Biedroń, 15.09.2017

 

Strzał w kolano PiS. Terlecki przyznaje, że kontrowersyjna kampania billboardowa powstała na zlecenie rządu

Justyna Dobrosz-Oracz; zdjęcia: Wojciech Wojda, 14.09.2017

http://www.gazeta.tv/plej/19,152484,22373044,video.html?embed=0&autoplay=1

O tej konferencji politycy PiS pewnie woleliby zapomnieć… Szef klubu Ryszard Terlecki przyznał, że za kampanią ‚Sprawiedliwe sądy’ stoi rząd. Wcześniej partia rządąca stanowczo temu zaprzeczała. – Ani rząd, ani Prawo i Sprawiedliwość nie ma nic wspólnego z kampanią billboardową dotyczącą sądownictwa – mówił jeszcze w środę (13 września) w TVN24 wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. Posłowie PiS zarzucali dziennikarzom rozpowszechnianie ‚fake newsów’ i sami się wyłożyli. Jak? Zobacz w materiale.

Wcześniej wielu polityków używało ostrych słów komentując przekazanie przez Polską Fundację Narodową środków na kampanię rządową. ‚Czy pani premier bierze udział w przestępstwie?’ - pytał Ryszard Petru. Wątpliwości miał nawet ‚zasiadający w klubie PiS Tadeusz Cymański .

wyborcza.pl

Jak marszałek Terlecki obnażył hipokryzję PiS- u

Jak marszałek Terlecki obnażył hipokryzję PiS- u

14 września 2017

W ogóle to nie tak miało być, ale się stało. O czwartkowej konferencji prasowej w sprawie afery wokół kampanii „Sprawiedliwe sądy”, Beata Mazurek, Ryszard Terlecki i Paweł Szefernaker woleliby pewnie zapomnieć, ale niestety się nie da. Zamiast zgodnie z intencją uderzyć w opozycję, obnażyli hipokryzje PiS- u.

„Od paru dni rząd, jak i premier Szydło są bezpardonowo atakowani przez totalną opozycję. Dziś jest szczególny materiał totalnej opozycji bijący w szefową rządu. W wielu kwestiach ten materiał jest kłamliwy i mija się niestety z prawdą – oświadczył Paweł Szefernaker”, komentując spot, w którym PO twierdzi, że wymierzona w sędziów kampania przypomina mechanizm prania pieniędzy.


https://staticxx.facebook.com/connect/xd_arbiter/r/5oivrH7Newv.js?version=42#channel=f1f949f1a8e3f3c&origin=https%3A%2F%2Fkoduj24.pl

[facebook url="https://www.facebook.com/sokzburaka/videos/2064427113791306/" /]
Nie to jednak stanowiło o sensie spotkania z mediami. Najważniejszą rolę   odegrali w nim zupełnie nieprzygotowani starsi koledzy Szefernakera. Pierwszy „bezkonkurencyjny” w swojej narracji był Ryszard Terlecki. Podczas gdy od wielu dni rządzący zapewniali, że z kampanią „Sprawiedliwe sądy” rząd właściwie nie ma nic wspólnego, a sama premier Szydło przypadkiem znalazła się na jej inauguracji, wicemarszałek Sejmu i szef klubu parlamentarnego PiS wypalił, iż „to jest kampania, którą prowadzi Polska Fundacja Narodowa oczywiście na zlecenie rządu”.

Na nic się zdały wysiłki Beaty Mazurek, próbującej ratować sytuację. Rzeczniczka zaatakowała nawet jedną z dziennikarek, której zarzuciła rozpowszechnianie „fake news” o tym, że kampania „Sprawiedliwe sądy” ma pochłonąć 19 mln zł. „Zadaję kłam temu, co pani mówiła, gdzie pani publicznie powiedziała, że kampania będzie kosztowała 19 mln zł. A wiceprezes fundacji powiedział, że będzie kosztowała około 10 mln” – oburzała się posłanka.

Dalej było już tylko gorzej i gorzej, bo zaatakowana dziennikarka okazała się być przygotowana do podobnej szermierki słownej. Przypomniała, że podczas oficjalnej inauguracji kampanii „Sprawiedliwe sądy” o kwocie 19 mln zł mówili sami szefowie Polskiej Fundacji Narodowej. Inni też nie dali za wygraną. Zwrócono uwagę, że sam wiceprezes PFN Maciej Świrski powiedział tylko tyle, że „w Polsce ta kampania będzie kosztować 10 mln niecałe”. A przecież ma być ona prowadzona także poza granicami kraju. „Być może jest tak, że 10 mln zł tu, 9 za granicą” – przyznała ostatecznie Mazurek.

Całe to zdarzenie jest tym bardziej kompromitujące, że jeszcze w przededniu briefingu wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, bez zmrużenia oka zapewniał w programie TVN24, że ani rząd, ani Prawo i Sprawiedliwość nie mają nic wspólnego z kampanią billboardową dotyczącą sądownictwa. Na dodatek posłowie PiS zarzucali dziennikarzom rozpowszechnianie „fake newsów”.

Wcześniej, wielu polityków używało ostrych słów komentując przekazanie przez Polską Fundację Narodową środków na kampanię rządową. Czy pani premier bierze udział w przestępstwie? – pytał Ryszard Petru. Wątpliwości miał nawet zasiadający w klubie PiS Tadeusz Cymański.

koduj24.pl

La Isla Bonita

Mamy rekordowe długi

   13 września 2017

PiS twardo nastaje na reparacje, za które już wkrótce zrealizuje ambitny program „Polska Samotną Wyspą”.

Jeśli ktoś ciągle wątpi w inspiracje partii aktualnie rządzącej epoką Edwarda Gierka, to niedawna wypowiedź pana prezesa powinna rozwiać ostatnie wątpliwości. Budujemy otóż – po raz kolejny, bo potem próbował jeszcze Lech Wałęsa – drugą Japonię. Chociaż jednak – zważywszy na sympatie polityczne ekipy z Nowogrodzkiej – może raczej drugą Wielką Brytanię. No, ale Boże broń nie z powodu curry, funta i meczetów w każdej dzielnicy, tylko ze względu na położenie geograficzne.

Polska bowiem też wkrótce będzie wyspą.

Gwoli ścisłości należałoby wprawdzie wziąć za wzór nie tyle całą Wielką Brytanię, ile od razu konkretnie Anglię. No bo taka Irlandia to owszem, też wyspa, ale „szmaragdowa”. No, a „zieloną wyspą” to już raz byliśmy, za premiera Tuska, i wystarczy. Zresztą już wkrótce, wraz z ostatnimi drzewami, znikną z kraju wszelkie ślady zieleni, a wraz z nimi skończą się tego typu niestosowne porównania…

Wprawdzie – jakże pechowo – to akurat angielski poeta John Donne jest autorem powtarzanej potem do znudzenia złotej myśli, że „nikt nie jest samotną wyspą”, ale czy nie jest, to się dopiero okaże. To po pierwsze. A po drugie i zasadnicze, Donne, tak na wszelki wypadek, zostanie pewnie (o ile już nie został) przezornie wykreślony z listy lektur zreformowanej podstawówki i to nawet tych nadobowiązkowych. I będzie po sprawie.

Tak, czy inaczej, plan jest taki, że Polska będzie wyspą.

Ba, ten projekt został już nawet skierowany do realizacji. Na początek, tak dla rozgrzewki, zostanie przekopana Mierzeja Wiślana, a potem poszerzy się Odrę i Bug, wyleje beton i w ten sposób oddzielimy się od stałego lądu, zaczynając nowy, tym razem wyspiarski etap dziejów narodowych. Pozostanie wprawdzie problem na południu, bo projekt przekształcenia Tatr w Balaton musi poczekać na obiecany przez ekipę Prezesa bilion dolarów z niemieckich reparacji. No, ale na początek – umówmy się – wystarczy nam status półwyspu. Na razie postawi się mur. Dał nam przykład Trump Prezydent, jak budować mamy. Ów śmiały projekt zasługuje zresztą na realizację nie tylko ze względów praktycznych, ale także w ramach nowej polityki historycznej. Wszak dotąd byliśmy wprawdzie Przedmurzem Chrześcijaństwa, ale – z oczywistego braku muru – wyłącznie z nazwy.

Problem w tym, czy ten niemiecki bilion dolarów wystarczy na realizację programu „Wyspa”. No bo to jeszcze trzeba odbudować setkę zamków kazimierzowskich i postawić ten łuk na środku Wisły, który obiecał narodowi minister Jaki do spółki z bardem Pietrzakiem. Tymczasem to wcale nie jest aż tak dużo kasy. Bilion dolarów to raptem trzy budżety Niemiec i tylko cztery razy więcej, niż nasz aktualny dług publiczny, który właśnie też przekroczył bilion. Tyle tylko, że tym razem w złotówkach.

Dość powiedzieć, że wartość amerykańskich nieruchomości stojących na szlaku huraganu „Irma”firmy ubezpieczeniowe wyceniły na… niemal dwa biliony dolarów! A w sumie chodziło tylko o parę hoteli w Miami i gromadę domków z dykty, jakimi zabudowana jest reszta Florydy, Georgii i obu Karolin.

Dla porównania – odbudowa zalanych dzielnic Nowego Orleanu, zniszczonych w trakcie innego huraganu – „Katriny” – pochłonęła 80 miliardów dolarów. A chodziło jedynie o odbudowę paru hektarów kanadyjek z paździerzy obitych plastikowym sidingiem, plus trochę infrastruktury i odszkodowań za utracone mienie. Dziesięć takich huraganów i już pęka bilion „zielonych”.

Tymczasem Niemcy skąpią nam tych nędznych paru groszy… Wstyd po prostu.

Tylko co będzie, jak z tego wstydu rzeczywiście nam ten bilion oddadzą? Bo na wypisaniu czeku się na pewno nie skończy. Przecież za materialne straty wojenne, pokonane Niemcy oddały Polsce nie tylko 600 mln marek w odszkodowaniach, ale także 1/5 swojego ówczesnego terytorium. W polskie ręce przeszły nie tylko wielkie miasta, na czele z „Kwiatem Europy” – Wrocławiem, ale też bogactwa naturalne, przemysł i infrastruktura. Skoro więc zdecydują się zapłacić za wojenne zniszczenia gotówką (z odsetkami, choć przez niemal stulecie korzystaliśmy z tych niemieckich „reparacji w naturze”), to zapewne zechcą z powrotem swój „zastaw”. Bo tak to już jest, w interesach, że jak się dostaje z powrotem wierzytelność plus odsetki i koszty, to trzeba – niestety – zwolnić hipotekę…

Więc wcale nie jest pewne, czy na tym interesie tak naprawdę zarobimy, czy może stracimy. Bo ile jest wart ( w dolarach albo euro) mój rodzinny Wrocław? Tyle, co Miami? Ale nawet gdyby wycenić go taniej, jak Nowy Orlean po przejściu „Katriny”, to pewnie Niemcy i tak zabiorą sobie – w ramach rozliczeń za reparacyjny bilion – całe „Ziemie Odzyskane” (i co wtedy z nami, wrocławianami?). I żebyśmy tylko nie musieli jeszcze do tego dopłacić. Bo będą to pieniądze za zniszczone mienie, które przecież miało swoich prywatnych właścicieli. A tak się składa, że duża grupa spadkobierców dawnych kamieniczników i fabrykantów żyje dzisiaj poza Polską (i to bynajmniej nie dlatego, że tuż po wojnie, a potem po 1968 roku, dobrowolnie wybrała emigrację).

Ba, ale może jednak warto, mimo wszystko? Bo wszak budowa samotnej wyspy w środku kontynentu swoje kosztuje, a chociaż gospodarka pod nowymi rządami kwitnie, to jednak dług publiczny właśnie przekroczył bilion (spokojnie, tylko złotówek). Poza tym na mniejszym terytorium (bo przecież Litwa, Ukraina i Białoruś niczego nam nie oddadzą) łatwiej się okopać? Tak więc, partia aktualnie rządząca twardo nastaje na reparacje, za które już wkrótce zrealizuje ambitny program „Polska Samotną Wyspą”. Biało-czerwona drużyna już za chwilę rozpocznie w tym celu wielkie dzieło budowy Kanału Narodowego. Będą – na ochotnika – pilnować koryta. I pogłębiać dno.

Bożena Chlabicz-Polak

koduj24.pl

Demokracja kleptomanów

Demokracja kleptomanów

   14 września 2017

Afera billboardowa musi powodować zażenowanie, jak zresztą styl rządzenia PiS, który w Polsce zdarzył się w takim wymiarze pierwszy raz po 1989 roku. Wyniki osiągnięte przez partię Kaczyńskiego też są niewspółmierne do poprzedników. Nikt tak nie obniżył rangi Polski na zewnątrz, jak dyplomata Witold Waszczykowski, specjalistka od moralnych zwycięstw 1:27 Beata Szydło i specjalista od wszystkiego, Napoleon taboretu Jarosław Kaczyński.

Na naszych szeroko rozwartych ze zdumienia oczach owo towarzystwo demoluje demokrację, niszczy urządzenia wolności obywatelskiej i nic sobie z tego nie robi, jak ów słynny szatniarz w „Misiu Barei”: „I co pan nam zrobi?”

Zastanawiałem się, jak nazwać ten ustrój „wyspy wolności i demokracji”, określony przez prezesa Kaczyńskiego na wyspie Krakowskiego Przedmieścia odgrodzonej metalowymi barierkami i tysiącami policjantów?

Mimowiedną odpowiedź dała kampania „promocji Polski” urządzona za kilkadziesiąt milionów złotych (ile? – jest drugorzędne, czy to 19 mln zł, czy 100) przez Polską Fundację Narodową. Publiczne pieniądze ściągnięte przez rząd PiS dla spółki zarządzanej przez pisowskich działaczy, aby pogrążyć niezależne sądy po to, by były zależne od polityków PiS.

Jak nazwać tę demokrację nie-demokrację? I oto konstruuje się termin sam przez się. Na jednym z banerów oskarżono jednego z przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty sędziów”, który bezkarnie ukradł kiełbasę. Tej kiełbasy to nie wymyśliłby do spółki Bareja z Mrożkiem i starożytnym Arystofanesem, a Szekspir z hrabią Fredrą złamałby pióro wobec takiego bezmiaru talentu pisowszczyzny.

Okazało się, że sędzia, który ukradł kiełbasę za 6,90 zł, od dwóch lat nie żyje, a poza tym sam zrezygnował (jak żył) z bycia członkiem kasty. Możliwe, że chorował na kleptomanię, bo sędzia nie musi kraść, jak zdarza się to z głodu bezrobotnym czy bezdomnym.

Kilkadziesiąt milionów zł przeciw 6,90 zł kleptomana – jak to nazwać? Gigantyczną kleptomanią. I taki nam ustrój proponuje PiS – demokrację kleptomanów. Czego się nie dotkną – ukradną.

Kradną nam jednak demokrację na gigantyczną potęgę, a to ukradli sąd od konstytucji, Trybunał Konstytucyjny. Ukradli niezależność sądów powszechnych, jesteśmy przed złodziejstwem Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Przed złodziejstwem mediów prywatnych, przed złodziejstwem NGO’sów.

To jest kleptomania. A prezes zagarnięty skarb nazywa „wyspą wolności i demokracji”, czyli wolnością i demokracją kleptomanów. Jak na kleptomana nr 1 przystało prezes musi skryć się za najdroższą ochroną prywatną (przeszło milion zł rocznie kosztują bodygardzi), nie wspominając o kosztach za ochronę miesięcznic na Krakowskim Przedmieściu.

Najpierw więc kleptomania, potem swojski reżim, który spowoduje wykluczenie dużego państwa europejskiego ze wspólnoty Unii Europejskiej. A za tym stanie się tak, że demokracja kleptomanów stanie się łupem dużo większego kleptomana, na którego skazani jesteśmy geopolitycznie. Jak to drzewiej – dwa wieki z okładem – już się zdarzyło.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Rząd przyciśnięty do muru. Tak bezczelne kłamstwo w aferze billboardowej nie mogło ujść na sucho

Rząd przyciśnięty do muru. Tak bezczelne kłamstwo w aferze billboardowej nie mogło ujść na sucho

fot. flickr/KPRM

Nagłośnienie sprawy tzw. afery billboardowej przez prywatne i wciąż niezależne od rządu media sprawiło, że stała się ona przedmiotem szerokiego zainteresowania nie tylko opinii publicznej (co miało być celem jej pomysłodawców), ale i podmiotów kontrolnych (czego już Prawo i Sprawiedliwość z pewnością nie chciało). Ostatnie dni przyniosły zaskakujące fakty, dotyczące poziomu profesjonalizmu kampanii, kłamstw jakie ona zawiera czy problemów ze zgodnością z prawem strony internetowej, na której można kampanię odnaleźć.

Jeszcze dziś rano, wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej Maciej Świrski przekonywał, że nie ma mowy o tym, by ta kampania była partyjna. Poinformował też, że wcale nie jest tak kosztowna, jak mówił jeszcze kilka dni temu. W rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM podał kwotę 10 mln złotych, z czego większość została ponoć wydana na promocję w ogólnopolskich mediach, także tych prywatnych. Rozmowa nie przebiegła jednak po myśli wiceprezesa Świrskiego, którego celnymi pytaniami o partyjny charakter kampanii, sprzeczny ze statutem Polskiej Fundacji Narodowej, wyprowadził z równowagi prowadzący wywiad.Mazurek wprost wskazał, że treść kampanii nie ma nic wspólnego z promowaniem Polski,bowiem trudno jednostkowe przypadki np. kradzieży spodni, przedstawić jako promocję kraju. Prowadzący zwrócił też uwagę, że kampania ta w żaden sposób nie działa w imieniu obywateli, a w sposób bardzo bezpośredni promuje program rządu i Prawa i Sprawiedliwości. Tezy Świrskiego były nie do obrony, a partyjny charakter kampanii bezlitośnie obnażony.

W Prawie i Sprawiedliwości musiała zapanować nerwowość, tym bardziej, że partie opozycyjne uruchomiły wszystkie możliwe i dostępne instrumenty kontrolne, by wykazać bezprawny charakter kampanii. Hanna Gronkiewicz Waltz wykorzystała uprawnienia nadzorcze nad PFN, PO złożyła wniosek do CBA, partia Razem do NIK a Nowoczesna do Państwowej Komisji Wyborczej. Pojawiły się billboardy i spoty pokazujące pisowską hipokryzję oraz ujawniające kulisy tej afery.

Zdecydowany napór partii opozycyjnych przyniósł nieoczekiwany skutek w postaci nagłej zmiany narracji ze strony partii rządzącej. Mimo że jeszcze około południa wicepremier Piotr Gliński mówił w Sejmie, że „Nie jest to kampania rządowa, partyjna. Jest to kampania prowadzona zgodnie z polskim prawem i zapisami statutowymi PFN” to już nieco ponad godzinę później, na specjalnie zwołanym briefingu w Sejmie, wicemarszałek Sejmu i szef klubu parlamentarnego PiS potwierdził, że to rząd Beaty Szydło stoi za kampanią „Sprawiedliwe Sądy”.

W tej sprawie wokół tego rozpętano histerię, która miała zdezorientować część opinii publicznej, że my chcemy dokonać jakiegoś zamachu na niezawisłość sędziów, trójpodział władzy itd., co oczywiście jest nieprawdą. W takiej sytuacji jest również naturalne, że rząd RP musiał podjąć pewne działania, także o charakterze medialnym, aby tę histerię zrównoważyć i uspokoić. Adresujemy ją do tych wszystkich Polaków, którzy z jednej strony są przekonani o tym, że system prawny, wymiaru sprawiedliwości wymaga gruntowej reformy, czują się często w swoich drobnych sprawach poszkodowani przez ten system, chcemy ich przekonać, że rząd wie o tym i że reforma zostanie przeprowadzona.” – przyznał Ryszard Terlecki.


Fot. screen 300polityka.pl

Paweł Wroński z Gazety Wyborczej na swoim profilu na Twitterze zwrócił uwagę, że wypowiadający te słowa marszałek Terlecki potwierdził, że przez ostatnie trzy dni najważniejsi politycy PiS bezczelnie i prosto w oczy okłamywali opinię publiczną.

Skąd zatem taki nieoczekiwany zwrot narracji i wskazanie bezpośredniego zlecającego w postaci rządu? Działacze Nowoczesnej wskazują, że powodem może być złożony przez nich wniosek do Państwowej Komisji Wyborczej.

Gdyby bowiem Państwowa Komisja Wyborcza uznała, że partia prowadzona jest na zlecenie partii Prawo i Sprawiedliwość (przecież projekty zmian w SN i KRS były poselskie), to partii rządzącej groziłyby bardzo poważne kary z utratą subwencji na działanie partii politycznych włącznie. Udowodnienie korzystania w partyjnym celu z budżetu spółek Skarbu Państwa mogłoby przynieść także olbrzymie straty w sondażach oraz trwale spalić możliwość powtórzenia tego triku w kampaniach wyborczych.

Przyjęcie całej odpowiedzialności za kampanię przez rząd pozwoli chociaż częściowo uciec do przodu, oddalając niebezpieczeństwo od partii. Rządu nie obowiązują ograniczenia takie jak partie polityczne, dlatego też nawet jeśli jest to karygodne i zasługujące na potępienie, to rząd odpowiedzialności karnej za takie działanie nie poniesie. Problem jednak w tym, że PiS, niejako w odpowiedzi na zarzuty ze strony m.in. Platformy Obywatelskiej, uruchomiło już kampanię przypominającą choćby to wydarzenie:

Prawo i Sprawiedliwość obiecywało inne, rzekomo wyższe standardy i koniec z arogancją władzy. Przyznając się dziś do autorstwa kampanii „Sprawiedliwe Sądy” pokazują, że wszystko to co uważali za złe w wykonaniu dzisiejszej opozycji, sami powtarzają z jeszcze większą butą, potwierdzając tym samym olbrzymią hipokryzję.

crowdmedia.pl

Co dalej z reformą sądownictwa?

WRZESIEŃ 13, 2017  WIADOMO.CO
Co dalej z reformą sądownictwa?

Najpierw były weta, teraz konsultacje. Założenia do projektów ustaw o SN i KRS prezydent ma przedstawić 25 września. W środę spotkał się z delegacjami PiS, PO, Kukiz ’15, Nowoczesnej i PSL. – Usłyszeliśmy, że jeśli praca w Sejmie pójdzie w taką stronę, z jaką mieliśmy do czynienia przy ostatnich projektach, powtórnie jest w stanie je zawetować – mówił po spotkaniu lider PO. Ale według polityków Nowoczesnej, prezydenckie propozycje idą w złym kierunku i podobnie jak te PiS-owskie są niekonstytucyjne. A minister sprawiedliwości już zaczął działać.

PO: Najważniejszy jest trójpodział władzy i szerokie konsultacje

- Przyjęliśmy to zaproszenie (od prezydenta – red.). Uważamy, że najpierw dwa weta pokazały, że prezydent chce brać czynny udział, mieć wpływ na pisanie ważnych ustaw dotyczących sądów. Wierzymy w to, że w jego najlepszej intencji ta sprawa ma służyć podkreśleniu trójpodziału władzy i niezależności władzy sądowniczej – mówił po spotkaniu przewodniczący PO.

Grzegorz Schetyna deklaruje, że Platforma jest gotowa do rozmowy na temat proponowanych rozwiązań i do współpracy: – Przekonywaliśmy prezydenta, żeby te projekty były szeroko konsultowane, nie tylko z klubami parlamentarnymi, ale także ze środowiskiem sędziowskim. Ważne, żebyśmy wspólnie mogli zbudować przekonanie, że chcemy i pracujemy nad usprawnieniem systemu sądowniczego w Polsce.

Dla polityków Platformy ważne były też deklaracje prezydenta dotyczące prac nad projektami w parlamencie. Gdyby PiS zdecydował się zmienić propozycje prezydenta, możliwe są kolejne weta. – Usłyszeliśmy, że prezydent Duda gwarantuje jakość tego procesu i tych projektów. Jeżeli praca legislacyjna pójdzie w stronę, z jaką mieliśmy do czynienia przy ostatnich projektach, powtórnie jest w stanie je zawetować  – relacjonował Schetyna.

Politycy PO liczą, że „nie ulegnie zmianie tylko filozofia działania”. – Niestety, nie poznaliśmy żadnego dokumentu. Samo przesunięcie kompetencji z ministra sprawiedliwości na prezydenta w naszej ocenie też będzie niezgodne z konstytucją i na to też zwracaliśmy uwagę Andrzejowi Dudzie – to były minister sprawiedliwości Borys Budka.

Nowoczesna: Prezydent idzie w niewłaściwym kierunku

- Potwierdziły się nasze najgorsze obawy. Mianowicie propozycje prezydenta są takie, że polityczną rolę ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego zastąpi prezydent. Będziemy mieli do czynienia z ustawami dotyczącymi SN i KRS, które doprowadzą do upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości w Polsce, tylko w postaci prezydenta – mówił z kolei Ryszard Petru na briefingu przed Pałacem Prezydenckim.

Posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz mówi wprost, że chodzi tylko o „zastąpienie jednego polityka PiS-u innym politykiem PiS-u”. – Polacy nie potrzebują spotkań polityków w Pałacu Prezydenckim. Z tego, co zostało nam przedstawione widać, ze nadal będzie utrzymany mechanizm wyboru członków KRS przez Sejm. Przewidywana jest także formuła, która skróci kadencję SN, w tym I Prezes SN – oburza się Gasiuk-Pihowicz.

Opozycja powołała specjalny zespół do spraw reformy wymiaru sprawiedliwości. W jego skład wchodzą politycy PO, Nowoczesnej i PSL-u.

Kukiz ’15: Prezydent obiecał zmianę zasad wyboru członków KRS

Najbardziej entuzjastycznie nastawieni po spotkaniu w Pałacu Prezydenckim byli posłowie Kukiz ’15. – Prezydent powiedział, że utrzymuje naszą poprawkę wyboru KRS przez 3/5 Sejmu, a nie zwykłą większością. Rozmawialiśmy o tym, jakie będą mechanizmy zabezpieczające. Niewykluczone, że będzie to wskazanie tych osób przez prezydenta, co jesteśmy w stanie poprzeć ze względu na silną legitymację demokratyczną prezydenta – zadeklarował po spotkaniu z Andrzejem Dudą poseł Stanisław Tyszka.

Politycy ugrupowania Pawła Kukiza twierdzą, że prezydent rozważa także „udział obywateli w tym procesie”. Chodzi o to, aby do KRS mogli kandydować także sędziowie, którzy są wskazani przez obywateli lub organizacje.

PiS bardzo powściągliwie

Najmniej do powiedzenia mieli politycy PiS-u. – Rozmowa pożyteczna, prezydent bardzo jasno powiedział, że rozumie też potrzebę dalszych prac w Sejmie nad projektami, które przedstawi. Koło 25 września poznamy ostateczny kształt ustawy. W tej chwili rozmawialiśmy o pewnych rozwiązaniach, które proponuje prezydent – tyle wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

Kancelaria Prezydenta: konsultacje spełniły cel

Pytanie, jaki cel. Czy tylko polityczny i wizerunkowy?

Andrzej Duda po spotkaniach nie zabrał głosu. Kilka zdań w tej sprawie pojawiło się za to na Twitterze. Konsultacje podobno były dobre i merytoryczne.

Prezydent konsultuje, Ziobro działa

Minister Sprawiedliwości postanowił skorzystać dzisiaj z nowych uprawnień. Zbigniew Ziobro odwołał trzy wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie – największego sądu w Polsce. W związku z okolicznościami odwołania wiceprezesów rezygnację złożyła rzecznik prasowa sądu.

Przypomnijmy, możliwość odwołania prezesów i wiceprezesów sądów bez podawania przyczyn w ciągu najbliższego pół roku daje ministrowi sprawiedliwości ostatnia nowelizacja ustawy o ustroju sądów powszechnych. Ustawę podpisał prezydenta Andrzej Duda tego samego dnia, w którym zawetował ustawy o SN i KRS.

wiadomo.co

KRS wydaje stanowisko ws kampanii billboardowej o sądach

Fachowiec od mokrej roboty przeszedł od Błaszczaka do Macierewicza

Tak działa państwo Corleone Kaczyńskiego.

Dziennikarze Polsat News podają informację, że sprawca śmierci Igora Stachowiaka na posterunku policji we Wrocławiu otrzymał pracę w Żandarmerii Wojskowej.

W państwie PiS cenieni są fachowcy od mokrej roboty.

Przeszedł fachowiec od jednego podwładnego Corleone do drugiego. Od Błaszczaka do Macierewicza. W MON dostanie jakieś nowe zlecenie.

Oto film hollywoodzki, o którym tak marzy prezes PiS. Ten film dzieje się w rzeczywistości polskiej, a nie na taśmie filmowej.

 

CZWARTEK, 14 WRZEŚNIA 2017

Mazurek do dziennikarki: Zadaję kłam temu, co pani powiedziała, że kampania będzie kosztowała 19 mln zł

14:09

 

Mazurek do dziennikarki: Zadaję kłam temu, co pani powiedziała, że kampania będzie kosztowała 19 mln zł

– Państwo przed chwilą powielali kolejny fake-news o 19 mln zł – mówił Paweł Szefernaker na briefingu w Sejmie. Jak dodała Beata Mazurek:

„Prezes fundacji powiedział dzisiaj, że ta kampania będzie kosztować niż 10 mln zł. Natomiast gdybyście byli państwo dociekliwi, to sprawdzilibyście, w jaki sposób były realizowane kampanie przez rząd PO i PSL. Zdecydowanie więcej pieniędzy było wydawanych ana różne dziwne rzeczy. Chociażby z tego co pamiętam kampania dot. osób bezdomnych kosztowała około 50 mln zł, a wiadomo, że bezdomni nie mają dostępu do internetu”

– Zadaję kłam temu, co pani mówiła, gdzie pani publicznie powiedziała, że kampania będzie kosztowała 19 mln zł, a wiceprezes fundacji powiedział, że będzie kosztowała około 10 mln – dodała Mazurek.

Na stwierdzenie dziennikarzy, że w piątek na konferencji padła kwota 19 mln zł, Mazurek odpowiedziała: – Dzisiaj powiedział wiceprezes fundacji, że będzie kosztowała 10 mln zł. Być może jest tak, że 10 mln zł tu, 9 za granicą. Tego nie wiemy. Dobrze byłoby kierować pytania do prezesa czy wiceprezesa fundacji.

Rano Maciej Świrski w RMF mówił iż kampania w Polsce będzie kosztowała niecałe 10 milionów.

14:00

 

Terlecki: Kampanię prowadzi rząd PiS. To normalne działanie rządu

– To nie jest ta kwota, o której pani mówi [19 mln zł]. Opozycyjne media, a także oszukiwane przez nią media zagraniczne, niektóre oczywiście, rozsiewają nieprawdziwe informacje nt. naszych intencji dot. Reformy wymiaru sprawiedliwości i to trzeba wyjaśnić. To rząd PiS wyjaśnia w kampanii, którą prowadzi. Ona wcale nie jest bardziej kosztowna niż dziesiątki innych prowadzonych w różnych sprawach. To normalne działanie rządu – mówił Ryszard Terlecki na briefingu w Sejmie.

– To jest kampania, którą prowadzi fundacja narodowa. Oczywiście na zlecenie rządu – dodał.

13:53

 

Terlecki: Rozpoczęliśmy procedurę związaną z powołaniem komisji śledczej ws. nadużyć VAT-owskich

– Rozpoczęliśmy właśnie procedurę związaną z powołaniem komisji śledczej ws. nadużyć VAT-owskich. Myślę, że to będzie temat dla opinii publicznej w Polsce o wiele bardziej interesujący i absorbujący niż działania medialne dot. reformy wymiaru sprawiedliwości, która w najbliższym czasie zostanie przeprowadzona – mówił Ryszard Terlecki na briefingu w Sejmie.

13:49

 

Szefernaker: Rząd i premier są atakowani przez totalną opozycję. Dzisiejszy materiał jest kłamliwy

– Od paru dni rząd jak i premier Szydło są bezpardonowo atakowani przez totalną opozycję. Dziś szczególny materiał totalnej opozycji bijący w szefową rządu. W wielu kwestiach ten materiał jest kłamliwy i mija się niestety z prawdą. Jestem przekonany, że premier poprzez swoje stanowcze wystąpienia, jeżeli chodzi o reformę wymiaru sprawiedliwości, rząd PiS poprzez swoje stanowcze wystąpienia dot. potrzeby reformy wymiaru sprawiedliwości jest tak bezpardonowo atakowany dziś w mediach. Kłamliwie, ponieważ do wczoraj wiele kłamliwych informacji było powtarzanych, mimo żę nie było żadnego potwierdzenia w dokumentach opinii publicznej. Dziś opublikowany materiał w ramach kampanii przez PFN pokazuje dramat, z jakim na co dzień spotykają się Polacy. Dramat w kontakcie z wymiarem sprawiedliwości, jakich jest wiele, setki tysiące w Polsce i totalna opozycja próbuje przykryć – mówiąc kolokwialnie – takie materiały, wstrząsające materiały kłamstwami nt. premier, tego jak ta kampania jest prowadzona, a wiele kwestii zostało wczoraj także wyjaśnionych przez prezesa Świrskiego i w dzisiejszych wystąpieniach medialnych – mówił Paweł Szefernaker na briefingu w Sejmie.

13:44

 

Terlecki: Rozpętano histerię. Rząd musiał podjąć pewne działania, aby tę histerię zrównoważyć

– W tej sprawie wokół tego rozpętano histerię, która miała zdezorientować część opinii publicznej, że my chcemy dokonać jakiegoś zamachu na niezawisłość sędziów, trójpodział władzy itd., co oczywiście jest nieprawdą. W takiej sytuacji jest również naturalne, że rząd RP musiał podjąć pewne działania, także o charakterze medialnym, aby tę histerię zrównoważyć i uspokoić. Adresujemy ją do tych wszystkich Polaków, którzy z jednej strony są przekonani o tym, że system prawny, wymiaru sprawiedliwości wymaga gruntowej reformy, czują się często w swoich drobnych sprawach poszkodowani przez ten system, chcemy ich przekonać, że rząd wie o tym i że reforma zostanie przeprowadzona. Poza tym wszystko jest zgodne z prawem, fundacja narodowa jest od tego, aby jedną z najważniejszych spraw narodowych podjąć, bo to w tej chwili bardzo istotny element życia publicznego, reforma sądownictwa. Fundacja działa zgodnie z prawem, rząd działa zgodnie z prawem. Nie widzimy żadnego powodu do wszczynania w tej sprawie histerii medialnej – mówił Ryszard Terlecki na briefingu w Sejmie.

13:26

 

KRS protestuje przeciwko sposobowi prowadzenia kampanii medialnej ws. sądów

– Krajowa Rada Sądownictwa stanowczo protestuje przeciwko sposobowi prowadzenia kampanii medialnej, mającej uzasadniać zmiany w sądownictwie, którą organizuje Polska Fundacja Narodowa, finansowana ze środków spółek Skarbu Państwa – napisano w stanowisku KRS. Jak dodano:

„W ocenie Rady, kampania ta, dyskredytująca sądy w oczach obywateli, nie powinna być finansowana – choćby pośrednio – ze środków publicznych. Zestawienie nieprawdziwych lub tendencyjnie przedstawionych informacji nie służy budowaniu autorytetu państwa i wizerunku Polski”

– Rada apeluje, aby w najlepiej pojmowanym interesie Rzeczypospolitej w ramach polityki informacyjnej, debata o reformie wymiaru sprawiedliwości opierała się na rzetelnym przedstawieniu problemów, które dotyczą sądownictwa, nie zaś na zmanipulowanym bądź wprost kłamliwym przekazie – napisano.

13:03

 

PO ponownie apeluje do PAD o zwołanie RBN ws. Macierewicza

– Wczoraj na spotkaniu z prezydentem Dudą Grzegorz Schetyna zaproponował, poprosił o zwołanie RBN, żeby na tym zamkniętym spotkaniu najważniejszych osób w państwie omówić sytuację wokół ministra obrony. Sytuację opisywaną w książce Tomasza Piątka, ale także w innych artykułach w środkach masowego przekazu, medialnych przekazach o powiązaniach Antoniego Macierewicza, ludzi wokół Macierewicza z Rosją, rosyjskim wywiadem. Uważamy, że to sprawa niezmiernie ważna, godząca w polskie bezpieczeństwo, jeżeli nie będzie sprawa wyjaśniona prosto i klarowanie przez ministra Macierewicza. Prezydent wczoraj zadeklarował, że zastanowi się nad tym pomysłem, czy zwołać czy nie. Dzisiaj chcielibyśmy jeszcze raz ponowić apel, bo od wczoraj wiele głosów, które wspierają ten pomysł, projekt żeby rzeczywiście poważnie porozmawiać o Antonim Macierewiczu, o jego roli w dewastowaniu polskiej armii, a także o tym, jaka powinna być reakcja najważniejszych osób w państwie na te działania. Dzisiaj jeszcze raz zachęcamy prezydenta, otoczenie prezydenta a także premier i prezesa Kaczyńskiego, że warto usiąść w zamkniętym gronie i porozmawiać o tej sprawie, która naprawdę jest wyjątkowo niebezpieczna jeśli chodzi o zagrożenie integralności polskiej armii, jej mobilności, a także stosunków z naszymi partnerami za granicą, w UE i NATO – mówił Sławomir Neumann na briefingu w Sejmie.

12:31

 

Gliński: Opozycja zakłamuje reformę wymiaru sprawiedliwości za granicą

– Wszyscy wiemy, że system sądownictwa w Polsce jest niesprawny i nieefektywny. Niespełniana jest w związku z tym jedna z najważniejszych funkcji systemu demokratycznego, jedna z najważniejszych funkcji wspólnototwórczych, jaką jest społeczne poczucie sprawiedliwości. Dowodem na to są powszechne negatywne oceny funkcjonowania sądu i systemu sprawiedliwości – mówił Piotr Gliński w Sejmie.  Jak dodał:

„My chcemy reformy [wymiaru sprawiedliwości], a opozycja niestety zakłamuje tę reformę i jej istotę za granicą. Dlatego powinniśmy debatować w sposób pogłębiony z Polokami, a także komunikować o tej sytuacji i naszych wysiłkach w kierunku reformowania państwa, komunikować Europę i świat. Jak sądzę, taka jest istota kampanii PFN”

– Nie jest to kampania rządowa, partyjna. Jest to kampania prowadzona zgodnie z polskim prawem i zapisami statutowymi PFN – dodał. Gliński podkreślał, że w statucie fundacji zapisano dwa cele – ochronę wizerunku RP oraz promocję polskiej gospodarki.

Wicepremier mówił też, że nie ma zamiaru ingerować w funkcjonowanie PFN, a fundacja swoje sprawozdanie przedstawi dopiero w przyszłym roku.

12:20

 

Rząd we wtorek o split payment

Projektem ustawy zakładającym wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności – split payment – zajmie się rząd na wtorkowym posiedzeniu, które rozpocznie się o 12:00.

Jak tłumaczy resort, mechanizm ten uważany jest za jedno z rozwiązań do przeciwdziałania nadużyciom i oszustwom podatkowym.  Umożliwia bowiem organom podatkowym monitorowanie i blokowanie środków na rachunkach bankowych VAT, eliminując ryzyko znikania podatników wraz z zapłaconym im przez kontrahentów, a nieodprowadzonym podatkiem VAT.

Mechanizm ten z założenia utrudnia, lub wręcz uniemożliwia, powstawanie nadużyć już na etapie samej transakcji. Jednocześnie zapewni lepszą transparentność rozliczeń VAT-owskich i utrudni wyprowadzanie pieniędzy za granicę.

– Uszczelnianie systemu VAT oraz zapewnienie większej stabilności wpływów z tytułu podatku od towarów i usług, jak również zapobieganie unikania płacenia podatku to jeden z głównych celów prowadzonej polityki podatkowej – argumentuje rząd.

12:13

 

„To już należy nazwać układem zamkniętym”. PO uderza w PiS spotem o aferze billboardowej

– Ten film w krótki sposób, ale jakże dobitny zobrazował państwo PiS w soczewce, w pigułce, symbol władzy PiS-u. Pokazał pajęczynę, obłudę, kłamstwa i relacje, dziwne powiązania i połączenia. W dodatku żadna instytucja państwa nie chce zająć się aferą billboardowa – mówiła Monika Wielichowska na konferencji Platformy.

– Żądamy w imieniu obywateli, właścicieli społek Skarbu Państwa – bo przedsiębiorstwa państwowe to własność wszystkich Polaków – natychmiastowego zaprzestania transferów finansowych z tych spółek do fundacji, która używa pieniędzy na cele polityczne – mówił z kolei Mariusz Witczak.

– Wystąpimy do SSP o udostępnienie wszystkich umów, które pokażą na jakich zasadach prezesi spółek zgodzili się przekazać te pieniądze fundacji – dodał poseł PO.

– To już należy nazwać układem zamkniętym. Znajomi pani premier związani z PiS dostają pieniądze od fundacji, wcześniej fundacja dostaje pieniądze od SSP, służby nie reagują, premier wychodzi na konferencję, promuje to. Dokładnie układ zamknięty. Prokuratura śpi, CBA śpi, wielka afera – mówił Marcin Kierwiński, żądając w trybie pilnym zwołania sejmowej komisji skarbu.

 PiS przypomina mechanizm prania pieniędzy. Pisowska propaganda z kieszeni Polaków staje się symbolem .
RT

300polityka.pl

CZWARTEK, 14 WRZEŚNIA 2017

STAN GRY: DGP: Spec prokuratorzy ds dziury w VAT za PO, Szułdrzyński: Gest KE wobec PiS, Karnowski: Petru zwycięzcą po stronie opozycji

300LIVE:
PSL złożyło wniosek o odwołanie Jurgiela
Świrski o kampanii ws. sądownictwa: Będzie kosztować 10 mln zł. To żadna propaganda partyjna
Łapiński: Kolejny raz dementuję: PAD nie żądał zwolnienia Macierewicza
Łapiński o prezentacji projektów: Planujemy, że to będzie najprawdopodobniej 25 września
Soloch: Jest pewna niedoróbka systemowa. Prezydent powinien mieć wpływ na obsadę stanowiska ministra obrony
Petru: Nie dam się zastraszyć żadnemu Wąsikowi, bo jest przestępcą
Petru: Powiedziałem PAD, że kierunek zmian jest daleki od tego, jaki byśmy akceptowali
Szefernaker o reparacjach: Dziś za mało elementów na rozmowę dyplomatyczną
Petru: Z rozmowy z PAD wnioskuję, że to będą ustawy w dużym stopniu podobne do zaproponowanych przez PiS

http://300polityka.pl/live/2017/09/14/

— BEZ ŻADNEGO TRYBU – JEST NOWE UCHO PREZESA NA SHOWMAXIE- wraca Macierewicz, pojawia się detektyw Rutkowski:
https://m.onet.pl/rozrywka/film/wiadomosci,0yzz6r

— PIS ZNOWU POCZUŁO MOC, WRÓCIŁY MARZENIA O WIĘKSZOŚCI KONSTYTUCYJNEJ – Fakt: “Politycy PiS są przekonani, że obrali dobry kurs, ostro występując przeciwko przyjmowaniu uchodźców – i to przyniosło im wzrost poparcia, a osłabiło opozycję. – Ludzie imigrantów się boją, a hasła o łamaniu demokracji na większości nie robią wrażenia – mówi nam ważny polityk PiS”. 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/pis-znowu-poczulo-moc-nie-zaszkodzily-nam-protesty/3fs6f9q

— TERAZ BUDAPESZT BĘDZIE W PRADZE – Jędrzej Bielecki w RZ: “Andrij Babis jest u progu przejęcia władzy. Będzie dla Unii takim samym problemem jak Orbán i Kaczyński”.

— SEJM CHRONIŁO WIĘCEJ FUNKCJONARIUSZY NIŻ PRACOWAŁO PRZY POWODZIACH – Bianka Mikołajewska: “Gdy Sejm pracował nad ustawą o SN, jego budynki zabezpieczało w szczytowych momentach: 2341 policjantów, 98 strażników Straży Marszałkowskiej, nieznana liczba borowców i 40 przyszłych strażaków. W dniu po nawałnicy na Pomorzu zawodowi strażacy wyjeżdżali w teren zaledwie 1632 razy. W tygodniu po burzach wspierało ich maks. 474 policjantów i 185 żołnierzy”. 
https://oko.press/lipcu-sejmie-mobilizacja-sluzb-mundurowych-stanie-nadzwyczajnym-a-sierpniu-nawalnicach-pomorzu-jakby-stalo-sie-nic-nadzwyczajnego/

— VAT POD WIELKĄ LUPĄ – jedynka DGP: “Specjalny zespół prokuratorów pokieruje śledztwem, które ma ustalić, czy urzędnicy rządu PO-PSL nie zaniedbali walki z wyłudzeniami VAT. I już nie tylko w handlu elektroniką, ale w ogóle”. 
http://gospodarka.dziennik.pl/podatki/artykuly/558191,vat-podatki-prokuratura-po-psl-wyludzenia-rzad-urzednicy-pis-sledztwo.html

— TUSK PRZEKONAŁ KOMISJĘ, ŻE JEST ZBĘDNY? – tytuł w Fakcie.

— GEST KOMISJI WOBEC PIS – Michał Szułdrzyński: “Szef KE używał zupełnie innego tonu niż jego zastępca Frans Timmermans, który lubi pohukiwać na nasz kraj. Środowe wystąpienie Junckera, które z pewnością było konsultowane z najważniejszymi przywódcami państw Unii, pokazuje, że Europa wcale nie pali się do wojny z rządem w Warszawie”. 
http://www.rp.pl/Komentarze/309139883-Gest-Komisji-Europejskiej-wobec-PiS.html?template=restricted

— AWANS DLA BISKUPA OTWARTEGO, GRZEGORZ RYŚ METROPOLITĄ ŁÓDZKIM – GW.

— EPISKOPAT ODZYSKAŁ MOWĘ – Marek Zając na stronach TP: “Episkopat Polski odzyskał mowę. Ostatnie tygodnie przyniosły serię mocnych wypowiedzi biskupów wspierających prezydenckie weta wobec zmian w sądownictwie i wzywających do poszanowania ładu konstytucyjnego”. 
https://www.tygodnikpowszechny.pl/kosciol-niemcy-reparacje-149693

— POCIĄG EUROPA ODJEŻDŻĄ. CO Z POLSKĄ? – jedynka GW.

— NIKT SIĘ NIE BĘDZIE OGLĄDAĆ NA WARSZAWĘ – Jarosław Kurski w GW: “Dziś na jego życzenie jesteśmy sami, a los Europy decyduje się bez Polski. Przyszłość Europy współtworzą Francja, Niemcy, Hiszpania i Włochy, obecne niedawno na konsultacjach z prezydentem Macronem w Wersalu. Współtworzą kraje zainteresowane jej wzmocnieniem. Czy zatem polexit?”

http://wyborcza.pl/7,75968,22368424,unia-nam-odjezdza-polska-wyspa-na-trojmorzu.html

— MACIEREWICZ ROZMAWIAŁ Z SZEFOWĄ FRANCUSKIEGO MON: “My bardziej odczuwamy zagrożenie ze wschodu, Francja bardziej odczuwa zagrożenie terrorystyczne – podkreślił Macierewicz. Szef MON został przyjęty przez Florence Parly w dawnym gabinecie prezydenta de Gaulle’a, co miało dla niego – jak powiedział – wartość symboliczną. – Umówiliśmy się z panią minister na kolejne spotkanie, by kontynuować nasze rozmowy – powiedział Macierewicz”. 
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/szef-mon-rozmawial-z-minister-ds-sil-zbrojnych-francji-florence-parly/ywk0er4

— JACEK KARNOWSKI: POLITYCZNYM ZWYCIĘZCĄ LATA PO STRONIE OPOZYCJI JEST PETRU, KTÓRY PRZEŻYŁ WŁASNĄ ŚMIERĆ: “Fakt, że Petru politycznie wciąż żyje, nie pozwala także Platformie na żadne manewry programowe czy taktyczne. Trwa wyścig na radykalizm, na ostre słowa, na wiece, na przesadnie dramatyczne diagnozy. A to z kolei spycha opozycję w węgierskie koleiny. Oklaski są gorące, ale pochodzą od ludzi podobnych politykom Platformy i Nowoczesnej – identycznie myślących, identycznie zarabiających, identycznie ubranych. Reszta społeczeństwa zaczyna postrzegać partie III RP jako coś dziwnego, nie z tego świata, zakręconego na swoich niezrozumiałych fiksacjach. Owszem, PiS w opozycji, z perspektywy Kowalskiego, też miał swoje fiksacje, ale jednak zawsze myślał, by formułować ofertę do zupełnie zwyczajnych ludzi”. 
https://wpolityce.pl/m/polityka/357592-politycznym-zwyciezca-lata-po-stronie-opozycji-jest-ryszard-petru-przezyl-wlasna-polityczna-smierc-a-to-juz-duzo

— PREZYDENCIE, SĄDY! – Dorota Kania w GPC: “Nadzieja w tym, że prezydent będzie miał na uwadze przede wszystkim dobro obywateli, a nie naciski korporacji sędziowskiej, która w panice przed utratą swoich dotychczasowych przywilejów będzie robiła wszystko, by nie dopuścić do jakichkolwiek zmian”.

— JEŚLI PIS WPISZE ZIOBRĘ DO MOICH USTAW TO BĘDZIE WETO – Agata Kondzińska w GW: “Jeśli PiS poprawkami w Sejmie odda ministrowi sprawiedliwości władzę nad KRS i Sądem Najwyższym, prezydent znów zawetuje ustawy. Według rozmówców „Wyborczej” Andrzej Duda zapowiedział to podczas spotkania z politykami opozycji”. 
http://wyborcza.pl/7,75398,22368713,jesli-pis-wpisze-ziobre-do-moich-ustaw-to-znow-bedzie-weto.html

— POLACY WCIĄŻ SĄ W UE TANIĄ SIŁĄ ROBOCZĄ – Piotr Wójcik w Tyg. Powszechnym – fragmenty: 
https://m.facebook.com/IndieMind/posts/1577336648956066

— GOWIN DA PIENIĄDZE DOKTORANTOM – GW: “Koniec z biedadoktoratami. Ministerstwo Nauki chce dać stypendia wszystkim doktorantom – co najmniej 2 tys. zł. Równocześnie studia doktoranckie będzie otworzyć znacznie trudniej niż obecnie”. 
http://wyborcza.pl/7,75398,22368780,gowin-da-pieniadze-wszystkim-doktorantom-na-poczatek-2-tys.html

— GENERAŁ Z MOSKWY U MACIEREWICZA – Fakt: “Prezydent Andrzej Duda (45l.) i jego ludzie mają dość Antoniego Macierewicza (69l.). Do listy zastrzeżeń wobec szefa MON dołączyła kolejna kwestia: jak się okazało, jednym z głównych przygotowujących Strategiczny Przegląd Obronny jest gen. Bogusław Samol – absolwent Akademii Wojsk Pancernych w Moskwie”. 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/andrzej-duda-ma-dosc-antoniego-macierewicza/8h1hneq

— FAKT O AFERZE TORTOWEJ W PE: “Afera tortowa z udziałem polskich europosłów w Strasburgu. Jarosław Wałęsa zarzucił europosłowi PiS Zbigniewowi Kuźmiukowi, że ten zabrał mu urodzinowe ciasto, które przygotowali dla niego właściciele jednego z tamtejszych hoteli. „Kolego Kuźmiuk, niezły z pana szuja…” – napisał europoseł PO. – To piramidalne nieporozumienie – odpiera zarzuty w rozmowie z Fakt24 Kuźmiuk i na poparcie swych słów pokazuje zdjęcie”. 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/zbigniew-kuzmiuk-zabral-tort-jaroslawowi-walesie-w-strasburgu/pmz76gm

300polityka.pl

Odpowiada za kampanię ws. sądów, był gościem RMF. Nie wytrzymał. Dziennikarz: Proszę mnie nie obrażać!

AB, 14.09.2017

Robert Mazurek

Robert Mazurek (Fot. Screen z YouTube.com via RMF FM)

Maciej Świrski jest wiceprezesem Polskiej Fundacji Narodowej, która odpowiada za kontrowersyjne billboardy o reformie sądownictwa. Dociekliwe pytania dziennikarza RMF FM, którego był gościem, wyprowadziły go z równowagi.
- Panie prezesie, mieliście promować Polskę za granicą, tymczasem promujecie reformę sądownictwa według PiS w kraju. Dlaczego? – dziennikarz stacji Robert Mazurek nie odpuszczał od pierwszych chwil programu.

- Pan promuje wizerunek Polski mówiąc o sędziach, którzy kradną spodnie, kradną kiełbasę i części do wiertarek. W ten sposób wizerunek Polski… – dodał w odpowiedzi na tłumaczenie Świrskiego, że celem statutowym fundacji jest promowanie wizerunku Polski nie tylko za granicą, ale także w kraju.

- Zaczynamy od Polski dlatego, że jej wizerunek na skutek nieodpowiedzialnych działań pewnych mediów został naderwany przede wszystkim w oczach obywateli. Stąd akcja, która teraz się toczy – mówił.

Dziennikarz nie odpuszczał; w kolejnych pytaniach dociskał wiceprezesa, dlaczego na propagandę partyjną są wydawane pieniądze spółek państwowych, czemu fundacja działa inaczej niż zapowiedziała premier Beata Szydło, a na trzech członków zarządu wszyscy trzej są kojarzeni z jedną partią – z Prawem i Sprawiedliwością.

W pewnym momencie Świrski nie wytrzymał. – Ale pan wybiera z kontekstu – jak zwykle zresztą – części komunikatów! Ustawia to w takim sosie, żeby było tak, jak pan uważa, że powinno być, a ja mówię co innego! – oburzył się.

- Proszę się nie denerwować i proszę mnie nie obrażać, bo ja się tak łatwo nie dam obrazić – spokojnie odpowiedział Mazurek. Dziennikarz nie rzucał słów na wiatr – w dalszej części rozmowy nie odpuścił wiceprezesowi.

Całość rozmowy można przeczytać tutaj >>>

Afera billboardowa

Premier Szydło zapowiadała w ubiegłym roku, że powołana w 2017 roku fundacja będzie pokazywać „Polskę piękną, przyjazną i ambitną, w której są możliwości, wspaniali ludzie i pomysły”. Pomysłodawcą powołania PFN był ówczesny minister skarbu Dawid Jackiewicz, a jej celem miała być budowa silnej polskiej marki, promocja naszej gospodarki, przy wykorzystaniu „siły i energii państwowych spółek”.

Na razie skończyło się tzw. aferą billboardową – zainaugurowana kilka dni temu akcja ma przekonać Polaków do sądowej rewolucji w wykonaniu PiS. A Polska Fundacja Narodowa, która za akcję odpowiada, jest finansowana z zysków spółek Skarbu Państwa. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Według posła Adama Szłapki (Nowoczesna), członkowie rady fundacji, zasiadający jednocześnie w organach zarządzających dziewięciu spółek Skarbu Państwa, mogli umyślnie działać na szkodę tych spółek, przekazując fundacji około 100 milionów złotych. Szłapka zwraca uwagę, że „kampania billboardowa finansowana przez Fundację w kwocie około 19 milionów złotych ma na celu wyłącznie przedstawienie stanowiska politycznego partii Prawo i Sprawiedliwość, dotyczącego kontrowersyjnych projektów zmian w wymiarze sprawiedliwości”.

Wniosek o zbadanie kampanii do CBA złożyła już Platforma Obywatelska.

Kim jest wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej?

Maciej Świrski, obecnie wiceprzewodniczący rady nadzorczej PAP, a w latach 2006-2009 wiceprezes agencji, jest szerzej znany jako założyciel Reduty Dobrego Imienia. Reduta wyszukuje nieprawdziwe informacje o Polsce w zagranicznych mediach (np. „polskie obozy”) i domaga się sprostowań.

Świrski interweniował także w sprawie oscarowej ”Idy”, która jego zdaniem „mogła wywołać w widzach fałszywe przeświadczenie, że to Polacy wymordowali europejskich Żydów”. Chciał także pobawienia historyka Jana Tomasza Grossa Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi RP.

Jak przypomina „Gazeta Wyborcza”, Świrski pisał na Twitterze o telewizji ZDF  „Niemiaszki”, o „Deutche Welle” – „ośrodek dezinformacji”, o polskim „Fakcie”: „Niemiecka prasa w Polsce to jest jednak siedlisko zwykłego sk@#$%&!”.

Oto skutki afery z reparacjami. Będziemy jeździć z paszportem na Open’era? [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

gazeta.pl

Marsz Terlecki mówiąc, że kampanię sprawiedliwe sądy prowadzi rząd PiS przyznaje, że rząd PiS kłamał w tej sprawie przez trzy dni.

Mafijne państwo PiS. Musimy dać odpór, póki nie jest za późno

Państwo PiS posługuje się metodami mafijnymi. Zarówno w formie, jak i w treści.

Za 100 mln działa pisowska fundacja Polska Fundacja Narodowa (PFN), która dostaje zlecenie bez przetargu, aby promować działania rządu w kraju.

Jak ten szajs nazwać, jak nie mafijnym? A treść jest także mafijna, bo rozpowszechniająca kłamstwa.

Czyli: nie dziwi nic.

Ale dlaczego przyzwyczajamy się, godzimy sie na mifajne praktyki? Przecież to nas rżną, z naszych pieniędzy uprawiają te praktyki bezprawia.

Czyżby tylko mieli bronić nas Obywatele RP?

Właśnie odpowiedzieli pierwszym billboardem w Warszawie na akcję mafijnej przybudówki PFN.

Rodacy! Wspierajcie, bo PiS utopi nas w swoim szambie.

Elektorat PiS przejrzy kiedyś na oczy, ale może być za późno.

Do dzieła, rodacy!

Więcej >>>

Obywatele RP

Wspieraj

Jeżeli popierasz nasze działania i chcesz nas wesprzeć to możesz to zrobić przez poniżej wymienione sposoby. Jeżeli masz problem z wykonaniem którejkolwiek z operacji napisz do nas na kontakt@obywatelerp.org.

Za każdą darowiznę bardzo dziękujemy to właśnie dzięki nim i Waszemu wsparciu możemy się rozwijać i organizować nowe akcje.

Żeby zapewnić transparentność naszych działań i finansowania, to publikujemy co miesiąc raport finansowy, w którym pokazujemy ile darowizn otrzymaliśmy i na co je przeznaczyliśmy. Nasze raporty finansowe możesz znaleźć w Menu głównym w zakładce Fundacja –> Raporty Finansowe.

 

Zlecenie stałe

Możesz założyć na swojego konta bankowego stałe zlecenie na rzecz Fundacji Wolni Obywatele RP. Jest to dla nas najlepsze rozwiązanie. Dzięki regularnym darowiznom możemy planować nasze wydatki i działać systematycznie. Tylko dzięki regularnym darowiznom będzie nas stać na zatrudnianie pracowników, którzy przy obecnym rozmiarze organizacji są niezbędni.

Dotpay

Możesz nas wesprzeć przez Dotpay, aby to zrobić, kliknij w poniższą grafikę. Zostaniesz przekierowany/a do usługi Dotpay, następnie wpisz kwotę którą chcesz nas wesprzeć i tytuł darowizny. Następnie potwierdź, zostaniesz przekierowana/y na stronę na której musisz wybrać swój bank, a następnie postępowań tak jakbyś chciał/a wykonać zwykły przelew.

PayPal

Możesz nas również wesprzeć dzięki usłudze PayPal, jest to szczególnie wygodne dla osób która mieszkają zagranicą. Aby nas wesprzeć kliknij w poniższą grafikę. Zostaniesz przekierowany/a na stronę usługi PayPal. Wpisz kwotę którą chcesz nas wesprzeć, a następnie się zaloguj na swoje konto. Jeżeli konta nie posiadasz, to możesz wykonać przelew przy pomocy karty kredytowej/debetowej. Musisz kliknąć „kontynuuj” poniżej.

Wpłata na konto

Możesz również nas wesprzeć wykonując zwykły przelew na numer rachunku 08 1140 2004 0000 3302 7688 1043. Prosimy zatytułuj przelew „Darowizna na cele statutowe”. Dane adresowe do przelewu to Fundacja Wolni Obywatele RP, Dembińskiego 4B, 01-644 Warszawa.

Zrzutka.pl

Innym sposobem wsparcia nas jest przekazanie darowizny przez portal zrzutka.pl. Prowadzimy na nim zbiórkę, która jest utrzymywana cały czas. Jeżeli chcesz nas wesprzeć, to kliknij poniższą grafikę.


https://konstytucjarp.org/wspieraj/

Nie ma śmigłowców, dronów, łodzi podwodnych. Karabinów też nie będzie, ale jest bohaterski Antoni, który nas obroni.

 

Świrski o kampanii ws. sądownictwa: Będzie kosztować w sumie 19 mln zł. To żadna propaganda partyjna

14 września 2017

  • „To żadna propaganda partyjna! To informowanie obywateli o tym, jak wygląda sytuacja i dlaczego ją trzeba zmienić” – powiedział w Porannej rozmowie w RMF FM Maciej Świrski odnosząc się do kampanii billboardowej informującej o reformie sądownictwa. Wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej w rozmowie z Robertem Mazurkiem dodał: „Wizerunek Polski, na skutek nieodpowiedzialnych działań pewnych mediów, został poderwany także w oczach obywateli. (…) Mówi się o Polsce jako o kraju niepraworządnym, w którym na przykład sędziowie mają być poddani władzy wykonawczej, co jest oczywistą nieprawdą. Trzeba się temu przeciwstawić”. Jak podkreślił Świrski, ta akcja, jest cześcią szerszego planu. „To jest jeden z elementów wielkiej, globalnej kampanii” – powiedział wiceprezes PFN. Dodał również, że kampania będzie kosztować niecałe 10 mln zł, a nie jak informowano w mediach 19 mln zł. „To prawie tyle samo, co kampania Andrzeja Dudy” – zauważył gospodarz rozmowy Robert Mazurek. „Bardzo dobrze. Polska jest równie ważna jak prezydent” – odpowiedział Świrski.

    Robert Mazurek, RMF FM: Panie prezesie, mieliście promować Polskę za granicą, tymczasem promujecie reformę sądownictwa według PiS w kraju. Dlaczego?

    Maciej Świrski, prezes Polskiej Fundacji Narodowej:Celem statutowym fundacji jest promowanie wizerunku Polski – nie tylko za granicą, ale także w kraju. Zaczynamy od Polski, dlatego, że wizerunek Polski na skutek nieodpowiedzialnych działań pewnych mediów przede wszystkim został poderwany także w oczach obywateli – stąd akcja, która teraz się toczy.

    Pan promuje wizerunek Polski mówiąc o sędziach, którzy kradną spodnie, kradną kiełbasę i części do wiertarek. W ten sposób wizerunek Polski…

    A nie wydarzyły się te zdarzenia?

    Ale ja nie twierdzę, że to jest nieprawda, chociaż akurat tam są drobne nieścisłości. Niemniej jednak… Na tym polega promocja, tak? Mówimy, że ten pan kradnie spodnie i Polska jest fajna – przyjeżdżajcie do kraju, w którym sędziowie kradną spodnie.

    Nie, proszę pana. To jest tak, że jeżeli metodycznie jest prowadzona kampania dezinformacyjna na temat Polski i mówi się o Polsce jako kraju niepraworządnym, w którym na przykład sędziowie mają być poddani władzy wykonawczej, co jest oczywistą nieprawdą… Równocześnie prowadzona jest kampania, która dezawuuje program zmian, program reform – trzeba się temu przeciwstawić, dlatego że ta kampania niszczy wizerunek Polski także w oczach obywateli.

    Ale pan się w czyim imieniu przepraszam przeciwstawia? W imieniu PiS-u, w imieniu rządu?

    Nic nie wiem na ten temat, żebym się przeciwstawiał w imieniu PiS-u czy w imieniu rządu – w imieniu obywateli.

    W imieniu obywateli – obywatele dali panu taki mandat?

    Wie pan, jestem obywatelem, poczuwam się do odpowiedzialności za Polskę. W związku z czym jako obywatel także działam.

    Gdyby pan wydawał własne pieniądze, ten sposób rozumowania byłby uzasadniony. Pan tymczasem wydaje własne pieniądze, które wyłożyły spółki Skarbu Państwa. Pieniądze na promocję i ochronę wizerunku RP, na promocję spółek z udziałem Skarbu Państwa i na parę innych celów, które są w statucie waszej fundacji.

    Kwestia sądów jest niezwykle istotna, dlatego że np. na skutek opieszałości sądów, przewlekłości postępowań jest polski obrót gospodarczy upośledzony.

    Ale nie rozmawiamy teraz o tym, że sądy w Polsce działają dobrze czy źle. Rozmawiamy o tym, że Polska Fundacja Narodowa wydaje pieniądze spółek państwowych…

    Należy obywatelom, panie redaktorze…

    …na propagandę partyjną.

    Żadna propaganda partyjna, panie redaktorze. To jest informowanie obywateli o tym, jak wygląda sytuacja, dlaczego ją trzeba zmienić. Żeby obywatele mogli od swoich parlamentarzystów wymagać prawdy. Koniec.

    Pamięta pan jeszcze lipiec 2016? Nie chodzi mi o pogodę czy wakacje, ale o zdanie premier Szydło, że „Fundacja pokaże Polskę piękną, przyjazną, ambitną, Polskę, w której są ogromne możliwości, wspaniali ludzie, wspaniałe pomysły”. Wspaniali ludzie to sędziowie jak rozumiem, a te wspaniałe pomysły to kradzież spodni czy jazda po pijanemu, tak? To pan promuje.

    Ja nie promuję tego, że sędziowie ukradli spodnie. Ja promuję np. taki jeden z naszych banerów mówiący o tym, że jest w tej chwili tak, że postępowania sądowe trwają za długo, a będzie tak, że będzie szybko. Na tym polega cała zabawa.

    Czy pan naprawdę chce powiedzieć naszym słuchaczom, że tak właśnie miała działać fundacja promująca Polskę za granicą?

    Ale pan wybiera z kontekstu – jak zwykle zresztą – części komunikatów, ustawia to w takim sosie, żeby było tak, jak pan uważa, że powinno być, a ja mówię co innego.

    Proszę się nie denerwować i proszę mnie nie obrażać, bo ja się tak łatwo nie dam obrazić.

    Ja mówię, że Fundacja… Ja pana nie obrażam – ja mówię, jak jest. Polska Fundacja Narodowa promuje wizerunek Polski także w oczach obywateli przez to, że informuje ich o prawdzie. Dzięki temu rozumieją, na czym polegają zmiany i nie będą myśleć o Polsce jako o dyktaturze.

    Rozumiem, że po to została powołana Polska Fundacja Narodowa?

    M.in. została powołana po to…

    Żeby spółki Skarbu Państwa wspierały działania PiS-owskiej ekipy.

    Jakiej PiS-owskiej?

    Już panu tłumaczę. Skład zarządu Polskiej Fundacji Narodowej jest trzyosobowy. Pan tam jest – pan był współpracownikiem premiera Glińskiego, działał pan jeszcze przed wyborami wokół PiS-u. Pańskim kolegą z zarządu jest Paweł Kozyra – były rzecznik ministra Jasińskiego. Prezesem zarządu jest Cezary Jurkiewicz – szef klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości – o dziwo – w Warszawie.

    Ale to jest przestępstwo, że jest członkiem PiS-u?

    Naturalnie nie. Tak się dziwnie po prostu złożyło, że na trzech członków zarządu wszyscy trzej są kojarzeni z jedną partią.

    A kto miałby być w zarządzie – niech pan powie?

    Ja nie wymyślałem składu zarządu, natomiast jeżeli pan mi mówi później, że to nieprawda, że jesteśmy związani z PiS-em to ja panu pokazuję czarno na białym…

    Ale ja nie powiedziałem, że…

    Na trzy osoby trzy są związane z PiS-em.

    A czy ja mogę coś powiedzieć, panie redaktorze?

    Naturalnie.

    Coś usiłuję powiedzieć – pan mi przerywa.

    To proszę mi np. odpowiedzieć na takie pytanie…

    Nie, ja chcę odpowiedzieć na pytanie pierwsze.

    Dlaczego wybraliście Solvere akurat – powiedzmy słuchaczom – spółkę założoną przez Annę Plakwicz i Piotra Marczuka – byłych współpracowników premier Szydło, a w zasadzie wcześniej jeszcze współpracowników PiS-u w kampanii wyborczej?

    To jest rozumiem także bardzo złe.

    Nie, to jest wasz wybór.

    To jest nasz wybór.

    Pytam, dlaczego akurat wybraliście Solvere? Bez żadnego przetargu, dodajmy. Bez żadnego konkursu.

    Nie jesteśmy Fundacją, którą obowiązuje ustawa o finansach publicznych. Mieliśmy prawo to zrobić. Wszystko jest zgodnie z prawem.

    Ja rozumiem, że…

    Artykuł piąty ustawy o finansach publicznych, możemy to robić. Teraz odpowiadam na pańskiej pytanie, dlaczego. Dlatego że poszukiwaliśmy partnera, który będzie w stanie w sprawny, odpowiedzialny, a co więcej – w sposób zaufany – działał. Zaufany – to znaczy, że nie będzie przepuszczał informacji do ośrodków, które chciałyby przeciwdziałać naszej akcji.

    Panie Macieju, to proszę mi wytłumaczyć, dlaczego w takim razie oburzaliście się wszyscy na CAM Media – przypominam, była taka spółka, która pracowała dla Platformy Obywatelskiej. Później, jak Platforma wygrała wybory, dostała zlecenie z ministerstwa spraw zagranicznych na promowanie Polski. Wypisz wymaluj ten przypadek – Solvere, młodzi działacze promujący PiS…

    Działacze?

    Tak, młodzi działacze promujący PiS po wyborach idą co CIR-u…

    W jakim wieku pan jest, panie redaktorze?

    W XXI. A pan?

    Ja też, ale w jakim wieku – ilość lat. Bo mówi pan o młodych działaczach – chciałem uściślić, co to znaczy młody.

    Anna Plakwicz jest młodą kobietą, Piotr Matczuk…

    Niewątpliwie – wszystkie kobiety są młode.

    Teraz proszę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego akurat ich? Czy pan naprawdę nie widzi tego, że postępuje dokładnie tak samo.

    Nie, nie postępujemy.

    CAM Media robiła kampanię Grasiowi, robiła kampanię Nowakowi, robiła kampanię Platformie, a później ministerstwo spraw zagranicznych opłaciło im sutym kontraktem.Wypisz wymaluj Solvere.

    Kontrakt suty… No tak, 240 tys. to jest bardzo suty kontrakt jak na standardy Platformy Obywatelskiej. Jeżeli mówimy o tym porównaniu… Nie ma mowy o żadnym sutym kontrakcie.

    Tak pan twierdzi, ze 240 tys. zł. Uwierzę, jak zobaczę dokumenty.

    Bardzo proszę. W odpowiednim momencie będą udostępnione i całe sprawozdanie finansowe będzie.

    Pan twierdzi, że pani Prakwicz i pan Matczuk zarobią 240 tysięcy, tak?

    Przychód tej firmy z tego, co się dzieje w tej chwili to jest 240 tysięcy w dwóch ratach. W tej chwili zapłaciliśmy 44 tysiące. 240 tys. jeszcze jest do zapłaty.

    A czy pan naprawdę nie ma poczucia, że to nie ta fundacja powinna to robić? Być może taką akcję powinien robić rząd?

    A kto powinien robić?

    Już tłumaczę. Być może przede wszystkim powinna to robić partia, czyli Prawo i Sprawiedliwość, jeżeli ma ochotę przekonywać Polaków do ich wersji. A dlaczego to robi fundacja?

    Już panu powiem. Dlaczego że ta akcja, która jest w tej chwili, jest częścią szerszego planu. To jest jeden z elementów wielkiej, globalnej kampanii. Przed programem mówiliśmy, że pozwoli mi pan powiedzieć dokładnie o tym, co chcemy robić. Natomiast czepia się pan szczegółów, które są z punktu widzenia całości nieistotne.

    Pan wybaczy, to nie są szczegóły. Kto to robi i za jakie pieniądze, to nie są szczegóły.

    Nie, to jest bardzo istotne, powiedziałem za jakie pieniądze.

    Być może dla pana 240 tys. zł to jest szczegół.

    Nie, to nie jest szczegół tylko mówię o prawdzie. Wszędzie krąży w tej chwili… Krążyła do wczoraj informacja, że kampania będzie kosztować jakieś… Ile?

    19, pan mówi, że 10 milionów złotych.

    Ja mówię, że 10. W Polsce ta kampania będzie kosztować 10 milionów niecałe.

    Prawie tyle samo,co kampania Andrzeja Dudy w takim razie – prezydencka.

    Bardzo dobrze. Tylko, że Polska jest równie ważna jak prezydent. Chronienie wizerunku Polski jest równie ważne, jak prezydent.

    To nie jest ochrona wizerunku Polski, to jest – jeśli już – niszczenie wizerunku sędziów.

    Powiem panu tak: To jest część większego planu. To jest 5-punktowy plan i motyw sprawiedliwości się przewija w tym planie.

    Świrski: „Sprawiedliwe sądy”? Fajna domena. Można też mówić o „sprawiedliwych sadach”

    Dlaczego agencja prowadząca kampanię promocyjną „Sprawiedliwe sądy” zarejestrowała domenę o tej nazwie dzień po prezydenckim wecie ustaw sądowych i na trzy tygodnie przed rozstrzygnięciem przetargu? „Podpisaliśmy kontrakt 18 sierpnia. Jakieśtam kontakty były w międzyczasie” – mówił w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM wiceszef Polskiej Fundacji Narodowej Maciej Świrski. „To, że oni zarejestrowali domenę? Wpadli na pomysł. (…) Jak się ma jakiś pomysł na działanie czegoś, to trzeba jak najszybciej rejestrować domenę. Gdybym ja wpadł na ten pomysł, to bym zarejestrował. „Sprawiedliwe sądy” – bardzo fajna domena, trudna do zarejestrowania. Można też mówić o „sprawiedliwych sadach” – wszystkie jabłka są równe wobec spadania z drzewa, niektóre jabłka nie chcą spadać” – tłumaczył gość Roberta Mazurka. „Ludzie z podobnego środowiska myślą tymi samymi torami – my myśleliśmy o tym, a oni o tym. I tyle” – dodał Świrski. Robert Mazurek pytał też swojego gościa o to, czy nie widzi niczego niestosownego w akcji, która uderza w sędziów, zarzucając im popełnianie wykroczeń i przestępstw. ”Gdybym widział coś niestosownego, to bym nie brał w tym udziału, ale biorę, co znaczy, że wszystko jest w porządku” – zapewniał Świrski.

    RMF FM


http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-swirski-o-kampanii-ws-sadownictwa-bedzie-kosztowac-10-mln-zl,nId,2440027

„Prezydent nie przedstawił szczegółów”

Rzeczpospolita, p.mal, 14.09.2017

Nasze poparcie dla prezydenckich projektów ustaw o SN i KRS uzależniamy od ich zgodności z konstytucją oraz przydatności tych rozwiązań dla obywateli – powiedział lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz po rozmowie z Andrzejem Dudą.

W spotkaniu z prezydentem na temat projektowanych przez jego kancelarię nowych ustaw dotyczących Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego uczestniczyli – poza Kosiniakiem-Kamyszem – posłowie PSL: Marek Sawicki, Piotr Zgorzelski i Krzysztof Paszyk.

„Uważamy, że spotkanie z panem prezydentem to początek konsultacji społecznych. Zachęcamy pana prezydenta do wysłania tych ustaw po ich ogłoszeniu do konsultacji społecznych z organizacjami pozarządowymi, związkami zawodowymi, organizacjami pracodawców” – powiedział Kosiniak-Kamysz.

„Uważamy, że konsultacje powinny odbyć się też w ramach wysłuchania publicznego. Złożymy taki wniosek o wysłuchanie publiczne w ramach prac sejmowych i jeżeli on nie przejdzie, to przeprowadzimy wysłuchanie obywatelskie przez nasz klub” – dodał. Kosiniak-Kamysz poinformował, że prezydent „życzliwie” odniósł się do propozycji konsultacji i wysłuchania publicznego.

Lider PSL podkreślił, że przedstawiciele jego klubu mówili także o dostępności sądów rejonowych, niższych opłatach sądowych w sprawach gospodarczych, rozstrzygnięciach spraw prostszych w trybie pilnym i udziale ławników. „Nasze poparcie jest uzależnione od zgodności z konstytucją oraz przydatności tych rozwiązań dla obywateli” – zadeklarował Kosiniak-Kamysz.

„Musimy poznać szczegóły projektów. Pan prezydent nie przedstawił szczegółów projektów podczas spotkania” – dodał. Z kolei Paszyk podkreślił, że zaproponował minimalny wiek 40 lat dla sędziów SN i maksymalny wiek 70 lat.

Jak ocenił poseł PSL, większość ustaw PiS-u dotyczących wymiaru sprawiedliwości nie była konsultowana.

„To były projekty poselskie, bez żadnych konsultacji i jako takie one nigdy nie mogą być dobre” – dodał Paszyk. Spotkanie z przedstawicielami klubu PSL było piątym i ostatnim z zapowiedzianej na środę serii spotkań prezydenta na temat projektowanych ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym. Wcześniej Duda spotkał się z przedstawicielami PiS, PO i Kukiz’15 i Nowoczesnej.

24 lipca prezydent Andrzej Duda poinformował, że podjął decyzję o zawetowaniu ustaw: o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa; zapowiedział też przygotowanie swoich projektów ustaw o SN i KRS w ciągu dwóch miesięcy.

Prezydent podpisał natomiast trzecią ustawę dotyczącą zmian w sądownictwie – o ustroju sądów powszechnych, która m.in. zmienia zasady powoływania i odwoływania prezesów sądów przez zwiększenie uprawnień ministra sprawiedliwości oraz wprowadza zasady losowego przydzielania spraw sędziom.

Reforma sądownictwa była też jednym z tematów ubiegłotygodniowego spotkania prezydenta z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.

msn.pl

p.mal

Aleksander Kwaśniewski: Ile PiS może oddać Dudzie?

publikacja: 14.09.2017
Aleksander Kwaśniewski, były prezydent
Aleksander Kwaśniewski, były prezydent

Foto: tv.rp.pl

- Andrzej Duda został sprowadzony do sytuacji, w której nie miał wyjścia. Gdyby nie zawetował ustaw, resztę kadencji mógłby spędzić w Juracie i Wiśle – ocenił były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Czy konsultacje Andrzeja Dudy w sprawie zmian w sądownictwie to szopka polityczna? – To zależy o czym mówiono, bo wiemy bardzo niewiele. Na pewno to jest element PR-u. Prezydent ze względu na swoją funkcję powinien konsultować się ze wszystkimi partiami, nie tylko w tej kwestii. Jeśli to stanie się tradycją prezydentury Andrzeja Dudy, to ja jestem za – powiedział Aleksander Kwaśniewski.

- W tym temacie nie powinno być żadnej tajemnicy. Powinniśmy wiedzieć w którą stronę idą pomysły prezydenta i jego doradców. Mam obawę, ale to moja intuicja, że tak naprawdę poważne konsultacje będą prowadzone pomiędzy PiS-em a ludźmi prezydenta. Obie strony z tego konfliktu muszą wyjść z twarzą. Pytanie do PiS-u, ile są w stanie oddać prezydentowi. Drugie pytanie, na ile prezydent jest w stanie zaakceptować projekt, który zawetował – dodał były prezydent.

Czy Andrzej Duda wybija się na niepodległość? – Na pewno podjął próbę. Zobaczymy co będzie dalej. Andrzej Duda został sprowadzony do sytuacji, w której nie miał wyjścia. Gdyby nie zawetował tych ustaw, resztę kadencji mógłby spędzić w Juracie i Wiśle. Latem na skuterze wodnym, a zimą na nartach. To była próba desperacka, ale ważna. Dobrze, że ją podjął – ocenił gość programu.

Aleksander Kwaśniewski komentując zaproponowane przez Andrzeja Dudę referendum konstytucyjne, ocenił, że z niepokojem przygląda mu się Prawo i Sprawiedliwość. – Jak pokazuje historia referendów ostatnich lat w Europie, dotyczyły one tego tak naprawdę, czy lubimy rząd czy nie. W Polsce to pokaże, czy popieramy obecny rząd – ocenił.

- Dla partii rządzącej referendum, które nie jest konieczne, jest zawsze ryzykowne. Nawet te prawie 40 proc. poparcia to nie jest 51 proc. – dodał były prezydent.

Kwaśniewski mówił również o konflikcie na linii prezydent – szef MON. – Podczas swojej prezydentury nie miałem problemu z szefami MON. Współpracowałem ze swoimi ministrami, ale też z innymi. To jest kwestia umiejętności dialogu i obsady stanowiska ministra obrony narodowej. Kluczem w tej sytuacji jest decyzja PiS-u, że szefem MON będzie człowiek egocentryczny. To jest osoba niemożliwa do współpracy i tutaj jest błąd – skomentował.

- Antoni Macierewicz nie uznaje reguł zdrowego rozsądku, wzajemnego szacunku i dobrej woli. On działa poza tymi wartościami – dodał.

Czy Robert Biedroń ma predyspozycje, by zostać prezydentem? – Już jest prezydentem Słupska. Myślę, że jest to początek drogi. Biedroń ma w sobie coś, co jest dla polityka niezwykłym darem – jest sympatycznym człowiekiem. Wzbudza sympatię i umiejętnie ją buduje. Jeżeli doda do tego udaną prezydenturę, kompetencje i znajomość Europy, to oczywiście ma kwalifikację, by być poważnym kandydatem – ocenił Kwaśniewski.

rp.pl

p.mal

Soloch: prezydent powinien mieć wpływ na obsadę stanowiska szefa MON

publikacja: 14.09.2017

Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Prezydent powinien mieć wpływ na obsadę stanowiska szefa MON, jest bowiem zwierzchnikiem Sił Zbrojnych z największym mandatem społecznym, wybieranym w wyborach bezpośrednich – uważa szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch.

Soloch pytany był w czwartek w radiu Zet, czy prezydentowi Andrzejowi Dudzie sprawiłaby dużą przykrość dymisja szefa MON Antoniego Macierewicza. „Sensowniej jest mówić o współpracy między ośrodkiem prezydenckim, a MON-em, o współpracy między prezydentem, a rządem i między prezydentem, a ministrem obrony” – odpowiedział szef BBN.

„Współpraca jest, bo tego wymaga interes państwa i pewne rzeczy muszą się toczyć, i one się toczą. Natomiast rzeczywiście są pewne sprawy, czy to jeśli chodzi o różnice pewnych wizji, czy o konkretne sprawy do załatwienia, one wymagają wyjaśnienia i załatwienia” – podkreślił Soloch.

Dodał, że nie wie nic na temat tego, czy prezydent wyraził oczekiwanie zmiany na stanowisku szefa MON. Jak zaznaczył nie wie także, czy doszło do rozmowy na ten temat między prezydentem, a premier Beatą Szydło. Soloch przyznał, że przy obecnej obsadzie personalnej urzędy prezydenta i ministerstwa obrony narodowej mają problemy z porozumieniem się w wielu sprawach.

„Abstrahując od kwestii personalnych, relacji między konkretnymi osobami, jest pewna niedoróbka systemowa – tak bym powiedział. Rzeczywiście prezydent, jako zwierzchnik Sił Zbrojnych, powinien mieć wpływ na obsadę stanowiska ministra obrony. Tę kwestię zresztą prezydent podnosił przy okazji dyskusji na temat referendum konstytucyjnego” – powiedział Soloch.

Zaznaczył, że obecnie żaden prezydent nie ma wpływu na obsadę tego stanowiska, podobnie jak stanowiska ministra spraw zagranicznych. „A moim zdaniem powinien mieć wpływ, jeżeli ma być prezydentem, który jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, prezydentem, który ma największy mandat społeczny w postaci bezpośrednich wyborów” – zaznaczył.

Dodał, że to jest jego ocena, a sam Andrzej Duda w swoich wypowiedziach mówił, że „kompetencje prezydenta, jako zwierzchnika sił zbrojnych powinny być doprecyzowane w celu uniknięcia dualizmu”.

Soloch pytany o rozpoczynające się manewry wojsk rosyjskich i białoruskich „Zapad”, powiedział, że „to jest trening zdolności państwa rosyjskiego do prowadzenia pełnoskalowych działań wojny, również wojny ofensywnej”. Według niego powinniśmy wyciągnąć wnioski z tego, że ćwiczą całe struktury państwa rosyjskiego – nie tylko żołnierze, ale urzędnicy i urzędy.

„Stopień mobilizacji jest rzeczywiście imponujący. Powinniśmy, nie tylko Polska, ale państwa NATO, wyciągać wnioski dla siebie i w takiej skali ćwiczenia powinniśmy również przeprowadzać. Nie tylko w wymiarze militarnym, ale zdolności mobilizacji całego państwa na wypadek totalnego konfliktu” – powiedział.

Dodał, że Rosjanie wysyłają takie komunikaty, które pozwalają te ćwiczenia interpretować w dowolny sposób. „O to zapewne im chodzi, aby nie było pewności, jaki jest ostateczny cel tych ćwiczeń (…). Chcą pokazać, że są państwem gotowym, zdolnym nie tylko przeciwstawić się państwom Zachodu, ale i podjąć działania ofensywne (…). Te ćwiczenia są nie tylko na terenie Białorusi, ale całej Rosji” – zaznaczył szef BBN.

rp.pl

p.mal

Łapiński: prezydent nie żądał dymisji Macierewicza

publikacja: 14.09.2017

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Prezydent Andrzej Duda nie żądał dymisji szefa MON Antoniego Macierewicza, mogę to zdementować po raz kolejny, choć pewnie znajdą się tacy, którzy w to nie uwierzą – powiedział w czwartek rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński.

Rzecznik prezydenta był pytany w czwartek w radiowych Sygnałach Dnia, czy nie powinny się odbyć konsultacje i rozmowy pomiędzy prezydentem Dudą a szefem MON Antonim Macierewiczem, ponieważ od dłuższego czasu widać, że Kancelaria Prezydenta, BBN oraz MON komunikują się głównie przy pomocy pism.

Łapiński powiedział, że żadna ze stron – ani BBN ani MON, „nie kryje, że w kilku kwestiach są pewne różnice zdań”. „Każda ze stron prezentuje swoje argumenty – dlaczego uważa, że jej wariant, czy jej wersja tego rozwiązania jest lepsza. To jest często dyskusja naprawdę bardzo ekspercka” – zaznaczył.

Rzecznik prezydenta zaapelował, aby „nie stwarzać wrażenia, że jeśli jest pomiędzy dwoma ośrodkami dyskusja o ważnych sprawach nt. obronności i padają argumenty eksperckie, to jest jakiś konflikt, czy coś złego”.

„Lepiej, żeby właśnie takie dyskusje się toczyły, bo właśnie z takich dyskusji być może wykuje się najlepszy projekt i najlepsze rozwiązania, dotyczące systemu kierowania i dowodzenia armią” – przekonywał Łapiński.

Łapiński zdementował informacje medialne, według których prezydent zażądał od premier Beaty Szydło dymisji Macierewicza. „Takiego żądania nie było, mogę to zdementować po raz kolejny, choć pewnie znajdą się tacy, którzy w to nie uwierzą” – wskazał.

Pod koniec sierpnia premier Beata Szydło zapowiedziała, że nie będzie teraz zmian kadrowych w rządzie. Oceniła, że Macierewicz jest skutecznym ministrem, który dba o rozwój armii i o jej reformowanie. Zaznaczyła, że szef MON „swoimi działaniami naraził się wielu wpływowym grupom interesów, więc ma wrogów”.

Macierewicz pytany w zeszłym tygodniu, o to, że niektórzy politycy i komentatorzy twierdzą, iż jest konflikt między MON a Pałacem Prezydenckim, odpowiedział: „Ja takiego konfliktu nie dostrzegam”.

rp.pl

Michał Kolanko

Kolanko: Kaczyński bada nastroje w PiS

publikacja: 13.09.2017

Foto: Fotorzepa, Adam Burakowski

W piątek zaczyna się seria spotkań lidera PiS z posłami. Jednym z celów jest analiza sytuacji przed kampanią samorządową. Ale to nie wszystko.

Zamknięte dla mediów spotkania „mobilizacyjno-strategiczne” PiS z udziałem Jarosława Kaczyńskiego nie są niczym nowym. Ale format rozmów, które zaczynają się w piątek – o których jako pierwsza napisała „Gazeta Wyborcza” – jest pewnym zaskoczeniem. I świadczy o tym, że potrzeba wewnątrzpartyjnego sondowania stała się bardzo paląca. Lider PiS ma spotkać się z posłami z poszczególnych województw (po 4 na spotkanie), a nie jak do tej pory ze wszystkim politykami PiS w parlamencie jednocześnie. W ten sposób ma mieć więcej czasu dla poszczególnych posłów i ich spraw. To pierwsze tego typu wydarzenie w tej kadencji.

Do tej pory PiS spotykało się np. na wyjazdowych posiedzeniach klubu w Jachrance. Ostatnio, na „lokalnym” wyjazdowym posiedzeniu na Podkarpaciu. Teraz dyscyplina jest dużo większa. Ale wydaje się, że polityków nie trzeba specjalnie zachęcać. – Będzie okazja dla każdego, by zaprezentować swój punkt widzenia – mówi nam jeden z parlamentarzystów PiS. Zwłaszcza że okazji do rozmowy tego typu nie było od wielu miesięcy. Prezes PiS nie zawsze pojawia się bowiem na spotkaniach klubu organizowanych regularnie przy okazji posiedzenia Sejmu. A jeśli już, to rozmowy mają zwykle charakter taktyczny, omawiane jest najbliższe posiedzenie czy ważne głosowania. Ostatnie wyjazdowe posiedzenie w Jachrance odbyło się rok temu. Spotkania w podgrupach mają oficjalnie na celu przygotowanie do wyborów samorządowych i np. wysłuchanie propozycji co do kandydatów. Po powrocie z wakacji prezes PiS rozpoczął analizę raportów z regionów, w których analizowano i diagnozowano sytuację wyborczą. Powstawanie raportów nadzorowali lokalni koordynatorzy, posłowie wybrani na pierwszą kadencję. Cele spotkań są jednak dużo szersze. – Na posiedzeniach klubu nie wszyscy mają odwagę, by otwarcie mówić, co się naprawdę dzieje. W gronie kilkunastu osób może to być łatwiejsze – przekonuje jeden z naszych rozmówców.

Nie dziwi więc, że Jarosław Kaczyński na starcie nowego sezonu postanowił sprawdzić, o czym teraz się mówi i jakie są największe problemy raportowane przez „teren”. Trudno nie odnieść wrażenia, że może to być przygotowanie i sprawdzanie nastrojów przed ewentualną rekonstukcją rządu, o której w PiS znowu mówi się coraz głośniej. Już w Przysusze na początku lipca Jarosław Kaczyński zapowiedział, że dwa lata po wyborach zostanie przeprowadzona ocena rządu.

Spotkania z posłami będą doskonałą okazją do sprawdzenia, co partia myśli o najbardziej kontrowersyjnych ministrach i o tym, jak wygląda ich komunikacja oraz posunięcia w regionach. Od tego, co usłyszy lider PiS, może zależeć scenariusz na najbliższe miesiące.

rp.pl

Pięć partii spotkało się z prezydentem Dudą. Kancelaria pokazała zdjęcia. „Znajdź różnicę”

lulu, IAR, 13.09.2017

Spotkanie z Andrzejem Dudą ws. sądów

Spotkanie z Andrzejem Dudą ws. sądów (Krzysztof Sitkowski/KPRP)

Pięć spotkań, pięć serii zdjęć. Kancelaria prezydenta opublikowała fotografie z dzisiejszych spotkań w sprawie reformy sądów. Od razu w oczy rzuca się pewien szczegół.
- Znajdź różnicę. I niech jeszcze raz usłyszę, że w Nowoczesnej kobiety są marginalizowane – napisała na Twitterze posłanka tej partii, Joanna Scheuring-Wielgus. Na dowód pokazała zdjęcia z dzisiejszych spotkań. Rzut oka wystarczy, że kobiety przeważały jedynie w reprezentacji Nowoczesnej.

Zobacz wszystkie zdjęcia ze spotkań >>>

Z Andrzejem Dudą o sądach

Delegacje największych ugrupowań spotkały się z prezydentem Andrzejem Dudą, by przedyskutować reformę sądownictwa. Przypomnijmy: mimo protestów opozycji i ulicznych demonstracji PiS przeforsował w parlamencie swoje ustawy zmieniające wymiar sprawiedliwości. Zawetował je prezydent Duda. Teraz – pod koniec września – ma przedstawić swoje projekty.

Nowoczesną reprezentowali na spotkaniu w pałacu Ryszard Petru, Barbara Dolniak, Katarzyna Lubnauer i Kamila Gasiuk-Pihowicz. Z ramienia PiS u Dudy pojawili się: Ryszard Terlecki, Andrzej Mularczyk, Beata Mazurek oraz Stanisław Piotrowicz.  Z PO przyszli Grzegorz Schetyna, Sławomir Neumann oraz Borys Budka. Kukiz’15 na konsultacje z prezydentem wysłał czterech posłów – Stanisława Tyszkę, Tomasza Rzymkowskiego, Jerzego Jachnika oraz Grzegorza Długiego.


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22368388,piec-partii-spotkalo-sie-z-prezydentem-duda-kancelaria-pokazala.html

MACIEREWICZ, CO DO RUSKICH CHODZIŁ POD AMERYKAŃSKĄ FLAGĄ

Michał SutowskiPublicysta Krytyki Politycznej
Edmund Janniger i Antoni Macierewicz. Fot. Rutgers Council on Public and International Affairs.
Edmund Janniger i Antoni Macierewicz. Fot. Rutgers Council on Public and International Affairs.

14 września 2017

Z faktu, że teorie spiskowe to bzdury, nie wynika bynajmniej, że na świecie nie ma spisków.

Macierewicz i jego tajemnice Tomasza Piątka: 120 tysięcy sprzedanego nakładu w trzy miesiące, tłumy na spotkaniach, okładki najważniejszych tygodników. Jeśli wszystko, co napisał Piątek, okaże się prawdą, to mamy polityczny skandal stulecia. Jeśli fałszem – proces cywilny i kompromitację autora. Jakie to proste, prawda?

Researcherzy i fact-checkerzy – do roboty! Falsyfikacja tez Piątka, opatrzonych przecież bardzo dokładnymi przypisami, nie powinna sprawić kłopotu. w czasach internetu i wolnego dostępu do archiwów. A jednak – Macierewicz pozostaje na swoim stanowisku szefa MON, partia rządząca ma blisko 40 procent w sondażach, procesu cywilnego o pomówienie, najbardziej naturalnego w tej sprawie, wciąż nie ma (jest inny, ale o tym za chwilę) – mimo że największe media piszą o niej regularnie.

Rewelacje Piątka – na wypadek, gdyby ktoś nie natknął się na jeden z dziesiątków artykułów, streszczeń, spotkań publicznych czy wywiadów prasowych z samym Autorem – dotyczą dziwnych, podejrzanych, momentami jawnie skandalicznych kontaktów biznesowych, towarzyskich i politycznych urzędującego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza.


http://krytykapolityczna.pl/kraj/lukasiewicz-myslenie-polityczne-wygrywa-z-wojskowym/embed/#?secret=pYtgp3hjQX

Po pierwsze, jednym z jego wieloletnich współpracowników przy prawicowym czasopiśmie i fundacji „Głos” był niejaki Robert Luśnia, przez sądy kolejnych instancji prawomocnie uznany za tajnego współpracownika SB, do tego prowadzony przez oficera powiązanego „z siatką sowieckiego wywiadu GRU w Polsce”. Piątek przekonuje, że Macierewiczowi fakt tej współpracy był wiadomy od dawna, co miało mu nie przeszkadzać w próbie zaangażowania Luśni do pozaprawnych „struktur równoległych” w podległym mu w 1992 roku UOP, a potem uzyskiwania wsparcia finansowego dla prowadzonej przez siebie gazety.

Po drugie, politykiem i lobbystą blisko powiązanym z Macierewiczem jest niejaki Alfonse D’Amato, który jeszcze w latach 80. współpracował z prawicowymi organizacjami polonijnymi. D’Amato został po objęciu władzy przez PiS wynajęty (a konkretnie jego firma) m.in. do obsługi medialnej szczytu NATO i Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Deklaracje szefa MON po zerwaniu kontraktu na francuskie Caracale zapowiadają współpracę z koncernem, na rzecz którego D’Amato lobbuje. Jednocześnie ten były senator republikański powiązany jest biznesowo i politycznie ze środowiskami przestępczymi sięgającymi mafii włoskiej oraz – kluczowej dla wywodu Piątka – tzw. mafii sołncewskiej, do tego obsługuje koncerny prowadzące interesy z Rosją w strategicznych dla obronności sektorach.

Wreszcie, po trzecie, minister Macierewicz blisko współpracuje z niejakim Jackiem Kotasem, związanym z grupą Radius, a jednocześnie szefem think tanku Narodowe Centrum Studiów Strategicznych – ludzie z tego środowiska odpowiadają za szczegóły flagowe projektu szefa MON, a więc tzw. obrony terytorialnej. Wielu z nich ma poglądy wyraźnie sceptyczne wobec NATO i radykalnie wrogie Ukrainie.


http://krytykapolityczna.pl/felietony/oleksij-radynski/co-macierewicz-robil-w-kijowie/embed/#?secret=Nirox7zdKy

Od grupy Radius nitki prowadzą do ludzi i instytucji związanych z rosyjskim światem przestępczym oraz tamtejszym wywiadem. Jeśli dodać do tego fakt, że podobne nitki prowadzą do… Sowy i Przyjaciół, gdzie nagrano – dziwnym trafem – wyłącznie polityków PO i których nagrania wyciekają do dziś, między innymi przez niepokorne media, wszystko to wygląda, delikatnie mówiąc, podejrzanie.

Czy naprawdę nie jest to powód do reakcji rządu? Do sążnistego dementi obalającego poszczególne tezy i hipotezy? A w razie jego braku – sondażowego wstrząsu? Zbiorowego szoku i przerażenia? Przypomnijmy sobie jednak, że PiS i nie-PiS (bo przecież Tomasz Piątek to niekoniecznie opcja platformerska…) mają swoje prawdy, swoje obiegi, swoje sfery publiczne. A człowiek w książce oskarżany ma jeszcze prokuraturę, niezupełnie swoją, ale zaprzyjaźnioną.

Elektorat, który po książkę wystawał w kolejkach, podrzucał znajomym i robił z jej cytatów memy, i tak wie swoje, podobnie jak elektorat przeciwny, nawet bez czytania. Są tacy, co mają jakieś wątpliwości, tez Piątka en bloc nie kupują, ale co niektóre fakty budzą ich niepokój – ale to grupa nawet w mojej bańce na FB mniejszościowa.

Ktoś powie, że są jeszcze sądy w Warszawie. Tyle że Macierewicz i jego tajemnice są wystarczająco wiarygodne jako manifest polityczny, ale nie wystarczają na akt oskarżenia. Niektóre wywody czy graficzne ilustracje „układów” nawet życzliwemu czytelnikowi wydają się naciągane, jeśli nie karykaturalne (czy 20-letni Edmund Janninger naprawdę zasługuje na większe kółko na grafie niż rosyjski mafioso Siemion Kislin?!).

Kłamstwo vel poświadczenie nieprawdy Tomaszowi Piątkowi wykazać byłoby jednak trudno. Zapewne dlatego Macierewicz nie zdecydował się na pozew cywilny. Zarzut o „stosowanie przemocy lub groźby wobec funkcjonariusza publicznego w celu podjęcia lub zaniechania czynności służbowych” jest może i absurdalny, ale równie skutecznie „mrożący” ewentualnych naśladowców autora, którym zapewne nie uśmiecha się śledztwo prokuratora z Departamentu ds. Wojskowych (!).

Wracając do meritum: na wszystkie fakty z książki Piątka znajdziemy solidny, często archiwalny przypis, a spekulacje, których – przyznajmy – jest w Macierewiczu i jego tajemnicach od groma, są wyraźnie zaznaczone jako domysły i możliwe interpretacje, a nie opis rzeczywistości wie es eigentlich gewesen („tak, jak to właściwie było”). Chwilami można odnieść wrażenie, że większość wywodu pisana jest w trybie przypuszczającym. To jednak nie jest unik Autora wobec procesowych zarzutów, lecz wyraz jego iście protestanckiej rzetelności – na mój ogląd Piątek naprawdę nie ma pewności, czy Antoni Macierewicz jest rosyjskim szpiegiem. Co więcej, ma świadomość, że najliczniejszy nawet zestaw poszlak nie stanowi, zwłaszcza w symbolicznym procesie o zdradę, ostatecznego dowodu.

Skoro jednak Piątek ani nie zatrząsł sceną polityczną mocą swego wywodu, ani nawet nie zniósł wszystkich wątpliwości w kwestii roli, motywacji i celów swego bohatera – to czego naprawdę interesującego możemy się z tej książki dowiedzieć? Czy Macierewicz jest prawie na pewno agentem? Ośmielam się postawić tezę, że wcale nie musi nim być, że może być szczerym w swym mniemaniu patriotą i do tego autentycznym rusofobem, a wpływ Kremla na jego postępowanie może być w najlepszym razie bardzo zapośredniczony. I dodam tylko, że w niczym nie poprawia to naszego losu jako obywateli kraju bronionego przez resort Macierewicza.

Najbardziej kontrowersyjna ksiazka roku: „Macierewicz i jego tajemnice” i… Konstytucja.

Książka Piątka, powtórzmy, nie dowodzi agenturalnego charakteru działalności ministra, ale mówi nam bardzo wiele o jego myśleniu o państwie i jego sojusznikach, a także o jego środowisku i kontaktach.

Zjawisko „równoległych struktur” pojawia się w książce co najmniej dwa razy. Najpierw mowa jest o „konspiracji w konspiracji” w latach 80., a więc takich środowiskach opozycyjnych, o których nie zawsze wiedzieli najważniejsi opozycjoniści (choć mogła wiedzieć SB…) – to przez nie przewija się niesławny TW Luśnia. Potem mamy UOP Piotra Naimskiego i ministra Macierewicza, w którym mają się tworzyć „równoległe struktury” wywiadu gospodarczego, w domyśle, wolne od „uścisku tajnych służb” PRL.

Zostawiając hipotezę o inspirowanych przez Rosjan jaczejkach spójrzmy, co łączy te sytuacje? Oto mamy niewielkie, dość zamknięte środowisko osób ideowych o radykalnych poglądach. Obsesja agentury – nawet zrozumiała w tamtych warunkach – prowadzi do personalizacji stosunków. Nie można nie ufać wszystkim, bo to paraliżuje działanie i prowadzi do szaleństwa. Nie ufa się więc wszystkim innym, poza najbliższym kręgiem sprawdzonych przyjaciół. Tak samo wyklętych i niepokornych. Najlepiej jeszcze uwiedzionych charyzmą tego wyklętego najbardziej. Układ wszędzie na zewnątrz, my sami przeciw („Bóg z nami, ch… z nimi”) – takie podejście to prosta droga do nieprzejrzystości traktowanej jako wartość. Do niszczenia i naruszania procedur. Do przekonania, że cel uświęca i kolegów, i środki, a z pewnością – omijanie reguł, formalnych hierarchii osób, instytucji i praw. Głęboko zakonspirowana opozycja z lat 80. i kolejne epizody w służbach po roku 1989 – to źródło i matryca myślenia Macierewicza o państwie tak przegniłym, że trzeba w nim stworzyć lojalne państwo własne.

Oczywiście po to, by temu na sztandarach zapewnić dziejową wielkość. Pseudorealistyczna kalkulacja, wynikająca z głębokiej wiary w ideologiczno-moralny projekt USA i całkowitej niewiary w Europę (pamięć „dziwnej wojny”, a potem jałtańskiej zdrady, może się doskonale zbiegać ze współczesnym obrzydzeniem dla wegańskiej, pedalskiej i do tego jeżdżącej na rowerach cywilizacji śmierci), nakazuje wszelkie nadzieje pokładać w Amerykanach. Tych prawdziwych oczywiście, a nie tych, z którymi kolegują się Radek Sikorski z małżonką. Szczególnie, że taka prawica, jaką reprezentuje Macierewicz, w kontaktach z USA ma pole manewru jednak dosyć ograniczone.

W latach 70. i 80. kontakty z establishmentem lewicowo-liberalnym Zachodu zmonopolizowały bowiem środowiska, umownie rzecz biorąc, lewicy post-KOR-owskiej; wraz z jej ucentrowieniem i zajęciem miejsca w głównym nurcie opozycji, do grona jej przyjaciół doszły jeszcze elity waszyngtońskiego liberalizmu i neokonserwatyści. Tymczasem zorientowana narodowo-katolicko frakcja Macierewicza mogła liczyć co najwyżej na wsparcie Polonii z Jackowa, także tej o wiadomych resentymentach etnicznych. To właśnie tamte kontakty, potem zapośredniczane również przez Radio Maryja mogły, a właściwie musiały, zaprowadzić Macierewicza do kogoś takiego jak D’Amato, bo przecież nie do zgniłego liberała Rona Asmusa czy innego Brzezińskiego.

Biorąc pod uwagę ograniczony wybór dających się zaprzyjaźnić, wpływowych polityków w USA, podejrzane kontakty mogły raczej świadczyć na korzyść nowojorskiego senatora – jako człowieka, który zna wszystkich. Piątek stawia pod koniec książki hipotezę, że „Ruscy podeszli do Macierewicza pod amerykańską flagą”. Ja sądzę, że rosyjskie znajomości D’Amato mogły być obecnemu ministrowi znane i zostać uznane za cenny zasób. Oto „nasz człowiek w Ameryce” będzie bronił polskich interesów targując się z ludźmi, z którymi targuje się na co dzień. A to dlatego, że będzie miał w tym interes – nie po to nam Lockheed Martin sprzeda helikoptery, żeby nas potem Amerykanie Rosji sprzedali. Logiczne, prawda?

Trzy elementy układanki – Luśnia i dziwaczne „konspiry w konspirze” w latach 80., a potem w UOP-ie, senator-lobbysta D’Amato z jego rosyjskimi sponsorami, wreszcie anty-NATO-wscy spece od obrony terytorialnej z NCSS – wszystko to Tomaszowi Piątkowi układa się w niepokojącą całość. Ich wspólnym mianownikiem ma być w ostatecznym rozrachunku legendarne Sołncewo i nie mniej – za sprawą Akwarium Wiktora Suworowa – legendarny Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego, czyli GRU.

Sceptycy powiedzą, że w świecie wielkiej geopolityki, antykomunistycznej konspiry, starć wywiadów, handlu bronią i lobbingu, wśród elit mocarstw niemal każdy zna się z każdym lub ma jakieś „powiązanie” z kimś istotnym. I coś jest w tej tezie na rzeczy – bo co np. wynika z faktu, że autora tego tekstu od samego Lenina dzielą zaledwie trzy uściski dłoni, co prawda na przestrzeni jakichś 140 lat?

Osobiście nie wierzę w zaplanowaną przez Rosjan budowę tego rodzaju siatki do omotania szefa polskiego MON – zbyt wiele przypadku było w polityce polskiej po 1989 roku. Skoro sam Jarosław Kaczyński mówił o sobie jako o politycznym emerycie pod koniec lat 90., tym bardziej nikt nie mógł racjonalnie wykalkulować dzisiejszego sukcesu polityka wówczas marginalnego, a przez istotną część opinii publicznej uważanego nawet za niepoważnego oszołoma.

To wszystko może więc być zbieg okoliczności – co nie znaczy, że ten zbieg okoliczności nie tworzy łącznie niebezpiecznej dla Polski dynamiki.

Nawet jeśli:

– D’Amato z rosyjskimi powiązaniami był naturalnym sojusznikiem Macierewicza i Polonusów z ich lichymi kontaktami w bardziej stylowym establishmencie USA;
– ludzie w rodzaju Luśni kręcili się właśnie wokół „głęboko zakonspirowanej” prawicy opozycyjnej (a nie Kuronia z Michnikiem i Wujcem), a osobiste więzi ówczesnych „niepokornych” z podziemia kazały im się trzymać razem, czego by o nich „Wyborcza” nie napisała;
– polscy eksperci od obrony terytorialnej takie po prostu mają poglądy (że NATO i tak nie pomoże, a Ukraińcy to najgorsi faszyści),

to nie zmienia to faktu, że te wszystkie trzy bliskie Macierewiczowi nurty obiektywnie Polsce szkodzą, a służą interesom Rosji.

Teorie spiskowe, zakładające sprawczy wpływ niewielkich zorganizowanych grup na wielkie procesy dziejowe, porządkują świat i wprowadzają logikę tam, gdzie na pierwszy rzut oka panuje chaos. Zazwyczaj też niemiłosiernie upraszczają rzeczywistość – choć jak bodaj sam Tomasz Piątek kiedyś powiedział, z faktu, że teorie spiskowe to bzdury, nie wynika bynajmniej, że na świecie nie ma spisków.

W tym wypadku tragikomedia całej sytuacji polega na tym, że wszystkich tych kolegów naszego ministra wcale nie musiało podsyłać GRU. Sam ich sobie wybrał, bo innych nie bardzo mógł – w narodowo-katolickim podziemiu, w równoległych strukturach w UOP, w gazecie dla antysemitów, wokół polonijnych klubów i wreszcie na weekendowych poligonach dla podstarzałych chłopców w krótkich spodenkach. Bo z tą formacją narodowej polskiej prawicy jest trochę jak z Niemcami w piłkarskim bon mocie Linekera: na końcu i tak wygrywają Ruscy.

Macierewicz, co do Ruskich chodził pod amerykańską flagą
http://dlvr.it/Pmsf94 

Agnieszka Mazurczyk
13 września 2017

Co z orędzia Junckera wynika dla Polski? Dobre i złe wiadomości

Scenariusz dla Unii

Unia nabrała wiatru w żagle, ale stare podziały wcale nie zniknęły – wynika z corocznego orędzia przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej

European People’s Party/Flickr CC by 2.0

Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker wygłosił orędzie o stanie Unii i przyszłości Wspólnoty po wyjściu z niej Brytyjczyków. Jednak o brexicie wcale dużo tam nie było. Więcej Juncker mówił o praworządności, jedności, budżecie i polityce imigracyjnej. I o tym, że Unia potrzebuje solidarności i współpracy, że jest dobrym projektem i najpewniej jeszcze się rozrośnie, ale na pewno nie w ciągu najbliższych 7 lat.

Mówiąc o praworządności, miał na myśli Polskę i Węgry, z którymi Unia od wielu miesięcy toczy o to boje. Juncker podkreślał, że praworządność nie może być w Unii jedną z opcji, tylko obowiązkiem. Przypominał też, że kraje przystępujące do Unii scedowały na Trybunał Sprawiedliwości kompetencje podejmowania decyzji jako na ostateczną instytucję, więc teraz powinny respektować wydawane przez Trybunał wyroki.

Jaka Unia według Junckera?

Było o jednym kapitanie, który miałby stanąć na czele europejskiego statku. Bo, jak stwierdził, zarządzanie wówczas byłoby bardziej skuteczne i przejrzyste. Urząd kapitana miałby powstać z połączenia stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej i szefa Komisji Europejskiej. Uprzedzając złośliwości, Juncker dodał, że ani on, ani Donald Tusk na to stanowisko nie zamierzają kandydować.

Było też o budżecie i o strefie euro, do której oczywiście Juncker zachęca, a dla tych, którzy się wahają, zapowiada uruchomienie specjalnego instrumentu przedakcesyjnego, który pomagałby finansowo krajom w pokonaniu okresu przejściowego i przygotowaniu do przyjęcia wspólnej waluty. Na szczęście dla Polski Juncker nie zapowiedział oddzielnego budżetu strefy euro, choć niestety przedstawił plan osobnej linii budżetowej, która w ramach istniejącego unijnego budżetu obowiązywałaby tylko kraje eurolandu.

Juncker zapowiedział też utworzenie unijnego urzędu nadzoru prawa pracy, który miałby się zajmować m.in. egzekwowaniem przepisów dotyczących pracowników delegowanych. Wspomniał też o unijnym ministrze gospodarki i finansów, który jednocześnie byłby przewodniczącym eurogrupy, oraz o przekształceniu Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego w Europejski Fundusz Walutowy przy Unii.

Generalnie przesłanie było pozytywne. Unia falę populizmu ma już za sobą, teraz nabrała wiatru w żagle i ma płynąć dalej. Juncker starał się łagodzić, a nie podsycać podziały. Jednak dyskusja po jego wystąpieniu pokazuje, że podziały wewnątrz Unii nadal są bardzo ostre.

Posłowie Parlamentu Europejskiego, którzy wysłuchali przemówienia, podzielili się w jego ocenie. Były słowa podziękowania i wsparcia. Przypomnienie, że jeszcze dwa lata temu w Unii była atmosfera marazmu, a dziś panuje raczej klimat nadziei. Wystąpienia na temat tego, jak ważna jest demokracja, i refleksje, że w Unii jednak znacznie więcej nas łączy, niż dzieli.

Krytyczne głosy posłów po wystąpieniu Junckera

Jeden z europosłów przypominał, że z wieloma sprawami, takimi jak choćby wspomniane przez Junckera cyberbezpieczeństwo, nad którym Komisja będzie się mocniej teraz pochylać, pojedyncze państwa nie poradziłyby sobie same, a jako Wspólnota będą silniejsze. Dla wielu państw i w wielu sprawach Unia nadal jest kompasem, wobec którego te państwa się orientują. I warto o tym pamiętać.

Nie obyło się bez krytyki, i to bardzo ostrej. Nigel Farage twierdził, że Unia nie wyciągnęła z brexitu żadnej lekcji. Postępuje podobnie jak przed brytyjskim referendum. Było o niesłuchaniu obywateli i o unijnej arogancji. A poseł Zielonych przypominał, że złość, która gotuje się w wielu obywatelach Unii, wcale nie wyparowała.

Często słychać też było: „popieramy, ale czujemy niedosyt”, bo za mało pan zaproponował zmian, przedstawił pan tylko unijne bolączki, a nie usłyszeliśmy żadnych konkretnych rozwiązań, takich jak choćby zmuszenie wielkich korporacji do płacenia podatków.

Bliższa ciału koszula, więc wielu europosłów mówiło o sprawach, które dla nich teraz są najważniejsze. Hiszpan wypomniał przewodniczącemu Komisji Europejskiej, że ten nie wspomniał w przemówieniu o Katalonii, Czech, że Juncker zapomniał wymienić Czechy wśród państw, które w przyszłym roku będą obchodziły stulecie niepodległości, a Greczynka – że trzeba wyciągnąć sankcje wobec tych, którzy nie przestrzegają swoich zobowiązań i nie biorą udziału w relokacji imigrantów, co znacznie odciążyłoby Grecję i Włochy.

Najsmutniejsze jednak było to, że sala Parlamentu Europejskiego świeciła właściwie pustkami, a pod koniec debaty przewodniczący frakcji zaczęli się ze sobą sprzeczać, która z parlamentarnych frakcji pracuje, a która tylko mówi.

polityka.pl

Wojciech Szacki, Polityka Insight
13 września 2017

PiS mocny w sondażach. Co może zaszkodzić potędze Kaczyńskiego?

PiS – 36 proc., PO – 16 proc. – takie wyniki przynosi najnowszy sondaż Kantar Public. Do Sejmu weszłyby jeszcze Kukiz’15 (9 proc.) i Nowoczesna (8 proc.).

Tłoczno jest w okolicach progu wyborczego, gdzie o parlamentarne życie walczyłyby SLD, PSL i Razem. Komentowanie sondaży staje się zajęciem coraz bardziej rutynowym. Kolejne badania pokazują, że PiS ma bezpieczną przewagę nad opozycją i na pozór nic nie jest w stanie mu zaszkodzić.

O przyczynach tego stanu rzeczy pisano i mówiono już wiele. Od wyborów minęły zaledwie dwa lata (i to niecałe), czyli tyle co nic. Rządzący nie zdążyli zrazić swoich wyborców, a opozycja – zmobilizować własnych. Jarosław Kaczyński ma skądinąd łatwiej niż Donald Tusk, który musiał obsługiwać kilka fortepianów, przygrywając to konserwatystom, to liberałom, to socjaldemokratom. Prezes PiS musi utrzymać przy sobie socjalnie nastawioną prawicę, i to mu się znakomicie udaje za sprawą programów socjalnych, antyelitarnej retoryki i sprzeciwie wobec uchodźców. Przyprawione to jest godnościowo-mocarstwową retoryką, wbijane do głów przez niezawodną TVP, utrwalane przez wierne tygodniki.

Po drugiej stronie jest opozycja, która, wedle najkorzystniejszej dla niej interpretacji, dobre pomysły ma, ale postanowiła się z nimi nie obnosić.

Czy PiS może tę przewagę roztrwonić?

Dużo ciekawsze od roztrząsania przyczyn wydaje się dziś pytanie o to, czy PiS może tę przewagę roztrwonić. Wydaje się, że trzy (niewykluczające się zresztą) drogi mogą prowadzić w stronę takiego rozwiązania.

Pierwsza z nich to oczywisty i niedający się obronić przykład niesprawności rządzenia. W edukacji, ochronie zdrowia, górnictwie, usuwaniu skutków katastrof żywiołowych. To nie musi nastąpić nagle, to się może, mówiąc potocznie, rządzącym nazbierać. Nawałnica na Pomorzu nie osłabiła PiS, ale jeśli standard zachowania wyznaczy pan wojewoda gdański z panem ministrem Błaszczakiem, to kolejne kataklizmy mogą już rządzących zaboleć.

Druga droga do osłabienia PiS prowadzi przez pychę. Przekonanie „nam wolno więcej” towarzyszyło każdej wielkiej formacji, aż stawały się małe lub znikały z Sejmu. Zrobienie partyjnej kampanii w sprawie sądów za 19 mln zł z państwowych spółek jest rodem z bananowej republiki. Nie osłabi pewnie PiS od razu – tak jak nie załatwił go pan Misiewicz – ale się doń przyklei. Będzie uwierało, będzie swędziało i śmierdziało coraz bardziej. Coś o tym mechanizmie może powiedzieć Platforma. Przypomnijmy – nagrania z afery podsłuchowej zostały ujawnione w czerwcu 2014 r., a jeszcze w marcu 2015 r. PO prowadziła z PiS aż 13 pkt. proc.

Trzecia droga to wstrząsy na prawicy. Kaczyński spotkał się ostatnio z Andrzejem Dudą nie dlatego, że się za prezydentem stęsknił, lecz by go wybadać. Duda dwoma wetami o mały włos nie doprowadził do otwartej wojny na górze. Szeroki elektorat mógł nie zauważyć antyprezydenckich wywiadów Zbigniewa Ziobry, obraźliwych dla głowy państwa tekstów w sprzyjającej Antoniemu Macierewiczowi „Gazecie Polskiej”, pomruków ze strony zakonu; dłuższej konfrontacji przecież już nie przeoczy. Jedność – i sondażowa za nią premia – nie jest dana raz na zawsze. A co jeśli Duda zostanie wypchnięty z obozu PiS? Albo sam zechce go opuścić? Przybywa rozmówców – także w rządzie – którzy snują takie, wydawałoby się fikcyjne, scenariusze.

polityka.pl

CZWARTEK, 14 WRZEŚNIA 2017

Biedroń o konsultacjach: To konszachty z diabłem. To diabelski plan prezydenta

Biedroń o konsultacjach: To konszachty z diabłem. To diabelski plan prezydenta

– Nie dziwię się moim kolegom i koleżankom z opozycji, że w ogóle próbują uczestniczyć w takich negocjacjach. To są konszachty z diabłem. To diabelski plan prezydenta, który w tej wojnie buldogów pod dywanem ministra sprawiedliwości i prezydenta próbuje wykorzystać opozycję, żeby się wybielić i przeforsować swój plan, ale plan jest niekonstytucyjny, antydemokratyczny – mówił Robert Biedroń w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” TVN24.

300polityka.pl

CZWARTEK, 14 WRZEŚNIA 2017

PO ponownie apeluje do PAD o zwołanie RBN ws. Macierewicza

PO ponownie apeluje do PAD o zwołanie RBN ws. Macierewicza

– Wczoraj na spotkaniu z prezydentem Dudą Grzegorz Schetyna zaproponował, poprosił o zwołanie RBN, żeby na tym zamkniętym spotkaniu najważniejszych osób w państwie omówić sytuację wokół ministra obrony. Sytuację opisywaną w książce Tomasza Piątka, ale także w innych artykułach w środkach masowego przekazu, medialnych przekazach o powiązaniach Antoniego Macierewicza, ludzi wokół Macierewicza z Rosją, rosyjskim wywiadem. Uważamy, że to sprawa niezmiernie ważna, godząca w polskie bezpieczeństwo, jeżeli nie będzie sprawa wyjaśniona prosto i klarowanie przez ministra Macierewicza. Prezydent wczoraj zadeklarował, że zastanowi się nad tym pomysłem, czy zwołać czy nie. Dzisiaj chcielibyśmy jeszcze raz ponowić apel, bo od wczoraj wiele głosów, które wspierają ten pomysł, projekt żeby rzeczywiście poważnie porozmawiać o Antonim Macierewiczu, o jego roli w dewastowaniu polskiej armii, a także o tym, jaka powinna być reakcja najważniejszych osób w państwie na te działania. Dzisiaj jeszcze raz zachęcamy prezydenta, otoczenie prezydenta a także premier i prezesa Kaczyńskiego, że warto usiąść w zamkniętym gronie i porozmawiać o tej sprawie, która naprawdę jest wyjątkowo niebezpieczna jeśli chodzi o zagrożenie integralności polskiej armii, jej mobilności, a także stosunków z naszymi partnerami za granicą, w UE i NATO – mówił Sławomir Neumann na briefingu w Sejmie.

300polityka.pl

Zdaniem posła Tomasza Cimoszewicza (PO) politycy Prawa i Sprawiedliwość mogą się martwić o przyszłość swoich emerytur.

Depisyzacja to klon dekomunizacji.

Wałęsa podejrzewał Kwaśniewskiego o związki z rosyjską agenturą. Łazarewicz i Bober: To ten fragment się nie spodobał

Dziennik.pl, 14.09.2017, Grzegorz Osiecki

Cezary Łazarewicz i Andrzej Bober© dziennik.pl Cezary Łazarewicz i Andrzej Bober

 

Dałem tę książkę do przeczytania Izie Cywińskiej. Przeczytała kawałek, od razu zadzwoniła, że świetne, że super, a ja na to, żeby doszła do ostatniej strony. Nie odzywała się z tydzień. Zadzwoniłem, a ona, że nikt takiej krzywdy do tej pory Wałęsie nie zrobił, jak zrobi wasza książka. Pokazujecie, jak traktował ludzi – mówią w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Andrzej Bober i Cezary Łazarewicz, autorzy książki „Ja. Rozmowa z Lechem Wałęsą”.

Magdalena Rigamonti: Panowie, wy Wałęsę kochacie.

Cezary Łazarewicz: My i kochamy, i nienawidzimy.

Andrzej Bober: Myśli pani, że zostaliśmy zaprogramowani? Że jesteśmy za Wałęsą?

Kiedy Łazarewicz pisze na Facebooku pod zdjęciem Lecha Wałęsy z czasów pierwszej Solidarności: „Chwała bohaterom. Chujom – precz”, to chyba wiadomo, że jesteście za Wałęsą.

C.Ł.: Stanąłem w obronie Lecha Wałęsy, gdy próbuje się wymazać go z naszej historii. Wałęsa to miłość i nienawiść. W latach 80. wszyscy kochali Wałęsę. Później wszyscy się na niego obrazili, niektórzy są obrażeni do tej pory. Andrzej go znał. Ja nie. Tylko z Andrzejem u boku można było szczerze z tym człowiekiem rozmawiać. A ja chciałem wysłuchać jego historii.

A.B.: Usłyszałem od bliskiego współpracownika Wałęsy: wiesz co, szef pamięta, że tyś nigdy nic od niego nie chciał, niczego nie żądał i nic od niego nie dostał. Pani Magdo, nigdy nawet nie byłem na żadnych urodzinach ani imieninach Wałęsy.

Ostatnio Lech Wałęsa przestał wyprawiać przyjęcia.

A.B.: Znowu zaczął, bo zaprosił nas 2 października na urodziny i jedziemy z Czarkiem. Stoły mają być 12-osobowe.

Promocja książki.

C.Ł.: Nie, ta książka to nie laurka dla Wałęsy. Nas obydwu interesowało to, że ten człowiek, który ma ogromne zasługi dla Polski, jest postponowany i w zasadzie nikt go nie broni.

Czytaj więcej

I wy, panowie, postanowiliście go obronić.

C.Ł.: Dziennikarze nie są od bronienia.

A.B.: Ma lepszych obrońców od nas. Kierowałem się ciekawością: co ma w głowie człowiek, którego opuściło wielu dawnych przyjaciół.

C.Ł.: Ja tę książkę chciałem robić dla siebie, bo Wałęsa jest częścią mojej historii. I przez wiele lat był punktem odniesienia.

A.B.: Jednak Wałęsie na tym nie zależało. Na początku usłyszeliśmy: nie. Powiedziałem: nie wyjdę z tego pokoju, póki nie usłyszę: tak. Krzysztof Pusz, najbliższy współpracownik Wałęsy, nas wsparł. Mówi: Lechu, ty sobie uświadom, co się stało, jak Danka wydała książkę.

C.Ł: I zaczął rozmawiać, zaczął się otwierać. Choć do końca nie miał wiary, że poważną opowieścią o swoim życiu może zmienić myślenie ludzi na swój temat. Przecież on nigdy nie opowiedział historii swojego życia.

Opowiedział, udzielił pewnie już tysięcy wywiadów. W wielu mówił rzeczy wzajemnie się wykluczające.

A.B.: Jedni rozmawiali z nim na kolanach, drudzy tak, jakby siedzieli na tronie. A sam rzeczywiście dolewał oliwy do ognia.

C.Ł.: Znajomy reporter opowiadał mi, jak w stanie wojennym dotarł do Lecha Wałęsy i zaproponował mu zrobienie wywiadu rzeki. Przewodniczący powiedział, że to wspaniały pomysł, po czym przedstawił swojego współpracownika. Powiedział przyszłemu autorowi, że on wszystko o nim wie i opowie, bo Wałęsa na to czasu nie ma.

A.B.: Wielu próbowało, pielgrzymowało do Gdańska. Są dwie książki podpisane jego nazwiskiem, ale napisane przez jego przybocznych – Drzycimskiego i Rybickiego.

C.Ł.: I wszystko jest wyheblowane, wyczyszczone i sztuczne. Nam chodziło o to, żeby Wałęsa mówił własnym językiem.

A.B.: Czarek też trochę heblował Wałęsę. Robiłem mu awantury, że chce stworzyć literata Lecha Wałęsę.

C.Ł.: W książce jest prawie nieoheblowany. Niektóre jego powiedzenia są genialne.

A.B.: Jak ktoś idzie do przodu, nie może oglądać się do tyłu.

C.Ł.: Albo: jestem tu i teraz, i trochę do przodu. Przecież to genialne.

Zachodni politycy prowadzą dzienniki, mają swoich sekretarzy, a on jest trochę bezbronny. Był zawsze robotnikiem. Sam podkreśla, że ma braki i ma ich świadomość.

A.B.: Kiedy skończyliśmy, powiedzieliśmy: panie prezydencie, pan tę książkę musi autoryzować, a on na to: ja jej nawet teraz nie chcę czytać. Przeczytam, jak będzie wydrukowana. Krzysiu, weź przeczytaj.

Do Pusza?

A.B.: Do Pusza. Pojechałem do Gdańska Wrzeszcza i przez 10 godzin czytałem Puszowi książkę. Natrafił na kilka błędów. Pomylone było np. nazwisko jednego ubeka. Albo to, że Wałęsa za pierwszym razem w Japonii nie był jako prezydent, tylko jako szef Solidarności.

Części rozdziału, w którym jest mowa o Aleksandrze Kwaśniewskim, nie chciał wykreślać?

A.B.: Absolutnie. Nic nie chciał wykreślać. Skończyłem czytać, a Pusz mówi, że połowy faktów nie zna.

C.Ł.: Bo my wiele rzeczy Lechowi Wałęsie przypomnieliśmy.

A.B.: Opieprzaliśmy go.

C.Ł.: Ja nie.

A.B.: On nas. Dałem tę książkę do przeczytania Izie Cywińskiej. Przeczytała kawałek, od razu zadzwoniła, że świetne, że super, a ja na to, żeby doszła do ostatniej strony. Nie odzywała się z tydzień. Zadzwoniłem, a ona, że nikt takiej krzywdy do tej pory Wałęsie nie zrobił, jak zrobi wasza książka. Pokazujecie, jak traktował ludzi.

Przedmiotowo.

A.B.: Któregoś razu rozmawialiśmy z nim o prezydenturze, on że w Warszawie się źle czuł, że przyjeżdżał tu tylko do pracy, że nikogo nie znał. A Henryk Wujec? – zapytałem. A on na to: dwa razy go widziałem, to co to za znajomość.

C.Ł.: Pamiętasz, Andrzej, rozmowę o Marcinie Wolskim?

A.B.: Pracował dla Wałęsy. A Wałęsa mówi nam: w ogóle go nie znałem.

C.Ł.: Mówi też, że poszedł po wyborach prezydenckich do Tadeusza Mazowieckiego, że zgoda, żeby Mazowiecki mu pomógł. Ale ten nie chciał, więc kto miał mu pomóc.

A.B.: – Kto miał mi pomóc? – mówił. – Ja nikogo nie znałem.

Wymieniacie, panowie, prezydentowi Wałęsie kilka nazwisk, on mówi, że nie kojarzy nikogo, potem się okazuje, że to byli ludzie, którzy pracowali z nim przy drugiej kampanii prezydenckiej.

A.B.: Wiele razy mówił nam, że miał zadanie do wykonania. Ludzie, którzy go otaczali, nie byli w tym wszystkim najważniejsi. Z drugiej strony już Lenin mówił, że kadry decydują o wszystkim. Mówiliśmy Wałęsie, że otoczył się ludźmi, którzy dziś na niego plują. Pamiętał Wojciecha Reszczyńskiego, który bez żadnych ogródek powiedział, że skoro Wałęsa przegrał, to on nie chce mieć z nim nic wspólnego.

Teraz w jego otoczeniu są ludzie albo z rodziny, albo tacy, których zna od wielu lat.

A.B.: Zobaczyliśmy, kim się otacza. Jest pani Donata, oddana mu, jest pani profesor Pensonowa, oddana mu do szpiku kości, i jest dyrektor biura – Adam Domiński, który jest zięciem Lecha Wałęsy, a mężem Ani Wałęsy. Wszyscy to wspaniali ludzie, ale boją się wejść do niego do gabinetu. Jedynym, który bez wahania wchodzi, jest Krzysztof Pusz. To dziś jego najbliższy współpracownik.

Mieczysław Wachowski się nie bał.

A.B.: Nie sądzę, by Lech Wałęsa jeszcze kiedykolwiek wpuścił go do siebie do gabinetu.

Za mało o niego, panowie, pytaliście.

C.Ł.: Wystarczająco. Wszystko jest.

To, że zniknął, to, że nie wiadomo, co zrobił z pieniędzmi Instytutu Lecha Wałęsy.

C.Ł.: To jest.

Czytaj więcej

Oszczędzacie go.

A.B.: Lech Wałęsa go oszczędza.

C.Ł.: Kiedy byliśmy u prezydenta Wałęsy, to się wszystko dopiero rozgrywało, odkrywano w biurze Wałęsy, że w Instytucie nie ma pieniędzy.

A.B.: Po pierwszej naszej bytności u prezydenta zadzwonił do mnie Wachowski i mówi: słuchaj, mam dla ciebie propozycję. Założyłem fundację. A ja mu na to: żeś przetransferował forsę z fundacji Lecha Wałęsy do swojej. I usłyszałem, że pieprzę i że nie wiem, co to jest Fundacja Walka o Pokój i Demokrację, i że musimy się spotkać, bo chciałby, żebym wyprostował co o nim mówią, że z niego jest złodziej ostatni. A to wcale tak nie jest, bo to oni go okradli…

Kto?

A.B.: Nie wiem.

Lech Wałęsa boi się mówić o Mieczysławie Wachowskim.

A.B.: Nie, nie boi. Mówi, że się sprawdził, że się w stanie wojennym opiekował rodziną Wałęsów, bardzo pomógł pani Dance, dzieciom, organizował im całe życie, kiedy Wałęsa siedział w więzieniu.

C.Ł.: Potem zniknął, by znowu pojawić się w 1989 roku, by być przybocznym Lecha Wałęsy. Andrzej zapytał prezydenta: dlaczego on, dlaczego Wachowski był tak blisko. I usłyszeliśmy: bo on był w stanie wszystko dla mnie zrobić, a inni mieli wątpliwości.

A.B.: Był lojalny jak nikt inny. Mówi, że mu zaufał. Mówi też to, że to wszystko się skończyło, mówi, jak to jest, jak się do kogoś traci zaufanie.

No dobrze, panowie, prawdę wam powiedział?

C.Ł.: Jaką prawdę?

O sobie.

A.B.: Czy my mówimy o Wałęsie, czy o książce o nim, bo to są dwie różne rzeczy?

C.Ł.: Opowiadał o swoim życiu, o historii Polski, której był uczestnikiem, z perspektywy ponad 70-letniego człowieka. Czy mówił prawdę? Tak, mówił. Mówił to, co pamiętał z tamtych czasów.

A.B.: Jednego dnia rozmawialiśmy z nim tylko o jego relacjach rodzinnych, o żonie, dzieciach. Z tego wyłonił się smutny obraz człowieka, który ma liczną rodzinę, ale tak naprawdę jest sam ze sobą. „Każde z moich dzieci jest jedynakiem” – powiedział nam. Po tej rozmowie zadzwoniłem do Ani Domińskiej, córki Wałęsy. I mówię: pani Aniu, jestem pod wrażeniem rozmowy z pani ojcem, bardzo ciepło mówi o was, o tym, że was stracił na skutek tego, że się poświęcił. Mam prośbę, była was ósemka, jest teraz siódemka, czy mogłaby pani poprosić rodzeństwo, by każdy choć na pół strony napisał o tym, kim dla niego jest ojciec. Zgodziła się. Z tydzień nie dzwoniła. Po czym się okazało, że tylko ona i Jarek Wałęsa się na to zgodzili. Proszę sobie wyobrazić, jak daleko te dzieci odskoczyły od ojca, a ojciec od tych dzieci. To jest dla mnie sprawa na olbrzymie story…

C.Ł.: Oni mieli w domu faceta, którego zna cały świat, a którego oni sami w zasadzie nie znali. Latem tego roku spotkałem się z Jarosławem Wałęsą, który powiedział, że dopiero zaczął poznawać ojca, kiedy jako dorosły mężczyzna zaczął pracować u niego w biurze. Pytaliśmy Lecha Wałęsę, czy powiedział swoim dzieciom, że ich kocha.

Kocha?

C.Ł.: Jest w książce.

A.B.: To jest temat na książkę. Tematem jest też droga tych dzieciaków, ich oddalanie się od ojca.

C.Ł.: Opowiadał, że w jego rodzinnym domu nie było czasu, by okazywać miłość. Przecież kiedy miał siedem lat, zajmował się krowami. A jego zamiłowanie do wędkarstwa to przyzwyczajenie z dzieciństwa. Wokół wsi były stawy. On, żeby przeżyć, musiał łowić ryby. Nie miał luksusowego życia.

A.B.: Szybko pojął, że jego marzeniem jest uciec z tej wsi. Wszystko jedno dokąd, byle uciec. Pytała pani o prawdę o Wałęsie, to powiem pani, że mam niedosyt w sprawie wypożyczenia teczki Wałęsy przez prezydenta Lecha Wałęsę i później oddania jej w niekompletnej formie. Wałęsa mówi nam, że widział tę swoją teczkę, w której było pełno fałszywek z fałszywek, kopii jakichś. Pytaliśmy, jak to się stało, że została zwrócona niekompletna teczka, w dodatku zalakowana i z napisem, że otworzyć może tylko prezydent. Jak to się stało, że teczką zajmowali się Wachowski i Zakrzewski.

I?

A.B.: Wałęsa mówi, że czuł się na tyle silny, na tyle wierzył sobie, że teczkę po prostu zlekceważył. Jeśli rzeczywiście Zakrzewski i Wachowski za tym stoją, to mam pretensję do Lecha Wałęsy, że on sam tego nie dopilnował, że sam nie wziął na biurko kompletnego egzemplarza, zalakował, podpisał i dopiero przekazał dalej. Wiele razy powtarzał, że w ogóle na to nie zwracał uwagi, bo czuł się bardzo silny.

C.Ł.: Dopiero po rozmowach z nim zrozumiałem, o co chodziło z niechęcią grupy gdańskiej wobec niego, o co chodziło w konflikcie Wałęsy z Gwiazdą, Walentynowicz i resztą. To wszystko stało się dla mnie jasne.

I o co chodziło?

A.B.: To jest długa opowieść.

C.Ł.: Nie, to jest krótka opowieść. Wolne Związki Zawodowe to była grupa osób, do której Lech Wałęsa dołączył. Tam była hierarchia i on tę hierarchię zburzył 14 sierpnia 1980 roku. Kiedy wchodził do Stoczni, był nikomu nieznanym facetem, a jak się strajk zaczął, to cały świat dowiedział się, że jest Lechem Wałęsą. Tej grupie to się nie podobało. Tuż po strajku przyszła do niego Anna Walentynowicz i powiedziała, że zrobił swoje i powinien oddać Andrzejowi Gwieździe swoje przywództwo. Powiedział: nie.

A.B.: Miał charyzmę, a oni nie. Na tę charyzmę zwrócił uwagę też ubek Naszkowski. Mówił, że różne rzeczy można mówić o Wałęsie, że głupi, że prostak, ale na pewno nie można mu odmówić charyzmy. Taką charyzmę miał jeszcze tylko Jan Paweł II. Przecież Wałęsa przemawiał na stadionach, a nie był rockmanem, księdzem, papieżem, tylko robotnikiem. Oriana Fallaci pytała go, jak to jest, że on potrafił porwać tłumy.

C.Ł.: My też go o to pytaliśmy. Opowiadał o 1988 roku, o tym, jak to Andrzej Celiński obwieszczał koniec strajku i jak robotnicy gwizdali, krzyczeli, chcieli wynosić Celińskiego z tej stoczni. Wałęsa wziął wtedy mikrofon i powiedział to samo, tylko swoimi słowami i dostał brawa. Schodził ze sceny jako wielki przywódca. To, co robił w latach 80. i to, że się nie złamał, świadczy też o jego wielkim charakterze. Proszę sobie wyobrazić, że do prostego robotnika, który jest internowany, przyjeżdża władza i proponują mu stanowisko wicepremiera za to tylko, że będzie siedział cicho i nie będzie pluł na komunistów. I on im wtedy pokazuje wała. Kilka dni temu byłem w IPN-ie i przypadkowo trafiłem na czterostronicowy dokument dotyczący tego, kogo z prezydium Solidarności można przekabacić. Takie typowanie chyba tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Piszą, że będą rozmawiać ze wszystkimi. Na końcu jest jednak adnotacja: nie ma co z nimi rozmawiać. I nazwisko Lecha Wałęsy. Nie wiem, czy do końca zdawał sobie sprawę z tej charyzmy.

Dziś ją stracił.

A.B.: Nie do końca.

C.Ł.: Sam Wałęsa chyba nawet nie wie, kiedy stał się przywódcą. A stał się nim w 1979 roku, kiedy przemawiał do czterech tysięcy ludzi, którzy przyszli uczcić ofiary grudnia 70. Powiedział wtedy, że za rok każdy przyniesie kamień i tak stanie pomnik ofiar. Nawet ubecy docenili to wystąpienie, a Lech Wałęsa w ogóle o tym nie pamiętał. To myśmy mu o tym przypomnieli. Każdy z nas pielęgnowałby takie wspomnienia w swojej pamięci. Nie on. On spotykał prezydentów, królów, najważniejszych ludzi świata.

Gdybyśmy na wadze zważyli ludzkie życie, to by się okazało, że to, co zrobił Lech Wałęsa w latach 80., było mistrzostwem świata. Powinniśmy go po tym wszystkim wsadzić w formalinę i ustawić w mauzoleum. Problem Lecha Wałęsy polega na tym, że ma biografa, który go nienawidzi, a jest bardzo wpływowy. Czy chciałabyś mieć kogoś takiego, kto opisuje twoje życie, ale wszystko interpretuje przeciwko tobie, kto cię nie lubi i nie szanuje?

Czytaj więcej

Sławomir Cenckiewicz.

C.Ł.: Ten biograf jest ważnym rządowym urzędnikiem, a wcześniej był ikoną opozycji. I jego głos wybrzmiewa głośniej niż powinien. Wyobraźmy sobie, że podobny biograf opisuje życie Jarosława Kaczyńskiego i skupia się w swojej pracy głównie na dniu 13 grudnia 1981 roku, powiedzmy w godzinach od 12 w nocy do 11 przed południem, kiedy Kaczyński budzi się przed południem i nic nie wie o wprowadzonym stanie wojennym, i że najważniejsi ludzie „Solidarności” zostali pojmani.

Kiedy się nad tym zastanawiałem, to zrozumiałem, że w podobnej sytuacji jak Lech Wałęsa znalazł się pod koniec lat 30. Józef Piłsudski. Jemu też prawica próbowała odebrać wszystkie zasługi. Mówili, że był austriackim agentem i że zlecił zabójstwo prezydenta Narutowicza. Że granice Polski, które wywalczył, są nic nie warte, bo należało zagarnąć o wiele więcej na zachodzie i na wschodzie.

Czy to nie przypomina dyskusji, która się dziś toczy wokół Lecha Wałęsy? Prawica mówi, że ta stworzona przez niego „Solidarność“ to nic nie warta, że strajk mógłby poprowadzić każdy, że lata 80. zostały zmarnowane, a największa zdrada dokonała się przy okrągłym stole. Endecki historyk twierdzi nawet, że to funkcjonariusze UOP wysadzili w Gdańsku wieżowiec, zabijając przy tym mnóstwo ludzi, by przejąć teczkę współpracy „Bolka”. Dziś Lechowi Wałęsie jego przeciwnicy odbierają godność i poczucie tego, jak wielką rolę odegrał w Polsce.

Nie jestem do końca pewna, czy on ma poczucie, że ktoś mu odbiera godność.

C.Ł.: Lech Wałęsa ciągle mówi, że jest już spakowany i gotowy do podróży na tamten świat.

Wiem, też mi to mówił. Często to powtarza, mam wrażenie, że już trochę dla śmiechu.

A.B.: Do jego biura wciąż jest kolejka gości z całego świata. Politycy, ambasadorzy. Widzieliśmy to na własne oczy. Jeździ po Polsce, wcześniej w związku z współpracą z Platformą Obywatelską, co mu zresztą szczerze odradzałem, a teraz bez politycznego zaplecza. I przychodzą tłumy. Nie po to, żeby opluwać. Miał tylko jedno takie spotkanie, chyba w Pile albo Słupsku, że zaczęło się niesympatycznie, ale potem już było dobrze. Nie ma żadnych napaści, transparentów.

Jan Rulewski twierdzi, że PO jest zaczadzona Wałęsą.

A.B.: Nie zaczadzona, ona jest zainteresowana tym, żeby Lech Wałęsa był jej, był z nimi. Widzą przecież, że Wałęsa przyciąga ludzi, których Platformie bardzo brakuje.

C.Ł.: Były minister z PO opowiadał mi, jak to zaprosili Lecha Wałęsę na swój partyjny zjazd i przed występem drżeli, co powie. Bo, jak wiadomo, Wałęsa jest niesterowalny. Nic mu nie można powiedzieć, nic zasugerować. Równie dobrze może wejść na mównicę i schlastać Platformę, powiedzieć, że są beznadziejni i zamiast wielkiego show, będzie wielki kłopot.

A.B.: Nigdy nie wiadomo, co Lech Wałęsa powie publicznie.

C.Ł.: Ale przez to, że był i jest nieprzewidywalny, to jest Wałęsą.

A.B.: Z nami jak się umawiał, to zawsze był punktualnie.

C.Ł.: Wielu próbuje grać Wałęsą i nikomu to się nie udaje. Przecież grupa PiS-owska na nienawiści do Wałęsy próbuje robić politykę i tworzyć historię. Im zależy na tym, żeby wykreować swoją historię, w której Lecha Wałęsy nie będzie. Kiedy wicepremier polskiego rządu mówi, że Lech Wałęsa jest Myszką Miki, to jest mi wstyd. Nie żądam od niego, by bił pokłony, tylko żeby uznał historyczną rolę Wałęsy. Gdyby ktokolwiek podobnie wyraził się o Lechu Kaczyńskim, to PiS przegryzłby mu gardło i mówił o przemyśle pogardy. Padałyby najgorsze epitety…

O Annie Walentynowicz Lech Wałęsa mówi, że dostała spreparowaną teczkę „Bolka” od Kiszczaka.

C.Ł.: A skąd Anna Walentynowicz miała dokumenty SB? Kto je mógł podrzucić, kto miał dostęp do tych dokumentów? Gdy podrzucono je do obozu internowania, podarła je i spuściła w toalecie. Mówiła, że nie pozwoli, by ktoś ich skłócił. Zresztą, relacja Wałęsa – Walentynowicz jest bardzo tajemnicza, bo przecież Lech Wałęsa bardzo dobrze się wyraża o Annie Walentynowicz. A ona go zaczęła atakować jeszcze w czasie pierwszej Solidarności, tej legalnej.

A.B.: Myślę, że była sterowana przez Andrzeja Gwiazdę, bo Gwiazda był mądrzejszy od niej.

C.Ł.: Nie chciałbym tak tego wartościować, mówić, że była sterowana. Ona była w grupie towarzyskiej Gwiazdy. Kiedy Wałęsa nie chciał oddać przywództwa, Gwiazda już wystąpił przeciwko Wałęsie. Dziś wiemy, że SB miała projekt założenia konkurencyjnej Solidarności.

W marcu 1981 roku w Solidarności trwał spór – iść czy nie iść na konfrontację z władzą. Wałęsa twierdził, że Solidarność nie ma szans, bo władza ma wojsko, milicję, ruskie tanki. Jak „Solidarność” miała z nimi walczyć? Wtedy środowisko Gwiazdy zaczęło oskarżać Wałęsę, że poszedł na układ z władzą. Pytaliśmy go, kiedy zrozumiał, że rozwalą Solidarność, że to wszystko pójdzie w pył. „Wiedziałem to od pierwszego dnia strajku”- odpowiadał. On wiedział, że coś takiego jak związek zawodowy niezależny od władzy nie mógł istnieć w komunizmie.

Czytaj więcej

A.B.: Jak się śledzi poszczególne wypowiedzi, to trudno złapać jego filozofię. Po godzinach rozmów zrozumiałem, że jego filozofia jest prosta jak konstrukcja cepa: nie wolno wychodzić na ulice, kiedy się czuje słabszym. Kiedy z drugiej strony jest potęga, trzeba się do działań przygotowywać. To widać od jego pierwszych ruchów w polityce. Pierwszy raz usłyszał słowo „zdrajca” kierowane do niego w 1970 roku, kiedy mówił do ludzi: odsuńcie się, bo tu zaraz będzie jatka. W różnych innych sytuacjach zachowywał się podobnie, ostrzegał, stopował. I czuję, że na tej podstawie przez niechętną mu grupę został uznany za tego, kto poszedł na układ z władzą. A on tylko uspokajał ludzi, uspokajał kolegów, żeby nie szli na ostro.

C.Ł.: Powtarzał, że trzeba zrobić wyłom, uchylić drzwi, but włożyć i się rozpychać. I kiedy się patrzy na jego życie przed 1989 rokiem, to właśnie tak postępował. Rozmawiałem kiedyś o tym z Andrzejem Wajdą. On widział w nim człowieka niebywałego. Trzeba pamiętać, że był w stoczni podczas strajku. I tam ciągle była dyskusja: wejdą, nie wejdą, zaatakują, nie zaatakują. Wajda podszedł do Wałęsy i pyta: panie Lechu, co z nami będzie, wejdą, nie wejdą? A Wałęsa: panie Andrzeju, nie wejdą. Wajdę to zapewnienie prostego robotnika uspokoiło. Dzisiaj można oczywiście chrzanić, że każdy mógł być wtedy przywódcą, ale tylko Wałęsa miał odwagę, tylko Wałęsa potrafił zarządzać tłumem ludzi, mieć wielki posłuch. Gadanie, że można było wtedy zrobić coś więcej, też jest bez sensu. Wystarczy zobaczyć dokument „Robotnicy’80”. Widać tam zagubionych ludzi, którzy zderzają się z jednej strony z aparatem państwa, z drugiej czują siłę strajkujących, a do tego pamiętają rok 70. i strzelanie do ludzi. Oni rozumieją, że nie można było mocniej i więcej wyrwać od władzy. Zresztą dzisiaj łatwo gadać.

Łatwo też gadać, że w 1995 roku do komisji wyborczej na Stegnach w Gdańsku przywożono fałszywe głosy oddane na Aleksandra Kwaśniewskiego.

C.Ł.: Wałęsa mówi, że takie sygnały docierały do jego komitetu. Nie wiemy, czy to prawda. Mówi też, że to świadczy źle o nim, o jego ekipie, a nie o jego przeciwniku. Źle, bo nie potrafił takich rzeczy dopilnować. Bo jeśli wybory zostały sfałszowane, to wszystkie instrumenty miała ówczesna władza… Co prawda SLD i PSL rządziły…

A prezydentem był Lech Wałęsa.

C.Ł.: Ale on nie organizował wyborów, tylko Państwowa Komisja Wyborcza. Lech Wałęsa mówi o pogłoskach, nie może tego udowodnić, ale powiedzieć może.

Może też powiedzieć, że Aleksander Kwaśniewski był na pasku Rosjan.

C.Ł.: Tak nie mówi.

Mówi.

C.Ł.: Tam jest inaczej to napisane. To jest przy sprawie Olina. Zaraz znajdę ten fragment. O, jest. „Podejrzewaliśmy, że Kwaśniewski miał związki z Rosjanami i że prowadzą go na pasku”.

Właśnie.

Dalej czytam: Uderzyliśmy w Oleksego, żeby on sypnął Kwaśniewskiego. Oleksy w pierwszym momencie potwierdził tę naszą wiedzę. Gdy mu powiedzieliśmy o tej rosyjskiej agenturze w Polsce, powiedział: ja na tej liście to jestem daleko. Przede mną są lepsi. – To powiedział? – Tak właśnie powiedział, a potem się wycofał i zostaliśmy na lodzie. – Gdzie on to powiedział? – Na posiedzeniu rządu. – Byliście pewni, że Kwaśniewski był na pasku Rosjan? A skąd ta pewność? – Były na niego papiery od naszego Urzędu Ochrony Państwa. No i Oleksy potwierdził, że są lepsi. On kiedyś wprost powiedział, że chodzi o Kwaśniewskiego…

To jest najbardziej gorący fragment książki.

Nie, to jest fragment książki, który się nie spodobał.

Jarosławowi Kurskiemu, Adamowi Michnikowi?

C.Ł.: Nie wiem, bo informacje do nas docierały via Gdańsk. Najpierw pytanie, czy można usunąć z książki fragment o Kwaśniewskim.

A.B.: Zadzwoniłem do Pusza. A on pyta, co z książką, ja że już maszyny poszły, że się drukuje. Jeszcze nie było wiadomo, o co chodzi. Zadzwoniłem jeszcze raz, pytam, czy jego szef rozmawiał z Michnikiem i usłyszałem, że szef o niczym nie wie i że ludzie z „Wyborczej” zaproponowali, że skoro się nie da wyciąć fragmentu o Kwaśniewskim, to żeby szef zrezygnował z uczestnictwa w spotkaniu autorskim i organizowanym przez „Gazetę Wyborczą”.

Czyli, żeby się odciął od książki.

A.B.: Na to wygląda. Pusz im na to: jeśli chcecie, to wy zrezygnujcie.

C.Ł.: I następnego dnia zrezygnowali. Nie tylko ze spotkania, ale z całej promocji na łamach „Gazety Wyborczej”. Czytelnicy „Gazety Wyborczej” mają się nie dowiedzieć w ogóle, że taka książka została wydana.

A.B.: Przyjaciele z bożej łaski…

C.Ł.: Jeszcze raz powtórzę: to jest afront w stosunku do Lecha Wałęsy, a nie do nas. I dziwię się, że ktoś próbuje cenzurować Wałęsę.

To, co mówi, to oskarżenie, że Aleksander Kwaśniewski był rosyjskim agentem.

C.Ł.: Nie, Lech Wałęsa opowiada o stanie swojej wiedzy w 1995 roku.

Nigdy wcześniej o tym nie mówił publicznie.

C.Ł.: To prawda, pierwszy raz mówi publicznie, że nie chodziło o Oleksego, tylko o Kwaśniewskiego. I że przez Oleksego chcieli dojść do Kwaśniewskiego. Myślę, że to poszerza wiedzę o tamtych czasach.

A.B.: Ta książka była przeczesana przez historyków.

C.Ł.: I jest od kilku tygodni gotowa, od ponad dwóch była w „Wyborczej”. Radziwiłowicz miał czytać fragmenty, Agnieszka Kublik prowadzić spotkanie. Zamierzaliśmy się stawić. Lech Wałęsa też. Myślę, że jest tak, że w 1990 roku Lech Wałęsa odebrał znaczek Solidarności „Gazecie Wyborczej”, a w 2017 roku „Gazeta Wyborcza” odwołała spotkanie z nim.

A.B.: W głowie mi się nie mieści, że „GW” odcięła się od Wałęsy przez kilka zdań dotyczących historii sprzed 22 lat. Zresztą, chciałbym zapytać Adama Michnika: drogi Adamie, czy twoje przywiązanie do Aleksandra Kwaśniewskiego, że kopiesz w tyłek Lecha Wałęsę, ojca chrzestnego swojego syna, to nowa formuła „Gazety Wyborczej”?

C.Ł.: Nie jesteśmy stroną w tym sporze.

Nagroda Nike, do której jesteś nominowany za książkę „Żeby nie było śladów”, może przejść ci koło nosa.

C.Ł.: Za karę, że się nie ugięliśmy i nie chcieliśmy cenzurować wypowiedzi Lecha Wałęsy?

Hm. To nagroda związana z „Gazetą Wyborczą”.

C.Ł.: Przyznaje ją niezależna fundacja. Nie łączyłbym tych spraw. Lech Wałęsa dla wielu wciąż jest punktem odniesienia. Kiedy przyjeżdża do Polski para książęca z Wielkiej Brytanii, to chce się spotkać z Lechem Wałęsą, bo on nadal jest symbolem Polski. Przy tym od 30 lat każdy ma wyobrażenie Wałęsy i to wyobrażenie próbuje sobie zagarniać. W naszej książce publikujemy dokument, w którym Lech Wałęsa rozmawia z prokuratorami. Oni są też przekonani, że on jest już ich, że mają go na widelcu. Tyle że on na końcu mówi: ale ja niczego nie podpiszę. Nie wiedział przecież, że jest nagrywany. W tej książce jest więcej ciekawych informacji, np. jakim cudem esbeckie materiały (te same, które były w szafie Kiszczaka) ukazały się w biuletynie Solidarności Walczącej. Albo ta Solidarność Walcząca przejęła SB, albo było na odwrót. Wcześniej te same papiery trafiają do Komitetu Noblowskiego.

A.B.: Zgłosiłem się do Ambasady Norwegii z pytaniem, czy jest jakaś informacja, że te papiery przechodziły przez ich placówkę. Nie ma po tym śladu, co by znaczyło, że zostały przesłane bezpośrednio do Oslo.

C.Ł.: Jest też sprawa Eligiusza Naszkowskiego, który był szefem „Solidarności” w Pile, a później funkcjonariuszem SB. Kiedy miał jechać na placówkę do Mongolii, uciekł na zachód. Kiedy był esbekiem, zrobił charakterystykę Wałęsy, pracował też w grupie fałszującej teczkę „Bolka“, dostarczoną później Komitetowi Noblowskiemu. Moim zdaniem to jest wątek, który trzeba badać. Andrzej mnie ochrzaniał, że dopytuję prezydenta o rzeczy nieistotne z punktu widzenia naszej książki.

A.B.: Można było je zaznaczyć, ale nie drążyć. Pytałem Lecha Wałęsę, czy widział te wszystkie dokumenty i powiedział, że nie.

C.Ł.: Na pewno ktoś powinien napisać uczciwą biografię reporterską Lecha Wałęsy.

Cezary Łazarewicz, Andrzej Bober© dziennik.pl Cezary Łazarewicz, Andrzej Bober

msn.pl

Andrzej Łomanowski

Łomanowski: Szachy z Putinem

publikacja: 14.09.2017

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Rozpoczynające się na Białorusi rosyjskie manewry Zapad 2017 mają znaczenie tyleż wojskowe, co polityczne.

Wśród zwykłych, czyli militarnych, plusów rosyjscy generałowie i ich głównodowodzący odnotują zgranie nowo utworzonych jednostek (np. 1. Armii Pancernej Gwardii, którą specjalnie przewieziono na Białoruś), a także sprawdzenie nowego sprzętu. Kolejnym będzie skryte – schowane w chaosie transportów jadących na ćwiczenia – przewiezienie sprzętu i broni z magazynów na jednym końcu Rosji w drugi (np. by uzupełnić amunicję separatystom w Donbasie czy dozbroić Kaliningrad). Jakkolwiek potoczą się ćwiczenia, to będą zyski armii.

Dalej zaczynają się już ewentualne zyski polityczne. Nikt obecnie nie wie, ilu rosyjskich żołnierzy wjechało na Białoruś, a ilu z niej wyjedzie. Czyli czy Zapad 2017 nie pozostawi po sobie nowych rosyjskich baz na terenie sąsiedniego państwa. To oznaczałoby całkowite już podporządkowanie Mińska Moskwie. Choć oczywiście prezydent Putin nadal będzie z szacunkiem witał prezydenta Łukaszenkę odwiedzającego Moskwę. Lub innego białoruskiego prezydenta – bo nie jest pewne, czy wąsaty Bat’ko będzie zajmował swoje stanowisko po zakończeniu manewrów. Może będzie to już inny wąsaty Bat’ko?

Jeszcze niedawno wśród dalszych zysków politycznych z ćwiczeń mogłyby pewnie być jakieś ustępstwa wymuszone na państwach bałtyckich, Ukrainie czy nawet na nas. Na szczęście już się nie dowiemy jakie.

Grając w zielone szachy z Putinem, należy zawsze pamiętać, że przewiduje on kilka ruchów do przodu i posuwa się tak daleko, na ile pozwala wystraszony przeciwnik. Dotychczas Zachodowi (czyli i nam) zrozumienie tego przychodziło z trudem. Tym razem strach okazał się dobrym doradcą – przelęknieni sąsiedzi Moskwy zaalarmowali całe NATO. Wzdłuż granic Rosji pojawiły się oddziały sojuszu i nagle się okazało, że polityczny szachista Putin nie ma ruchu. Między nim a nami stanęły czołgi naszych sojuszników.

rp.pl

Rosja manewruje na granicy

publikacja: 14.09.2017

Kilkadziesiąt tysięcy rosyjskich żołnierzy rozpoczęło ćwiczenia, które zaalarmowały NATO.

– Nasze manewry mają absolutnie pokojowy charakter – zapewnił rosyjski wiceminister obrony Aleksandr Fomin.

Jednak sąsiedzi nie uwierzyli. W morze wyszła flota neutralnej Szwecji, która wraz z USA, Norwegią i Francją przez trzy tygodnie będzie prowadziła własne ćwiczenia w pobliżu Gotlandii. Ich scenariusz zakłada odbicie wyspy zaatakowanej ze wschodu. – Latem rosyjska flota ćwiczyła zdobywanie wysp na Bałtyku – ukraiński analityk wojskowy Konstantin Maszowiec wyjaśnił „Rzeczpospolitej” powody niepokoju Szwedów.

(fragment)

Zamów subskrypcję TANIEJ O VAT
i czytaj bez ograniczeń!

KUP TERAZ

 

Siemoniak bije w Macierewicza. Odpowiedź szefa MON: Trwa wojna informacyjna, realizowana także przy pomocy części niemądrych ludzi

14.09.2017

Rada Bezpieczeństwa Narodowego powinna pilnie zająć się powiązaniami szefa MON Antoniego Macierewicza – powiedział w czwartek b. szef MON Tomasz Siemoniak (PO). Ocenił, że „współpraca między prezydentem Andrzejem Dudą a Macierewiczem się wyczerpała”.

W środę lider PO Grzegorz Schetyna powiedział, że poprosił prezydenta Andrzeja Dudę (na spotkaniu dot. projektów ustaw o SN i KRS – PAP), by zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego ws. działalności i powiązań szefa MON Antoniego Macierewicza. Według Schetyny prezydent miał powiedzieć, że poważnie to rozważy. Z kolei w czwartek, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch poinformował w Radiu Zet, że RBN w tej sprawie nie jest przewidywana w najbliższym czasie. Dodał, że przedstawiciele opozycji zostali poinformowani przez prezydenta, że trzyma rękę na pulsie.

Siemoniak pytany o to w TVN24 powiedział, że jest rozczarowany i, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego nie zbiera się od czerwca ubiegłego roku. Jak mówił,RBN jest narzędziem prezydenta do kształtowania polityki bezpieczeństwa oraz miejscem dialogu z opozycją.

W ocenie b. szefa MON, kwestia powiązań Antoniego Macierewicza to temat, którymRBN powinna się pilnie zająć. Wydaje mi się, że w obozie rządzącym dojrzewają do tego, że coś z problemem pod tytułem Antoni Macierewicz trzeba zrobić; odwołać go, zdymisjonować, przeciąć tę sprawę - mówił. Jego zdaniem nastąpi to prędzej czy później, ponieważ Macierewicz jest jedynym politykiem w obozie PiS-u, który zbudował sobie samodzielną pozycję.

Współpraca między Andrzejem Dudą, a Antonim Macierewiczem się wyczerpała. Myślę, że nie ma żadnych możliwości współpracy między nimi - ocenił polityk PO.

Pytany był też o wnioski jakie Polska powinna wyciągnąć z rozpoczętych w czwartek manewrów wojskowych Zapad-2017. Zaznaczył: Że nasze miejsce jest na Zachodzie. Nie możemy zostać sami (…) Musimy być blisko NATO, Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, to jest polska racja stanu. Nie ma takiej sprawy, w imię której można narazić polskie bezpieczeństwo - mówił. Dodał, że Rosja, przez polityką jaką prowadzi straciła wiarygodność na arenie międzynarodowej.

Rada Bezpieczeństwa Narodowego to organ doradczy prezydenta; w jego skład wchodzą: premier, marszałkowie Sejmu i Senatu, szefowie: MSWiA, MSZ i MON, koordynator ds. służb specjalnych, szef BBN, szef Kancelarii Prezydenta oraz szefowie ugrupowań politycznych posiadających klub parlamentarny lub poselski albo przewodniczący tych klubów.

O powiązaniach szefa MON pisze w książce pt. „Macierewicz i jego tajemnice” Tomasz Piątek. Jak wynika z informacji podawanych przez wydawcę – opisuje i dokumentuje m.in. „powiązania ministra z wybitnym gangsterem-finansistą Siemionem Mogilewiczem”, który – jak podano – „współpracuje z sowieckim/rosyjskim wywiadem wojskowym GRU, jak również z samym Władimirem Putinem”.

Na słowa polityków opozycji zareagował szef MON. Zdaniem Antoniego Macierewiczaw Polsce mamy do czynienia z wojną informacyjną stymulowaną przez ośrodki wrogie Polsce . Przypomniał, że próby odwołania go ze stanowiska zawsze pojawiały się w momencie podejmowania kluczowych decyzji, np. przed szczytem NATO.

Mamy do czynienia prawdziwą wojną informacyjną, bardzo precyzyjnie przygotowywaną i bardzo precyzyjnie prowadzoną od dłuższego czasu, realizowaną siłami nie tylko ludzi z dawnych służb komunistycznych, ale także części niemądrych ludzi zwących się opozycją, którzy dają się albo wprowadzić w błąd, albo złudzić, że uleganie takim podszeptom będzie skuteczne dla ich kariery politycznej - ocenił szef MON.

Macierewicz odniósł się również do zaplanowanych na 14-20 września rosyjsko-białoruskich manewrów Zapad-2017. Jak mówił, jedną z cech charakterystycznych tego wydarzenia jest to, że te ćwiczenia są tak przygotowane i tak realizowane, żeby można było bezpośrednio z działań ćwiczebnych przejść do działań bojowych.

Dopytywany, czy jest to w tej chwili możliwe, odparł: Jestem przekonany, że warunki polityczne na to nie pozwalają, militarne pozwalają. Polska jest najważniejszym państwem Europy z punktu widzenia zarówno potencjalnego ataku rosyjskiego jak ipotencjalnej obrony państw NATO, bez destabilizacji Polski nie ma możliwości ataku rosyjskiego na ich zachodnią flankę” – podkreślił szef MON.

Macierewicz zapewnił, że Polska jest przygotowana na każdą ewentualność, ale najsłabiej w sferze informacyjnej (…), w sferze solidarności mediów. Destabilizacja Polski, osłabienie polskiego wojska, osłabienie polskiego rządu, a przede wszystkim osłabienie polskiego narodu i jego woli budowy, i obrony niepodległego państwa jest kluczowym zadaniem realizowanym dzisiaj na terenie Rzeczpospolitej w sferze propagandowo-informacyjnej - konkludował minister.

Manewry Zapad-2017 odbędą się w dniach 14-20 września na Białorusi i w Rosji. Według oficjalnych informacji ma w nich wziąć udział około 12,7 tys. żołnierzy (w tym na Białorusi nieco ponad 10 tys.) i blisko 700 jednostek sprzętu wojskowego. Ze strony rosyjskiej planowane jest zaangażowanie 5,5 tys. żołnierzy, w tym na terytorium Białorusi – około 3 tys. Ze strony białoruskiej przewidziany jest udział około 7,2 tys. żołnierzy. Faza aktywna manewrów odbędzie się w dniach 17-19 września.

dziennik.pl

Bogusław Chrabota

Chrabota: W Polsce nie zrozumiano Junckera

publikacja: 14.09.2017

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Mam wrażenie, że czepiając się jak tonący brzytwy zapewnień Jeana-Claude’a Junckera o tym, że nie chce Europy dwóch prędkości, pozostajemy bardziej w sferze pobożnych życzeń niż twardych realiów. A na pewno nie powinno to uspokoić ani ukształtować politycznego kursu ekipy rządzącej.

Wytrawny eurokrata i dyplomata w swoim środowym „orędziu” w Parlamencie Europejskim powiedział wszakże coś dużo ważniejszego. Integrację jednej, niepodzielnej Europy widzi wokół Schengen i strefy euro. A contrario, kto odrzuci obie osie zjednoczeniowe Europy, automatycznie wypadnie na jej margines. Bo ostatecznie szef Komisji Europejskiej nie jest przecież naiwny. Juncker ma świadomość podziałów politycznych i ideowych, które rządzą centrum i obrzeżami Unii. Musi rozumieć ekonomiczną przepaść pomiędzy Sofią czy Warszawą a Berlinem czy Paryżem. Musi też rozumieć partykularne i zwykle rozbieżne interesy najważniejszych i mniej ważnych stolic.

Suma tych różnic bezlitośnie prowadzi do jednej brutalnej konkluzji: Europa dwóch prędkości dawno już istnieje i jedynym, nad czym można pracować, są próby ich wyrównania. W przypadku rządzonej przez Prawo i Sprawiedliwość Warszawy nie zawahałbym się powiedzieć nawet o Europie „trzeciej prędkości”.

Ten wyjątkowy status mamy zresztą na własne życzenie. Odrzucenie wejścia do eurozony i zniechęcanie Polaków do wspólnej waluty (można już niemal mówić o psychozie) sytuowałoby nas w drugim europejskim kręgu. Ale dla rządu premier Beaty Szydło to jakby wciąż mało. Drze więc z Unią koty o co się tylko da. Najpierw nieudolne rozgrywanie kwestii Trybunału Konstytucyjnego, potem odmowa wykonania symbolicznego choćby pozytywnego ruchu w kwestii uchodźców. Ostatnio – nie waham się tego nazwać po imieniu – idiotyczna i z gruntu antypaństwowa awantura, którą wywołał minister Jan Szyszko, nie respektując decyzji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości dotyczącej wycinki w Puszczy Białowieskiej.

Każde z tych działań oddala nas od centrum Unii Europejskiej, czyli od możliwości aktywnego uczestniczenia w unijnej polityce. Polska „trzeciej prędkości” nosi dziś w Europie nieuprzejmą i zadufaną w sobie „gębę” ministra Szyszki, który wybiera frazesy, za nic mając profesjonalną politykę.

Czy ktoś nad Wisłą zrozumiał Junckera? Dostrzeżono tylko pomocną dłoń. Ale mało kto zauważył, że przede wszystkim wskazywała kierunek.

rp.pl

amk

Biedroń: Diabelski plan prezydenta Dudy

publikacja: 14.09.2017

Foto: Fotorzepa, Magda Strowieyska

W tej wojnie buldogów pod dywanem prezydent Duda usiłuje wykorzystać opozycję, żeby się wybielić i przeforsować swój plan – uważa prezydent Słupska Robert Biedroń. – Dziwię się opozycji, że w ogóle uczestniczy w tych konsultacjach – dodaje.

Toczące wojnę pod dywanem buldogi to minister sprawiedliwości i właśnie Andrzej Duda, który i tak zaproponuje w swoich projektach rozwiązania niekonstytucyjne i na tym polega jego diabelski plan – uważa Biedroń.

Prezydent Słupska jest zdania, że dopuszczono do tego, by głowa państwa i minister sprawiedliwości ingerowali we władzę sądowniczą, co w ogóle nie powinno mieć miejsca.

- Spotkanie u prezydenta w sprawie ustaw sądowniczych to konszachty z diabłem – mówi Biedroń, który dziwi się, że opozycja w ogóle w tych konsultacjach uczestniczy. – To, co nam zaprezentuje, to będą zapewne rozwiązania niekonstytucyjne, wiec po co przykładać do tego rękę” – pyta.

Zdaniem Biedronia billboardy, które zawisły w kraju w ramach walki rządu o reformę sądownictwa, podważają fundamenty państwa. Polityk mówił, że na terenach, gdzie stanęły billboardy, wciąż leżą powalone po nawałnicach drzewa, a domy pozbawione są dachów.

-  Tam państwa nie ma. Państwo dzisiaj jest na tych billboardach i straszy sędziami, którzy Bogu ducha winni stali się ofiarą jakiejś kompletnie absurdalnej nagonki – mówił Biedroń.

Samorządowiec domaga się, aby rząd wystąpił do Unii Europejskiej o pieniądze na pomoc poszkodowanym w nawałnicach. Podkreślił, że pieniądze na ten cel w UE są i zostało jeszcze półtora miesiąca na złożenie wniosku. Ty bardziej – zauważył – że szacunkowe straty w samym województwie pomorskim, wyliczone przez marszałka Mieczysława Struka, wynoszą ponad półtora miliarda złotych.

Więcej TVN24

rp.pl

Chciałbym być poznaniakiem

Andrzej Celiński

13.09.2017
środa

Rok 2019 będzie dla Polski rokiem granicznym. Albo przywrócimy normalność, albo przeklną nas kolejne pokolenia.

Kierownictwo PiS nie ma złudzeń co do skutków gospodarczej polityki, zwłaszcza w wymiarze mechanizmów realnych. Szczególnie groźne jest podporządkowanie zależnych od państwa przedsiębiorstw interesom partii i jej dyrektywom. Obsada zarządów zwraca uwagę, ale to tylko środek. Celem jest zmiana misji, partyjnie określany horyzont ich celów, ograniczenie rynku jako czynnika weryfikującego jakość zarządzania. Instrumentem zaś jest praktyczne zastąpienie kodeksu handlowego decyzjami kierownictwa partii. Postawienie ministra sprawiedliwości ponad wymiarem sprawiedliwości, nie tylko ponad prokuraturą, ale i sądami, tu uzyska pełne uzasadnienie. Kwestia dywidendy, wydatków operacyjnych, fuzji, przejęć. Prezesi uwolnieni od odpowiedzialności wobec prawa zostaną w pełni podporządkowani partii.

Także wydatkowanie budżetowych pieniędzy będzie w pełni podporządkowane bieżącemu interesowi wyborczemu PiS.

Mówiliśmy dotychczas o różnych „partia władzy”. To będzie dopiero prawdziwa partia władzy. Funkcjonowanie wszystkiego, także organizacji pozarządowych, ma być podporządkowane jej interesom.

To nie może dobrze się zakończyć.

Byle wahnięcie koniunktury, na przykład w Niemczech, mniejsze o kilka punktów procentowych ich zakupy – a leżymy. Surowsza kontrola wydatków pieniędzy unijnych, kary nakładane za lekceważenie zasad, na których zbudowana jest Unia, zwyczajna niechęć tych, którzy dotychczas byli nam życzliwi mimo jawnej dla nich niedoskonałości procedur wydatkowania unijnych pieniędzy, grzechy minionego czasu (dziury w systemie VAT: Platforma/PSL, SKOK-i: PiS), skutki obniżenia wieku emerytalnego, brak systemów powszechnych ubezpieczeń od katastrof, rozdęte wydatki resortów na propagandę „dobrej zmiany”, własna konsumpcja wygłodniałej władzy – wszystko to zakończy się najpierw katastrofą budżetu, a potem kryzysem gospodarczym.

PiS gwarantuje sobie oczywiście jakieś narzędzia łagodzące gniew opinii publicznej. Najważniejsze z nich to brak działań dla znalezienia się w strefie euro i usilne osłabianie kontroli Unii naszych wydatków, równowagi, zadłużenia. Nie jest to trudne, zwłaszcza w dziedzinie tak łatwej dla władzy w Polsce jak propaganda. Inni są bardziej zadłużeni, mniej zbilansowani. Mało kto rozumie, że kiedy „inni” sobie z tym poradzą, Polaków czeka katastrofa.

Ja dziś jednak nie o tym. To, co powyżej, wyznacza jedynie kres marzeń, że szaleństwa mogą być bez kary. Do 2019 r. PiS wytrzyma. Może nawet jeden więcej rok. Dekadę temu, dziewięć lat temu, kiedy mało kto wierzył, że Platforma Obywatelska buduje przyszłość PiS, propagowałem pogląd, że cezurą będzie rok mniej więcej 2022. Wtedy Polacy poddani presji codziennych faktów, ich konsumpcji, budżetu państwa – oprzytomnieją. Ale wtedy, pisałem, będzie za późno. Powtarzam: w 2022 r. będzie na otrzeźwienie za późno. PiS wyniesiony już dawno będzie ponad państwo, a obywatele skłóceni i totalnie wzajemnie podejrzliwi. Kwitnąć będzie donosicielstwo. Media, też te prywatne, będą jeść z ręki władzy. Kościół będzie syty. Wielu dzisiaj wolnych ludzi orientować będzie się na władzę, bo ona będzie decydować o sukcesie i klęsce.

Zadecyduje rok 2019.

Ale jaki on będzie, zależy też od wyborów 2018, przede wszystkim w wielkich miastach. One odegrają taką mniej więcej rolę jak wybór najzupełniej nieprzewidywany na rok przed Andrzeja Dudy w 2015. Albo podtrzymają trend, albo go załamią. Warszawa będzie miała znaczenie decydujące.

Dzisiaj Warszawa, i niech adresatem tych słów będzie Platforma z jakimkolwiek kandydatem PiS. Bo szyld partyjny wciąż istotniejszy od osoby. Nawet nie próbuję przeprowadzić dowodu. Szkoda na to czasu.

Przypomnę: w 2015 r., w wyborach sejmowych, PO wygrała (jak chodzi o głosy warszawiaków) z PiS czterema setnymi procenta! PO – 29,23 proc., PiS – 29,19. Owszem, nadzieja, tu w Warszawie akurat, w Nowoczesnej. Miała ponad 14 proc. (Kukiz jedynie 6). Ale Razem uzyskali ponad 5,5, a KORWiN 5. Zjednoczona Lewica (co by to miało znaczyć w 2018 r.?) sporo ponad 9 proc.

To było PRZED ujawnieniem skali skandalu reprywatyzacyjnego.

Mam wyrobione zdanie co do winnych. Jego istotą jest, że prezydent Warszawy była przecież prezydentem Warszawy, był to jej problem, a była też wiceprzewodniczącą 8 lat rządzącej partii. Więc?! Kto miał wnosić? Jakiś poseł z Krasnegostawu? Kto miał składać rezygnację? Śpiewak? Mencwel? Moje zdanie nie ma nic do rzeczy. W tej sprawie, niezależnie od „osiągnięć” ekipy Lecha Kaczyńskiego, kiedy był prezydentem Warszawy (nie wspominam „przejściowego”), opinia warszawiaków (nie aparatu PO) jest jednoznaczna. Informuję.

Jeśli nie będzie naprawdę szerokiego porozumienia DEMOKRACJI, te wybory w cuglach wygrywa jakikolwiek kandydat PiS. Na przykład kandydatka E.J. Bez znaczenia. Żaden Sasin, rzecz jasna, ani inny, który jest w grze. Kaczyński myśli.

Rozmawiajcie. Szeroko. Już dzisiaj. I żadnych „oczywistych” kandydatur. I wiedźcie, że to może być „pakiet”. Kraków (najtrudniejszy), Wrocław, Gdańsk. Mam nadzieję, że Poznań będzie oczywisty. W październiku 2018 r. chciałbym być poznaniakiem.

celinski.blog.polityka.pl

PiS zapłaci za billboardy więcej, niż myśli

Wojciech Szacki

14.09.2017
czwartek

Przypomina się przy okazji afery billboardowej stary dowcip.

– Chłopcy, nie sikajcie do basenu.
– Ale wszyscy wokół sikają.
– Ale tylko wy z trampoliny.

Utwierdzam się w przekonaniu, że skandal z tą kampanią w ostatecznym rozrachunku będzie kosztował PiS więcej niż te kilka czy kilkanaście milionów złotych (na dokładne rachunki przyjdzie nam jeszcze poczekać). Żadna partia nie doiła spółek tak ostentacyjnie, jak czyni to PiS.

Stała się przy tym rzecz dziwna – opozycja wyprowadziła kilka celnych ciosów, powstał dobry spot PO. A PiS się gubi, czego znakiem jest chaos informacyjny.

„Ani rząd, ani PiS nie ma nic wspólnego z kampanią billboardową dotyczącą sądownictwa” – powiedział wiceminister sprawiedliwości (i członek klubu parlamentarnego PiS) Michał Wójcik.

„Rząd RP musiał podjąć pewne działania, także o charakterze medialnym, aby tę histerię zrównoważyć i uspokoić. Poza tym wszystko jest zgodne z prawem, fundacja narodowa jest od tego, aby jedną z najważniejszych spraw narodowych podjąć” – ogłosił wicemarszałek Ryszard Terlecki.

Uprzejmie proszę stosowne czynniki o wyjaśnienie, kto kłamie: wiceminister sprawiedliwości czy wicemarszałek Sejmu.

szacki.blog.polityka.pl

Marszałek Sejmu zakazuje wstępu do Sejmu. Prokuratura znów nie widzi problemu

Anna Dąbrowska

14.09.2017
czwartek

W lipcu Sejm zajmował się projektami trzech kontrowersyjnych ustaw sądowych (o KRS, SN i ustroju sądów powszechnych). Propozycje, które powstały w resorcie Zbigniewa Ziobry, uderzały w niezawisłość sędziowską i wyprowadziły na ulice tysiące protestujących. Niektórzy chcieli też te ekspresowe prace parlamentarne obserwować z bliska w Sejmie.

Obywatele mają do tego prawo nadane przez konstytucję: „Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu”.

Jednak marszałek Marek Kuchciński, powołując się na zachowanie porządku, spokoju oraz bezpieczeństwo Sejmu, prawo to obywatelom odebrał. 14 lipca 2017 r. wydał zarządzenie, na podstawie którego zawiesił „do dnia 21 lipca 2017 r. do godziny 24:00 prawo wstępu do budynków pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu osobom, którym wstęp i wjazd przysługuje na podstawie jednorazowych kart wstępu i list imiennych”.

Zakaz pojawił się dzień po tym, jak grupa Obywateli RP weszła na teren Sejmu, by pokojowo manifestować przeciwko demolowaniu niezawisłości sądownictwa. Później wokół Sejmu ustawiono barierki, których strzegło setki policjantów. Posłowie z klubów opozycyjnych nie mogli już też zaprosić gości, którzy chcieli obserwować burzliwe obrady.

Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska zawiadomiła w tej sprawie prokuraturę. Chodzi o możliwość popełnienia przestępstwa „nieudostępnienia informacji publicznej wbrew ciążącemu obowiązkowi przez Marka Kuchcińskiego”.

W zawiadomieniu argumentowali, że w żaden sposób nie można zaakceptować prewencyjnego zakazu wstępu do budynków parlamentu. Powoływali się na to, że w państwie demokratycznym parlament jest miejscem debaty publicznej. A obywatele i obywatelki, jako sprawujący władzę zwierzchnią w Rzeczypospolitej Polskiej, mają prawo tej debacie się przysłuchiwać.

Pod koniec sierpnia z Prokuratury Okręgowej w Warszawie przyszła odmowa wszczęcia śledztwa. Prokuratorzy podlegli ministrowi Ziobrze uznali, że „działanie marszałka Sejmu uznać należy za zgodną z prawem realizację przysługujących mu uprawnień”. Prokurator uzasadniał, że „prawo do informacji nie zostało naruszone, gdyż opinia publiczna była o pracy Sejmu RP i jej wynikach informowana poprzez komunikaty prasowe, wypowiedzi posłów, konferencje, o bieżącej relacji medialnej nie wspominając”.

Ale Sieć Obywatelska nie składa broni. Już złożyła zażalenie do sądu. Przypomina, że konstytucja zapewnia expressis verbis prawo do wstępu na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej, pochodzących z powszechnych wyborów. I słusznie zauważa, że jest to jednak inna forma pozyskiwania informacji o sprawach publicznych niż w poprzez media. Inaczej trzeba byłoby uznać, że gdy obrady Sejmu są transmitowane, to ten artykuł z konstytucji można wykreślić.

Już raz Sieć Obywatelska Watchdog złożyła skuteczne zażalenie w podobnej sprawie. W lutym sąd nakazał prokuraturze wszcząć postępowanie i przesłuchać Marka Kuchcińskiego w związku z możliwością nadużycia przez niego uprawnień. Wtedy chodziło o to, że Kuchciński nie wpuścił na galerię sejmową uczestniczek Czarnego Protestu, co zdaniem sądu było jednak naruszeniem konstytucyjnego prawa do informacji publicznej. To śledztwo trwa, ale oczywiście nie oznacza to jeszcze, że Kuchciński dostanie zarzuty. Prokurator może nie zgodzić się z sądem i stwierdzić, że odmówienie wstępu do Sejmu nie wypełnia znamion przestępstwa i śledztwo umorzy.

W sprawie lipcowego zakazu wstępu do Sejmu czekamy na rozpatrzenie przez sąd zażalenia na odmowę wszczęcia śledztwa. Warto, by sąd wziął pod uwagę to, jak chętnie PiS powołuje się na suwerena, więc tym bardziej nie powinien zakazywać mu wstępu do Sejmu, który sobie suweren wybrał.

dabrowska.blog.polityka.pl

Niewyjaśnione wypadki rządowych kolumn

12 wrz, 09:16

Żaden ze spektakularnych wypadków rządowych nie został dotąd wyjaśniony. Śledztwa prokuratorskie w sprawie pękniętej opony w BMW prezydenta Dudy, wypadków ministra Macierewicza i premier Szydło były już kilka razy przedłużone. W opinii doświadczonych prawników trwają one zdecydowanie zbyt długo.
Wypadek z udziałem szefa MON Antoniego MacierewiczaFoto: Tytus Żmijewski / PAP
Wypadek z udziałem szefa MON Antoniego Macierewicza
  • Śledztwo ws. wypadku z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy przedłużono do 30 listopada 2017 r. W sprawie przesłuchano już ok. 100 świadków i sporządzono 7 opinii biegłych
  • Śledztwo ws. wypadku premier Beaty Szydło przedłużono do 10 listopada 2017 r. Prokuratorzy oczekują na opinie z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr Jana Sehna w Krakowie z zakresu rekonstrukcji wypadków
  • Najmniej wiadomo o postępowaniu ws. wypadku szefa MON Antoniego Macierewicza. Prokuratorzy wojskowi nie chcą poinformować, na jakimi etapie jest obecnie śledztwo
  • Dziś najtrudniej jest z podejmowaniem decyzji i braniem na siebie odpowiedzialności – komentuje w rozmowie z Onetem sędzia Barbara Piwnik

4 marca ubiegłego roku w samochodzie BMW serii 7, którym z Karpacza do Wisły jechał prezydent Andrzej Duda, doszło do uszkodzenia opony tylnego koła, w wyniku czego auto wpadło w poślizg i zsunęło się do rowu. Nikomu nic się nie stało.

Pęknięta opona w prezydenckim BMW

Sprawa jest jednak poważna. Prokuratora Okręgowa w Opolu, która prowadzi postępowanie, bada kilka wątków. Śledztwo było już jednak kilka razy przedłużane. Według ostatnich doniesień ma się zakończyć do 30 listopada 2017 r.

Na razie niewiele wiadomo też na temat ustaleń, jakie poczynili opolscy prokuratorzy. – Postępowanie jest prowadzone. Dlatego nie jest możliwe obecnie poinformowanie o dokonanych ustaleniach faktycznych – mówi Onetowi Lidia Sieradzka, rzecznik prasowa opolskiej prokuratury i dodaje, że w śledztwie przesłuchano dotąd prawie 100 świadków oraz sporządzono 7 opinii biegłych.

Informuje również, że wśród przesłuchanych byli m.in. pracownicy Stacji Obsługi Pojazdów BOR, w tym osoby obsługujące prezydencki samochód, który uległ wypadkowi. Przepytano też diagnostę, który przeprowadzał większość okresowych badań technicznych pojazdów Biura.

Ponownie przesłuchano też biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji. Prokuratorzy chcieli dowiedzieć się, czy opona, która uległa przedziurawieniu 4 marca, była nowa czy zużyta? Pytali, czy nie doszło do uszkodzenia wiązki odpowiedzialnej za działanie systemu ABS w prawym tylnym kole oraz czy stan opon zamontowanych w pojeździe BOR stwarzał niebezpieczeństwa dla ruchu drogowego?

Ponadto uzyskano dokumentację związaną z serwisowaniem pojazdu BOR.  – Planuje się też przesłuchać ekspertów z Ośrodka Badawczo Rozwojowego Przemysłu Oponiarskiego „Stomil” z Poznania. Oczekuje się również na informacje od producenta opon – dodaje Sieradzka.

Kulisy skandalu na Westerplatte

Kolejny polityczny skandal podczas obchodów wybuchu II wojny światowej na Westerplatte. Tym razem Żandarmeria Wojskowa i przedstawiciele MON uniemożliwili harcerzom zaproszonym przez prezydenta Gdańska odczytanie apelu poległych.

Wojskowi prokuratorzy nabrali wody w usta

Znacznie mniej rozmowni są prokuratorzy z Wydziału ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, prowadzący śledztwo w sprawie wypadku, do którego doszło 25 stycznia tego roku w Lubiczu Dolnym niedaleko Torunia. Uczestniczyło w nim 8 pojazdów, w tym dwa samochody z kolumny Żandarmerii Wojskowej chroniącej ministra obrony Antoniego Macierewicza.

Śledztwo wszczęto w sprawie nieumyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym przez kierującego pojazdem wojskowym marki BMW X5 żołnierza z Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej w Warszawie i spowodowania przez niego wypadku, w wyniku którego inna osoba odniosła obrażenia na okres trwający powyżej 7 dni. Jakie są jego efekty?

- Nie będziemy nic komentować. Ewentualnie może pan wysłać e-maila, jeśli prokurator znajdzie czas, to odpisze – usłyszeliśmy w poznańskiej prokuraturze. Odesłano nas też do komunikatu, jaki śledczy zamieścili w tej sprawie. Prokurator podał w nim, że dotychczas w ramach postępowania m.in. przesłuchano kilkunastu świadków zdarzenia, uzyskano opinię biegłych z zakresu medycyny oraz powołano zespół biegłych z zakresu badania i rekonstrukcji wypadków drogowych.

- Prowadzone są intensywne czynności procesowe zmierzające do wszechstronnego wyjaśnienia przyczyn i okoliczności zdarzenia będącego przedmiotem niniejszego śledztwa – powiedział mjr Wojciech Skrzypek z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Nie wiadomo jednak, kiedy postępowanie może się zakończyć.

Kolejne ekspertyzy w sprawie wypadku premier Szydło

10 lutego tego roku w Oświęcimiu doszło z kolei do wypadku z udziałem kolumny rządowej, którą poruszała się premier Beata Szydło. Policja podała, że trzy samochody (pojazd premier Beaty Szydło jechał w środku) wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

W wyniku wypadku poważne obrażenia ciała, utrzymujące się dłużej niż 7 dni, odnieśli Beata Szydło i jeden z funkcjonariuszy BOR – szef ochrony premier.

Już 14 lutego zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata seicento Sebastian K. Nie przyznał się do winy.

Śledztwo w sprawie wypadku premier Szydło prowadzi zespół prokuratorów z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Pytani przez Onet, na jakim etapie znajduje się postępowanie, odmówili odpowiedzi. Wiadomo jednak, że czas trwania śledztwa został przedłużony do 10 listopada 2017 roku, a prokuratorzy czekają m.in. na opinię z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie z zakresu rekonstrukcji wypadków.

Osiem tysięcy osób chce „ułaskawienia” od ustawy dezubekizacyjnej. Resort Błaszczaka ma problem

Strach przed podjęciem męskiej decyzji

- Nie wiem, czy przedłużanie tych postępowań wynika z trudności w skompletowaniu materiałów dowodowych, czy raczej z trudności w podejmowaniu męskich decyzji – ocenia sędzia Barbara Piwnik. Podkreśla, że nie zna materiałów tych konkretnych śledztw.

- Od lat nie orzekam w sprawach wypadków drogowych. Nie wykluczam jednak, że w niektórych przypadkach stan faktyczny jest złożony. Chodzi przede wszystkim o katastrofy drogowe, gdzie byli zabici, ranni, wówczas postępowania mogą się przedłużać. Wymienione przypadki wypadków kolumn rządowych nie były aż tak złożone – podkreśla sędzia Piwnik.

- Niejednokrotnie mówiłam, że postępowania przygotowawcze w Polsce przedłużają się nadmiernie. Dziś najtrudniej jest z podejmowaniem decyzji i braniem na siebie odpowiedzialności. Domyślam się, że w tych konkretnych śledztwach ta odwaga jest dodatkowo utrudniona – podkreśla sędzia Piwnik, a przyczyny takiego stanu rzeczy upatruje w ciągłych, niejednokrotnie nieprzemyślanych zmianach, jakie zachodzą w polskim sądownictwie oraz zastępowaniu osób z dużym doświadczeniem przez osoby młode jeszcze bez odpowiedniej wiedzy.

Także prokurator Krzysztof Parchimowicz, prezes stowarzyszenia „Lex Super Omnia” podkreśla, że badanie tego typu wypadków trwa zdecydowanie krócej. – Nawet jeśli do ustalenia rzeczywistych przyczyn wypadku czy kolizji są potrzebne dwie opinie biegłych, to nie trwa to, jak w tych przypadkach, wiele miesięcy – zaznacza prokurator Parchimowicz.

Prokuratorów prowadzących śledztwa w sprawie wypadków rządowych broni były zastępca Prokuratora Generalnego Kazimierz Olejnik. – Jeśli chodzi o wypadki z udziałem BOR, to dużo trudniej ustalić ich rzeczywisty przebieg i wymagają one szczegółowej rekonstrukcji. W normalnym wypadku sprawa jest znacznie prostsza i oczywiście mniej czasochłonna – mówi prokurator Olejnik. W jego ocenie prokuratorzy powinni zrobić wszystko, by wykluczyć błędy.

- W sytuacji trudnego śledztwa, w którym gdzieś w tle rysuje się polityka, należy wykonać wszystkie czynności niezwykle skrupulatnie, aby później nie było cienia wątpliwości, że prokuratorzy niedopełnili swoich obowiązków. W przypadku tych wypadków lepiej, że to jest robione dłużej, ale rzetelnie i porządnie – podkreśla prokurator.

onet.pl

amk

Siemoniak: Czuję się jak w domu latających sztyletów

publikacja: 14.09.2017

Foto: tv.rp.pl

Ja się czuję trochę jak w domu latających sztyletów, bo obecnie nie wiemy, co zdarzy się jutro lub za kilka dni – tymi słowami konflikt na linii MON-Pałac Prezydencki skomentował były minister obrony Tomasz Siemoniak (PO)

W „Faktach po Faktach” w TVN24 Tomasz Siemoniak narzekał m.in. na to, że już od roku nie zbiera się Rada Bezpieczeństwa Narodowego – dawniej miejsce, jak stwierdził – dialogu z opozycją. Zdaniem byłego szefa MON podczas takiego spotkania byłoby o czym rozmawiać, a jednym z tematów byłby na pewno obecny minister obrony Narodowej Antoni Macierewicz i jego powiązania.

- Temat powiązań Macierewicza jest tematem, którym rada powinna się pilnie zająć – stwierdził Tomasz Siemoniak, nawiązując do głośnej książki Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”.

Zdaniem Siemoniaka nawet w ugrupowaniu rządzącym „dojrzewają do tego, by coś z problemem pod tytułem Antoni Macierewicz zrobić” i prędzej czy później decyzja zapadnie, bo „jest to zbyt duży koszt” dla rządu.

„Wojną atomową ze strony prezydenta” nazwał Siemoniak decyzję Andrzeja Dudy, by po raz pierwszy w historii w Święto Wojska Polskiego nie przyznać nominacji generalskich. Ma to oznaczać, że „współpraca między prezydentem a szefem MON się wyczerpała”.

Cała rozmowa na TVN24

rp.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>