuuje wojnę z UE – walkę do ostatniego sojusznika, a Jarosław Kaczyński snuje wizję Polski jako samotnej placówki na wrogim terenie, ostatniej w Europie ostoi demokracji, prawa i sprawiedliwości w pokracznej wersji PiS.

Podła zmiana atakuje w szaleńczym tempie, a tymczasem przyzwoite media i uczciwe portale skupiają uwagę opinii publicznej na partackiej kampanii billboardowej PiS. Równocześnie ogromnym zainteresowaniem internautów cieszy się wiadomość, że Paweł Kukiz sam sobie pisze komentarze do swoich postów. Dlaczego mamy się fascynować naturalnym wśród estradowych artystów dążeniem do popularności? Nie wiadomo. Niejeden komediant oklaskuje siebie, a również wielu polityków wychodzi z założenia, że jak człowiek sam sobie nie pomoże, to nikt mu nie pomoże. A może Paweł Kukiz, który jak wiadomo sam sobie sterem, wozem i szoferem, pisze sam do siebie, bo w środowisku swojej partii nie ma z kim pogadać? Tak czy owak nie widzę nic nadzwyczajnego w komentowaniu swoich komentarzy – no chyba, że któregoś dnia Paweł Kukiz sam sobie złoży kondolencje.

Również co do awantury wokół kampanii billboardowej zalecałbym rozsądne opanowanie. Owszem, gdy całe 10-tysięczne środowisko zawodowe odsądzane jest od czci i wiary na podstawie kilku zaledwie naciąganych przypadków ludzkich słabości lub aberracji, zasadne staje się pytanie, czy sprawą nie powinien się zająć lekarz psychiatra lub przyzwoity prokurator. Z drugiej strony – jakaż to sensacja, skoro od dawna bez żadnych przykładów i dowodów większość społeczeństwa pomawiana jest przez PiS o najpodlejsze czyny, motywy i intencje. Jeśli w tej sprawie tkwi coś interesującego, to jedynie wyjaśnienie funkcjonariuszy „dobrej zmiany”, że tak, jak nie chwali się dnia przed zachodem słońca, tak i nie wolno krytykować kampanii przed jej zakończeniem. Czyli to, co zawisło nad naszymi głowami, to dopiero początek.

Autorzy kampanii utrzymują w tajemnicy dalsze fazy projektu, zapoczątkowanego szarganiem opinii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Wiadomo jedynie, że kampania musi być przeniesiona poza Polskę, ponieważ statut fundacji, której rząd zlecił kompromitowanie naszej ojczyzny, przewiduje głoszenie polskich sukcesów wyłącznie za granicą. Dotychczas wydano niespełna połowę z 19 milionów publicznych środków, dzięki czemu poinformowano o degrengoladzie władzy sądowniczej licznych turystów zagranicznych, którzy jak wiadomo świetnie posługują się językiem polskim. Oczywiście, w tym przypadku publiczne oczernianie władzy sądowniczej przez władzę wykonawczą nie jest bynajmniej kalaniem polskiego gniazda, bo o kapowaniu można mówić dopiero wtedy, gdy śmierdzące sprawki rządzących wywleka na światło dzienne zdesperowana opozycja…

Jaki więc będzie ciąg dalszy billboardowej kampanii? Jedyne logiczne wyjaśnienie jest takie, że sędziowie na cenzurowanym to tylko początek generalnego rozliczenia PiS z wrednymi Polakami. W kolejce czekają zapewne kolejne grupy zawodowe, o wiele bardziej umoczone w brudne sprawki. Jeśli mógłbym coś podpowiedzieć, to sugerowałbym w najbliższym czasie upowszechnienie galerii leśników mordujących zwierzynę , „bo chora i zagraża” i z zapałem wyrzynających pierwotną puszczę, bo też chora i też zagraża oraz przeszkadza w prowadzeniu „zrównoważonej i odpowiedzialnej gospodarki leśnej”. Chętnie zobaczyłbym na billboardach nazwiska policjantów – sadystów i łapowników z drogówki oraz prokuratorów – lizusów, gotowych na rozkaz ministra dopasować dowolny paragraf do wskazanego człowieka. Uważam, że nie powinno też zabraknąć księży, bo liczba i skala dowiedzionych im nieprawości dalece przerasta te zarzuty, które postawiono sędziom we wstępnej fazie kampanii billboardowej.

Ostatnio pani premier spotkała się z grupą ludzi, którzy przegrali swoje procesy i uznali się za pokrzywdzonych przez niesprawiedliwe sądy. Jeśli program oczerniania polskich grup zawodowych pójdzie w spodziewanym przeze mnie kierunku, to szefowa rządu spotka się niewątpliwie także z obrońcami przyrody, poniewieranymi przez zwarte oddziały ministra Szyszki. Pani Szydło znajdzie też zapewne życzliwe słowo dla ofiar sadystów w mundurach oraz wesprze ludzi bezpodstawnie oskarżanych przez dyspozycyjnych prokuratorów. I bez najmniejszych wątpliwości stanie twarzą w twarz z setkami dzieci skrzywdzonych przez pedofilów w sutannach.

Andrzej Karmiński

koduj24.pl

Waszczykowski szczerze zaprasza Polaków… tych lepszych

Jakie barwy narodowe reprezentuje Waszczykowski?

   17 września 2017

Szef MSZ Witold Waszczykowski, na sobotnim spotkaniu ze społecznością polonijną w Doylestown w stanie Pensylwania, nazywanego amerykańską Częstochową, nawoływał Polaków do powrotu do ojczyzny.

„Dzisiaj ojczyzna woła i apeluje o powroty, ponieważ rozbudowuje się i potrzebuje ludzi, którzy są doświadczeni, zdobyli umiejętności, wykształcenie, pracę, zawody na całym świecie” gorąco zachęcał w swym wystąpieniu.

Czym zachęcał Polaków do powrotu? Przede wszystkim rosnącym poziomem życia.

„Mamy najniższy w historii nowej Polski bezrobocie (…) mamy rosnący, jeden z najwyższych w Europie wzrost gospodarczy, cztery procent. Rozszerzamy programy wsparcia dla rodzin, to jest 500 plus dla dzieci. Mamy zamiar to rozszerzyć w najbliższych latach. Rozszerzamy programy socjalne, jak program mieszkalny” reklamował minister.

Nie wszyscy jednak Polacy mieliby być mile widziani w kraju nad Wisłą. Nie wiadomo dlaczego powrót naszych rodaków ze wschodu, z terenów byłego ZSRR nie budzi w ministrze szczególnego entuzjazmu. Wprost powiedział, że „Polski jako kraju nie stać na to, aby sprowadzić wszystkich i pomóc im zagospodarować się w Polsce. Nie zależy to tylko od rządu, ponieważ np. połowa życia gospodarczego jest w rękach samorządów a pracę mogą dać lokalni przedsiębiorcy, a nie władze” – tłumaczył.

No i poco tak niezgrabnie owijać w bawełnę?  Zwyczajnie opłaca nam się, żeby wrócili rodacy z kontem dolarowym. Czy to kogoś dziwi? Od dawna przecież wiadomo, że lepiej być młodym, zdrowym i bogatym.

Chociaż za PiSu miało być inaczej …

koduj24.pl

NIEDZIELA, 17 WRZEŚNIA 2017

Sikorski o wpisie Mularczyka: Zapamiętajmy tę szuję

14:26

Sikorski o wpisie Mularczyka: Zapamiętajmy tę szuję

Wspaniały koncert „Z PRL do Polski”. Niech żyje Polska, niech żyje Jan Pietrzak!

Najpierw wiele zrobiono by koncert Jana Pietrzaka i zaproszonych przez niego artystów w Opolu nie odbył się, a potem – by go zdyskredytować. Są nawet tezy, że prawdziwą przyczyną wiosennej awantury o Festiwal w Opolu była chęć zablokowania tego wydarzenia. Do ostatnich godzin przed koncertem trwała nagonka na artystę. Bogu Dziękując – ten plan złych ludzi nie powiódł się. Koncert „Z PRL do Polski” odbył się i był, w mojej opinii, wielkim sukcesem.

Zobaczyliśmy Jana Pietrzaka w doskonałej formie, imponującego energią, talentem, odwagą sięgania po nowych artystów i nowe pomysły. Usłyszeliśmy wspaniałe występy zaproszonych gości: Zespołu „Zayazd”, Bartłomieja Kurowskiego, Ryszarda Makowskiego i innych. Ale przede wszystkim otrzymaliśmy wielką dawkę patriotyzmu, miłości do ojczyzny, wspaniałą lekcję polskiej historii. Trudno było nie czuć wzruszenia. Na często zdemoralizowanej, cynicznej lub po prostu wypranej z treści większości sceny muzycznej, tworzy to wszystko wyspę piękna z której można być dumnym. Powiem więcej – większość popkulturowych gwiazd i gwiazdeczek przeminie bez śladu, a Jan Pietrzak i Jego przyjaciele pozostaną.

PS. Widzę, że i po tym koncercie ruszyła nagonka na Jana Pietrzaka. Powtarzam: wszyscy przeminiecie, Jego twórczość zostanie.

Panie Janie, serdecznie dziękuję i gratuluję. Niech żyje Polska, niech żyje Jan Pietrzak!

wPolityce.pl

Opole 2017. Pietrzak grał w Opolu do pustych ławek w amfiteatrze. Tego TVP nie pokazała

Opolski festiwal nie pamięta takich pustek w amfiteatrze, jak w sobotę wieczorem. Po koncercie Premier widownia z minuty na minutę się przerzedzała, by na finał koncertu Jana Pietrzaka „Z PRL-u do Polski” zajęte były dwa przednie sektory. To właśnie tą publiczność pokazywały telewizyjne kamery. Zajęte były też pojedyncze krzesełka w górnych rzędach. Pusta była też loża VIP-ów.

 

To właśnie tę publiczność pokazywały telewizyjne kamery. Zajęte były też pojedyncze krzesełka w górnych rzędach. Pusta była również loża VIP-ów. – To wstyd dla Opola – mówił jeden z ochroniarzy i od razu dodawał, że prawdziwy kabareton na pewno zatrzymałby ludzi do końca. PRZECZYTAJ RECENZJĘ KONCERTU „Z PRL-u DO POLSKI”

Czytaj więcej: http://www.polskatimes.pl/aktualnosci/a/opole-2017-pietrzak-gral-w-opolu-do-pustych-lawek-w-amfiteatrze-tego-tvp-nie-pokazala,12488821/

 

4 tys. zł za rolę pijanego sędziego, który powoduje wypadek. Będą nowe spoty Polskiej Fundacji Narodowej?

17.09.2017, Klara Klinger

Kilka dni temu jedna z agencji filmowych rozpoczęła poszukiwania aktorów do nietypowego zadania. -  Urządzono casting do roli głównego sędziego i dwu sędziów, którzy piją razem alkohol. Główny sędzia miał potem wsiąść do auta i spowodować wypadek – opowiada nam aktor, który dostał zaproszenie na casting.

Kilka dni temu jedna z agencji filmowych rozpoczęła poszukiwania aktorów do nietypowego zadania. - Urządzono casting do roli głównego sędziego i dwu sędziów, którzy piją razem alkohol. Główny sędzia miał potem wsiąść do auta i spowodować wypadek – opowiada nam aktor, który dostał zaproszenie na casting. Stawka brutto dla odtwórcy głównej roli wynosiła 4 tys. zł, dla towarzyszących – 2 tys. zł. Zastrzegano też, że wszystko ma być ściśle tajne. I stawiano jeden warunek: – Aktorzy nie mogli „pracować w aparacie opresji PRL” – dodaje nasz rozmówca. Agencja informowała, że chodzi o rządowy spot „fundacji, o której teraz głośno”. Nagrania miały zacząć się w sobotę rano.

- Nie zgodziłem się na to. Chciałbym móc sobie spojrzeć w twarz, a to nie jest moralne – mówi nam aktor. Dla niego to jasne, że chodziło o spot zamówiony przez Polską Fundację Narodową.

embed dostępny w pełnej wersji artykułu

Kiedy zapytaliśmy Macieja Świrskiego, wiceprezesa Polskiej Fundacji Narodowej, która zorganizowała kampanii „Sprawiedliwe sądy”, czy planowane są spoty z pijanymi sędziami, początkowo odpowiedział, że nic nie wie o żadnych filmach. – Ktoś panią podpuszcza, to fake news – przekonywał, ale obiecał sprawdzić, jak wygląda dalszy scenariusz ich kampanii. Po pół godzinie nie chciał niczego komentować. - Proszę o telefon do rzecznika Aleksandra Wierzejskiego - uciął. Rzecznik przyznał, że są planowane spoty, ale zaprzeczał wątkowi pijanych sędziów. Jak podkreślał, ”Fundacja nie planuje żadnych spotów z sędziami”. – Nie mogę wypowiadać się co do szczegółów naszych planów. To tajemnica – dodawał.
Szefowa agencji Solvere (założonej przez byłych pracowników Beaty Szydło), która pracuje przy kampanii „Sprawiedliwe Sądy”, najpierw poprosiła o smsa z pytaniem, a potem już nie odpowiedziała.

Agencja aktorska (która chwali się pracą przy kilkudziesięciu produkcjach filmów i seriali, m.in. : Katyń, Plac zbawiciela, Lejdis czy Na dobre i na złe) nie odbierała telefonu.
Jednak z oficjalnych informacji wiadomo, że kampania „Sprawiedliwe sądy” ma się być widoczna zarówno w telewizji, interecie, jak i na ulicach, gdzie kilka dni temu pojawiły się pierwsze billboardy z hasłem „Niech zostanie tak jak było. Czy na pewno tego chcesz?” i odniesieniem do strony internetowej takjakbylo.pl. Powstały też profile „Sprawiedliwe sądy” na Facebooku i Twitterze oraz kanał na serwisie youtube.com.

Czytaj więcej

Eksperci: Witryna SprawiedliweSady.pl łamie polskie prawoEksperci: Witryna SprawiedliweSady.pl łamie polskie prawo

Pijaństwo to jeden z wątków – na stronie kampanii w części zatytułowanej „Nadzwyczajna kasta” można przeczytać o „pijanym” sędzim, który „awanturował się w klubie” oraz o sędzim, który „ukradł kiełbasę wartą 6,90 zł”, a dzień później został „złapany na jeździe pod wpływem alkoholu”. Są także informacje na temat nieprawidłowości przy tzw. aferze reprywatyzacyjnej w Warszawie, wypuszczeniu przez sąd pedofila-recydywisty, a także o ciągnących się latami procesach.

Pojawiły się też pierwsze spoty, na których m.in. widać aktora, który mówi: „Czy wiesz, że ponad 80 procent Polaków popiera reformę sądownictwa? A zrobiła się z tego niezła awantura i odwrócono kota ogonem. A właściwie to dlaczego denerwują nas sądy?” . Inny dodaje: „Nie może być tak, że ukradniesz wafelek i możesz iść siedzieć, a taki sędzia – bach! – pokazuje legitymację sędziowską i puszczają go wolno”. Jest też rozdzierająca historia rodzeństwa, któremu sąd odebrał siostrę.

Kampania nazywana też „aferą bilbordową” wzbudza wiele kontrowersji – przede wszystkim dlatego, że na fundusz założycielski PFN, która finansuje kampanię (koszty są w zależności od źródeł oceniane są od 10 do 19 mln zł) – składają się spółki skarbu państwa. Zaś przekaz kampanii jest prosty: sędziowie są źli.

Czytaj więcej

Zaremba: PiS depcze obyczaj pozwalający odróżniać normalne demokracje od „półdemokracji”Zaremba: PiS depcze obyczaj pozwalający odróżniać normalne demokracje od „półdemokracji”

Odbiorcy – jak pisał Piotra Zaremba – „nie dowiedzą się jednak z rzucanych haseł, że akurat dwa projekty, które wróciły do Sejmu za sprawą weta prezydenta, z efektywnością sądowych postępowań mają niewiele wspólnego. […] Za kampanią stoi jednak rząd, który upiera się, że pierwotne projekty ministra Ziobry były doskonałe”.

Maciej Lasek 

Może niech poszukają wśród obsady filmu „Smoleńsk”? To podobny poziom propagandy.
http://www.dziennik.pl/amp/558395,4-tys-zl-za-role-pijanego-sedziego-nowe-spoty-polskiej-fundacji-narodowej.html …

Esemesowy nabór do roli pijanego sędziego czyli Świrski wydaje nasze pieniądze.

Mularczyk: ruszą sprawy sądowe wobec totalnej opozycji

Niebawem ruszą sprawy sądowe i prokuratorskie wobec totalnej (opozycji). Dosyć już arogancji, chamstwa i pomówień – napisał na Twitterze poseł PiS Arkadiusz Mularczyk.

Nowe ustawy o sądownictwie. „Prezydent może je znowu zawetować”

17 września 2017

Pytaliśmy (prezydenta), co ma być w tych projektach. I tam jest wiele zapisów, które nas niepokoją – mówiła Katarzyna Lubnauer w programie TVN24 „Kawa na ławę”. Na spotkaniu z klubem Nowoczesnej prezydent powiedział, że „jeżeli bardzo się zmienią te projekty w Sejmie, to on może je znowu zawetować”.

(tvn24.pl)

NIEDZIELA, 17 WRZEŚNIA 2017

Mucha: Nie ma jeszcze decyzji, jaka będzie formuła upublicznienia projektów

11:43

Mucha: Nie ma jeszcze decyzji, jaka będzie formuła upublicznienia projektów

– Można się spodziewać, ze około poniedziałku, 25 września projekty [dot. sądów] zostaną przedstawione opinii publicznej. Nie ma jeszcze tego rodzaju decyzji, jaka będzie formuła upublicznienia – mówił Paweł Mucha w „Kawie na ławę” TVN24.

11:02

 

Kownacki: Kampania była skuteczna, bo wszyscy o niej mówimy

– Kampania była skuteczna, bo wszyscy o niej mówimy. Ważne, żeby mówić o tym problemie, a przez część posłów opozycji próbowano zrobić wydarzenie, żeby było tak, jak było, żeby nie zreformować sądów – mówił Bartosz Kownacki w „Kawie na ławę” TVN24.

10:53

 

Kownacki: To nie jest kampania rządowa. To jest we współpracy z rządem

– Jest kampania, która jest potrzebna po to, żeby odkleić gębę, którą opozycja przyprawiła państwu polskiemu. To kampania, która ma pokazać i uświadomić naszym obywatelom, jak konieczne są zmiany w wymiarze sprawiedliwości i nie ma wątpliwości, że realizuje ją fundacja powołana przez spółki, w których kapitał ma skarb państwa i że w tej kampanii współdziała z rządem. To nie jest kampania rządowa. Gdyby to była kampania rządowa, to byłoby to zupełnie w inny sposób finansowane. To jest we współpracy z rządem – mówił Bartosz Kownacki w „Kawie na ławę” TVN24.

10:31

 

Łapiński: PAD nie będzie zwoływał posiedzenia RBN w momencie gry międzypartyjnej

– Prezydent nie będzie zwoływał RBN w momencie, gdy ten wniosek jest elementem gry międzypartyjnej czy wojny międzypartyjnej. W żaden sposób posiedzenia RBN nie będą zwoływane czy agendy RBN nie określał prezydent Putin tym, że w tym miesiącu czy innym ja zorganizuję ćwiczenia – mówił Krzysztof Łapiński w „Woronicza 17” TVP Info.

09:48

 

Scheuring-Wielgus: Mogę się założyć, że pod koniec roku będziemy mieli 15%

– Nowoczesna miała swój upadek, ale mocno się to ustabilizowało, mamy 8-11 procent, widać stabilny wzrost. Weszliśmy na boisko PO-PiSu i walczymy o swoje miejsce. Jesteśmy konsekwentni w tym, co mówimy. Nie zmieniamy zdania. Mogę się założyć, że pod koniec roku będziemy mieli 15%. Jeżeli trzeba będzie to staniemy razem, ramię w ramię przeciw PiS– mówiła Joanna Scheuring-Wielgus w Radiu ZET.

09:45

 

Śledzińska-Katarasińska: Nie przegrywamy z powodu z powodu przewodniczącego Schetyny

– Nie mam zamiaru udawać, chcę trzeźwo ocenić sytuację, ale nie przegrywamy z powodu z powodu przewodniczącego Schetyny. Analizujemy, patrzymy na kontekst i Schetyna ma rację, że rzeczywiście, bo ludzie mi na protestach mówi jedno: oczekują, że opozycja się zjednoczy i pójdzie razem – mówiła Iwona Śledzińska-Katarasińska w Radiu ZET.

09:39

 

Śledzińska-Katarasińska: Być może PO nie była rozczarowana tak jak Nowoczesna

– Być może PO nie była rozczarowana tak jak Nowoczesna. Nie oczekujemy, że prezydent zrobi całkowicie nowe ustawy. Ziobro po prostu odebrał prezydentowi kompetencje, które on miał. Prof. Królikowski jest człowiekiem, który patrzy, żeby tak mniej-więcej się zapisy zmieściły w zgodzie z Konstytucją. Z naszego punktu widzenia najcenniejszym urobkiem było to, że prezydent stwierdził, że jest skłonny zawetować, gdyby parlament zbytnio w projektach majstrował. Przypomnieliśmy, że obok krolestwa Ziobry jest też krolestwo pana ministra Macierewicza – mówiła Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO w Radiu ZET.

09:38

 

Scheuring-Wielgus: Będzie niestety nie tylko Adrianem, ale i Januszem wymiaru sprawiedliwości

– Prezydent mówił, że będzie okrągły stół, że będzie rozmawiał ze środowiskami eksperckimi. Przez dwa miesiące miał konsultował. Nie zrobił tego. Konsultacje nie polegają na godzinnych spotkaniach z klubami. Powinny być konsultowane ze środowiskami a nie z politykami. Jeżeli zmiana ma polegać na tym, że zamiast ministra Ziobry, pewne kompetencje będzie miał prezydent Duda. To nie jest odpolitycznienie. Wyszliśmy bardzo rozczarowani. To nie były konsultacje, tylko teatr polityczny. Będzie niestety nie tylko Adrianem, ale i Januszem wymiaru sprawiedliwości – mówiła Joanna Scheuring-Wielgus w Radiu ZET.

09:38

 

Dera: Prezydent przygotował pewne zapisy wariantowo

– Prezydent przygotował pewne zapisy wariantowo. Niektóre rzeczy tak były zapisane. Ale po konsultacjach, pewnie w poniedziałek 25 września prezydent ogłosi co znajduje się w jego projekcie – mówił prezydencki minister w Radiu ZET.

09:37

 

Dera: W przypadku kampanii społecznych, jeśli jest to zgodne z wolą darczyńców i zgodne z prawem, to nie powinniśmy ingerować

– Nie komentujemy tej kampanii. Każdy pozbawiony emocji, widzi, że przedstawiane są informacje. Popatrzmy z dystansem. Fundacje prowadziły różne kampanie. W przypadku kampanii społecznych, jeśli jest to zgodne z wolą darczyńców i zgodne z prawem, to nie powinniśmy ingerować. To jest kwestia przestrzegania prawa. W przeszłości wiele kampanii mi się nie podobało, ale siedziałem cicho. Zostawmy to dziennikarzom i opinii publicznej. My nie będziemy wchodzić w ten spór – mówił Andrzej Dera, prezydencki minister w Radiu ZET.

09:25

 

Sawicki: Kampania służy temu, żeby PR-owcy PiS w kampanii samorządowej mogli działać pod wpływem tych środków

– Kampania służy temu, żeby PR-owcy PiS w kampanii samorządowej mogli działać pod wpływem tych środków – mówił Marek Sawicki w Radiu Zet.

09:22

 

Tyszka: PiS powtarzał, że wystarczy nie kraść, ale przekroczył Rubikon, coś pękło

– To jest dyskusja jak jest finansowana polityka. Kukiz/15 zrzekł się z 15 mln subwencji rocznie. Nie powinna być polityka partyjna finansowana z kieszeni podatnika. Drugie podejście PiS i PO, że pieniądze podatnika służą do tego, żeby je grabić. PiS powtarzał, że wystarczy nie kraść, ale przekroczył Rubikon, coś pękło – mówił Stanisław Tyszka z Kukiz’15 w Radiu ZET.

300polityka.pl

11:08

 

Sellin: Projekt ustawy o dekoncentracji kapitału w mediach jest gotowy

– Gotowy jest już projekt ustawy o dekoncentracji kapitału w mediach, czeka tylko na decyzję polityczną – ujawnia Radiu ZET wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Nowe prawo ma ograniczać udział zagranicznego kapitału w spółkach medialnych. Wiceminister jest przekonany, że nie będzie naruszać unijnych przepisów dotyczących swobodnego przepływu kapitału.

– Te same przepisy unijne i zalecenia Rady Europy zalecają, żeby akurat w przestrzeni mediów pilnować, by nie było nadmiernej koncentracji i by kapitał narodowy był dominujący– powiedział Sellin.

300polityka.pl

PiS gotowy na zmiany w mediach. Jest projekt ustawy

17.09.2017

- Gotowy jest już projekt ustawy o dekoncentracji kapitału w mediach, czeka tylko na decyzję polityczną – ujawnia Radiu ZET wiceminister kultury Jarosław Sellin.

PiS gotowy na zmiany w mediach. Jest projekt ustawy fot. Radio ZET

Nowe prawo ma ograniczać udział zagranicznego kapitału w spółkach medialnych. Wiceminister jest przekonany, że nie będzie naruszać unijnych przepisów dotyczących swobodnego przepływu kapitału.

- Te same przepisy unijne i zalecenia Rady Europy zalecają, żeby akurat w przestrzeni mediów pilnować, by nie było nadmiernej koncentracji i by kapitał narodowy był dominujący - powiedział Radiu ZET Jarosław Sellin.

Jarosław Kaczyński zapowiada kolejne reformyDOWIEDZ SIĘ WIĘCEJKaczyński zapowiedział kolejne reformy. PiS zajmie się mediami i służbami specjalnymi

Wiceminister nie ujawnia jakie rozwiązania będzie proponowało Ministerstwo Kultury. Według przecieków medialnych nowe prawo miałoby ograniczać udział zagranicznego kapitału w spółkach medialnych do 15-20 proc.

W marcu na posiedzeniu komisji kultury wicepremier i minister kultury Piotr Gliński poinformował, że od września ub.r. prace nad projektem dekoncentracji na rynku medialnym prowadzi zespół roboczy z udziałem przedstawicieli resortu kultury, UOKiK i KRRiT. Celem projektu, jak mówił, jest „podniesienie pluralizmu i poziomu jakości funkcjonowania polskiej demokracji”. Nowe przepisy mają m.in. przeciwdziałać dominacji kapitału zagranicznego na rynku medialnym.


http://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/PiS-chce-zmian-w-mediach.-Jaroslaw-Sellin-zdradza-szczegoly

Szaleniec z Żoliborza

Reforma sądów. Myślenie hycli.

Prywatyzacja zysków, upublicznienie strat. To jest PiS. Folwarkiem jest Polska.

Pisarka Manuela Gretkowska wypowiedziała się w swoim felietonie na temat wczorajszej pikiety „Solidarności” w Warszawie.

 

Radio Zet: Jest ustawa o dekoncentracji mediów

publikacja: 17.09.2017

Foto: tv.rp.pl

Gotowy jest już projekt ustawy o dekoncentracji kapitału w mediach, czeka tylko na decyzję polityczną – podało Radio ZET, powołując się na wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego Jarosława Sellina. Wiceminister nie ujawnił, jakie rozwiązania zaproponuje ministerstwo kultury.

Jak podało Radio Zet, wiceminister wyraził przekonanie, że nowe prawo nie będzie naruszać unijnych przepisów dotyczących swobodnego przepływu kapitału.

- Te same przepisy unijne i zalecenia Rady Europy zalecają, żeby akurat w przestrzeni mediów pilnować, by nie było nadmiernej koncentracji i by kapitał narodowy był dominujący – powiedział Radiu ZET Sellin.

W marcu na posiedzeniu komisji kultury wicepremier i minister kultury Piotr Gliński poinformował, że od września 2016 r. prace nad projektem dekoncentracji na rynku medialnym prowadzi zespół roboczy z udziałem przedstawicieli resortu kultury, UOKiK i KRRiT.

Celem projektu, jak mówił, jest „podniesienie pluralizmu i poziomu jakości funkcjonowania polskiej demokracji”. Nowe przepisy mają m.in. przeciwdziałać dominacji kapitału zagranicznego na rynku medialnym.

O tym, że dekoncentracja mediów to jedna z dużych reform, które PiS chce przeprowadzić w najbliższym czasie, mówił pod koniec lipca w TV Trwam prezes partii Jarosław Kaczyński, a potwierdził to w radiu TOK FM wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Sellin zapowiedział też, że projekt ustawy o dekoncentracji struktur właścicielskich w mediach zostanie ogłoszony wczesną jesienią.

rp.pl

Gierszewski – dziennikarz Radia ZET

Upadek.

Wreszcie się odsłonili. Ma rację prof. Karol Modzelewski, że zamach na sądy jest po to, żeby szykanować opozycję wobec dyktatury. Hańba PiS.

„Były trzy kraje, które rządziły Unią: Niemcy, Francja i Polska. Teraz tak nie jest”

Polska jest bardzo słaba dyplomatycznie. Mało kto chce być widziany jako jej sojusznik – powiedział w programie „Horyzont” Jan Cieński z „Politico”.

Zdaniem Piotra Burasa z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych Polska ma dzisiaj zdecydowanie najsłabszą pozycję w Unii Europejskiej od czasów wejścia do Wspólnoty.

W poprzednich latach były trzy kraje, które rządziły Unią.

- To Francja, Niemcy i Polska. Forsowały pomysły i jak razem się „zbierały” to przepychały swoje rozwiązania, a reszta Unii szła w tym kierunku. Teraz tak nie jest. Jest poczucie w różnych stolicach zachodniej Europy, że rozszerzenie Unii w 2004 roku było błędem. Że Polska i Węgry nie były instytucjonalnie i mentalnie gotowe do pełnego członkostwa. To dla Polski jest bardzo krzywdzące i zostawia ją w bardzo złej sytuacji – analizował Cieński.

(Źródło: tvn24.pl)

Godnościowe wzdęcie w sprawie reparacji. Tu nie chodzi o to, żeby złapać króliczka tylko, żeby go gonić

Data publikacji: 14.09.2017

PiS rozpętuje wojnę o reparacje od Niemiec wiedząc, że jest ona skazana na porażkę. To kolejne godnościowe wzdęcie, które ma podsycać u Polaków poczucie krzywdy i niechęć wobec Niemiec.

Wojna o reparacje ma być nowym politycznym frontem, na którym PiS będzie występował w roli obrońców przed złymi Niemcami. Opozycja, przeciwna wyciąganiu teraz kwestii odszkodowań, będzie chłopcem do bicia.

Szef MSZ Witold Waszczykowski już mówił, że „bardzo trudno będzie podjąć rozmowy z Niemcami, mając taką opozycję u siebie”. A poseł PiS Arkadiusz Mularczyk wprost oskarżył w TVN24 Krzysztofa Brejzę z PO o to, że „reprezentuje interes niemiecki”.  Wojnę o reparacje w pewnym sensie można porównać do starań PiS o odzyskanie wraku tupolewa. I w jednej kwestii, i w drugiej skuteczność PiS będzie zerowa. Z tą tylko różnicą, że wojna o reparacje będzie miała o wiele poważniejsze konsekwencje międzynarodowe dla Polski. Pogorszą się nasze relacje z Niemcami – naszym głównym partnerem handlowym i najważniejszym sojusznikiem w Unii Europejskiej. Ale dla PiS to się nie liczy. Ważniejsza jest konsolidacja własnego elektoratu przy pomocy grania na antyniemieckiej nucie.

Dlatego najbliższe miesiące upłyną na zamawianiu kolejnych ekspertyz w sprawie reparacji (Waszczykowski już zapowiedział opinie międzynarodowych ekspertów), bilansów strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej, słowem – biciu piany, z którego niewiele dla realnej polityki wynika. Polski rząd nie zdecydował się przecież wystąpić dotąd o reparacje i nie wiadomo, czy w ogóle wystąpi. Bo – co przyznał jeszcze przed rozpoczęciem tej debaty wiceminister spraw zagranicznych Marek Magierowski - Polska zrzekła się reparacji w 1953 roku i sprawa jest zamknięta.

Wojna o reparacje będzie miała o wiele poważniejsze konsekwencje międzynarodowe dla Polski. Pogorszą się nasze relacje z Niemcami – naszym głównym partnerem handlowym i najważniejszym sojusznikiem w Unii Europejskiej.

PiS mówi, że to było w czasach PRL i Polska nie była wtedy w pełni suwerennym państwem. Jednak na gruncie prawa międzynarodowego tego argumentu nie da się obronić. Bo to by oznaczało, że można podważyć także inne umowy międzynarodowe zawarte w tamtym czasie, a nikt przecież tego nie robi. Poza tym zrzeczenie się reparacji potwierdził rząd Marka Belki w 2004 roku.
Ale przecież tu nie chodzi o to, żeby złapać króliczka tylko, żeby go gonić. Bez względu na konsekwencje.

newsweek.pl

Sigmar Gabriel, szef dyplomacji Niemiec, odrzuca polskie roszczenia reparacyjne

17 września 2017

Minister spraw zagranicznych Niemiec Sigmar Gabriel odrzucił polskie roszczenia reparacyjne za zniszczenia dokonane przez Niemcy w Polsce w czasie drugiej wojny światowej – poinformował tygodnik „Der Spiegel”.

„Roszczenia reparacyjne byłyby próbą pogorszenia bliskich i dobrych relacji, jakie przez lata rozwinęły się między Niemcami a Polską” – ocenił Gabriel. 

Niemiecki rząd powinien obecnie jego zdaniem „zachować spokój”.

Polityk SPD uważa, że relacje między Polską a Republiką Federalną nigdy nie były lepsze a ludzie sobie bliżsi, niż teraz.

„Chcemy, aby tak było nadal” – postuluje Gabriel.

(tvn24.pl)

Wrogie przejęcie posłów przez PiS

Wrogie przejęcie posłów przez PiS

   16 września 2017

Adam Bielan potwierdził w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM, że klub parlamentarny PiS powiększy się o kilku posłów („jest to bardzo prawdopodobne”). Takie przejęcia (przejście, transfer) zdarzają się, obecnie można spodziewać się większej liczby – hurtowej – sięgającej nawet liczby 9 osób.

Dlaczego dochodzi do takiego dużego wrogiego przejęcia osób chwiejnych, acz szukających korzyści materialnych, którymi PiS mami? Jednym z powodów może być wymiana ciosów z Andrzejem Dudą, który może zechcieć budować własne zaplecze polityczne, partyjne.

PiS w tej sferze zapisał „barwną” kartę z Renatą Beger, posłanką Samoobrony, nad którą pracował zastępca Kaczyńskiego, Adam Lipiński. Działo się to 11 lat temu. Lipiński kusił publicznymi pieniędzmi, stanowiskiem w rządzie i innymi apanażami. Beger przyznała się do kurwików w oczach, które miały opisywać jej ciąg na seks, a który lubi, „jak koń owies”.

Ta remiza zostaje przez PiS odtworzona. Czy Bielan jest kierownikiem w tym skansenie politycznym PiS i czym kusi? Wówczas Beger dała się namówić autorom programu „Teraz my” (skądinąd nawiązującym do „złotej myśli” Kaczyńskiego: „teraz ku…a my”), aby iść na rozmowę z Lipińskim z ukrytym sprzętem video.

Kurwiki Beger znakomicie opisują stan intelektualno-emocjonalny PiS. Ówczesna posłanka Samoobrony obnażyła PiS, bo w istocie przystawała i dzisiaj wpasowałaby się idealnie w pisowski paradygmat. Beger, Bielan, Lipiński, Kaczyński – tworzą wspólnotę wartości i interesowności.

Pisowski wzorzec z Sevres – to osoby z kurwikami i ambicjami: „teraz k… ja/my”. Jest to niebezpieczny typ ludzi, których w każdym społeczeństwie jest niemało, nie uznają umów społecznych, zawartych w obowiązującym prawie. Naginają je do własnych potrzeb, łamiąc prawo ustrojowe i tworząc własne bezprawie.

Norman Davies – przedstawiciel jednej z najstarszych demokracji – wiele lat temu oceniając PiS, nazwał tę partię po prostu sektą, a potem mafią. I trudno z nim się nie zgodzić, bowiem tak zorganizowana grupa ludzi stara się przejąć kolejne sfery życia społecznego, werbuje ludzi, a gdy nie udaje się, bo niektórym nie odpowiada owa wspólnota, nazywani są kanaliami, gorszym sortem, zdradzieckimi mordami etc.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

PiS przejmuje i nagradza.

Lepkie ręce ludzi dobrej zmiany

Rzeczpospolita, Michał Szułdrzyńsk, 16.09.2017

Choć opozycja dwoi się i troi, sondażowe poparcie partii rządzącej wciąż znajduje się na rekordowo wysokim poziomie. Jednak tym, co może najbardziej zagrozić Prawu i Sprawiedliwości, nie są ataki opozycji ani mniejsze lub większe wpadki. Największym ryzykiem jest demobilizacja własnego elektoratu, która może wyniknąć z przekonania, że PiS zdradził swoje obietnice wyborcze i oszukał Polaków.

A ponieważ w sferze socjalnej PiS dotrzymuje tego, co obiecał w kampanii, jest 500+, są bezpłatne leki dla seniorów, rośnie pensja minimalna, a w dodatku wbrew wieszczeniu ze strony liberalnych krytyków, że załamie się gospodarka, wskaźniki są bardzo dobre, uszczelnianie systemu podatkowego zdaje się przynosić efekty, największym ryzykiem jest uznanie przez wyborców, że PiS to banda złodziei. Jak dotąd PiS udawało się takie zarzuty oddalać mimo bardzo poważnych kryzysów wizerunkowych.

Przypomnijmy, rok temu w atmosferze oskarżeń o nieprawidłowości w spółkach państwowych z wielkim hukiem wyrzucono z rządu ministra skarbu państwa Dawida Jackiewicza. Choć żadnych zarzutów nikomu nie postawiono, liderzy PiS odgrywali rolę szeryfów mówiących, że nie będą tolerować wokół siebie ludzi, którzy mają lepkie ręce. I choć ci ludzie byli powołani przez PiS, decyzja władz partii miała pokazać, że nie będzie pobłażania dla działań niemoralnych. Kilka miesięcy później ten sam scenariusz przećwiczono w przypadku Bartłomieja Misiewicza. Po tym, jak ujawniono, że w jednej z państwowych spółek ma zarabiać dziesiątki tysięcy złotych, PiS zdał sobie sprawę z ryzyka, jakie ta sprawa – która dla opozycji stała się symbolem kadr „dobrej zmiany” – niesie we własnym elektoracie. Dlatego też urządzono partyjny sąd, który orzekł, że ulubieniec Antoniego Macierewicza nie ma moralnego prawa ani kompetencji do reprezentowania PiS ani zasiadania z jego ramienia w spółkach.

Problem powtórzył się w ostatnich dniach, gdy wybuchła tzw. afera billboardowa, polegająca na tym, że Polska Fundacja Narodowa zorganizowała za 19 milionów złotych, które dostała w darowiznach od spółek Skarbu Państwa, kampanię reklamującą reformę w sądownictwie. Przy okazji spółka dwóch byłych współpracowników premier Beaty Szydło zarobiła na tym ćwierć miliona złotych. Dotychczas w tej sprawie obóz władzy poległ komunikacyjnie, raz tłumacząc, że rząd nie ma z kampanią nic wspólnego, innym razem przekonując, że to on zlecił przeprowadzenie kampanii.

Sprawa jest poważnym zagrożeniem dla wizerunku PiS i dobrze zdała sobie sprawę z tego opozycja, która natychmiast zaczęła tworzyć własne spoty i materiały w internecie. Gra w tej chwili toczy się bowiem o to, czy wyborcy PiS uznają, że to kolejna wpadka, generalnie uczciwej partii rządzącej, którą każe rozliczyć dobry car Jarosław Kaczyński, czy też uznają, że trochę za dużo tych przypadków. I że dymisja ministra Skarbu Państwa, kariera Misiewicza czy afera billboardowa to nie zdarzenia marginalne, lecz esencja rządów PiS, które w dużej części opierają się na czystkach kadrowych i zastępowaniu „ich” ludzi „swoimi”. I to właśnie dla PiS jest największe ryzyko, bo tylko przekonanie wyborców prawicy o tym, że partia Jarosława Kaczyńskiego jest systemowo nieuczciwa i utraciła moralną legitymację do tego, by uważać się za lepszą, może zagrozić jej poparciu.

Ale jak dotąd nic nie wskazuje na to, by fundamenty poparcia dla PiS miały zostać skruszone.

msn.pl

Będą nowi posłowie w PiS? „Wydaje mi się, że jest to bardzo prawdopodobne”

Wprost, 16.09.2017

Adam Bielan i Jarosław Kaczyński© KRZYSZTOF BURSKI Adam Bielan i Jarosław Kaczyński

Adam Bielan w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem na antenie RFM FM zdradził, że możliwe jest powiększenie klubu parlamentarnego PiS. Jego zdaniem pojawienie się w ławach poselskich Prawa i Sprawiedliwości nowych posłów przed końcem roku jest „bardzo prawdopodobne”.

Senator PiS mówił m.in. o spotkaniu Jarosława Kaczyńskiego z parlamentarzystami, do którego doszło w mijającym tygodniu. Adam Bielan zaznaczył, że tego typu spotkania mają odbywać się cyklicznie nie tylko miedzy przedstawicielami regionów a centralą PiS, ale też szerzej, w obozie Zjednoczonej Prawicy. – Ważne jest, żeby istniał dobry kontakt między władzami partii a posłami szeregowymi, tak zwanymi szeregowymi posłami, którzy mają bardzo często ciekawe pomysły – wskazał.

Wicemarszałek Senatu zdradził, że Jarosław Kaczyński od wakacji odbył już dwa bądź trzy spotkania z Jarosławem Gowinem, który krytycznie wypowiadał się o ustawach PiS reformujących sądownictwo, choć głosował za ich przyjęciem przez Sejm. Zdaniem Bielana mimo tych różnic, obecnie atmosfera miedzy przewodniczącymi koalicyjnych ugrupowań jest już dobra.

Senator pytany był również o pogłoski odnośnie możliwości powiększenia klubu parlamentarnego PiS. W ostatnim czasie pojawiły się dywagacje, że możliwe są transfery z Kukiz’15 czy połączenie z kołem Republikanie. – Nawet gdyby były takie rozmowy, to nie mógłbym ich potwierdzić, natomiast jeżeli pan mnie pyta o moje przewidywania, czy do końca roku nasz klub będzie większy, to wydaje mi się, że jest to bardzo prawdopodobne – odparł Bielan.

msn.pl

Testowanie sędziów

Ewa Siedlecka

15.09.2017
piątek

Zaczęło się usprawnianie sądów à la PiS. I testowanie sędziowskiej niezawisłości.

Minister-prokurator Zbigniew Ziobro rozpoczął od Sądu Okręgowego w Łodzi. Postanowił odwołać tamtejszego prezesa, Krzysztofa Kacprzaka. W 2015 r. powołany został na sześcioletnią kadencję. Wykazał się karygodną skutecznością: w pierwszym półroczu do sądu wpłynęło 18 tysięcy spraw, a zakończono o 600 spraw więcej, nadrabiając zaległości z poprzednich lat. Skrócił się przeciętny czas trwania postępowania i oczekiwania na termin pierwszej rozprawy. Mimo że minister-prokurator Ziobro usiłował temu zapobiec, nie ogłaszając konkursu na wakujące w tym sądzie 16 stanowisk sędziowskich.

Sędziowie SO w Łodzi wydali uchwałę („za” głosowało 68 z 70 obecnych) w obronie prezesa. Wszyscy sędziowie tego sądu, którym minister-prokurator zaproponował objecie funkcji po prezesie Kacprzaku, odmówili.

Po kilku dniach sytuacja powtórzyła się w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Tym razem nie w stosunku do prezesa – który właśnie skończył kadencję, więc trzeba było powołać nowego. Minister-prokurator Ziobro odwołał trzy wiceprezeski: ds. karnych Beatę Najjar, ds. cywilnych Marię Dudziuk i ds. gospodarczych Ewę Malinowską.

Warszawscy sędziowie nie podjęli uchwały w ich obronie. I znaleźli się chętni na ich miejsca: Iwona Szymkiewicz-Trelka (wydz. cywilny), Dariusz Dąbrowski (gospodarczy) i Dariusz Drajewicz (karny). Ten ostatni jest sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa, więc będzie łączył obowiązki wiceprezesa Sądu Okręgowego z sędziowaniem w sądzie rejonowym. Zapewne poprawi to sprawność pracy wydziałów karnych obu tych sądów. I o to przecież chodziło.

Sędzia Drajewicz jest członkiem Stowarzyszenia Iustitia, które wraz z Forum Współpracy Sędziów wzywa sędziów do nieprzyjmowania stanowisk po osobach rugowanych przez ministra-prokuratora Ziobrę. Stowarzyszenie zapowiada, że rozważy dalsze jego członkostwo w Iustiti.

W ciągu tygodnia sędziowie dwóch różnych sądów zareagowali zupełnie inaczej na to samo prawo. Jedni zdecydowali się na kolaborację lub milczenie, drudzy sprzeciwili się temu niemoralnemu i niekonstytucyjnemu prawu. Która postawa służy ochronie państwa prawa?

Ci, którzy zdecydują się kolaborować z władzą polityczną, uzasadnią to zapewne tak samo, jak w PRL uzasadniano przynależność do PZPR: tam powinni być porządni ludzie, żeby robić „pracę u podstaw”. Nawet jeśli dać wiarę takiej motywacji, to jest jednak (a przynajmniej mam taką nadzieję) zasadnicza różnica pomiędzy PRL a dzisiejszą Polską. W PRL nie było nadziei na zmianę władzy w wyniku wolnych, demokratycznych, uczciwych wyborów. Tamten system miał trwać wiecznie. Dzisiaj mamy prawo oczekiwać wolnych wyborów i PiS może być w demokratycznej procedurze odsunięty od władzy już za dwa lata. Albo za sześć. Państwo prawa może zostać przywrócone. Dlatego kolaboracji z PiS nie można traktować tak samo jak kolaboracji z PZPR. Nie trzeba przyjmować reguł państwa PiS. To już nie jest „siła wyższa”.

Nie przekonuje mnie też argument, że przecież minister-prokurator Ziobro znajdzie innych chętnych na te stanowiska. Jak nie w tym sądzie, to w innym (przykład sędziego Drajewicza). Albo naprędce przeflancuje jakichś prokuratorów na sędziów i zrobi ich prezesami. Nowe prawo rzeczywiście mu na to pozwala.

Ale każdy odpowiada za siebie. Zbigniew Ziobro za swoje czyny, sędziowie, którzy godzą się zająć opróżnione wbrew zasadzie niezależności sądów stanowiska – za swoje. Nikt im pistoletu do głowy nie przykłada. To jest ich WYBÓR. I ten wybór można oceniać.

To dla sędziów kolejny – jak w stanie wojennym – czas próby: być posłusznym bezprawnemu prawu czy odmówić stosowania się do niego. Lub tam, gdzie się da, „rzeźbić je”, jak mawia prof. Ewa Łętowska, w zgodzie z konstytucją. Zobaczymy, kto jest sędzią, a kto „ustami ustawy”.

siedlecka.blog.polityka.pl

Opole 2017. Jan Pietrzak grał do pustych ławek. Tego nie wytrzymał nawet Jacek Kurski

Piotr Guzik

17 września 2017

20 ZDJĘĆ

ROMAN ROGALSKI

Opole 2017. Im dłużej trwał benefis Jana Pietrzaka, tym bardziej widownia opolskiego amfiteatru świeciła pustkami. Widowisko ze specjalnej loży VIP śledził prezes TVP Jacek Kurski. Jego twarz nie wyrażała pozytywnych emocji. Częściej zerkał w ekran smartfonu, niż na widownię.
Widzowie śledzący benefis Jana Pietrzaka mogli odnieść wrażenie, że amfiteatr jest pełen rozentuzjazmowanych ludzi. Wprawdzie do opolskiej publiczności raczej nie pasuje skandowanie hasła „cześć i chwała bohaterom” co było słychać w telewizji, jednak w relacji TVP…

wyborcza.pl

Czy to już oficjalna linia partii? Poseł PiS wprost zapowiada represje wobec opozycji

WB, 16.09.2017

Arkadiusz Mularczyk

Arkadiusz Mularczyk (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Arkadiusz Mularczyk niespodziewanie poinformował, że „niebawem ruszą sprawy sądowe i prokuratorskie wobec totalnej [opozycji]„.

„Niebawem ruszą sprawy sądowe i prokuratorskie wobec totalnej. Dosyć już arogancji, chamstwa i pomówień” – napisał na Twitterze Arkadiusz Mularczyk.

Mimo kilkuset komentarzy pod wpisem, poseł nie rozwinął swojej myśli. O szczegóły pytali m.in. dziennikarze Tomasz Skory i Agnieszka Burzyńska.

W połowie lipca represjami wobec mediów straszyła Krystyna Pawłowicz. Pytana przez dziennikarza Onetu o ekspresowe procedowanie ustaw o sądach, rozpoczęła chaotyczny wywód o podstawach prawnych i poprzedniej władzy.

Na pytanie, dlaczego ustawa musi być przyjęta przed wakacjami, odparła krótko. – Dlatego, że, wie pan, w pewnych etapach i w pewnym tempie wprowadza się reformy, żeby już te sprawy… A po wakacjach weźmiemy się za was! Ja tak mówię. Bo jesteście kłamczuchy – mówiła wyraźnie rozbawiona.

Oto skutki afery z reparacjami. Będziemy jeździć z paszportem na Open’era? [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

gazeta.pl

Aleksander Smolar: „Bardziej boję się chaosu PiS niż dyktatury”

- Głównym adresatem ataku, jak się wydaje, nie jest opozycja, ale prezydent, który wywodzi się z tego samego obozu – ocenił w „Faktach po Faktach” profesor Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego i komentator TVN24 BiS, odnosząc się do kontrowersji wokół afery billboardowej PiS.

(tvn24.pl)



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>