Ziobro, 05.10.2017

 

Lustereczko, powiedz przecie… że Tarczyński najpiękniejszy na świecie

Lustereczko, powiedz przecie... że Tarczyński najpiękniejszy na świecie

   4 października 2017

„Zmiana” nareszcie odzyskała twarz. Nie to, żeby ją wcześniej miała stracić, tylko do tej pory „oblicze” partii aktualnie rządzącej było takie jakby mało wyraziste. Bo raz ugrupowanie nakładało surową maskę pana prezesa, a innym razem przybierało uprzejme rysy pana prezydenta. Pokazywało światu zatroskaną minę ministra Gowina albo krzywiło się w sardonicznym uśmiechu ministra Macierewicza lub chowało za zbolałymi grymasami pani premier. Ale po dwóch latach u władzy najwyższa pora odsłonić swoje prawdziwe oblicze. No i stało się.

Prawo i Sprawiedliwość nareszcie zdjęło kominiarkę, zza której – po wykluczeniu Łukasza Rzepeckiego – wychynęło na świat swojskie, poczciwe, nieskażone liberalizmem i lewactwem oblicze posła Dominika Tarczyńskiego. Co nam mówi o rządzącej partii to wybrane z katalogu innych opcji, poselskie alter ego?

Przede wszystkim, że potrafi reagować na potrzeby chwili – w przeciwieństwie do sztywnej postawy, jaką przyjął wykluczony poseł Rzepecki, który wystąpił w obronie „kanonu wartości”, z jakimi szedł do wyborów PiS. No, ale przecież płynne dostosowywanie poglądów do aktualnych celów partii jest podstawową umiejętnością każdego prawdziwego polityka. Tu wprawdzie panu Dominikowi i tak daleko jeszcze do mistrzostwa innego posła, a ściślej – europosła Czarneckiego z tego samego ugrupowania, no, ale młody jest, a teraz dostał szansę, żeby uczyć się fachu od najlepszych.

Kolejną cechą partii rządzącej, której nowa personifikacja PiS-u ma nawet w nadmiarze, jest lojalność. Tymczasem wiadomo, że polityka wymaga poświęceń, więc liderzy muszą mieć pewność, że w razie czego partia stanie za nimi murem, niezależnie od osobistych wahań czy wątpliwości jej członków. Na szczęście pan Dominik – zdaje się – świetnie zrozumiał, że jeśli zamierza (a ponoć zamierza) zrobić karierę PiS-owskiego europosła, to żadne „wahania” i „wątpliwości” w ogóle nie wchodzą w rachubę…

Pan poseł dał się zresztą wielokrotnie poznać jako osoba o zdecydowanych poglądach antyliberalnych, silna osobowość i „prawdziwy” facet, co to się babom, gejom i totalnej opozycji nie kłania. To znaczy owszem, kłania, bo pan Dominik z tych, co to i w rękę pocałuje i komplementów nie szczędzi, przynajmniej tak długo, jak kobieta zna swoje miejsce w polityce, społeczeństwie i w kuchni. Bo on – podobnie jak jego partia – „kocha kobiety, zwłaszcza te nienarodzone”. Co zaś do narodzonych i krzykliwych, to bez problemu powie takiej: „siadaj!”, a o babach domagających się równości praw uważa, że „mózg złożyły” i żyją „ w oparach absurdu”. No, ale rzeczywiście w partii gdzie o wszystkim decyduje pan prezes jakaś tam równość, to absurd.

Pan poseł po prostu zachowuje się, jak na prawdziwego mężczyznę przystało. Tymczasem PiS – niezależnie od damskich „paprotek” i „broszek” ocieplających wizerunek partii – jest „z mentalności” facetem. Facetem szorstkim w obejściu, miejscami nawet aroganckim, gdy trzeba – umiejącym rzucić „won” w kierunku natrętnego lewaka i umówić się „na solo”. Sam pan prezes dał przykład, że mordę zdradziecką należy nazwać „po imieniu”. Więc wierny uczeń pana prezesa nie waha się – gdy trzeba – porzucić maniery i nazwać zdrajcę zdrajcą, a bydlaka – bydlakiem. Potrafi też – bo jest wszak ambitnym fighterem – posłużyć się fake newsem – bo polityka to walka, a na wojnie, wiadomo – „comme a la guerre”. Przypadkowe ofiary trzeba po prostu wliczyć w koszty ostatecznego zwycięstwa.

No owszem, w programie wyborczym partii aktualnie rządzącej stało wprawdzie: „koniec z arogancją władzy i pychą”, no, ale to chodziło o słusznie minioną władzę PO i jej akolitów. Natomiast „Wersal” skończył się zresztą w partii aktualnie rządzącej jeszcze za poprzednich rządów, co zostało zresztą zapowiedziane otwartym tekstem z mównicy sejmowej.

I dobrze, bo partia rządząca wydała walkę złu, któremu na imię liberalizm (oraz lewactwo, co w narracji PiS-u na jedno wychodzi), a w takim boju wszelkie chwyty dozwolone. Tu zresztą trzeba przyznać, że stawiając na posła Tarczyńskiego kosztem Rzepeckiego, partia rządząca nie mogła trafić lepiej. Bo wszak pan Dominik zanim został posłem, był asystentem słynnego… egzorcysty (Jeremiego Daviesa). O tych swoich doświadczeniach opowiadał potem szeroko w TVN Style. Temu posłannictwu pan poseł wierny jest także i dzisiaj, na każdym kroku tępiąc lewactwo (utożsamiane nie bez racji z genderem, bajdurzeniami o świeckości państwa i indywidualizmem, z którego bierze się – jak wiadomo – wszelkie zło). To pewnie dlatego głosował też przeciwko przyjęciu rezolucji Rady Europy o potępieniu reżimu Erdogana ze względu na masowe aresztowania, zamykanie mediów, represje i plany wprowadzenia kary śmierci dla opozycjonistów. Bo przecież Erdogan to – według narracji jego partii – mąż opatrznościowy, który zamierza przywrócić w Turcji szacunek dla religii, prawo (naturalne) oraz porządek. A walcząc wszelkimi dostępnymi środkami z bezbożnym lewactwem i zepsutym liberalizmem, Erdogan po prostu wspiera Dobro…

Podobnie jak inni czynownicy partii, walcząc o Dobro, pan Dominik nie jest jednak – bynajmniej – ascetą. Z tekstu w „Polityce” poświęconego panu posłowi wynika, że imprezuje, wyrywa laski i nie stroni on od „symboli luksusu”. Wiadomo, że oprócz atrakcyjnych kobiet pan poseł – „wolny i do wzięcia” – lubi też futra, osobliwie te z jenota, przejażdżki motorówką, szampana i kąpiele w jacuzzi, i w tym upodobaniu do idących za władzą pieniędzy też doskonale reprezentuje preferencje, oczekiwania i potrzeby kolegów ze swojej partii.

W tej sytuacji nie dziwi, że został właśnie nieformalnym „obliczem” partii aktualnie rządzącej, choć niewykluczone, że ta „nominacja” to robota totalnej opozycji, która w ten sposób przyprawiła PiS-owi specyficzną „gębę”. Tymczasem próby zmiany, a już zwłaszcza odzyskania raz utraconej twarzy są – niestety – mało efektywne, czasem bolesne, a zawsze kosztowne. Wystarczy spojrzeć na ceny botoksu.

Bożena Chlabicz-Polak

koduj24.pl

Corleone PiS nie ma żadnej wizji

Corleone PiS nie ma żadnej wizji

   4 października 2017

Uderzeni „kanalią” i „mordą zdradziecką” nie możemy zapraszać do dalszego walenia.

Ironia stosowana w jakiejkolwiek interakcji jest sztuką wyższą. Nie jest dobra w polityce, w polskiej szczególnie. Nie może być tak, iż dostawszy cepem w twarz, nastawiamy drugi policzek. Uderzeni „kanalią” i „mordą zdradziecką” nie możemy zapraszać do dalszego walenia.

PiS nie jest „dobrą zmianą” w jakimkolwiek znaczeniu ironicznym, jest podłą zmianą. Nie można oddać im języka, bo ironia jest ucieczką z podstawy językowej na wyższe piętro nazywania. Trzeba pozostać na parterze i na nelsona „kanalii” odpowiadać, że to podłość, a nie dobra zmiana.

Każdy związek zorganizowanej przestępczości przeciw Konstytucji, przeciw normom prawnym, przeciw standardom demokratycznym kończy się na parterze bezprawia. Polska jest przez Jarosława Kaczyńskiego traktowana jak własność, jego folwark, w którym za pomocą podłej zmiany zaprowadza własne porządki. Wywiad dla „Gazety Polskiej” pokazuje ponadto, jak dzielony jest teren przez ojca chrzestnego podłej zmiany. Don Corleone podzielił strefy wpływów: kraj należy do niego, polityka zagraniczna do Andrzeja Dudy.

Kaczyńskiego nie obchodzi obraz Polski na zewnątrz, a tym samym nie obchodzi go Unia Europejska. Pod koniec swojego życia odgrywa się za swoje przegrane życie, za to, że jest samotny, równie dobrze telewizję może oglądać na Nowogrodzkiej i głaskać kota, jak na Żoliborzu, żadna kobieta go nie chciała, nie wyjdzie z domu sam na spacer ani do knajpy, aby wypić piwo. Libido zamienił na zemstę ego. Skazał się na więzienie i tego samego nam życzy. Corleone PiS nie ma żadnej wizji, w przeciwieństwie do filmowego, bo wizją nie jest Polska zdegradowana na zewnątrz i wewnątrz.

Kaczyński spieszy się, chce jak najszybciej podporządkować całe sądownictwo, aby mieć wpływ na pozostałe dziedziny, zwłaszcza na media prywatne, które pozostają wolne. Z Andrzejem Dudą spotka się w piątek, poprzednie spotkania z prezydentem nie przyniosły rezultatów, jakie prezes sobie założył. Czy Duda się ugnie, czy nie – dla nas skończy się jednako. Prędzej czy później, wg tego scenariusza czeka nas jakaś forma autokracji i wykluczenia cywilizacyjnego.

Ponadto Polska ma być na zewnątrz deprecjonowana. Polska Fundacja Narodowa zmieniła swoje cele, będzie promować polską historię i martyrologię, czyli przegrane wojny i powstania albo ucieczki artystów i poetów za granicę, bo pod okupantem nie można tworzyć. Wyobraźmy sobie, jak w inni z zachwytu będą rozdziawiać gęby, bo takich heroicznych przegrańców nie widzieli.

Po 1918 roku (takiej już używam cezury) w wolnej Polsce nie działo się tyle podłości, co za PiS.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Sławomir Mizerski
4 października 2017

Cezary Pazura – moralny drogowskaz i samozwańczy ambasador ogólnopolskiego różańca

Jak różaniec i modlitwa zadecydowały o tym, że Cezary Pazura zdołał zostać znanym aktorem i celebrytą?

Aktor Cezary Pazura zdecydował się zostać ambasadorem akcji „Różaniec do Granic” i nie kryje, że jest to decyzja słuszna. Jak przyznał w TVP Info, tylko człowiek modlący się ma siłę zmienić świat, „a jeśli połączymy się w miliony, to tym bardziej”, dzięki czemu „możemy być dla współczesnej Europy drogowskazem”.

Pazura przypomniał telewidzom, że „modlitwy nigdy nie jest za dużo. Przynajmniej dla nas, chrześcijan”. I moim zdaniem ma rację, czego najlepszym dowodem jest on sam. Być może fakt, że jak twierdzi, nigdy nie ukrywał skłonności do modlitwy ani tego, że jako dziecko był ministrantem, „a nawet prezesem ministrantów”, zadecydował o tym, że w dorosłym życiu zdołał zostać znanym aktorem i celebrytą.

Pazura podkreślił, że modlitwa jest jego ulubioną formą aktywności, „takiej, która czemuś ma służyć”. Wiele osób twierdzi, że doskonale wie, czemu ma służyć obecna modlitewna aktywność Pazury, ale miejmy nadzieję, że tego rodzaju insynuacje nie zniechęcą znanego aktora i nie spowodują zmiany jego decyzji w sprawie bycia drogowskazem oraz ambasadorem „Różańca”.

polityka.pl

ŚRODA, 4 PAŹDZIERNIKA 2017

Dera pytany czy Gersdorf dostanie zgodę na dokończenie kadencji: To czas pokaże

19:361

Dera pytany czy Gersdorf dostanie zgodę na dokończenie kadencji: To czas pokaże

– To czas pokaże [czy Małgorzata Gersdorf dostanie zgodę na dokończenie kadencji]. W tym momencie nie chcę wyprzedzać całej tej sytuacji. Najpierw musi wejść w życie ustawa, żeby prezydent musiał się nad czymkolwiek zastanawiał – mówił Andrzej Dera w rozmowie z Katarzyną Kolendą-Zaleską w „Faktach po faktach” TVN24.

19:33

 

Dera: PAD wyraźnie mówił, że jeżeli będą lepsze propozycje, to on nie będzie miał żadnych przeciwskazań

– Ten pomysł [jeden poseł jeden głos] – jak mówił prezydent – był takim wyjściem rezerwowym, bo pierwotnym rozwiązaniem było to, że prezydent ma wskazywać [członków KRS w razie pata], natomiast prezydent wyraźnie mówił też, że jeżeli będą lepsze propozycje, sprawniejsze to on co do tego nie będzie miał żadnych przeciwskazań. Dobrze że dochodzi do spotkania, bo myślę, że podczas tego spotkania chociażby te warianty, co zrobić na wypadek gdyby Sejm nie przyjął tego rozwiązania 3/5 przy wyborze sędziów do KRS, być może tam zostanie to omówione i dobrze by było – mówił Andrzej Dera w rozmowie z Katarzyną Kolendą-Zaleską w „Faktach po faktach” TVN24.

19:06

 

Bochenek: Z uwagi na to, że to ustawy PAD, które są w parlamencie, negocjacje prowadzi szef ugrupowania rządzącego

– Ta reforma wymiaru sprawiedliwości, o której mówimy, jest niezwykle istotna dla całego naszego obozu politycznego. Nasz lider, lider Zjednoczonej Prawicy, prezes Jarosław Kaczyński, jest niezwykle aktywny akurat jeśli chodzi o tę kwestię, bo jest to ważna reforma. I cieszymy się, że również tę aktywność przejawia pan prezydent Andrzej Duda. Takie spotkania już się odbywały dwukrotnie, na zaproszenie pana prezydenta. Kolejne w piątek. Jeżeli chodzi o rząd – rząd również analizuje, włącza się oczywiście w te prace, analizuje w tym momencie projekty ustaw, i wtedy, kiedy będziemy już mieli zakończone, kompleksowe analizy prawne tych rozwiązań, które zaprezentował pan prezydent, będziemy mogli się do nich odnieść – mówił Rafał Bochenek w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM.

– Gdyby to były ustawy rządowe, to rola pani premier byłaby kluczowa. Z uwagi na to, że są to ustawy pana prezydenta, które są w parlamencie, to negocjacje, rozmowy w tym zakresie prowadzi szef ugrupowania rządzącego, czyli pan prezes, były premier, Jarosław Kaczyński – stwierdził rzecznik rządu.

„Rząd jest emanacją Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście na poziomie parlamentu toczą się prace i analizy prawne tych ustaw, natomiast rząd pozostaje w kontakcie ze swoim zapleczem parlamentarnym i te niezwykle istotne kwestie i nasze zastrzeżenia – jeżeli takie się pojawią po tych analizach, które będziemy chcieli przekazać – na pewno przekażemy również naszej partii”

Jak dodał:

„Kluczową rolę mają tutaj do odegrania politycy na forum parlamentu, ustawy są w parlamencie, nie w rządzie. My je analizujemy tylko z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości i resortu pana ministra Zbigniewa Ziobry. Tam trwają w tym momencie dyskusje. Tak jak powiedziałem, rola rządu byłaby wtedy do odegrania, jeżeli rzeczywiście byłby to projekt rządowy, jeżeli rząd by go przyjmował i procedował. I zawsze tak jest, jeżeli pojawiają się projekty rządowe, to premier Beata Szydło aktywnie włącza się w ich wcielanie, chociażby reforma emerytalna, reforma służby zdrowia, reforma edukacji – tutaj rola pani premier była kluczowa”

15:45

 

Poseł PiS: Mamy tyle zmian w prawie, jeszcze jakieś referendum? Jestem trochę sceptyczny

– Polska jest krajem wewnętrznie bezpiecznym, spójnym. Nie mamy problemu tak, jak mają Hiszpanie z Katalonią. Bezpiecznym ekonomicznie, spada bezrobocie, rosną oszczędności Polaków w bankach. Myślę, że ustrój prezydencki byłby potrzebny, gdybyśmy mieli problem, który był w Polsce dostrzegany na początku transformacji, gdzie było kilkadziesiąt partii politycznych. Dzisiaj mamy kilka partii politycznych w Sejmie, również nie ma tego tzw. planktonu, drobnicy. Myślę, że tutaj wystarczy ten system polityczny jaki jest – stwierdzi Jan Mosiński w rozmowie z TOK FM.

– Idea referendum jest ideą proobywatelską, w pełni słuszną, tylko pytanie: po co? Mamy tyle ostatnio doniosłych zmian i w samym prawie krajowym, przecież ostatnio trzy duże ustawy: sieć szpitali, ustawa emerytalna, ustawa dezubekizacyjna. Jeszcze jakieś referendum? Jestem trochę sceptyczny, natomiast to liderzy podejmują decyzję – dodał.

13:59

 

Szczerski: W piątek spotkanie PAD-JK

12:54

 

W najbliższych dniach ma dojść do spotkania PAD-JK

– W najbliższych dniach dojdzie do kolejnego spotkania prezesa Prawa i Sprawiedliwości z prezydentem Andrzejem Dudą – podaje wPolityce.pl. Według portalu, podczas spotkania lider PiS przedstawi głowie państwa kolejną propozycję dotyczącą rozwiązania głównego punktu sporu, a więc sposobów wyjścia z klinczu w Sejmie w przypadku zastosowania zasady 3/5 przy wyborze KRS. „Sądząc po kalendarzu ostatnich spotkań, prawdopodobny jest piątek” – twierdzi wPolityce.

300polityka.pl

WTOREK, 3 PAŹDZIERNIKA 2017

Kaczyński: Zaproponowane rozwiązanie ws. KRS stoi w sprzeczności z Konstytucją [10 cytatów z GP]

– Dostrzegam w tych projektach [prezydenckich] pewne problemy o charakterze konstytucyjnym. Trudno sędziów KRS wybierać mniejszością głosów – mówi Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Gazetą Polską”. Prezes PiS zapowiada, iż partia przedstawi propozycję korekty: – Jest jeszcze za wcześnie by mówić o tej propozycji publicznie. Najpierw zostanie ona przedstawiona panu prezydentowi, jestem dobrej myśli. Poniżej 10 wybranych cytatów.

*****

— O KOREKCIE PROJEKTÓW PREZYDENTA“Nie wiem, co prezydent dokładnie miał na myśli [mówiąc, że dobra zmiana w sądach – tak, zmiany rewolucyjne – nie]. Nie chcę wyprzedzać faktów, bo przecież prace nad ustawami o Sądzie Najwyższym i KRS przed nami. Propozycja głowy państwa jest już znana, pojawiła się także idea kontrpropozycji – idąca daleko w kierunku prezydenckich rozwiązań. To niedaleka przyszłość [negocjacje z prezydentem]. Mogę powiedzieć, że jeśli nasza korekta spotka się ze zrozumieniem prezydenta, to będziemy mogli powiedzieć, iż udało się wypracować mechanizm wystarczająco głęboko zmieniający polskie sądownictwo”.

— DOSTRZEGAM W PREZYDENCKICH PROJEKTACH PEWNE PROBLEMY O CHARAKTERZE KONSTYTUCYJNYM“Dostrzegam w tych projektach [prezydenckich] pewne problemy o charakterze konstytucyjnym. Trudno sędziów KRS wybierać mniejszością głosów. Taką sytuację tworzy ten projekt ustawy, który wpłynął do Sejmu z Kancelarii Prezydenta. Zasada: jeden poseł – jeden głos – jeden kandydat na członka KRS, bezdyskusyjnie zaowocuje wyborami mniejszościowymi, a nawet bardzo mniejszościowymi. Można sobie przecież bez trudu wyobrazić sytuację w której do Krajowej Rady zostaną powołani sędziowie wybrani przez dwóch, trzech posłów czy nawet skrajnie przez jednego”.

— W MOJEJ OCENIE ZAPROPONOWANE ROZWIĄZANIE WS. KRS STOI W SPRZECZNOŚCI Z USTAWĄ ZASADNICZĄ“Rzeczywiście, wprowadzenie w życie rozwiązań zaproponowanych przez prezydenta Dudę musiałoby skutkować zmianą regulaminu izby. Mamy artykuł 112 Konstytucji mówiący o suwerenności Sejmu w sprawach organizacji. Jednak nie to jest głównym problemem. W mojej ocenie zaproponowane rozwiązanie stoi w sprzeczności z ustawą zasadniczą, bo nigdzie – powtarzam – nigdzie nie ma w niej zapisu o możliwości głosowania mniejszością głosów. Mowa jest o różnych większościach: bezwzględnej, bezwzględnej wzmocnionej, kwalifikowanej. Nie ma dopuszczenia wyboru przez mniejszość. To właśnie szacunek dla wyboru większościowego jest istotą demokracji”.

— O POPRAWCE PIS“Jest jeszcze za wcześnie, by mówić o tej propozycji publicznie [o poprawce PiS]. Najpierw zostanie ona przedstawiona panu prezydentowi, jestem dobrej myśli”.

— O SPOTKANIU Z PREZYDENTEM“Mogę powiedzieć, iż proponowałem [prezydentowi w trakcie spotkania], by w razie niepowodzenia sejmowego głosowania poprzez 3/5 inicjatywę przejmował Senat i również większością 3/5 wybierał kandydatów na członków KRS”.

— PROJEKTY PIS DAWAŁY SZANSE NA SZYBKĄ ZMIANĘ, TERAZ TEN PROCES BĘDZIE DŁUŻSZY“Ma szanse zmienić, jeśli pan prezydent będzie zdeterminowany, by te zmiany wprowadzać. Bez jego determinacji tak się nie stanie. Ale musimy mieć świadomość, iż nasze zawetowane projekty dawały szansę na szybką zmianę. Teraz ten proces na pewno będzie dłuższy. Dużo dłuższy i trudniejszy”.

— NIE ZGODZIMY SIĘ NA ZMIANY POZORNE“Jesteśmy zdeterminowani, aby do tego nie dopuścić [do podziału obozu dobrej zmiany]. Zrobimy wszystko, aby utrzymać jedność, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Nie możemy i nie zgodzimy się na zmiany pozorne, szczególnie w sferach, w których zmiany są możliwe bardzo rzadko. A wymiar sprawiedliwości jest taką właśnie sferą. Jednak naprawdę głęboko wierzę w to, że do porozumienia dojdziemy, a rozbieżności są jedynie skutkiem paru niefortunnych okoliczności”.

— POWIEDZIAŁEM PREZYDENTOWI, ŻE NIE CHCĘ ZAJMOWAĆ SIĘ SPORAMI POKOLENIOWYMI MIĘDZY CZTERDZIESTOLATKAMI“Jeśli chodzi o resort sprawiedliwości, to podczas rozmowy z prezydentem powiedziałem mu, że nie chcę zajmować się sporami pokoleniowymi między czterdziestolatkami. Ministerstwo działa bardzo dobrze. Jeśli chodzi o obronę narodową, to wymiary tego sporu są znane i ja w tej sprawie nie mam nic do dodania”.

— O SYSTEMIE PREZYDENCKIM“Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę, i to bez realnej kontroli”.

— O REFERENDUM“Czy zgoda na referendum będzie czy nie, to zależy od bardzo wielu czynników. Jednak na pewno nie będziemy jako partia mająca większość i rząd wzywać ludzi do tego, by poparli ryzykowną zmianę ustrojową, która w przyszłości może być źródłem czegoś niedobrego. Nie jesteśmy szaleńcami. Niestety w dzisiejszych czasach zbyt często zdarza się tak, iż wybory prezydenckie przeradzają się w jakąś formę plebiscytu, w którym zwycięża nie odpowiedzialny polityk, lecz bardziej polityk celebryta. Przykład Francji pokazuje dobitnie, ile złego może się wydarzyć w wyniku takiej sytuacji”.

300polityka.pl

ŚRODA, 4 PAŹDZIERNIKA 2017

Ziobro: Trzymam kciuki za prezydenta, za jego mądrość. Liczę na kompromis

Ziobro: Trzymam kciuki za prezydenta, za jego mądrość. Liczę na kompromis

– To oczywiście perspektywa bardzo doświadczonego człowieka już polskiej polityki, który jest liderem całego obozu zmiany i może z perspektywy swojego doświadczenia w polityce i wieku – jest między nami różnica wieku – patrzyć na to trochę z boku i dystansem. Jeśli pyta pani o moją percepcję… Bardzo jestem z tego powodu rad [że Jarosław Kaczyński dobrze ocenia pracę resortu] i wdzięczny, że prezes zauważa ciężką pracę Ministerstwa Sprawiedliwości – mówił Zbigniew Ziobro w „Gościu Wiadomości” TVP Info, pytany o wywiad z Jarosławem Kaczyńskim dla „Gazety Polskiej”. Jak dodał:

„Jest rzeczywiście spór związany z wizją zmian w sądownictwie. Zaczynamy od diagnozy. Diagnoza jest taka, że jest bardzo wiele patologii… Najważniejsze jest dobro wymiaru sprawiedliwości, a nie ambicje takiego lub innego polityka, jakiejkolwiek funkcji by nie pełnił. Najważniejsza jest pewna mądrość i też przewidywalność tego, co chcemy zrobić. My nie możemy wziąć odpowiedzialności za zmiany dla zmian, żeby one były jak jakaś błyskotka i fajnie wyglądały, fajnie się o nich mówiło, bo w pewnym momencie ocenią nas za efekty. Musimy być pewni, że jeżeli będziemy coś popierać, to będziemy to robić tylko wtedy, gdy te zmiany przyniosą wymierne efekty”

Jak dodał, Izba Dyscyplinarna ma gigantyczne znaczenie i ona spełni swoją funkcję tylko wtedy, kiedy będzie pewność, że trafią tam ludzie o najwyższych standardach i uczciwości osobistej.

„Nie chcę w tej chwili wchodzić w detale i szczegóły, ponieważ trwają rozmowy i nie chciałbym zaszkodzić. Życzę i trzymam też kciuki za pana prezydenta, za jego mądrość i jego ludzi, odpowiedzialność ludzi, którzy są wokół niego, że ta mądrość wygra, zwycięży i liczę na kompromis, który spowoduje, że wszyscy będziemy mogli mówić o zwycięstwie w walce o poprawę stanu sprawiedliwości w Polsce. Oby tak to się skończyło”

300polityka.pl

ŚRODA, 4 PAŹDZIERNIKA 2017

STAN GRY: Fakt: Ziobro zabiera się za mafię w Krakowie, Fijołek: Groźba AWS-izacji PiS, Karnowski: Potrzebne konserwatywne kontrelity

— 300LIVE:
Kempa o kampanii sądowej: Poszłabym jeszcze dalej
Kempa: Nie zgadzam się co do kwestii dotyczącej zahamowania tempa reformy wymiaru sprawiedliwości
Kempa o Czarnym proteście: Poziom manipulacji przez niektóre Polki sięgnął zenitu
Schetyna: Brak wyraźnego głosu HGW i obrony prawdy na KW osłabia jej pozycję
Schetyna o związkach partnerskich: W przyszłym parlamencie, jeśli będzie możliwa budowa większości, ten temat wróci
Schetyna: Jesteśmy za utrzymaniem kompromisu aborcyjnego

Polityczny plan środy: Startupy w Pałacu, Szydło i Kuchciński na upublicznieniu dzienników urzędowych władz RP na uchodźstwie

http://300polityka.pl/live/2017/10/04/

— W KRAKOWIE MAFIA TEŻ KRADŁA KAMIENICE – Fakt na jedynce.

— MAFIA OD KAMIENIC I ŚLEPI ŚLEDCZY – Fakt (Mikołaj Wójcik): “Prześwietlenie blisko 100 postępowań reprywatyzacyjnych zlecił w lutym br. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro (46 l.). – Na bruku lądowali często starsi i schorowani ludzie, podczas gdy ich mieszkania przejmowali oszuści. Państwo lekceważyło rozpaczliwe wołania o pomoc tych, którzy zgłaszali się do prokuratury w nadziei na ratunek – mówi Faktowi”. 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/fakt-ujawnia-ziobro-bierze-sie-za-dzika-reprywatyzacje-w-krakowie/625kbc3

— JAKI CHCE DYMISJI BODNARA: “Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, domaga się dymisji rzecznika praw obywatelskich. Adam Bodnar wcześniej skrytykował prace komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w Warszawie”. 
http://wyborcza.pl/7,75398,22464050,patryk-jaki-chce-dymisji-rzecznika-praw-obywatelskich-adama.html

— NIE MA IDEALNYCH PROJEKTÓW, SĄ TYLKO ŹLE SPRAWDZONE – Marcin Fijołek o stosunku PiS do projektów PAD: “Prześwietlimy każdy akapit w poszukiwaniu błędów – zapowiadał mój rozmówca. I tak się właśnie dzieje. Nad ustawami prezydenckimi pochylają się dziś eksperci sejmowi, ministerialni i rządowi. Można z przymrużeniem oka napisać, że każdy przecinek, każda nieścisłość w tych projektach zostanie zauważona i oceniona. Skoro prezydent chciał nas zastąpić w roli projektodawców, to proszę bardzo, ale sprawdzimy je dokładnie. Nie ma idealnych projektów, są tylko źle sprawdzone – śmieje się polityk strony rządowej”.

— FIJOŁEK O AWS-IZACJI PIS: “Chodzi o jakąś odmianę syndromu AWS – sytuacji, w której PiS mimo pozornej jedności straci spójność i wewnętrzną sterowalność (nawet jeśli wyniki sondażowe dalej byłyby rewelacyjne). Że targać partią zaczną na całego frakcyjne wojenki podjazdowe, ambicje poszczególnych polityków i wesoły niekontrolowany chaos przy wprowadzaniu reform. Ktoś tam z PiS stanie w poprzek propozycjom Ministerstwa Sprawiedliwości, ktoś inny skrytykuje publicznie reformę szkolnictwa wyższego, a jeszcze ktoś zacznie orientować się na Pałac Prezydencki. Na końcu tej drogi jest jakaś forma rozłamu w partii, w koalicji, w całym obozie dobrej zmiany. To również dlatego Jarosław Kaczyński wysyła dziś w kierunku prezydenta (obok twardych warunków) wiele ciepłych sygnałów. Na przykład otwarta droga do przejęcia przez Pałac Prezydencki większej odpowiedzialności za polską dyplomację”. 
https://wpolityce.pl/m/polityka/360583-punkt-zwrotny-napiecia-nie-uda-sie-uniknac-eksperci-rzadu-szczegolowo-przeswietla-projekty-prezydenta-w-tle-obawy-o-syndrom-aws

— JACEK KARNOWSKI: KONSERWATYŚCI BEZ SZANS BEZ MEDIÓW I KONTRELIT: “Bez mediów i silnych kontrelit konserwatyści nie mają żadnych szans. Pamiętajmy o tym także teraz, gdy perspektywa kolejnej fali palikotyzmu wydaje się daleka. Nie możemy zmarnować danego nam czasu, jeśli nie chcemy żyć w feministycznym piekle ludzi złych, samotnych,agresywnych”. 
https://wpolityce.pl/m/spoleczenstwo/360675-nie-mozemy-zmarnowac-danego-nam-czasu-jesli-nie-chcemy-zyc-w-feministycznym-piekle-ludzi-zlych-samotnych-agresywnych

— TOMASZ ŻÓŁCIAK W DGP O SCENARIUSZACH MANEWROW PIS WOKÓŁ ORDYNACJI SAMORZĄDOWEJ: “Nasze źródła twierdzą, że na razie mniejszą szansę na wdrożenie mają pomysły typu: zakaz startowania dla niepartyjnych komitetów czy limitowanie kadencji (to drugie PiS może chcieć odłożyć na później). Ponoć wciąż nierozstrzygnięta jest kwestia jednej tury wyborów na prezydentów miast. Z jednej strony przy rozdrobnionych głosach byłby to wytrych do przejęcia władzy w dużych miastach przez PiS. Ale z drugiej – obniżyłoby to siłę mandatu zwycięzcy i wciąż nie daje partii rządzącej gwarancji wygranej”. 
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/559581,zmiany-w-ordynacji-a-wyniki-pis-w-wyborach-samorzadowych.html

— EWA SIEDLECKA O REFORMIE PKW – PIS POKAZYWAŁ WIELOKROTNIE, ŻE TRADYCJĘ PRL KOCHA I SZANUJE: “PiS może w każdej chwili „zreformować” PKW, wracając do „polskiej tradycji” – bo, jak pokazywał wielokrotnie, tradycje PRL kocha i szanuje. A i tak przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi zechce zadbać o to, by organizowały je i oceniały instytucje skomponowane ze sprawdzonych towarzyszy” 
http://siedlecka.blog.polityka.pl/2017/10/03/pkw-co-sie-partiom-nie-klania/?nocheck=1

— TEZA SIENKIEWICZA O DUDZIE OKAZAŁA SIĘ FAŁSZYWA – RAFAŁ KALUKIN: “Głośna przez chwilę teza Bartłomieja Sienkiewicza „Tylko Duda może uratować demokrację” okazała się zatem fałszywa. Prezydent nie zamierza ratować demokracji. Domagając się skrócenia gwarantowanych konstytucją kadencji członków KRS, nie pierwszy już raz wtrąca za to swoje trzy grosze do jej niszczenia”. 
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1722264,1,prezydent-andrzej-duda-wraca-do-przedpokoju.read

— WOJCIECH ENGELKING O DUDZIE JAKO POLSKIM MACRONIE: “Nie idzie mi tu o to, że poparcia opozycja winna Dudzie traktowanemu jako adwersarz Kaczyńskiego udzielić już teraz; by, jak ujął to Bartłomiej Sienkiewicz, postawiła na Andrzeja Dudę. Idzie mi o to, by spostrzegła, że Duda ma mocniejszą pozycję od któregokolwiek z jej liderów, a – mimo wszystko – pozycję za słabą, by samodzielnie zbudować własny ruch polityczny; by, skoro tak czy siak ideowo niewiele się od niego i od PiS-u różni, w kwestii poglądów się z Dudą dogadała. Inaczej poszukiwania polskiego Macrona potrwają jeszcze tyle, że gdy się skończą, już dawno nikt nie będzie pamiętał, kim był ten oryginalny Macron”. 
https://opinie.wp.pl/wojciech-engelking-polski-macron-juz-tu-jest-6172851915044481a

— BEYLIN O DUDZIE I KACZYŃSKIM: NIECH POŻERAJĄ SIĘ SAMI – jak pisze Marek Beylin w GW: “Mamy więc do czynienia z konfliktem między Jarosławem Kaczyńskim, rozgorączkowanym demonologiem-despotą, który chce oczyścić świat z zagrażających mu demonów, i prezydentem Dudą, w miarę przewidywalnym autokratą, pragnącym sprawować władzę ponad konstytucją i z lekceważeniem praw. Żaden z nich nie jest sojusznikiem demokratycznej Polski, choć sama demokracja może na tej „wojnie na górze” zyskać. Wszak im bardziej wyniszczą się jej wrogowie, tym łatwiej będzie ją przywracać. Toteż opozycja nie powinna kibicować żadnej ze stron tego boju. Niech pożerają się sami, a my baczmy, by z tego skorzystać”. 
http://wyborcza.pl/7,75968,22462656,rewolucja-pis-u-poszla-w-krzaki.html

— SENS WOLNOŚCI WG PIS – pisze w RZ Michał Szułdrzyński: “PiS szczyci się również, że pod jego rządami media publiczne wreszcie mówią prawdę i walczą o wolność słowa, zaś sam prezes PiS podkreśla, że w porównaniu z zachodnią Europą Polska jest ostoją wolności. Sprawa posła Rzepeckiego pokazuje jednak, jak PiS rozumie wolność. Jesteś wolny, gdy możesz mówić i robić wszystko, co chcesz, pod warunkiem że nie będzie to niezgodne z aktualną linią PiS. Gdzieś już podobną definicję kiedyś słyszałem. 
http://www.rp.pl/Komentarze/171009669-Michal-Szuldrzynski-

— JAK MŁODY RZEPECKI URATOWAŁ LANSERA Z PIS – Fakt (Magdalena Rubaj):“Poseł Łukasz Rzepecki, który w sprawie immunitetu Tarczyńskiego zagłosował wbrew woli partii, zostanie wkrótce z PiS usunięty. Przy okazji jednak jego akcja sprawiła, że znany lanser Dominik Tarczyński na razie nie będzie „grillowany” przez władze PiS. – Najgorsze w tym wszystkim jest to, że teraz musimy bronić posła, którego wszyscy powoli mają dosyć. I który szkodzi nam swoimi wypowiedziami i zagrywkami, bo irytuje nasz elektorat – mówi nam ważny polityk PiS. Inny dodaje, że tak naprawdę to Tarczyński powinien wylecieć z PiS. – Ale mamy kruchą większość, niestety. I koleś robi, co chce – przyznaje”.
Sens-wolnosci-wedlug-Prawa-i-Sprawiedliwosci.html

— O PRESJI WYWIERANEJ NA DUDĘ PRZEZ WIADOMOŚCI – pisze Agnieszka Kublik na wyborcza.pl: “Duda jest zatem w sporze nie tylko z dwoma ministrami, ale przede wszystkim z samym prezesem Polski Jarosławem Kaczyńskim. „Wiadomości” (czytaj: prezes Polski) wywierają presję na prezydenta. Ma poczuć, że „biało-czerwona drużyna” zaczyna go traktować jak zdrajcę, i się opamiętać. Ma wrócić do tego, co było przed 24 lipca 2017 r. – do niezłomnego podpisywania”. 
http://wyborcza.pl/7,75968,22462803,zdrajca-duda-wiadomosci-pokazuja-gdzie-jego-miejsce-polityka.html

— JACEK ROSTOWSKI CHCE KOMISJI DS VAT ALE UWAŻA, ŻE PIS SIĘ JEJ BOI – jak mówi Jackowi Nizinkiewiczowi w RZ: “Co dzień modlę się, aby PiS nie stchórzył i żeby taka komisja powstała. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, mimo że to jest zupełnie sprzeczne z interesem politycznym PiS”.

— ROSTOWSKI UWAŻA, ŻE KOMISJA DS VAT UJAWNI “PRAWDĘ, ŻE TO PIS CHCIAŁ ROZSZCZELNOĆ SYSTEM PODATKOWY” – mówi dalej Nizinkiewiczowi: “Bo wtedy wyjdzie prawda, że to PiS pierwszy chciał rozszczelnić system podatkowy, zgłaszając ustawę, która miała znieść 30-procentowe sankcje za zaniżenie płatności VAT w 2007 r. A potem, w latach 2008–2015, na każdym kroku utrudniali nam wprowadzenie systemu odwróconej płatności, instrumentu najbardziej skutecznie uderzającego w wielkie wyłudzenia. To ich zachowanie było tak skandaliczne, że kiedy podczas wyborów w 2011 r. zaproponowali nową ustawę o VAT, która zakazywała odwróconej płatności, to nazwaliśmy ją Kartą Oszusta Podatkowego Jarosława Kaczyńskiego. A teraz diabeł w ornat się ubrał i ogonem na mszę bije! To wszystko wyjdzie na jaw podczas posiedzeń komisji”.

— ROSTOWSKI BĘDZIE DOMAGAŁ SIĘ WEZWANIA PRZED KOMISJĘ: “Oczywiście. A jeśli nie zostanę wezwany, to będę domagał się prawa wypowiedzenia się przed nią. Nie można pozwolić na to, aby oszczerstwa szerzone przez machinę propagandową PiS pozostawały bez odpowiedzi!” 
http://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/310039916-Jacek-Rostowski-Modle-sie-o-powstanie-komisji-VAT-owskiej.html?template=restricted

— NASZ DZIENNIK O POSTĘPOWANIU WS JAROSŁAWA JÓŹWIAKA ZA KONFLIKT INTERESÓW: “Odpowiadał za to także Jarosław Jóźwiak, któremu podlegało biuro prawne ratusza. Okazuje się, że 9 takich umów w latach 2014-2016 urząd podpisał z kancelarią prawną prof. Marka Wierzbowskiego. Ich wartość to niemal 240 tys. zł i większość tych kontraktów na kwotę ponad 220 tys. zł była zawarta w czasie urzędowania wiceprezydenta Jóźwiaka. Nie byłoby w tym może nic zastanawiającego, gdyby nie fakt, że po odejściu z urzędu miejskiego Jarosław Jóźwiak został zatrudniony w… kancelarii prof. Wierzbowskiego”. 
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/189905,miekkie-ladowanie.html

— RZĄD PRZYKRYWA ZAMROŻENIE PROGÓW PODATKOWYCH – Piotr Miączyński w GW: “Podwyżką kwoty wolnej dla ubogich rząd przykryje inną, dużo ważniejszą dla budżetu operację. W przyszłym roku zostaną zamrożone progi podatkowe, ale kwota wolna dla większości Polaków się nie zmieni. Wiele wskazuje na to, że tak będzie też w kolejnych latach (pisze o tym sam rząd choćby w „Wieloletnim planie finansowym państwa na lata 2017-20”). To oznacza, że większość społeczeństwa zapłaci wyższe niż do tej pory podatki. Bo mamy inflację „zjadającą” nasze pensje. Podatki będą więc rosły cichaczem, stopniowo, a PiS ma nadzieję, że nikt tego nie zauważy”. 
http://wyborcza.pl/7,155290,22463339,nasza-mala-kwota-wolna.html

— KWOTA WOLNA OD PLATFORMY – Mirosław Skowron w SE: “Wiem, że ów reklamiarz oszukał i wielu posłów PO. Obiecał, że zostanie, bo zależy mu na losie kraju, po czym wyjechał i zostawił partię ze Schetyną u szyi. W sprawie podatków, polityki społecznej i kwoty wolnej Platforma powinna więc milczeć. Niech zostawi to mediom, które w trosce o najuboższych musiały zawsze ją wyręczać”. 
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/miroslaw-skowron-kwota-wolna-od-platformy_1021003.html

— ADAMOWICZ SKĄD MASZ PIENIĄDZE? – tytuł w SE: 
http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/adamowicz-skad-masz-pieniadze_1021029.html

— TO NIE JEST KRAJ DLA DYPLOMATÓW – Paweł Wroński w GW: “Czy jednak w czasie, gdy polityka zagraniczna Polski stała się istotna tylko jako element propagandowy działający do wewnątrz, a nie na zewnątrz kraju, tak naprawdę rządzącemu obozowi potrzeba dobrych dyplomatów? Nie, zdecydowanie Prawo i Sprawiedliwość dobrych dyplomatów nie potrzebuje”. 
http://wyborcza.pl/7,75968,22463402,to-nie-jest-kraj-dla-dyplomatow-minister-waszczykowski-chce.html

— KONIEC NUDY W POLITYCE PIENIĘŻNEJ – Marek Chądzyński i Bartek Godusławski w DGP: “Bank Centralny niebawem może mieć problem z wyjaśnieniem, dlaczego utrzymuje ujemne realne stopy procentowe, skoro rosnące pensje napędzają wzrost cen. W gospodarce dzieją się rzeczy, przez które Rada Polityki Pieniężnej będzie pod coraz większą presją, by podnosić stopy procentowe. Duże napięcia na rynku pracy – a konkretnie problemy ze znalezieniem nowych pracowników, zgłaszane przez przedsiębiorców – powodują wzrost płac, co może przekładać się na wzrost cen”. 
http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/559578,koniec-nudy-w-polityce-pienieznej-czyli-rpp-a-inflacja.html

— 18 TYSIĘCY EMERYTURY PRZYŁĘBSKIEJ – SE: “- Wysokość uposażeń sędziów, w tym uposażenia w stanie spoczynku, wynika z ustawy o TK, a przepisy te wprowadził ustawodawca – informuje biuro prasowe trybunału. Wynika z nich, że na zarobki prezes TK składa się 20 tys. zł uposażenia podstawowego, 4 tys. zł dodatku za wysługę lat oraz 4,8 tys. zł dodatku funkcyjnego. Po przejściu na sędziowską emeryturę Przyłębska dostanie 75 proc. ostatniego wynagrodzenia, pomniejszonego o dodatek funkcyjny, czyli w sumie 18 tys. zł miesięcznie!” 
http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/18-000-z-emerytury-dla-prezes-przyebskiej_1021000.html

— RYANAIR LIKWIDUJE TANIE POŁĄCZENIA Z WROCŁAWIA DO WARSZAWY – jedynka Gazety Wrocławskiej.

— 27 LAT TEMU ukazało się pierwsze wydanie tygodnika „NIE”.

300polityka.pl

PiS rozpoczyna proces przejmowania samorządów

PiS rozpoczyna proces przejmowania samorządów

 

Polegać on będzie m.in. na zmianie przez partię rządzącą ordynacji wyborczej i to już tej jesieni. Zapowiedział to szef klubu PiS Ryszard Terlecki w wywiadzie dla telewizji wPolsce. – „Myślimy o takich zmianach, które w ogóle wykluczałyby możliwość takich zdarzeń, jak to było przy wyborach samorządowych poprzednich” – przyznał Terlecki. Zaznaczył, że projekt zmian w ordynacji jest „wciąż jeszcze w bardzo wczesnej fazie, choć już czas zaczyna pilić. Z pewnością to będziemy chcieli zrobić teraz, jesienią, natomiast tu też dużo zależy od tej kwestii zasadniczej, to znaczy od tego, jak się rozstrzygnie ten spór o sądy” – dodał. W TVN 24 Terlecki zapowiedział gruntowne zmiany w ordynacji wyborczej.

O toczących się w PiS pracach nad zmianami w ordynacji napisał „Dziennik Gazeta Prawna”. Według informacji gazety, wśród rozważanych przez partię rozwiązań są m.in. przywrócenie ordynacji proporcjonalnej w wyborach do rad gmin, zakaz kandydowania do dwóch szczebli samorządu jednocześnie oraz wymiana kadrowa w Państwowej Komisji Wyborczej.

Terlecki – tak jak wczoraj Kaczyński – pokazał Andrzejowi Dudzie jego miejsce w szeregu. – „Ważne jest uznanie, że większość parlamentarna ma swoje prawa. Nie może być tak, że większość parlamentarna nasza jest gorsza od jakiejś większości parlamentarnej, którą można sobie wyobrazić, albo która była poprzednio. Przeciwnie, jest lepsza i to trzeba jasno powiedzieć i to mam nadzieję, prezydent też dobrze rozumie” – podkreślił Terlecki.

Szef klubu PiS nawiązał wprost do prezydenckich projektów ustaw o KRS i SN. – „Nie możemy zgodzić się na to, że mając większość w parlamencie i wciąż poparcie wyborców, oddamy teraz opozycji albo podzielimy się z opozycją pół na pół kluczową dziedziną polskiego życia publicznego, tzn. sądownictwem, które wymaga bardzo radykalnych zmian”.

Wicemarszałek Sejmu zapowiedział złożenie Dudzie kolejnej propozycji. – „Będzie ona dawać możliwość wyboru sędziów opozycji, ale zapewniać nam większość bez konieczności jakieś ekwilibrystyki sejmowej, której wymagałaby ta sytuacja, gdyby poseł miał jeden głos” – podsumował Terlecki.

koduj24.pl

„Żałosna próba dostosowania celów do działalności”. Polska Fundacja Narodowa zmieniła statut 04 października 2017

Polska Fundacja Narodowa znana z kampanii „Sprawiedliwe sądy” właśnie zmieniła statut, a razem z nim cele, jakie jej przyświecają. Od teraz ma promować polską historię i martyrologię. Zniknęły również zapisy dotyczące promowania państwowych spółek, które na działalność fundacji przekazują pieniądze. Reporter TVN24 Michał Chlebowski dotarł do nowych dokumentów w tej sprawie. Materiał programu „Polska i Świat”.


https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/polska-fundacja-narodowa-zmienila-statut-czym-teraz-sie-zajmuje,778309.html

W piątek spotkanie Dudy z Kaczyńskim. Tematem reforma sądownictwa 04 października 2017

W piątek w Belwederze odbędzie się spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim – poinformował PAP szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski. Tematem rozmowy będzie kształt reformy wymiaru sprawiedliwości – powiedział prezydencki minister.

tvn24.pl


https://www.tvn24.pl/w-piatek-prezydent-andrzej-duda-spotka-sie-z-jaroslawem-kaczynskim,778459,s.html

„Kaczyński szuka dla Dudy nowego marginesu politycznego. Dziwnie pojęta gerontokracja”

As, 04.10.2017

http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,22465954,video.html?embed=0&autoplay=1
Prezes PiS wskazuje prezydentowi miejsce w polityce. Uważa, że najlepiej gdyby Duda zajął się polityką zagraniczną. Sprawy krajowe zostawił innym. – Ciekawy jest ten opis, że jak człowiek jest młody i niedoświadczony, ma 40 lat, to może zajmować się zagranicą. Bo co tam wojna atomowa, Korea, Iran… głupotki takie – komentował z uśmiechem Piotr Kraśko.
Jarosław Kaczyński o swoich pomysłach na polska politykę opowiada „Gazecie Polskiej” Wychwala szefa MON Antoniego Macierewicza, ciepło wypowiada się o Ludwiku Dornie. Ale najwięcej uwagi poświęca prezydentowi.

- Najciekawsze jest jasna propozycja dla Andrzeja Dudy: panie prezydencie niech pan zacznie jeździć na szczyty, zajmować się sprawami międzynarodowymi. A my tu w kraju wszystko ogarniemy – tak Łukasz Lipiński podsumował w TOK FM najważniejszą propozycję prezesa PiS.

„Obłuda. PiS gnębi zwykłych ludzi, a Macierewicz toleruje ludzi po kursach GRU”>>>

Jak oceniła dr Katarzyna Kasia, pomysł Kaczyńskiego to nic innego, jak „znalezienie dla prezydenta nowego marginesu”.

- Dotychczas Duda był na marginesie. Wetując ustawy dotyczące wymiaru sprawiedliwości wszedł do głównego nurtu, przestał być notariuszem. Mamy więc rodzaj targu politycznego: prezydent może być twarzą polityki zagranicznej. Także dlatego, że prezydent jest zdecydowanie za młody, żeby móc mu zaufać – mówiła publicystka „Kultury Liberalnej”.

I podkreśliła, że lider Prawa i Sprawiedliwości dużo uwagi poświęcił sporom między 40-latkami.

- Mamy więc kolejny problem, prezydent nie jest partnerem, poważnym dorosłym człowiekiem z którym można rozmawiać. To bardzo niepokojące, bo tak naprawdę to przyznanie, że mamy w Polsce rodzaj dziwnie pojętej gerontokracji. Bo z jednej strony chce się odsunąć sędziów, po ukończeniu 65 roku życia, a z drugiej strony mamy wypowiedź deprecjonującą wojenki między 40-latkami, piaskownicy politycznej dla 40-latków.

Rządzić może tylko jeden

Zdaniem dr Kasi, po przeczytaniu krytycznych uwag prezesa Kaczyńskiego pod adresem „młodych”, nikt już nie powinien mieć wątpliwości, kto powinien zajmować się najważniejszymi dla Polski sprawami – takimi jak reforma wymiaru sprawiedliwości.

- Wychodzi że miałby się tym zajmować osobiście prezes Kaczyński, bo ma odpowiedzi, wie jak to ma funkcjonować, praktycznie jedyna kwestia jest taka, żeby nikt mu nie przeszkadzał.

Nie tylko marchewka. Jest też i kij

Piotr Kraśko przyznał, że wizja przedstawiona przez Kaczyńskiego bardzo go zainteresowała. – Że jak człowiek jest młody i niedoświadczony – ma 40 lat – to może zajmować się zagranicą. Bo tam ryzyka nie ma. Co tam wojna atomowa, Korea, Iran… głupotki takie. A jak skończy 50 lat to może się zająć sprawami krajowymi, bo tu już żartów nie ma – komentował ironicznie.

Jarosław Kaczyński nie ogranicza się jedynie do złożenia prezydentowi konkretnej propozycji. Zastosował klasyczną zasadę kija i marchewki.

- Kijem jest postawienie prezydent poza obozem dobrej zmiany. To jak broń atomowa, że w końcu Kaczyński wyjdzie i powie: Andrzej Duda jest elementem wrogich sił, które niszczą kraj. Razem z organizacjami pozarządowymi i Sorosem, Niemcy, totalną opozycją. Takie symboliczno-semantyczne postawienie prezydenta poza obozem „dobrej zmiany” oznaczałoby dla Andrzeja Dudy śmierć polityczną – uważa Łukasz Lipiński z Polityki Insight.

„Dobrej zmianie” grozi podział? Prezes PiS stawia sobie wyraźną granicę w relacjach z Dudą>>>

TOK FM

Zabawa w zabijanego poseł Siarkowskiej

Zabawa w zabijanego poseł Siarkowskiej

   3 października 2017

Oglądanie telewizji szkodzi. Ludziom o zdrowych umysłach nawet oglądanie TVP przy piwku nie wpłynie na zdeformowanie kształtu rzeczywistości. Niestety, nie każdy jest odporny. Tym ze słabym układem odpornościowym na indoktrynację należałoby odradzać oglądanie programów informacyjnych, winni skupić się na sitcomach i filmach hollywoodzkich, ale niektórzy mają tak zdezelowany układ odpornościowy, że zawsze lecą na lep propagandy.

Taką ćmą jest najnowszy nabytek partyjnego zakupu kontrolowanego posłanka Anna Siarkowska. Najpierw była w Kukiz ’15, zaczęła krążyć z koleżanką, PiS zastosował wobec nich metodę „na Renatę Beger” – i udało się. Siarkowska została złapana na lep, w pisowską pajęczynę (jaką kto woli metaforę).

Siarkowska ogląda telewizję, za dużo relacji wchłonął jej umysł „begerowski” o ataku w Las Vegas, w którym zginęło 59 osób. Siarkowskiej i przed tym krwawym zdarzeniem poległ rozsądek, ale nie na tyle, aby podzielić się przemyśleniami.

Zacytuję, bo nie wierzę: – „Rozwiązaniem jest uzbrojenie nauczycieli. Jeśli terrorysta wpadnie z bronią do szkoły, nauczyciele będą mogli skutecznie stawić mu odpór” – napisała Siarkowska na Twitterze w jakiejś dyskusji na temat posiadania broni bądź nieposiadania.

Ba, ta kobieta (młoda przecież) powiązała posiadanie broni z zakazem aborcji: „Pro-life i pro-gun? To się nie wyklucza. To logiczna konsekwencja. Bronimy życia nie tylko przed narodzeniem, ale i po. Czasem z bronią w ręku”. Do aborcji mam jakiś stosunek, ale stwierdzam, że Siarkowskiej został jednak abortowany umysł, a przynajmniej wyskrobany rozsądek.

Siarkowska, sequel Renaty Beger, proponuje w szkołach taką oto zabawę w zabijanego. Wpada sobie do uczelni terrorysta z bronią w ręku, nauczyciel nie chce być gorszy i odpowiada „pif-paf”. Co z dziećmi? A kto by się nimi przejmował? Ważne, żeby „stawić mu odpór”.

Napisałem, że takie osoby jak Siarkowska nie powinny oglądać programów informacyjnych, ale ona też nie powinna oglądać produkcji filmowej sortu „B” i „C’, w której trup ściele się gęsto. Siarkowska jakimś odłamkowym została trafiona, należy do osób niepotrafiących oddzielić rzeczywistości od fantazji swojego umysłu Forresta Gumpa.

Internauta Wojciech Kussowski zaproponował nawet, aby rozdać czołgi: – „Czołgi, droga Pani, czołgi nauczycielom rozdajmy. Tacy Niemcy mogą szkoły zaatakować czołgami, a wtedy, co taki nauczyciel zwojuje Uzi?”.

Takie osoby zasiadają w Sejmie, osoby, którym zabito umysł. Siarkowska proponuje szkołom grę w zabijanego. Szkoła ma zatem uczyć wampirów.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Rządząca większość chce zastraszyć obywateli

Rządząca większość chce zastraszyć obywateli

 , 4 października 2017

W grudniu, gdy bezprawnie wykluczono z obrad sejmowych posła PO Michała Szczerbę i ograniczono dziennikarzom pracę w parlamencie, spontanicznie zebrany tłum ostro zaprotestował przeciwko takim działaniom. Przez kilka dni Sejm przypominał oblężoną twierdzę, choć poza utrudnianiem wyjazdu posłów, trudno było zarzucić protestującym jakąś agresję czy działania wskazujące na łamanie prawa. Dla chcącego jednak nic trudnego. Zadaniem policji, zapewne na wyraźny rozkaz ministra Błaszczaka, było znaleźć cokolwiek przeciwko ludziom, by móc postawić ich w stan oskarżenia. Pierwsze podejście zakończyło się dla policji fiaskiem. Na jednej z pierwszych rozpraw, jakie odbyły się latem, sąd stołeczny uniewinnił dwie osoby, którym policja zarzuciła blokowanie wjazdu do Sejmu w styczniu 2017 roku.

We wtorek odbyła się rozprawa przeciwko piętnastu uczestnikom tamtych wydarzeń. Policja zarzuca im naruszenie artykułu 52 kodeksu wykroczeń (uczestnictwo w zgromadzeniu mimo jego rozwiązania) i z artykułu 90 (blokowanie przejazdu drogą publiczną), za co grożą im kary finansowe. Po dwugodzinnym sprawdzaniu danych osobowych, sędzia Łukasz Biliński odroczył sprawę do 22 listopada. Okazało się, że jeden z oskarżonych bierze leki antydepresyjne, trzeba więc sprawdzić, czy może on sam się bronić czy też potrzebuje adwokata.

Mecenas Jakub Wende, syn adwokata, który w czasach PRL bronił działaczy podziemia, mówi „To proces quasi polityczny. To sytuacja, gdy rządząca większość, korzystając z podległych jej organów ścigania i aparatu władzy, chce zastraszyć obywateli myślących inaczej niż władza. Próbuje się im odebrać prawo do wyrażania własnych opinii”. Według niego, protesty pod Sejmem w nocy 16/17 grudnia były legalne, spontaniczne i nie wymagały w tej sytuacji zezwolenia. Mecenas Wende jest jednym z obrońców obwinionych i, podobnie jak ojciec, prowadzi sprawę pro bono.

Na ławie oskarżonych zasiadają przedstawiciele Obywateli RP i Obywateli Solidarni w Akcji. Jeden z nich, Arkadiusz Szczurek nie kryje swego zdziwienia. „Czuję się niewinny. Korzystałem z prawa do zgromadzeń. Nic nie blokowałem, chodziłem tylko z jednej strony ulicy na drugą. Jak można blokować coś pod Sejmem o 2-3 w nocy, jak wtedy jest w nim pusto?” (…) To był symboliczny akt przeciwko tej władzy, która narusza wszelakie procedury. Władza nie może naginać prawa”.

Oskarżonych wspiera poseł Michał Szczerba. „Mam obowiązek dziś tu z nimi być, żeby tego typu zachowanie represyjne państwa nie spowodowało, że obywatele zaczną się zastanawiać czy brać udział w protestach. Wielu z tych ludzi jest po raz pierwszy w życiu w sądzie”. Przed nami kolejne rozprawy; w październiku za blokowanie kwietniowego przemarszu ONR, potem za pokojowe blokady miesięcznic smoleńskich.

Niesamowity wymiar symboliczny miała biała róża, którą oskarżeni położyli na barierce oddzielającej publiczność od sędziego. Niewinność, uczciwość, rzetelność, wartości, które tak obce obecnej władzy… biała róża oskarżona, ale czy skazana? Dopóki jeszcze sądy mogą działać niezależnie, jest szansa na sprawiedliwość. Pytanie tylko, jak długo?

Tamara Olszewska

koduj24.pl

Tomasz Siemoniak publikuje listę kłamliwych wypowiedzi Antoniego Macierewicza, którymi orżnął opinię publiczną w błąd ws. zakupu śmigłowców dla wojska.

Siemoniak:

Rok temu Berczyński wykończył przetarg na śmigłowce. Poniżej roczne krętactwa Macierewicza i jego ekipy. A śmigłowców dla wojska brak!

Macierewicz jest grabarzem naszej obronnosci i bezpieczeństwa.

Macierewicz winien być pacjentem wiadomej kliniki bez klamnek.

A z generałem Motackim – przesadził. Hoorendum.

W odpowiedzi na propagandę PiS-u zaczynamy kampanię. KOD Szczecin dla demokracji!

Aleksander Smolar: PiS może stworzyć władzę nie do ruszenia

PAŹDZIERNIK 4, 2017, PRZEMYSŁAW SZUBARTOWICZ
Aleksander Smolar: PiS może stworzyć władzę nie do ruszenia

Mogą iść jeszcze dalej w stronę władzy autorytarnej. Można doprowadzić do stworzenia władzy, która będzie nie do ruszenia, tak jak zrobił to Viktor Orbán. Można zmienić ordynację wyborczą tak, aby ograniczyć alternatywny wybór, ograniczyć działalność opozycji i niezależnych dziennikarzy. Podstawowe rzeczy już zrobili, ale można to różnie wykorzystać – mówi w rozmowie z nami Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego

„System prezydencki zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę, i to bez realnej kontroli” – mówi Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Co dzieje się na linii prezydent-prezes PiS?

Te słowa redukują konflikt do kwestii ambicji prezydenta i jego kompetencji. Wcześniej konflikt był najbardziej widoczny na linii Andrzej Duda-Zbigniew Ziobro, ale minister miał przecież od początku poparcie władz PiS-u. Do tego wymiaru odnoszą się słowa prezesa PiS-u. To zdanie prezesa PiS-u jest istotne i pikantne w paru wymiarach. Po pierwsze, interpretacja samego Jarosława Kaczyńskiego jest taka, że jest to walka o władzę i kompetencje urzędu prezydenckiego. Pikantne jest to, że PiS zawsze walczył o bardzo silną prezydenturę, szczególnie gdy urząd piastował Lech Kaczyński. Rzeczywiście koncentracja władzy w jednym ręku jest niebezpieczna, szczególnie w warunkach łamania trójpodziału władzy. Jeżeli działa Trybunał Konstytucyjny, który może zakwestionować decyzje prezydenta, to jest istotny element kontrolny.

Sposób opisu sytuacji przez Kaczyńskiego można nazwać prostackim i chodzi bez wątpienia o zadanie ciosu Andrzejowi Dudzie. Ze społecznego punktu widzenia ważne jest to, że powstało pewne pęknięcie czy szczelina w ramach formacji rządzącej.

A powstała? Nie ma pan żadnych wątpliwości?

Powstała, ale nie wiadomo jeszcze, czy jest głęboka i trwała. Dowiemy się tego po tym, jak będzie wyglądało głosowanie w Sejmie nad prezydenckimi projektami ustaw o SN i KRS. Wiemy już, że propozycje Dudy nie odbiegają bardzo od ustaw przygotowanych przez Ziobrę. Z tego nie wynika, że PiS zaakceptuje redefinicję roli prezydenta jako prawdziwego aktora polskiej polityki. Jeżeli PiS chciałby iść na kompromis i zaakceptować z drobnymi, symbolicznymi zmianami, które miałyby „ratować honor” PiS-u, propozycje Andrzeja Dudy, to wtedy dojdzie do pewnego porozumienia, uwzględniającego nieco większą rolę prezydenta w „teatrze politycznym” PiS. Jeżeli obie strony wykonają pewne gesty, to wtedy to pęknięcie zostanie częściowo zasypane. A konfrontacja może być katastrofalna i dla PiS-u, i dla Andrzeja Dudy. Ale tego, co się stało, nie da się już do końca odkręcić. Jedno jest pewne -

dynamika rewolucyjna partii rządzącej została osłabiona, chociaż wiemy, że przygotowują się już do kolejnych działań, tym razem przeciwko mediom prywatnym.

Przyjęta też została ustawa o organizacjach pozarządowych.

Myśli pan, że prezydent ją podpisze?

Myślę, że tak. Ale Andrzej Duda wywalczył sobie zapewne przez ostatnie miesiące to, że rządowe projekty będą z nim konsultowane przed ich przedstawieniem w Sejmie. Wtedy będzie mógł powiedzieć, że zgłosił pewne poprawki, które zostały uwzględnione, i w ten sposób uniknąć weta. Ale tu i tak pozostają pewne elementy niepewności. Dla Jarosława Kaczyńskiego zachowanie Dudy w ostatnich miesiącach i tak jest policzkiem i obelgą, której nie zapomni. Chociaż niewykluczone, że będzie zmuszony taki stan rzeczy uznać. Na razie trudno ocenić, czy ujawniony konflikt w PiS-ie osłabi radykalizm działań tej partii, niszczący zasady nowoczesnej demokracji.

Zamach na niezależne media będzie znowu dramatyczną zmianą ograniczającą demokratyczny charakter naszego państwa.

Projekt dekoncentracji mediów podobno jest już gotowy. Dlaczego to działanie będzie niebezpieczne?

Celem tego projektu, i PiS nawet tego nie ukrywa, jest przejęcie kontroli nad mediami. Szczególnie lokalnymi i prowincjonalnymi, bo one mogą mieć istotne znaczenie przed wyborami samorządowymi. To ma być zmiana przeprowadzona pod hasłem unarodowienia, czyli przejęcia mediów przez polski kapitał. Na razie właściwie jedyny poważny krajowy kapitał, który może wchodzić w grę, to są firmy „publiczne”, które są całkowicie kontrolowane przez PiS i są kierowane przez ich ludzi. Byłby to sposób przejęcia kontroli nad ważnymi mediami, które dzisiaj gwarantują pluralizm informacyjny. Formalnie pluralizm partii opozycyjnych pozostanie, ale możliwość ich oddziaływania na opinię publiczną dramatycznie spadnie, podobnie jak istnienie niezależnej opinii publicznej.

Ludzie będą w stanie wyjść na ulice w obronie mediów, tak jak zrobili to w obronie wolnych sądów?

To bardzo ważne pytanie, ale nie znam na nie odpowiedzi. Przypominam, że w obronie Trybunału Konstytucyjnego znacznie mniej ludzi przyłączyło się do protestów niż w czasie letnich protestów w obronie sądów i było zaangażowane inne pokolenie. W protestach KOD-u uczestniczyli głównie ludzie starsi i w średnim wieku. Problem sądów powszechnych i sposób, w jaki władza chciała pozbawić je niezależności, zmobilizował młodsze pokolenie. A to jest bardzo ważne z punktu widzenia przyszłości kraju.

Czy w przypadku mediów to młodsze pokolenie będzie walczyło o zachowanie prawdziwego pluralizmu? Do jakiego stopnia uda się zmobilizować starsze pokolenia? To są bardzo ważne pytania.

Poziom społecznej mobilizacji może też w istotnym stopniu wpłynąć na reakcję Unii Europejskiej i Waszyngtonu.

Dla młodszego pokolenia ważny jest Internet. Tu szukają informacji. Tradycyjne media są dla nich mniej istotne.

Dlatego z czasem portale czy gazety internetowe mogą zyskać… Ale jeżeli popatrzymy na proporcje, to jednak w Polsce dominują media tradycyjne. To, jak zachowa się opinia publiczna, będzie zależało także od tego, jak zachowa się władza. Myślę, że PiS wyciągnął pewne wniosku z tego, co działo się w sprawie sądów, ale z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, żeby zdecydowali się na prawdziwą debatę publiczną o losie mediów. Będą raczej starali się rzecz załatwić szybko i w miarę po cichu.

To, co będzie się w tej sprawie działo będzie także zależało od partii opozycyjnych i samych środowisk medialnych, także tych, które sympatyzują z władzą, ale zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa podważenia pluralizmu mediów.

W tym przypadku jest wiele elementów niepewności.

Ale hasło repolonizacji mediów niestety działa.

To jest szerszy problem. Nazywanie wszystkich instytucji narodowymi ma ten sam cel. Narodowe to znaczy nasze. Ten element może być jeszcze wzmocniony, kiedy prowadzona będzie kampania w sprawie mediów. Wtedy władza będzie bardzo chętnie podkreślała, do kogo należą te „obce” media. Jakie to będzie miało znaczenie? Tego też nie wiem. Ale to znowu będzie zależało od aktywności wszystkich tych, którzy widzą zagrożenia.

Ostatnio przyjęta w parlamencie ustawa o NGO-sach nie wzbudziła powszechnych protestów, mimo że opozycja cały czas podkreślała, że to zamach na społeczeństwo obywatelskie. Dlaczego się nie obudziło?

Nie było też większej reakcji podczas zamachu na służbę cywilną czy media publiczne. A były to sprawy bardzo ważne.

W sprawie organizacji pozarządowych nie jest jasne dla wielu ludzi, czy to, co robi władza, jest szkodliwe, czy nie. Część organizacji pozarządowych – tych, które są związane z PiS-em, ale i część mniejszych, lokalnych – liczy na korzyści związane ze zmianami i z wolą władz osłabienia organizacji silnych, przywiązanych do wartości demokratycznego państwa prawa. Władza na sztandarach niosła hasła zniesienia dominującej roli wielkich organizacji pozarządowych, chociaż w tym jest oczywiście masa demagogii. Na przykład jedną z podstawowych misji Fundacji Batorego jest pomaganie organizacjom pozarządowym, również tym małym. PiS-owi chodzi i w tym przypadku o przejęcie kontroli nad światem niezależnych organizacji. Swojej wrogości do pojęcia i do świata społeczeństwa obywatelskiego nie ukrywał też w przeszłości Jarosław Kaczyński.

W 2006 roku udzielił on wywiadu ówczesnemu „Dziennikowi”. Był w nim jeden wielki atak na pojęcie społeczeństwa obywatelskiego i pokazał w istocie stosunek Kaczyńskiego do demokracji.

Dla niego jedyną strukturą integrującą społeczeństwo miała być polityka. Inne formy organizacji społeczeństwa uznawał za szkodliwe. Później zaczął się zachowywać bardziej dyplomatycznie i unikał otwartej krytyki sektora niezależnych organizacji, ale przyjęta ustawa wyrasta właśnie z tego sposobu myślenia. Sama nazwa jest już wiele mówiąca: Narodowy instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Z jednej strony instytut, z drugiej centrum, z jednej narodowe (czyli państwowe), a z drugiej społeczeństwo obywatelskie. Te sprzeczności w warstwie językowej już pokazują, że coś się próbuje ukryć: chęć kontroli poprzez pieniądze dużej części sektora pozarządowego. To są te same w istocie cele, co w przypadku mediów, prokuratury, Trybunału Konstytucyjnego i całego systemu sądownictwa.

Powiedział pan wcześniej, że nastąpiło pewne osłabienie dynamiki rewolucyjnej. Jak bardzo i na jak długo?

To zależy od oporu społeczeństwa. On może spowodować osłabienie represyjnych funkcji tego, co PiS robi. To będzie też zależało od partii opozycyjnych, zdolności mobilizacji i przekonania społeczeństwa o wadze tych problemów. To będzie zależało również od UE, czy reakcji Stanów Zjednoczonych.

Władza PiS dąży do osłabienia wszelkich funkcji kontrolnych.

Mówiliśmy już o trzech instytucjach, których istotną rolą jest właśnie kontrola władzy: sądy, media i organizacje pozarządowe. Teoretycznie można sobie wyobrazić, choć z dużą trudnością, że osłabiając bardzo mechanizmy kontrolne wielkoduszny Kaczyński będzie się samoograniczał. Ale oczywiście demokracja nie może opierać się na dobrej woli władcy. To, co w demokracji najważniejsze, to mechanizmy polityczne, sądowe, społeczne zabezpieczające kontrolę nad władzą. Dobra wola pana Kaczyńskiego – skądinąd wątpliwa – nijak się nie ma do tego, czym jest demokracja. Polityka obecnej władzy w stosunku do Unii Europejskiej też ma na celu przede wszystkim ograniczenie możliwości jej wpływania na naszą sytuację wewnętrzną. A przecież cała Unia opiera się nie tylko na wspólnych interesach, ale również na podzielanych wartościach.

W ostatnim wywiadzie Jarosław Kaczyński mówi także o tym, że rząd musi „wytrzymać presję UE”, bo jeżeli tego nie zrobimy, zostaniemy krajem peryferyjnym Wspólnoty. Czyli rozmów z Unią nie będzie?

Już wcześniej ostrzegał, że możemy się stać samotną wyspą…

To, co prezes PiS mówi, oznacza, że nawet jeżeli formalnie PiS nie chce nas wyprowadzić z Unii Europejskiej, to może nas zepchnąć ku jej zewnętrznym granicom.

Wtedy staniemy się krajem bezsilnym i pozbawionym wielu korzyści, które są związane z naszym członkostwem w UE. Ale z drugiej strony władze PiS nie będą poddane kontroli zewnętrznej i o to właśnie chodzi. Mówiąc o wolności, mają na myśli „wolnoć Tomku w swoim domku”, nie chodzi o wolność obywateli, tylko grupy rządzącej.

To kolejny cytat z prezesa: „W najbliższym czasie musimy odpowiedzieć na pytanie o działanie prezydenta; musimy wiedzieć, czy możemy iść do przodu, czy możliwe są kolejne zmiany, czy na razie więcej nie zdołamy w Polsce naprawić”. To zapowiedź możliwych przedterminowych wyborów? Sondaże cały czas pokazują, że PiS może liczyć na ok. 40 proc. poparcia.

Paradoksalnie właśnie w ostatnim okresie, po kryzysie związanym z „reformą” sądownictwa, notowania PiS-u wzrosły. I tutaj jest pewien tajemniczy element i paradoks, który wymaga debaty, a tej ze strony partii opozycyjnych nie widzę.

Przy tak dużych notowaniach nie można wykluczyć wcześniejszych wyborów.

Jarosław Kaczyński nie będzie bał się powtórki z 2007 roku?

To byłoby na pewne ryzykowne. Czy on na nie pójdzie? Tego nie wiem. Ale są też inne możliwe interpretacje tego, co prezes powiedział. Rozmawiamy akurat w rocznicę czarnego marszu, a to był jedyny przypadek wycofania się władzy z tego, co chciała zrobić. Później była jeszcze sprawa protestów w obronie wolnych sądów. Może prezes doszedł do wniosku, że po tych doświadczeniach należy się taktycznie do wyborów powstrzymać i dopiero po wyborach dokonać kolejnych aktów radykalnych zmian.

Z czego będą się w stanie wycofać?

Myślę, że nie wycofają się z „reformy” wymiaru sprawiedliwości i dekoncentracji mediów. Ale później mogą powiedzieć, że zawieszają zmiany.

Tylko co im wtedy jeszcze pozostanie?

Mogą iść jeszcze dalej w stronę władzy autorytarnej. Można doprowadzić do stworzenia władzy, która będzie nie do ruszenia, tak jak zrobił to Viktor Orbán. Można zmienić ordynację wyborczą tak, aby ograniczyć alternatywny wybór, ograniczyć działalność opozycji i niezależnych dziennikarzy. Podstawowe rzeczy już zrobili, ale można to różnie wykorzystać.

W rocznicę tzw. czarnego protestu też odbył się protest. Jarosław Kaczyński zdecyduje się na wojnę z kobietami i zaostrzenie ustawy aborcyjnej? Czy z tego będą w stanie się wycofać? Wcześniej zapowiadał, że jest zwolennikiem wprowadzenia zakazu tzw. aborcji eugenicznej.

Zakaz aborcji ze względów eugenicznych to jest de facto całkowite wprowadzenie zakazu aborcji.

W tej sprawie jest silna presja środowisk organizacji pro-life oraz wyraźne i jednomyślne stanowisko Kościoła. Nie wiem, jak PiS będzie kalkulował straty i zyski.

Ale chciałbym jeszcze podać trzecią interpretację przytoczonych przez panią słów Jarosława Kaczyńskiego. Doniosłość tego, co powiedział, może być ograniczona. To może być tylko forma presji na Andrzeja Dudę. Jego legitymacja w ogromnym stopniu związana była z obozem „dobrej zmiany” – na marginesie powiem, że mnie ten orwellowski język cały czas szokuje; a przejęła go nawet opozycja i to jest pewien sukces PiS-u – a teraz prezes partii chce powiedzieć: przez ciebie proces zmian, na który się powołujesz, może zostać zablokowany. Może chodzić po prostu o zdyscyplinowanie prezydenta.

Im mniejszy dochód na osobę w rodzinie, tym chętniej wyborcy wybierają PiS – wynika z sondażu opublikowanego w „Fakcie”. Program 500 Plus okazał się zatem strzałem w dziesiątkę. To jest też najprawdopodobniej przyczyna niespadającego poparcia dla PiS-u, o czym wcześniej rozmawialiśmy. Za pieniądze ludzie są w stanie oddać wolność? Czy to za daleko idąca interpretacja?

Nie chodzi tylko o program 500 Plus, to jest zbyt duże uproszczenie. W tych ocenach jest też rodzaj pogardy dla maluczkich, którzy mieliby zostać kupieni. Po wyborach ten język był bardzo popularny. Ważną rolę w postawach proPiS-owskich odgrywają też inne czynniki. Po pierwsze, program 500 Plus to nie tylko problem pieniędzy, ale także godności. Według ludzi biedniejszych, starszych, z mniejszych miejscowości państwo zaczyna się w końcu wywiązywać ze swojego obowiązku. A państwo liberalne się z niego wycofywało. 80 proc. ludzi jest zadowolonych ze swojej sytuacji, czyli uznało osiągnięcia transformacji, ale równocześnie nigdy nie wybaczyło tym, którzy aplikowali transformację, bo to bolało.

PiS z jednej strony jest źródłem zagrożenia dla ludzi, dla których demokracja jest sprawą zasadniczą, ale dla dużej części społeczeństwa jest także źródłem bezpieczeństwa i spokoju.

To są ludzie, którzy przyznają, że chcą mieć demokrację, ale równocześnie zagłosują na PiS, bo inne rzeczy są ważniejsze. Poza tym wpływy PiS-u nie ograniczają się tylko do środowisk najuboższych. PiS ma wiele atutów i walka z zagrożeniami, które niesie, musi odbywać się na wielu płaszczyznach.

Wysokie poparcie dla PiS-u utrzyma się do wyborów?

Po wygranych przez PiS wyborach mówiłem, że się ich nie boję, bo pokazali, że „Tanatos, pragnienie śmierci” jest silnie obecne u ich przywódcy i że cały czas popełniają mnóstwo błędów. Obawiam się bardziej o partie opozycyjne, to znaczy słabości przywództwa, słabości programowej, nieumiejętności znalezienia alternatywnego języka i wizji, która mogłaby dużą część Polski przekonać, wreszcie wyniszczającej konkurencji.

PiS ma bardzo duże szanse, żeby wygrać kolejne wybory, jeżeli będziemy antycypowali na podstawie tego, co dzisiaj wiemy o sytuacji politycznej i społecznej. Natomiast w żadnym wypadku nie jest to koniecznością.

Ale aby nie było samospełniającego się proroctwa, konieczny jest poważny wysiłek. Nawet jeżeli pojawiają się potężne ruchy społeczne, to nie zastąpią one partii politycznych.

Na razie mamy pęknięcie na linii Duda-Kaczyński, nie wiadomo, jak głębokie, w PiS-ie też widać sporo pól konfliktu. Ruchy tektoniczne ich wykończą?

Tak może się stać. Mamy różne elementy, które mogą na to wskazywać. Zachowanie Andrzeja Dudy w lipcu i konflikty, nawet jeżeli chodzi przede wszystkim o władzę prezydenta, mają istotne konsekwencje polityczne. Również konflikty prezydenta z Robespierrami polskiej polityki, z ministrami Antonim Macierewiczem i Zbigniewem Ziobrą. Jest też problem wicepremiera Jarosława Gowina i jego małej partii. Odpowiadając na Gowina deklarację poparcia dla prezydenta, PiS de facto chce utrącić jego projekt reformy szkolnictwa wyższego. Tu też chodzi o próbę zdyscyplinowania, tak jak w przypadku Andrzeja Dudy. Przed prezentacją projektów ustaw prezydenta był jeszcze atak na jego współpracownika Michała Królikowskiego. Również na ludzi z BBN. To są przykłady bardzo brutalnych metod działania.

Poza tym mamy też dość interesujące zjawisko podziału w ramach środowiska dziennikarzy związanego z PiS-em, którego część wypowiedziała się przeciwko kierownictwu tej partii w konflikcie z prezydentem. To nie zostanie zapomniane. To są ludzie, którzy pokazali, że są przynajmniej częściowo niezależni. Zjawiska tych pęknięć mogą być dynamiczne.

PiS może zdał sobie sprawę, że wzmocnił swoje wpływy wśród ludzi biedniejszych i starszych, ale równocześnie odeszły od nich te środowiska, które w poprzednich wyborach do nich dołączyły.

Trudno też abstrahować od pęknięcia w ramach Kościoła. Szereg ważnych jego postaci poparło prezydenta Dudę, wystąpiło również przeciwko – warto wspomnieć na marginesie – kampaniom antyniemieckim. Kardynał Nycz ostrzegł ostatnio przed podważeniem trójpodziału władzy. To są nowe zjawiska warte uważnej obserwacji.


https://wiadomo.co/aleksander-smolar-pis-moze-stworzyc-wladze-nie-do-ruszenia/

Polska Fundacja Narodowa zmieniła statut


http://wiadomosci.onet.pl/kraj/polska-fundacja-narodowa-zmienila-statut/e4vkcdq?utm_source=wiadomosci_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2

Polacy upierali się, by lądować? Świadek na procesie Arabskiego: Mgły w Smoleńsku bardzo częste

04.10.2017

Wczesną wiosną na lotnisku w Smoleńsku bardzo często są poranne mgły – zeznał świadek w procesie Tomasza Arabskiego, b. szefa kancelarii premiera, sądzonego za niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 r.

W środę Sąd Okręgowy w Warszawie kontynuuje ten proces, prowadzony z prywatnego oskarżenia części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

Świadek Stanisław Ł., ówczesny radca ambasady RP w Moskwie, zeznał, że zajmował się sprawami wizowymi i paszportowymi członków delegacji na obchody rocznicy Zbrodni Katyńskiej.

Powiedział, że lotnisko w Smoleńsku było zamknięte i nie spełniało warunków, choć było otwierane, gdy przylatywały tam samoloty z Polski na obchody. Ocenił, że rosyjski nawigator powinien znajdować się na pokładzie polskiego samolotu, bo to lotnisko leży w tzw. siodle i wczesną wiosną są tam bardzo często poranne mgły. Dodał, że kilka razy był świadkiem takich sytuacji, gdy czekał tam na polskie samoloty.

Ł. zeznał, że rankiem 10 kwietnia 2010 r. usłyszał na tym lotnisku od pułkownika rosyjskich służb granicznych: Pogoda jest tak fatalna, że polski samolot powinien czasowo wylądować albo w Mińsku, albo na lotnisku zapasowym, a za 40 minut mgła się uniesie i samolot przyleci.

Świadek nie pamiętał nazwiska tego oficera i nie wiedział, skąd miał taką wiedzę. Uznał wtedy, że wobec gęstej mgły byłaby to dobra decyzja, choć spowodowałaby krótkie opóźnienie wizyty. Krótko potem ten sam oficer spytał Ł., „dlaczego Polacy upierają się, by lądować w Smoleńsku”.

Wkrótce potem Ł. widział, jak próbował tam lądować rosyjski Ił-76, który – według świadka – „był bliski katastrofy”, gdyż skrzydło mocno przechylonej maszyny znalazło się kilkanaście metrów nad ziemią.

Zaraz po katastrofie Tu-154M Ł. był na jej miejscu, gdzie widział rozrzucone szczątki samolotu i strażaków. - Byłem w szoku; nie podchodziłem bliżej do wraku – mówił.

- Ambasada starała się do każdej wizyty przygotować w sposób należyty - tak Ł. odpowiedział na pytanie, czy były jakieś różnice między przygotowaniami do wizyty premiera Donalda Tuska 7 kwietnia a prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia. Jego zdaniem, wizyty L. Kaczyńskiego nie można nazwać oficjalną.

Arabski i inni podsądni nie stawili się w sądzie – udział w rozprawie to prawo, a nie obowiązek oskarżonego.

W środę ma zeznawać jeszcze dwóch innych świadków z MSZ. Okazało się też, że inny wezwany na ten dzień świadek Maciej K., b. wiceszef departamentu konsularnego MSZ, zmarł już jakiś czas temu. Jego zeznania uznano za odczytane.

Niedawno sąd informował, że na koniec procesu jako świadek przesłuchany będzie Donald Tusk.

Prywatny akt oskarżenia złożono w sądzie w 2014 r. – po tym, gdy cywilna prokuratura prawomocnie umorzyła śledztwo ws. organizacji lotu prezydenta i premiera do Smoleńska. Oskarżycielami prywatnymi są bliscy kilkunastu ofiar katastrofy m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. W rozprawach uczestniczą dwaj prokuratorzy.

Podsądni nie przyznają się do zarzutów. Pozostali oskarżeni to: urzędnicy Monika B. i Miłosław K. (oboje z kancelarii premiera) oraz Justyna G. i Grzegorz C. z ambasady RP w Moskwie. Grozi im do 3 lat więzienia.

10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku zginęło 96 osób, w tym Lech Kaczyński i jego małżonka. Śledztwo początkowo prowadziła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Postawiła zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom rozwiązanego po katastrofie 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który zajmował się transportem VIP-ów.

4 kwietnia 2016 r. śledztwo przejęła Prokuratura Krajowa z nowym zespołem śledczym, która rozszerzyła zarzuty dla trzech w sumie rosyjskich kontrolerów lotu. Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego „czarnych skrzynek”.

dziennik.pl

PiS chce zmienić orynację, by zapewnić sobie zwycięstwo w samorządowych wyborach

Tomasz Żółciak, 04.10.2017, Logo Dziennik Gazeta Prawna Dziennik Gazeta Prawna

Jednym z pomysłów PiS są dwie osobne komisje do wydawania kart i liczenia głosów© Dziennik Gazeta Prawna Jednym z pomysłów PiS są dwie osobne komisje do wydawania kart i liczenia głosów

 

Rządzący po cichu kalkulują, które zmiany w ordynacji spowodują, że to właśnie formacja Jarosława Kaczyńskiego uzyska w przyszłorocznych wyborach lokalnych najkorzystniejsze rezultaty

POLITYKA

Prace nad nowelizacją kodeksu wyborczego, w związku z przyszłorocznymi wyborami samorządowymi, owiane są w partii tajemnicą. W rozmowach z nami posłowie tego ugrupowania konsekwentnie ucinają temat. – Prace trwają, ostateczne decyzje podejmie kierownictwo partii, a na szczegóły musimy poczekać – mówi poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk.

Dodaje, że kierunek zmian określił kilka miesięcy temu prezes partii Jarosław Kaczyński. Mówił m.in. o kamerach internetowych w lokalach wyborczych, przezroczystych urnach (w rzeczywistości już obowiązują), dwóch osobnych komisjach do wydawania kart i zliczania głosów oraz zasadzie dwukadencyjności. Ale od tamtego czasu sytuacja uległa zmianie – PiS np. na razie wycofał się z limitowania kadencji z mocą wsteczną w związku z oporem ze strony prezydenta Andrzeja Dudy.

Dziś politycy PiS w nieoficjalnych rozmowach powtarzają, że „wszystkie opcje wchodzą w grę”. Z naszych informacji wynika, że partia sonduje, które rozwiązania związane z nową ordynacją będą najkorzystniejsze nie tylko z punktu widzenia procesu wyborczego, lecz także dla partii jako takiej.

Większościowa czy proporcjonalna

Nasze źródła twierdzą, że z całej gamy pomysłów wyciekających z PiS najpewniejsza wydaje się likwidacja ordynacji większościowej w gminach i wprowadzenie (a raczej powrót) ordynacji proporcjonalnej. Przypomnijmy: kiedyś o tym, według jakiego systemu głosują mieszkańcy danej gminy, decydowała jej liczebność. W gminach powyżej 20 tys. mieszkańców obowiązywała ordynacja proporcjonalna (podobnie jak w powiatach i województwach), a w pozostałych – większościowa. Przy okazji wyborów lokalnych w 2014 r. zasady zmieniono – ordynację większościową wprowadzono we wszystkich gminach, niezależnie od liczby mieszkańców, a zasadę proporcjonalności utrzymano w miastach na prawach powiatu. Czyli o systemie wyborczym zaczął decydować status jednostki, a nie jej liczebność. PiS być może będzie chciał teraz wrócić do systemu proporcjonalnego w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców.

Dlaczego? Opozycja ma swoją teorię na ten temat. – Ordynacja proporcjonalna w gminie oznacza, że partia bez rozpoznawalnego kandydata, ale z dużym poparciem w skali kraju, może dostać przynajmniej kilka mandatów. Ostatnie wybory PiS raczej przegrał na poziomie gminnym, głównie z lokalnymi autorytetami – mówi Jan Grabiec, poseł PO.

Socjolog polityki Jarosław Flis uważa, że zmiana ta podyktowana jest bardziej względami ideowymi niż praktycznymi. – Problem jest też taki, że lokalne partie władzy i tak mają pozycję bez porównania silniejszą niż PiS, a 41 proc. głosów oddanych w ostatnich wyborach rad gmin padło na komitety kandydatów już wcześniej sprawujących urząd – twierdzi ekspert. Poza tym likwidacja JOW-ów może skonfliktować PiS z Kukiz’15 i wzbudzić protesty szefów gmin.

Ograniczenie opcji kandydowania

Kolejny – zdaniem naszych informatorów – dość pewny na tę chwilę pomysł to zakaz kandydowania do dwóch szczebli samorządu naraz. Chodzi o to, by nie zgłaszać się np. jako kandydat na burmistrza gminy i jednocześnie radnego powiatu czy sejmiku. To będzie cios wymierzony w lokomotywy wyborcze. Przykładowo: w ostatnich wyborach samorządowych prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz zorganizował komitet, który zdobył dwa mandaty w lubuskim sejmiku. Jeden z nich uzyskał on sam, ale w związku z jego reelekcją na prezydenta miasta, wybrał dotychczasową funkcję. Zdaniem niektórych osób ograniczenie opcji kandydowania mogłoby dotyczyć nawet startowania na różne funkcje w obrębie jednego samorządu (czyli np. na szefa gminy i jednocześnie radnego). Problem w tym, że PiS w ten sposób kręciłby także bicz na własne szeregi, bo musi się liczyć z tym, że wielu miejscowości nie uda mu się wyrwać z rąk Platformy i silnych lokalnych komitetów. A wtedy jego ludzie nie dostaną się nawet do rad.

W ostatnim czasie pojawiły się też pogłoski o możliwych roszadach personalnych w Państwowej Komisji Wyborczej. W grę wchodzi wymiana całego 9-osobowego składu sędziowskiego i ponad 50 komisarzy wyborczych (to przedstawiciele sądów okręgowych, apelacyjnych, administracyjnych czy Sądu Najwyższego). Są to pełnomocnicy PKW wyznaczeni na obszar stanowiący część jednego województwa. To oni, wspólnie z samorządami, powołują terytorialne komisje wyborcze, a do tego m.in. nadzorują przestrzeganie prawa wyborczego, rozpatrują skargi na działalność komisji wyborczych czy podają zbiorcze wyniki wyborów.

PKW potwierdza, że takie zmiany teoretycznie są możliwe. – Komisja i komisarze wyborczy nie są organami konstytucyjnymi, co oznacza, że ustawa zwykła może wprowadzać wszelkie zmiany dotyczące funkcjonowania tych organów – informuje nas biuro prasowe PKW.

Nasze źródła twierdzą, że na razie mniejszą szansę na wdrożenie mają pomysły typu: zakaz startowania dla niepartyjnych komitetów czy limitowanie kadencji (to drugie PiS może chcieć odłożyć na później). Ponoć wciąż nierozstrzygnięta jest kwestia jednej tury wyborów na prezydentów miast. Z jednej strony przy rozdrobnionych głosach byłby to wytrych do przejęcia władzy w dużych miastach przez PiS. Ale z drugiej – obniżyłoby to siłę mandatu zwycięzcy i wciąż nie daje partii rządzącej gwarancji wygranej. ⒸⓅ

ms.pl

Kaczyński o Tusku: Być może milczy, bo zorientował się, jak dużo wiedzą prokuratorzy

04.10.2017

Zastanawia mnie brak aktywności przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska; być może zorientował się, jak dużo wiedzą o jego rządach prokuratorzy i ten fakt wpłynął na ograniczenie jego aktywności – powiedział w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS nawiązał do działalności szefa RE w związku z wygaśnięciem programu Komisji Europejskiej dotyczącego przyjmowania uchodźców z Grecji i Włoch, który zobowiązywał państwa członkowskie do przyjmowania osób relokowanych.

Udało się uchronić Polskę przed szaleńczym narażeniem bezpieczeństwa obywateli i w gruncie rzeczy nieskuteczną akcją. Zastanawia mnie jednak brak aktywności przewodniczącego Rady Europejskiej. Dobiegł końca program, który on tak gorąco popierał, a teraz milczy - powiedział Kaczyński.

Pytany, co może być powodem tego milczenia, odpowiedział: Niektórzy twierdzą, iż są nim przesłuchania prokuratorskieByć może Donald Tusk zorientował się, jak dużo wiedzą o jego rządach prokuratorzy, i ten fakt wpłynął na ograniczenie jego aktywności - sugerował prezes PiS.

B. premier został przesłuchany jako świadek w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości przy sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. Jest to jedno z ośmiu śledztw prowadzonych przez zespół prokuratorów wyjaśniających okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Kaczyński: W ustawach o KRS i SN dostrzegam pewne problemy o o charakterze konstytucyjnym

W prezydenckich projektach dotyczących zmian w wymiarze sprawiedliwości dostrzegam pewne problemy o charakterze konstytucyjnym, trudno bowiem sędziów KRS wybierać mniejszością głosów – ocenił prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”.

Prezydent Andrzej Duda pod koniec września zaprezentował swe projekty ustaw dotyczących Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa; we wtorek zostały one skierowane do konsultacji. Przygotowanie projektów o SN i KRS prezydent zapowiedział w lipcu po zawetowaniu dotyczących tych kwestii ustaw, autorstwa PiS.

Projekt noweli ustawy o KRS przedstawiony przez prezydenta zakłada m.in, że obecni członkowie KRS-sędziowie pełnią swe funkcje do dnia rozpoczęcia wspólnej kadencji wszystkich członków Rady-sędziów, wybranych na nowych zasadach przez Sejm (dotychczas wybierały ich środowiska sędziowskie – PAP). Sejm wybierałby nowych członków KRS-sędziów większością 3/5 głosów na wspólną czteroletnią kadencję; w przypadku klinczu każdy poseł mógłby głosować w imiennym głosowaniu tylko na jednego kandydata spośród zgłoszonych.

Dostrzegam w tych projektach pewne problemy o charakterze konstytucyjnym. Trudno sędziów KRS wybierać mniejszością głosów. Taką sytuację tworzy ten projekt ustawy, który wpłynął do Sejmu z Kancelarii Prezydenta. Zasada: jeden poseł – jeden głos – jeden kandydat na członka KRS, bezdyskusyjnie zaowocuje wyborami mniejszościowymi, a nawet bardzo mniejszościowymi. Można sobie przecież bez trudu wyobrazić sytuację, w której do Krajowej Rady zostają powołani sędziowie wybrani przez dwóch, trzech posłów czy nawet skrajnie przez jednego - powiedział Kaczyński. Jak dodał, wprowadzenie w życie rozwiązań zaproponowanych przez prezydenta musiałoby skutkować zmianą regulaminu izby.

Jednak nie to jest głównym problemem. W mojej ocenie zaproponowane rozwiązanie stoi w sprzeczności z ustawą zasadniczą, bo nigdzie– powtarzam – nigdzie nie ma w niej zapisu o możliwości głosowania mniejszością głosów. Mowa jest o różnych większościach: bezwzględnej, bezwzględnej wzmocnionej, kwalifikowanej. Nie ma dopuszczenia wyboru poprzez mniejszość. To właśnie szacunek dla wyboru większościowego jest istotą demokracji. O tym naprawdę trzeba pamiętać i nie można tej podstawowej zasady wypaczać, bo to będzie po prostu psuło jakość życia publicznego w Polsce - dodał Kaczyński.

Szef PiS pytany, czy rozpoczęły się już negocjacje z prezydentem Dudą ws. projektów dotyczących zmian w wymiarze sprawiedliwości stwierdził, że to niedaleka przyszłość. Mogę powiedzieć, że jeśli nasza korekta spotka się ze zrozumieniem prezydenta, to będziemy mogli powiedzieć, iż udało się wypracować mechanizm wystarczająco głęboko zmieniający polskie sądownictwo - powiedział Kaczyński.

Dopytywany o poprawki, które PiS chce zaproponować do prezydenckiego projekt ustawy o KRS Kaczyński stwierdził, iż jest jeszcze za wcześnie, by mówić o tej propozycji publicznie. Najpierw zostanie ona przedstawiona panu prezydentowi, jestem dobrej myśli - zaznaczył.

Natomiast chciałbym podkreślić, że nie możemy bezrefleksyjnie dryfować w stronę kwestionowania prawa wyłonionej podczas demokratycznych wyborów większości. Nie możemy myśleć tak, że większość zdobyta przez jedną siłę polityczną jest czymś złym, bo to nas może sprowadzić na manowce. Wyobraźmy sobie sytuację, w której jedna formacja w wyniku decyzji wyborców zdobywa większość konstytucyjną. Czy wówczas zaczniemy kwestionować jej prawo do zmiany ustawy zasadniczej? - zastanawiał sięprezes PiS.

Odnosząc się do propozycji wyboru nowych członków KRS większością 3/5 głosów Kaczyński powiedział, że PiS zaakceptował tę prośbę choć wielu z nas uznaje ją za błąd polityczny. Oceniając realnie sytuację w parlamencie, można z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że ten wymóg okaże się nierealny. Z jednego powodu – opozycja odmawiająca jakiejkolwiek współpracy, sama określająca się jako totalna, jest zbyt liczna. Ale jeszcze raz powtarzam – realizowanie woli większości jest istotą demokracji, a nie jej wypaczeniem - podkreślił.

Kaczyński dodał, że podczas niedawnego spotkania z prezydentem Dudą, zaproponował, by w razie niepowodzenia sejmowego głosowania poprzez 3/5 inicjatywę przejmował Senat i również większością 3/5 wybierał kandydatów na członków KRS. Jestem przekonany, że część naszych senatorów konsultowałaby z panem prezydentem swój wybór, a to by sprawiło, iż część miejsc w KRS otrzymaliby kandydaci przez niego wskazani. Prezydent Duda mógłby przeforsować osoby kojarzone z opozycją - doprecyzował lider PiS.

Pytany czy wprowadzenie w życie prezydenckich projektów po modyfikacji dotyczącej wyboru składu KRS, zmieni sądownictwo tak głęboko, jak tego chciało PiS, Kaczyński ocenił: ma szansę zmienić. Jeśli pan prezydent będzie zdeterminowany, by te zmiany wprowadzać - zaznaczył. Bez jego determinacji tak się nie stanie. Ale musimy mieć świadomość, iż nasze zawetowane projekty dawały szansę na szybszą zmianę. Teraz ten proces na pewno będzie dłuższy. Dużo dłuższy i trudniejszy - dodał.

Prezes PiS był też pytany o prezydencki projekt zmian dotyczący Sądu Najwyższego. Projekt ten wprowadza m.in. możliwość wniesienia do SN skargi na prawomocne orzeczenie każdego sądu, zapis, by sędziowie SN przechodzili w stan spoczynku w wieku 65 lat z możliwością wystąpienia do prezydenta o przedłużenie orzekania oraz utworzenie Izby Dyscyplinarnej z udziałem ławników.

Powołanie zupełnie nowego składu SN byłoby zmianą całkowicie zgodną z konstytucją, to po pierwsze. Po drugie – ta rzeczywiście bardzo ograniczona wymiana będzie równoważona poszerzeniem składu Sądu Najwyższego. A jeśli tak się rzeczywiście stanie, to będzie można powiedzieć, iż skład SN, a przez to jego oblicze, uległo zmianie - ocenił prezes PiS.

„Nie chcę zajmować się sporami pokoleniowymi między czterdziestolatkami”

Prezes PiS pytany, czy podział w tzw. obozie dobrej zmiany jest realnym zagrożeniem, odpowiedział, że partia jest zdeterminowana, żeby do tego nie dopuścić. Zrobimy wszystko, by utrzymać jedność, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Nie możemy i nie zgodzimy się na zmiany pozorne, szczególnie w sferach, w których zmiany są możliwe bardzo rzadko. A wymiar sprawiedliwości jest właśnie taką sferą - powiedział Kaczyński. Jednak naprawdę głęboko wierzę w to, że do porozumienia dojdziemy, a rozbieżności są jedynie skutkiem paru niefortunnych okoliczności - dodał.

Kaczyński był także pytany, jak odczytuje deklarację prezydenta Andrzeja Dudy, że w jego szczególnym zainteresowaniu pozostają resorty: sprawiedliwości, obrony narodowej i spraw zagranicznych. Jeśli chodzi o resort sprawiedliwości, to podczas rozmowy z prezydentem powiedziałem mu, iż nie chcę zajmować się sporami pokoleniowymi między czterdziestolatkami. Ministerstwo działa bardzo dobrze - stwierdził.

Jeśli chodzi o obronę narodową, to wymiary tego sporu są znane i ja w tej sprawie nie mam nic do dodania - podkreślił Kaczyński.

Prezes PiS dopytywany był także o zgrzyt na linii rząd-prezydent oraz o to, jak ocenia działania MON Kaczyński ocenił, że w resorcie obrony narodowej zachodzą daleko idące korzystne zmiany i jest to efekt ogromnej determinacji i energii ministra Antoniego Macierewicza. Z drugiej strony przeciwko tym działaniom został uruchomiony potężny front obrony status quo i ten zgrzyt jest w znacznej mierze efektem potężnej kampanii szkalowania szefa MON - zaznaczył.

dziennik.pl

Był gwiazdą rekolekcji i katolickim celebrytą. Okazał się przestępcą seksualnym

Anna Szulc, 04.10.2017, Newsweek Polska

© PIXABAY

UWAGA DRASTYCZNE

Znany z „Pasji” Mela Gibsona Romuald K. miał dwie twarze. Jedną dobrotliwą, pobożną, bo przecież się nawrócił, pokochał Boga. Drugie oblicze K.? Przestępcy seksualnego, który pastwił się nad młodymi kobietami. Za co grozi mu dziś 15 lat więzienia.

– Bóg cię kocha – powiedziała pani Jadzia, religijna Polka z Rzymu do leżącego na ławce bezdomnego alkoholika. Był rok 1996.

Pani Jadzia nie wiedziała, że to Romuald K., kiedyś wzięty architekt. Zdarzyło mu się remontować i rewaloryzować nawet budynki w samym Watykanie. A potem, przez alkohol stracił pracę, rodzinę, sens życia. A jednak stał się cud. Na ławce w Rzymie, w 1996 roku, po krótkim spotkaniu z panią Jadzią przydarzyło się K. nawrócenie. – Po czterdziestu latach klęsk odzyskałem to, co najważniejsze – gorliwą wiarę w Boga – tłumaczył później w jednym z licznych wywiadów o tym, że czuje, widzi i słyszy, jak jego życiem kieruje Duch Święty.

Rzeczy nadzwyczajne

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Przyjechałem do was, by dać świadectwo nawrócenia – to już słowa K. skierowane w marcu tego roku do dynamicznej grupy modlitewnej z mazowieckiego Grzebowilka. Na nagraniu, dostępnym w Internecie widać, że w parafii w Grzebowilku jest zimno, całe spotkanie K. przesiedział w sali w kurtce. A kiedyś chodził w łachmanach, rany mu się przestały goić, taki był słaby, ledwo żywy. Dopóki Jezus nie przemówił do zmarnowanego K. przez panią Jadzię.

– Obudziłem się następnego dnia, na tej samej ławce – wspominał to zdarzenie po wielokroć. – Zobaczyłem piękne niebo, pięknych ludzi, zdumiałem się tym, jaki sam jestem piękny. Najpiękniejsze miało jednak dopiero nadejść.

12 lat temu, K. jako rzymski legionista rozkazał biczować Jezusa Chrystusa. Poprosił go o to światowej sławy aktor i reżyser, Mel Gibson, twórca filmu „Pasja”. – Gibson też się nawrócił – przypomniał K. grupie modlitewnej z Mazowsza. W ogóle, jego zdaniem, wokół „Pasji”od samego początku działy się rzeczy nadzwyczajne.

– Poszedłem na casting. Sekretarka oznajmiła mi, że Gibson mnie nie przyjmie, bo nie jestem umówiony. Powiedziałem więc, że chcę tylko zostawić swoje zdjęcie – opowiadał K. w wywiadzie, udzielonym dziesięć lat temu portalowi. – Zaniosła więc je Gibsonowi (…). Siedząc w poczekalni, wdałem się z innym uczestnikiem castingu w rozmowę na temat Boga. On twierdził, że Bóg nie istnieje i nie wysłuchuje naszych próśb. W pewnej chwili przyszła sekretarka i powiedziała, że Mel Gibson nie zdąży mnie już przyjąć. Wtedy zacząłem się modlić. Po chwili znów przychodzi sekretarka i mówi, że Gibson jednak mnie przyjmie. Odwróciłem się do sąsiada: „Widzisz, jednak Bóg wysłuchuje naszych próśb”.

Inna historia: pani Jadzia z Rzymu, po tym wszystkim, co zrobiła dla K. musiała iść na trudną operację. Mogła nie przeżyć. K. zaczął rozmawiać o pani Jadzi z Jezusem. Bóg powiedział do K.: – Albo przestaniesz palić papierosy, albo pani Jadzia umrze. Rzucił nałóg.

Nawet pantofelka

– Kurczę blade, on miał taką gadkę, że wzruszyłby nawet pantofelka, nawet ateistę. Rewelacyjny typ do wywiadów, bezdomny nałogowiec, od którego uciekła do Kanady żona z małą córeczką. A on się jednak ze wszystkiego podniósł i zaczął głosić Dobrą Nowinę – mówi dziennikarka katolickiego portalu, za żadne skarby nie poda nazwiska.

– Uchodził za myśliciela, mędrca z hiobowym życiorysem, taka tragiczna historia ze szczęśliwym zakończeniem. Ludzie lgnęli do niego jak do miodu – wspomina członek mistycznego ruchu, „Odnowy w Duchu Świętym”. Poznał Romualda K. przez Internet. – Aż mną coś telepło, gdy dowiedziałem się, jakie on miał trudne życie.

Na spotkania modlitewne, misteria Męki Pańskiej, dni skupienia, na rekolekcje i wykłady dla dzieci K. przylatywał samolotem z Rzymu. Co w Rzymie najczęściej porabiał? Grał epizody, w filmach włoskich, często bezdomnych albo kapłanów. Grywał też w Polsce. W kultowym „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” Marka Koterskiego wcielił się w polskiego legionistę, pracował na planach m.in. u Agnieszki Holland, Magdaleny Łazarkiewicz i Patryka Vegi. Dwa lata temu robił za kardynała w serialu sławnej reżyserki Liliany Cavani. Jeden z ostatnich epizodów? K. w filmie Bena Stillera, u boku Katty Perry i Kate Mos znów zagrał księdza. Cały on.

Zainteresowałaś mnie

Gdy nie grał w filmach, oprowadzał po Rzymie wycieczki. Reklamował też inne swoje usługi, korepetycje z geometrii wykreślnej i naukę języka włoskiego, to akurat, gdy na dłużej bywał w Warszawie.

Za pośrednictwem sieci składał ludziom różne propozycje. Na przykład takie (rok 2008, strona: www.fotomodeling.pl): „Witaj. Jestem aktorem filmowym i poszukuję dziewczyny (…) do roli młodej modelki w Rzymie. Oglądałem twoje zdjęcia i zainteresowałaś mnie. Czy możesz mi przesłać trochę zdjęć, na których lepiej cię widać? Napisz też coś o sobie”.

W anonsie K. dodawał jeszcze, że film będzie kręcony w Rzymie w grudniu. „Ale wcześniej byłabyś zaproszona na zdjęcia próbne. Oczywiście wszelkie koszta pokrywamy z góry:) Pozdrawiam, Romuald K. (tu pełne nazwisko – przyp. red.)”. Dziewczyna nie zdecydowała się na rzymskie wakacje bez kosztów. Uznała, że ogłoszenie jest trefne. Bo przecież to dość dziwne, by aktorki do filmu zapraszał aktor, a nie agencja, organizująca castingi. Ewentualnie reżyser.

21 września tego roku Romuald K., jak zwykle, wsiadł do samolotu w Rzymie, by w Polsce uświetnić swoją osobą modlitewne spotkania Polaków. Jak zwykle wylądował w Warszawie. Jednak zamiast na plebanię trafił w ręce stołecznej policji.

– Był zgrzany od alkoholu, ale nie stawiał oporu. Wymiękł szybko. Przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów – opowiada nam anonimowy informator z kręgu prokuratury. K. odwieziono do aresztu.

Za co? Za to przede wszystkim, że K. obiecywał kobietom role w filmach, zwabiał je do Rzymu, po czym zmuszał do tak zwanych innych czynności seksualnych. – Chodzi na przykład o dotykanie miejsc intymnych osoby, choć ona tego sobie nie życzy. O zmuszanie osób do dotykania miejsc intymnych sprawcy – tłumaczy nam Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Inne zarzuty? Zmuszanie do uczestnictwa w sesjach pornograficznych, wysyłanie zdjęć nagich ofiar na postronne skrzynki e.mailowe. W tym (o czym wiemy nieoficjalnie) na skrzynkę pewnego rzymskiego… alfonsa.

W komputerze K. śledczy odkryli też setki zdjęć nagich Polek. Cztery z nich, w tym jedna nieletnia, mają dziś status pokrzywdzonych. Dochodzenie w sprawie K. w prokuraturze trwało od kwietnia. Ale już wcześniej K. był w kręgu zainteresowania policji.

– Wszystko zaczęło się od zeznań szantażowanej siedemnastolatki, którą zmuszał do nagich występów przed kamerą. Groził, że jak będzie niegrzeczna upubliczni jej zdjęcia, całemu światu ją pokaże. Podobne chwyty stosował wobec innych ofiar – wyjaśnia nam chcący pozostać anonimowym informator z kręgów prokuratury. Zeznań, które na samych początku policja traktowała jak gorący kartofel. – Bo to były dziewczyny z patologii, trochę zwichrowane. Na początku pojawiły się więc podejrzenia, że nie do końca są wiarygodne. Ale sygnały o tym, że z Romualdem jest coś nie w porządku, pojawiły się także od ludzi, związanych z grupami modlitewnymi.

Informator: – Do końca, do chwili wylądowania samolotu w Warszawie baliśmy się, że ktoś pójdzie na jakiś układ ze sprawcą, ktoś mu coś szepnie, ktoś go nawet, być może gdzieś ukryje. Zauważa, że ofiar K może być więcej.

Raczej satyr

– Też tak myślę – przyznaje Radosław Gruca, dziennikarz „Faktu”, który przez ostatnie kilka tygodni prowadził swoje śledztwo w sprawie K. Kilka tygodni temu zgłosił się do niego katolicki działacz, pracujący na rzecz wykluczonych. Przerażony tym, co odkrył. A odkrył, że Romuald K., uznany i ceniony kato-celebryta, prelegent rekolekcyjny, prowadzący religijne spotkania z dorosłymi, ale i z dziećmi, człowiek z Bogiem na ustach to ten sam Romuald K., który namawia młode, naiwne kobiety do seksu i pornografii.

Co ciekawe, od chwili aresztowania K. mało kto decyduje się na przyznanie do znajomości z aktorem. – Kompletnie go nie pamiętam – rzuca krótko reżyser Marek Koterski. Od pracownicy agencji aktorskiej z Warszawy, do której K. należy od ośmiu lat słyszę, że nikt z firmy człowieka na oczy nie widział. – Przecież on nie mieszka w Polsce – obrusza się pani z agencji. Znany aktor (koniecznie bez nazwiska) przyznaje z kolei, że od dawna podejrzewał K. o czyny niecne. – Jak ktoś gada o Jezusie, a potem klei się do statystek, to żaden z niego święty, raczej satyr.

Jak chleb

– Wydawał się taki dobry. Jak chleb – wzdycha tymczasem Piotr Szydłowski, szef Stowarzyszenia Przyjaciół Grzebowilka, w ramach którego działa przykościelna grupa modlitewna. Ta, która jeszcze w marcu zaprosiła K. do siebie, by dał świadectwo powrotu do wiary. Jego zdaniem sprawa może mieć drugie dno. Czyli? – Czyli albo K. ktoś wrobił. Albo maczał w tym wszystkim palce diabeł. Od dawna wiadomo, że szatan lubi sobie przygruchać człowieka nawróconego.

Z teologicznego punktu widzenia człowiek nawrócony to ktoś, kto podąża za Ewangelią. Ktoś, kto wygłasza slogany o powrocie do Jezusa, w rzeczywistości krzywdzi innych, najprawdopodobniej robi z religijności zasłonę dymną. Wiara ma go usprawiedliwiać, przykrywać świństwa w jego życiu. Być może mamy wtedy do czynienia z cynikiem i manipulatorem.

Czy K. był nawrócony, czy tylko udawał, że jest? Z takim pytaniem można się zwrócić tylko do wierzącego teologa.– Z teologicznego punktu widzenia człowiek nawrócony to ktoś, kto podąża za Ewangelią. Ktoś, kto wygłasza slogany o powrocie do Jezusa, w rzeczywistości krzywdzi innych, najprawdopodobniej robi z religijności zasłonę dymną. Wiara ma go usprawiedliwiać, przykrywać świństwa w jego życiu. Być może mamy wtedy do czynienia z cynikiem i manipulatorem. Ale za domniemanym cudem nawrócenia mogą się też ukrywać poważne zaburzenia osobowości – wyjaśnia ojciec Jacek Prusak, jezuita, psycholog.

Zakonnik zwraca uwagę, że zachowanie „nawróconego” K. przypomina postępowanie „nawróconego” Mela Gibsona. – Możliwe, że udział w „Pasji” aktor traktował tak jak Gibson, jako rodzaj autoterapii na swój alkoholizm, jako sposób na odbicie się od dna. Obaj zatrzymali się na deklaracjach. Dwa lata po nakręceniu „Pasji” Gibson został zatrzymany przez policję, był pijany i bardzo głośny. Policjantów wyzwał od Żydów. W 2010 roku Ameryką wstrząsnęło nagranie z domu Gibsona. Gwiazdor pobił swoją ówczesną partnerkę, bo uznał, że na to „zasłużyła”. – Zachowujesz się jak suka w rui – wrzeszczał. – Jeśli zostaniesz zgwałcona przez bandę czarnuchów, to będzie to twoja wina.

Czuję się prowadzony

Nasz informator zauważa, że w kręgach kościelnych o podwójnym życiu Romualda K. plotkowało się już dwa lata temu. W tym samym czasie polscy śledczy po raz pierwszy zaprosili K. na policyjny dywanik. Udało mu się jednak wywinąć. Ale wielu ludzi pobożnych do zatrzymania K. na lotnisku nie miało pojęcia, że to doktor Jekyll i Mr. Hyde w nowym wydaniu, w natchnionych piórkach.

Na przykład wiosną tego roku, w „Gościu Niedzielnym” pojawia się relacja z warszawskich rekolekcji dla osób ubogich i bezdomnych, w których uczestniczył K. Gazecie udało się wtedy porozmawiać z bohaterem spotkania.

– Czuję się prowadzony – snuł swoją natchnioną powieść aktor-świętoszek K. – Bóg uczy mnie zaufania. Daje wskazówki. Czasem są one nielogiczne i śmieszne, ale później okazują się właściwe i potrzebne.

Nie wiadomo, ile czasu za kratkami spędzi aktor K. Sąd, a niektórzy zapewniają, że i sam Bóg, przychylił się do wniosku prokuratury, uznając dowody wobec K. za mocne. Na razie wsadzono go do aresztu na trzy miesiące. Za przestępstwa seksualne, groźby, szantaże, poniżanie ofiar 62-letniemu K. grozi nawet piętnaście lat więzienia.

msn.pl

Marcin Dobski

#RZECZoPOLITYCE Barbara Nowacka: Robert Biedroń ma większe doświadczenie od Dudy

publikacja: 04.10.2017

Foto: rp.pl

Kandydat na prezydenta Polski? – Na lewicy jest Robert Biedroń. Był posłem na Sejm, jest prezydentem Słupska. MA większe doświadczenie w zarządzaniu niż w przypadku Andrzeja Dudy – mówiła w programie #RZECZOPOLITYCE Barbara Nowacka, liderka Inicjatywy Polskiej.

Prowadzący zaczął rozmowę od Czarnego Wtorku, wczorajszego protestu, który nie miał aż takiej siły rażenia, jak ten sprzed roku. – To był bardzo dobry i ważny dzień. Wszyscy chcą robić porównania do ubiegłorocznego wydarzenia – mówiła Nowacka. – Wtedy procedowany był w Sejmie projekt, który zakładał, że można karać kobiety więzieniem za aborcję – dodała.

Lewicowa działaczka mówiła, że wydarzenie miało również charakter uświadamiania ludzi, przekonywania do liberalizacji prawa antyaborcyjnego. – Wczorajszy marsz nie był po to żeby tysiące ludzi wyszły na ulice – mówiła Nowacka. – Ponad 40 proc. jest za liberalizacją ustawy, do tego zebraliśmy już ponad 100 tys. podpisów pod projektem. Tą kampanią przekonujemy ludzi do naszej propozycji. W Warszawie protestowało 8-10 tys. ludzi – dodała.

Red. Jacek Nizinkiewicz wspomniał o raporcie Ordo Iuris, z którego wynika, że organizacje z zagranicy finansują te polskie feministyczne. – Bardzo ciężko mi rozmawiać z urojeniami organizacji, których finanse są niejawne – mówiła Nowacka. Zapewniała, że polskie organizacje nie są finansowane z zagranicy.

Prowadzący zapytał czy opozycja ma kandydata, który mógłby rywalizować w wyborach prezydenckich z Andrzejem Dudą. – Mam nadzieję, że nie mamy nikogo o tak gumowym charakterze – mówiła Nowacka. – Straszna odwaga mieć konflikt z Jarosławem Kaczyńskim, cała opozycja ma z nim konflikt – bagatelizowała ostatnie spory prezydenta z prezesem PiS.

- Na lewicy – Robert Biedroń. Był posłem na Sejm, jest prezydentem Słupska. Ma większe doświadczenie w zarządzaniu niż w przypadku Andrzeja Dudy – przekonywała Nowacka.

rp.pl

Marcin Dobski

#RZECZoPOLITYCE Rzepliński: Mamy dziwne państwo

publikacja: 04.10.2017

Foto: rp.pl

Co będzie, gdy dojdzie do tego, że sędziowie będą mogli orzekać we własnej sprawie? – Jak ktoś powiedział w kosmosie: Houston, we have a problem. To będzie symboliczne rozmontowanie fundamentalnej zasady dla niezależnego orzekania w niezawisłych sądach – mówił w programie #RZECZOPOLITYCE Andrzej Rzepliński, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Niedługo Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnie czy sędziowie dublerzy mogą orzekać ważne wyroki. Prezes TK Julia Przyłębska wybrała do składu orzekającego dwóch sędziów dublerów. Co pan o tym myśli? – Nie znam dokładnie sprawy, ale mogę powiedzieć o zasadzie. Sędzia nie może orzekać we własnej sprawie i nie ma od tego żadnych odstępstw. Wyrok wydany przez sędziego we własnej sprawie jest nieważny, niezależnie od tego czego dotyczy – powiedział Rzepliński. – Trybunał obecnie praktycznie nie funkcjonuje.

Co będzie, gdy dojdzie do tego, że sędziowie będą mogli orzekać we własnej sprawie? – Jak ktoś powiedział w kosmosie: Houston, we have a problem – skwitował prof. Rzepliński. – To będzie symboliczne rozmontowanie fundamentalnej zasady dla niezależnego orzekania w niezawisłych sądach – dodał.

Prowadzący zauważył, że prezydent wysłał ustawę o zgromadzeniach do Trybunału Konstytucyjnego. Nie jest on zatem tym zwornikiem? – Mamy takie dziwne państwo w Europie, że wolność pokojowych zgromadzeń jest ograniczona, a nie może być ograniczona – komentował Rzepliński.

Rządzący mówią o panu, że jest pan politykiem opozycji. – To są totalne głupoty. Minister Zbigniew Ziobro mówi głupoty w tej sytuacji – mówił Rzepliński.

Jak pan ocenia prezydenckie projekty o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa? – Niestety nie są zgodne z konstytucją. Nie wiem po co prezydentowi to było, bo widać, że to nie było dokończone dzieło – komentował Rzepliński. – Według tej konstytucji, sędziów do KRS wybierają sędziowie. Ten projekt w całości jest niekonstytucyjny.

Czym skutkuje podpisanie ustawy o sądach powszechnych? – Tym, że prezesi sądów rano się budzą i zastanawiają się czy dzisiaj zostaną odwołani – ocenił prof. Rzepliński.

rp.pl

arb

Jacek Sasin nie wierzy w partię Andrzeja Dudy

publikacja: 04.10.2017

Foto: rp.pl

- Nie sądzę, żeby prezydent Andrzej Duda chciał iść tą drogą – powiedział poseł PiS Jacek Sasin pytany o możliwość utworzenia partii prezydenckiej. – Nie sądzę też, żeby w PiS były osoby, które chciałyby porzucić partię na rzecz budowy jakiegoś ugrupowania – dodał.

Sasin, pytany w radiowej Trójce, czy w PiS nastąpi rozłam i powstanie nowa partia składająca się z części posłów PiS i prezydenta Andrzeja Dudy, odpowiedział: – Nie sądzę, żeby tak można było to traktować.

- Nie sądzę, żeby pan prezydent Andrzej Duda chciał iść tą drogą i nie sądzę też, żeby w Prawie i Sprawiedliwości były jakieś osoby wśród parlamentarzystów, polityków Prawa i Sprawiedliwości, które chciałyby porzucić dzisiaj Prawo i Sprawiedliwość na rzecz budowy jakiegoś ugrupowania – dodał Sasin. Zaznaczył również, że między PiS a partią prezydencką nie byłoby znaczących różnic programowych i „właściwie nie wiadomo, czym się miałoby różnić od Prawa i Sprawiedliwości”.

Sasin dodał, że poprzedni prezydenci Polski próbowali tworzyć własne ugrupowania nie odnosząc przy tym sukcesów.

- Prezydent Wałęsa tworzył BBWR ze skutkiem dosyć opłakanym, potem były również takie próby przez Aleksandra Kwaśniewskiego podzielenia tego obozu lewicy i wykrojenia jakiejś partii prezydenckiej w kontrze do Leszka Millera i do większości lewicy – przypomniał. Według Sasina „pan prezydent (Andrzej Duda – PAP) ma świadomość, do czego prowadziły tego typu działania poprzednich prezydentów – że one nie dawały żadnego sukcesu politycznego, a doprowadzały do osłabienia tego środowiska, z którego prezydent pochodził”.

Prezydent Andrzej Duda wyszedł z inicjatywą przeprowadzenia referendum w sprawie zmian w konstytucji i nowych zasad ustrojowych. Sugerował wzmocnienie roli prezydenta w nowej konstytucji. Jak mówił pod koniec września w wywiadzie do „DGP” – jeśli prezydent byłby wybierany w wyborach powszechnych, to jego pozycja mogłaby być silniejsza, zwłaszcza o uprawnienia związane z polityką zagraniczną.

W najnowszym numerze „Gazety Polskiej” skomentował to prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę, i to bez realnej kontroli – powiedział prezes PiS.

rp.pl

arb

PiS chce zmieniać ordynację wyborczą

publikacja: 04.10.2017

Foto: Fotorzepa, Piotr Guzik

- Chcemy zmienić ordynację wyborczą jeszcze jesienią tak, aby wykluczyć takie zdarzenia jak przy ostatnich wyborach samorządowych – zapowiedział szef klubu PiS, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Zaznaczył, że dużo zależy w tej sprawie od tego, jak rozstrzygnie się spór o sądy.

 

Dziennikarz prowadzący rozmowę z Terleckim w telewizji wPolsce zwrócił uwagę, że z jednego z ostatnich sondaży wynika, iż PiS, mimo wzrostu poparcia, mógłby w nowym Sejmie zdobyć mniejszą liczbę mandatów niż obecnie.

Pytany w tym kontekście o plany dotyczące zmian w ordynacji wyborczej, szef klubu PiS odpowiedział: „myślimy nad tym”.

- Będziemy oczywiście pracować nad tym, żeby mieć taką większość (głosów), która zapewni nam skuteczną większość (w Sejmie). Ale też oczywiście myślimy o ordynacji, niekoniecznie o takich zmianach, które byłyby dla nas korzystniejsze, tylko o takich zmianach, które w ogóle wykluczałyby możliwość takich zdarzeń, jak to było przy wyborach samorządowych poprzednich – przyznał Terlecki.

Dopytywany, czy w grę wchodzą zmiany dotyczące mechanizmu przeliczania poparcia na mandaty, wicemarszałek Sejmu stwierdził, że projekt zmian w ordynacji jest „wciąż jeszcze w bardzo wczesnej fazie, choć już czas zaczyna pilić”.

- Z pewnością to będziemy chcieli zrobić teraz, jesienią, natomiast tu też dużo zależy od tej kwestii zasadniczej, to znaczy od tego, jak się rozstrzygnie ten spór o sądy – dodał.

rp.pl

Gowin: nowy projekt ustawy antyaborcyjnej trafi pod obrady Sejmu

publikacja: 04.10.2017

Foto: Fotolia.com

Wicepremier Jarosław Gowin zapowiedział, że projekt ustawy antyaborcyjnej jeszcze w tej kadencji trafi do Sejmu. Poprę zakaz aborcji ze względów eugenicznych; to że dziecko jest chore, nie jest powodem, by pozbawiać je życia – mówił. Na pewno nie poprę całkowitego zakazu aborcji – dodał.

Jarosław Gowin w środę w radiu Kraków podkreślił, że jeszcze w tej kadencji pod obrady Sejmu trafi projekt dot. ustawy antyaborcyjnej.

„Ja mam stanowisko niezmienne: na pewno poprę zakaz aborcji ze względów eugenicznych. To, że dziecko jest chore, nie jest powodem do tego, żeby pozbawiać je życia. Natomiast na pewno nie poprę całkowitego zakazu aborcji” – oświadczył wicepremier.

Minister nauki zaznaczył, że w takich sprawach, jak aborcja decyduje zasada wolności sumienia i tu każdy poseł będzie głosował tak, jak dyktuje mu jego sumienie.

„Na pewno będą tacy, również w mojej partii, którzy się opowiedzą za całkowitym zakazem aborcji, być może zdarzy się ktoś, kto będzie głosował przeciwko zakazowi aborcji eugenicznej – jeszcze raz podkreślam – w tych sprawach nie może być dyktatu partii” – zaznaczył minister Gowin.

rp.pl

Agata Czarnacka
4 października 2017

Po Czarnym Wtorku – czy kobiety przegrały?

Protesty – Czarny Poniedziałek i Czarny Wtorek – przyniosły znacznie więcej, niż dziś jesteśmy w stanie zarejestrować.

Czarny Wtorek

Mieczysław Michalak/Agencja Gazeta

Czarny Wtorek

To jak jest? Kobieca rewolucja w Polsce udała się czy się nie udała? Na ulicach wcale nas nie tak dużo, przez Sejm przechodzą następne antykobiece ustawy, które w kwestii praw reprodukcyjnych cofają nas do wymyślonego przez wiktoriańskich patriarchów średniowiecza. Hasło „Beata, niestety, twój rząd obalą kobiety” dziś wzbudza nostalgiczny śmiech. Czy to znaczy, że kobiety przegrały?

Mam wrażenie, że choć – jak mówi klasyk – okoliczności sprzyjają przeciwko nam, jest wręcz przeciwnie. Czarny Protest czy Strajki Kobiet przyniosły znacznie więcej, niż dziś jesteśmy w stanie zarejestrować. I mówię tu zarówno o warstwie politycznej, jak i o nas samych, uczestniczkach i organizatorkach. Rok temu wiele kobiet w Polsce zobaczyło, że nie muszą zawsze być grzeczne, a ich głęboka frustracja ma korzenie, których wcale sobie nie wymyśliły, które da się nazwać.

Czarny protest to nie tylko akcja polityczna

Tegoroczny Czarny Wtorek był dla części z nas okazją do wspominania jednego z najfajniejszych momentów w życiu – to przecież nie była tylko udana, wielka demonstracja, to było odurzenie endorfinami po tym, jak wiele z nas po raz pierwszy odważyło się krzyczeć z głębi ciała. Takie rzeczy pamięta się nie jak akcję polityczną, ale jak pierwszy skok na bungee.

Inne z nas zdecydowały się wykorzystać rocznicę Czarnego Poniedziałku do zbierania podpisów pod nową wersją ustawy Ratujmy Kobiety (www.ratujmykobiety.pl – jeszcze mamy tydzień zbiórki, warto się podpisać pod tym dokumentem, choćby dla samej satysfakcji, że wzięło się udział w dziejowych przemianach). I była w tym jakaś prawidłowość: inaczej niż dziewczyny uruchomione zeszłoroczną energią, „stare ruchy feministyczne” nauczyły się krzyczeć już dość dawno temu i nie przejmowały się aż tak bardzo tym, że świat postrzega je jako niegrzeczne dziewuchy. Czarny Wtorek? A co tu świętować? Działać trzeba!

Sprawy kobiece w końcu są zauważane

A dla wielu innych kobiet Czarny Wtorek był zupełnie zwykłym wtorkiem. Może tylko trochę innym od wtorków sprzed Czarnego Poniedziałku. Nie mamy jeszcze konkretnych badań socjologicznych, ale widać na przykład, że w mediach udział komentatorek i ekspertek kobiet zwiększył się i są one poważniej traktowane, nawet na konserwatywnej prawicy. Myślę, że coraz więcej kobiet coraz lepiej negocjuje rodzinny podział obowiązków domowych. W moim otoczeniu (prawda, że dość specyficznym) kobiety coraz częściej ubierają się dla siebie, a nie po to, by przyciągać męskie spojrzenia. Co oznacza tyle, że przestajemy uznawać seksapil za narzędzie osiągania życiowych sukcesów (skuteczność takiej strategii zawsze była raczej antykobiecym mitem, ale daliśmy się na to złapać).

Sprawy dotyczące kobiet przez ostatni rok weszły na łamy gazet i do telewizji. Ogromne i żywe grupy kobiece na Facebooku pokazały, jak bardzo tego brakowało: każdy news zaczął się roznosić z prędkością światła. Okazało się, że polskie kobiety mają dość czytania o wirtualnym kraju, w którym niemal wszyscy chodzą w garniturach i najbardziej martwią się cenami paliw. Media zaczęły się dostosowywać i choć jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie, zanim zaczniemy przynudzać mniej więcej po równo na męskie i babskie tematy.

Rok temu też byłoby w Polsce możliwe, żeby trener drużyny piłkarskiej, zawiedziony poziomem zawodników, powiedział o nich: „grali jak kobiety”. Tylko że rok temu dostałby za to brawa, a tydzień temu dostał po głowie za brak szacunku, dyskryminację i seksizm.

I myślę, że zarówno Strajk Kobiet, jak i mój własny komitet Ratujmy Kobiety nie doszacowały ogromu kulturowych zmian, które się tutaj dzięki nim zaczęły. Walczymy o konkrety, których wagę docenia mnóstwo osób, ale nie zauważyłyśmy, że to już nie jest tylko jeden front walki, a i ta walka zmieniła charakter. Chcemy całego życia i coraz śmielej bierzemy je sobie, ale teraz jest czas na uczenie się, jak właściwie to, czego chcemy, miałoby wyglądać. Stare wzorce działają coraz słabiej, trzeba wypracować nowe. Wiemy na pewno – ale jakoś żadna partia nie potrafi tego przekuć w polityczny przekaż – że powinno wyglądać rozmaicie.

Najważniejszy jest wolny wybór

Wbrew pozorom Polska to kraj zróżnicowany światopoglądowo, w którym jednolite „reżimy przyzwoitości” (historycznie upraszczając: szlachecko-folwarczny, realnie socjalistyczny, katolicki…) zawsze ogrywano i rozgrywano na najróżniejsze sposoby. Dlatego mimo różnych innych utrudnień i niepowodzeń zaprotestowałyśmy dopiero w zeszłym roku. Po raz pierwszy rząd oświadczył, że jest za tym, by nie tylko malować na wybrany kolor prawną fasadę praw reprodukcyjnych, ale i policzyć pokoje dziecinne, czy zgadzają się z polską normą i liczbą ciąż zarejestrowanych u lekarza. Na takie pomysły padło gromkie „nie!”.

Wciąż czekamy na polityczkę lub polityka, który będzie umiał zaproponować nam takie ramy naszej (zróżnicowanej) prywatności, że powiemy gromkie „tak!”.

Takich polityków najchętniej odesłałabym do filmu „Botoks” Patryka Vegi. Cztery główne bohaterki – każda w sposób charakterystyczny dla swojej sytuacji, wykształcenia, wierzeń i temperamentu – mierzą się na ekranie z kwestiami opisywanymi przez to, co w prawodawstwie nazywamy prawami reprodukcyjnymi: tym, co tyczy się płodności, seksu, stosunku do dzieci, sumienia. To nie jest film z jakąś tezą, może poza tą jedną, że ludzie podejmują różne wybory i decyzje i warto im to zalegalizować. Być może to brak tezy zaskoczył krytyków – w dobie informacyjnej „weaponizacji” (każdy news staje się bronią w wojnie kulturowej) to rzeczywiście niespodziewane. Ale właśnie dlatego film ten wydał mi się tak istotny. Przypomniał nam wszystkim, że najważniejszy jest wolny wybór. I edukacja, bo bez niej wybory bywają dobre tylko przypadkiem.

polityka.pl

Zaufani M.Kamińskiego w CBA z powiązaniami w świecie przestępczym m.in.z gangiem obcinaczy palców!? Kadry PiS-tacy ludzie mają strzec prawa!

PKW, co się partiom nie kłania

Ewa Siedlecka

3.10.2017
wtorek

Tak powinno działać państwo prawa: Państwowa Komisja Wyborcza, której obowiązkiem jest prześwietlanie finansów partii politycznych, wystąpi do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (instytucji unijnej) i Prezydium Parlamentu Europejskiego z pytaniem, czy nie nastąpił, zakazany ustawą o partiach politycznych, przypadek finansowania partii PiS ze środków zagranicznych.

Konkretnie chodzi o zorganizowaną przez PiS – na trzy miesiące przed wyborami do Sejmu w 2015 r. – konwencję programową w Katowicach. PiS przeznaczył na nią, jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, 150 tys. z pieniędzy otrzymanych od Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ACRE ) – ugrupowania w Parlamencie Europejskim, do którego PiS należy. Audytorzy europarlamentu ustalili, że ACRE złamała prawo, przekazując te pieniądze. Zakwestionowali też wsparcie przez ACRE poznańskiego kongresu „Polska Wielki Projekt” (kwiecień 2015), na którym promowali się politycy PiS i Solidarnej Polski, m.in. Bogdan Święczkowski (dziś Prokurator Krajowy), Arkadiusz Mularczyk (poseł PiS) i Janusz Wojciechowski (wtedy europoseł PiS, później został, z ramienia rządu PiS, członkiem Europejskiego Trybunału Obrachunkowego).

Wczoraj przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński poinformował, że PKW wyjaśnia tę sprawę.

PKW za błędy w sprawozdaniach pozbawiła już dotacji Nowoczesną i Partię Razem, swojego czasu nakazała PSL oddać wiele milinów dotacji. Teraz wyjaśnia sprawę PiS.

I nic by w tym nie było nadzwyczajnego, bo PKW spełnia tylko swój obowiązek. Tylko że w dzisiejszych czasach jest to czyn heroiczny. A może i samobójczy.

PiS planuje rozwiązać Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa. Cóż prostszego niż rozwiązać PKW? Tym bardziej że – w odróżnieniu do SN i KRS – nie ma jej w konstytucji.

PKW, złożona wyłącznie z sędziów, to oryginalny polski pomysł, za który byliśmy chwaleni m.in. przez Komisję Wenecką. Została wymyślona jako ciało całkowicie politycznie niezależne, do którego sędziów kierują nie politycy, ale prezesi sądów: Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. W PRL PKW powoływana była przez Radę Państwa spośród kandydatów przedstawionych przez „organizacje polityczne i społeczne”. Czyli był to taki Front Jedności Narodu (dla młodszych: FJN przygotowywał listy wyborcze, oczywiście złożone ze sprawdzonych towarzyszek i towarzyszy).

PiS może w każdej chwili „zreformować” PKW, wracając do „polskiej tradycji” – bo, jak pokazywał wielokrotnie, tradycje PRL kocha i szanuje. A i tak przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi zechce zadbać o to, by organizowały je i oceniały instytucje skomponowane ze sprawdzonych towarzyszy.

No więc PKW postępuje heroicznie. I za to jej chwała.

A swoją drogą ciekawa jestem, czy prezydent Andrzej Duda podpisałby ustawę, która przerywa kadencję obecnej PKW i ustanawia Front Jedności Narodu?

siedlecka.blog.polityka.pl

Antoni Macierewicz mianuje oficera po kursie nadzorowanym przez GRU. Kim jest gen. Krzysztof Motacki?

Gen. Krzysztof Motacki

Oficera po kursie nadzorowanym przez radziecki wywiad wojskowy GRU Antoni Macierewicz mianował dowódcą Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód w Elblągu – dowiedział się Onet. To najważniejsze NATO-wskie stanowisko w Polsce.

  • Gen. Motacki w rozmowie z Onetem przyznał, że skończył kurs w zakresie rozpoznania wojskowego w ZSRR. Przekonuje, że nie był to kurs GRU, lecz „okołowojskowy”
  • Z naszych informacji wynika, że szef MON wiedział o tym epizodzie w karierze generała
  • Wielonarodowa Dywizja Północ-Wschód w Elblągu ma koordynować działania batalionów NATO na wschodniej flance

W 1989 roku gen. Krzysztof Motacki ukończył „wyższy kurs doskonalenia oficerów ZSRR w zakresie rozpoznania wojskowego” – czytamy w nieoficjalnym życiorysie oficera, który widziała dziennikarka Onetu.

Takie kursy organizowało i nadzorowało radzieckie GRU, które łączy kompetencje zarówno rozpoznania, dywersji wojskowej, jak i „klasycznych” zadań wywiadu.

Gen. Motacki w rozmowie z Onetem przyznał, że skończył taki kurs. Przekonuje jednak, że nie był on organizowany przez GRU, lecz „okołowojskowy”. – Zostałem wysłany przez dowódcę batalionu rozpoznawczego, w którym wówczas służyłem – mówi gen. Motacki.

Innego zdania o tym kursie są wojskowi, z którymi rozmawiał Onet. – Wszystko, co jest związane z rozpoznaniem wojskowym podlega w Rosji GRU. To największa organizacja szpiegowska na świecie. Nie trzeba być znawcą, wystarczy poczytać Wiktora Suworowa – mówi jeden z nich.

Gen. Motecki pytany przez Onet, dlaczego nie ma na ten temat wzmianki w jego oficjalnym życiorysie odparł, że skończył wiele kursów i szkoleń. – Nie o wszystkich napisałem – mówi.

Generał został decyzją szefa MON Antoniego Macierewicza dowódcą Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód w Elblągu 8 kwietnia 2017 r. Zapytaliśmy sms-em rzeczniczkę prasową MON ppłk. Annę Pęzioł-Wójtowicz, czy minister obrony wiedział o przeszłości oficera, a jeśli tak, to dlaczego wyznaczył go na stanowisko? Do chwili publikacji tego materiału, nie dostaliśmy odpowiedzi

Resort obrony co prawda nie odpowiedział na pytania Onetu, jednak w rozmowie z portalem niezalezna.pl Antoni Macierewicz przyznał natychmiast po naszej publikacji, że kierownictwo MON wiedziało o tym, że gen. Motacki przeszedł „kurs oficerów ZSRR w zakresie rozpoznania wojskowego”. Z tego powodu – według zapewnień szefa MON – oficer został dokładnie sprawdzony kontrwywiadowczo. Macierewicz w prwicowym portalu ujawnił też, że gen. Motecki na własną prośbę poddał się badaniu wariografem.

Polska się zobowiązała

Polska zobowiązała się wyznaczyć dowódcę elbląskiej dywizji oraz oficerów, którzy mieli tam służyć na szczycie NATO w Warszawie w lipcu 2016 r. Jednostka ma koordynować działania batalionów NATO na wschodniej flance.

Jej tworzenie się jednak opóźniało. Szef MON długo nie wyznaczał żołnierzy, którzy zajęliby się zorganizowaniem tej formacji. Tymczasem naciskało NATO – dla Sojuszu utworzenie dowództwa było bardzo pilne.

Z Brukseli do Polski monitowano, że zgodnie z przyjętym harmonogramem jednostka ma osiągnąć wstępną zdolność do końca czerwca 2017 roku, a pełną gotowość bojową – do końca 2018 roku.

Macierewicz zareagował dopiero wiosną. MON poinformowało wówczas, kto zostanie dowódcą wielonarodowej dywizji w Elblągu. Podało też oficjalny życiorys gen. bryg. Krzysztofa Motackiego.

Kim jest gen. Krzysztof Motacki?

Resort informował, że generał od połowy listopada 2016 roku był w rezerwie kadrowej. Wcześniej służył m.in. w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego w 12 Dywizji Zmechanizowanej w Szczecinie i 2. Brygadzie Zmechanizowanej. Był też w na kilku misjach m.in. w Afganistanie i Iraku.

MON podał również, że gen. Motacki jest doktorem nauk społecznych, absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu oraz kursów m.in. w NATO Defense College, US Naval Postgraduate School i Akademii Obrony Narodowej. Żadnej wzmianki, że w 1989 roku skończył on w Związku Radzieckim kurs organizowany przez wojskowy wywiad GRU, choć jak wynika z informacji Onetu, Antoni Macierewicz, Departament Kadr MON i wojskowe służby doskonale wiedziały, że oficer jest absolwentem tego szkolenia. Dziennikarka Onetu widziała dokumenty, które o tym świadczą.

To nie jedyna kontrowersyjna nominacja w dowództwie elbląskiej dywizji. W lipcu RMF24, podało, że policjanci z Grudziądza zatrzymali wysokiego rangą oficera. Okazało się, że jest to pułkownik ze sztabu Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód, również wyznaczony przez ministra Macierewicza. Oficer ten przez internet umówił się na spotkanie z czternastoletnią dziewczynką. Gdy przyszedł na miejsce spotkania, czekali na niego policjanci. Okazało się, że była to prowokacja przeprowadzona przez jednego z łowców pedofilów. W internecie podawał się za nastolatkę i umówił się z oficerem Wojska Polskiego. Pułkownika odwołano ze stanowiska i przeniesiono do rezerwy. – Nasi rozmówcy przekonują, że służby wojskowe również w tym przypadku miały wiedzę o skłonnościach oficera. Mimo to został wyznaczony na ważne NATO-wskie stanowisko – mówi wysoki rangą wojskowy.

 

onet.pl

Jan Woleński
3 października 2017

Nowy wspaniały świat anno domini 2017

Książka Orwella była traktowana jako utopijne, już nieaktualne proroctwo. Ale historia lubi czynić niespodzianki i po niespełna 30 latach niektóre elementy nowego wspaniałego świata są dziś efektywnie wprowadzane.

Pochód pierwszomajowy w latach 70.

Archiwum Ośrodka Pamięć i Przyszłość

Pochód pierwszomajowy w latach 70.

Powiemy wam, czym jest nowy wspaniały świat, nie w 1984 r., ale w 2017 r. Otóż ujmując rzecz w punktach:

– państwem, gdzie człowiek, który nie popełnił przestępstwa, czeka w domu na przyjście policji
– państwem, gdzie jest przestępstwem być bratem, siostrą, żoną lub synem przestępcy (…)
– państwem, gdzie są ludzie, którzy żyją lepiej, ponieważ w ogóle nie myślą
– państwem, w którym zdarza się, że ludzie są nieszczęśliwi, ponieważ są Żydami, a inni czują się lepiej, ponieważ nimi nie są (…)
– państwem, w którym ktoś żyje lepiej, ponieważ wychwala przywódców państwa (…)
– państwem, którego kierownicy mianują sami siebie na swoje stanowiska (…)
– państwem, gdzie sędziowie i adwokaci mają być zgodni z prokuratorami
– państwem, które wie lepiej od artystów, jaka sztuka jest najlepsza (…)
– państwem, które pragnie, żeby wszyscy obywatele myśleli to samo o filozofii, polityce zagranicznej, gospodarce i moralności
– państwem, którego rząd określa, jakie swobody przysługują obywatelom, natomiast obywatele nie określają, jakie swobody przysługują rządowi
– państwem, w którym odpowiada się za swoich przodków
– państwem, w którym obywatele są powoływani na stanowiska nie w wyniku konkursów i kompetencji, ale związków z władzą, otrzymując płace kilkadziesiąt razy wyższe niż inni (…)
– państwem, które przyjmuje na siebie rolę samotnej wyspy
– państwem posługującym się hasłami nacjonalistycznymi
– państwem, którego rząd sądzi, że nie ma nic ważniejszego od jego władzy
– państwem, które zmieniając wcześniej akceptowane zasady, dorabia światopogląd do nowych zasad
– państwem, które chce, żeby jego ministerstwo spraw zagranicznych kształtowało bieżący światopogląd dla całej ludzkości (…)
– państwem, gdzie rasiści cieszą się wolnością
– państwem, które sądzi, że w nowym wspaniałym świecie anno domini 2017 ludzie muszą być szczęśliwsi niż gdzie indziej
– państwem, którego rząd zawsze wie, jaka jest wola ludu, zanim go zapyta o zdanie (…)
– państwem, gdzie można bezkarnie pomiatać ludźmi
– państwem, w którym pewien pogląd na historię świata jest obowiązujący (…)
– państwem, w którym filozofowie i literaci powinni mówić to samo co ministrowie, ale zawsze po nich (…)
– państwem, gdzie wyniki głosowania w parlamencie zawsze się dają nieomylnie przewidzieć (…)
– państwem, które ma monopol na udzielanie swoim obywatelom całej wiedzy o świecie
– państwem, w którym podstawowa wolność polega na posłuszeństwie wobec nowego wspaniałego świata anno domini 2017
– państwem, które uważa, że nie ma różnicy między tym, co prawdziwe, a tym, w co wiara jest dla niego korzystna (…)
– państwem, które sądzi, że tylko ono może zbawić ludzkość
– państwem, które wierzy, że zawsze ma rację
– państwem, w którym historia jest na usługach polityki (…)
– państwem, które jest zawsze z siebie niesłychanie zadowolone (…)
– państwem, które wierzy, że wszyscy się nim zachwycają, a ci, co się nie zachwycają, są zdrajcami opłacanymi z zagranicy (…)
– państwem, które samo określa, kto i jak może je krytykować
– państwem, w którym można, a nawet należy przeczyć temu, co głosiło się wczoraj, i stale wierzyć, że zawsze głosi się to samo
– państwem, które bardzo nie lubi, aby jego obywatele czytali stare roczniki gazet lub oglądali niepaństwowe stacje telewizyjne (…)
– państwem, w którym wszystkie media winny mieć tę samą treść
– państwem, którego rząd pragnie, żeby wszystkie formy organizacji społecznej były przez niego zaplanowane i kontrolowane
– państwem, które bardzo nie lubi, żeby jego ustrój analizowali uczeni, a bardzo lubi, kiedy czynią to lizusi
– państwem, które zawsze wie lepiej, na czym polega szczęście każdego poszczególnego obywatela niż on sam
– państwem, które wierzy, że jest pochodnią postępu.

Powyższe jest przeróbką tekstu „Czym jest socjalizm?” Leszka Kołakowskiego, napisanego w 1956 r. dla tygodnika „Po Prostu” i skonfiskowanego przez cenzurę. Książka „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya ukazała się w 1932 roku, a „Rok 1984”, antyutopia George’a Orwella, w 1949 roku.

Około 1952 roku wydawało się, że opis Huxleya i Orwella zostanie zrealizowany w sporej części świata. Kołakowski w swoim tekście odnosił się do rzeczywistości w bloku radzieckim i tak naprawdę chciał pokazać, czym socjalizm nie jest – czy też być nie powinien. Zastąpiłem „socjalizm” słowami „nowy wspaniały świat anno domini 2017” i opuściłem pewne fragmenty bezpośrednio związane z sytuacją w pierwszej połowie lat 50. (opuszczenia są zaznaczone nawiasami).

Około 1990 roku (a nawet wcześniej) książka Orwella była traktowana jako utopijne proroctwo, już nieaktualne przynajmniej w tej części Europy, w której my żyjemy. Wszelako historia lubi czynić niespodzianki i po niespełna 30 latach niektóre elementy nowego wspaniałego świata, który miał zapanować w 1984 roku, są efektywnie wprowadzane w co najmniej dwóch krajach należących do regionu eufemistycznie nazywanego Międzymorzem.

Zdrowaś Mario po angielsku

Z tzw. ostrożności procesowej powinienem może napisać, że wszelkie podobieństwa nowego wspaniałego świata do rzeczywistości w 2017 roku są przypadkowe i niezamierzone. Nie uczynię tego z co najmniej trzech powodów szczegółowych i jednego ogólnego (patrz PS).

Jeśli chodzi o racje szczegółowe. Po pierwsze, p. Gliński coraz częściej decyduje, że państwowe subsydia dla instytucji artystycznych zależą od tego, czy twórcy respektują zasadę, iż „państwo wie lepiej od artystów, jaka sztuka jest najlepsza”. Po drugie, wczoraj przeczytałem o szkole, której postępy uczniów są mierzone tym, czy znają „Zdrowaś Mario” po angielsku i rosyjsku, oraz tym, czy umieją „układać i rozwiązywać różne zadania matematyczne związane np. z życiem papieża [Jana Pawła II], z czasem i odległościami pielgrzymowania”. Każdy, kto uczęszczał do szkoły w czasach, o których Kołakowski pisał, pamięta rozmaite czytanki, ale czegoś takiego jak program szkoły w Tereszpolu jednak nie było.

Po trzecie, p. Ziemkiewicz ustalił: „O, i wreszcie udało się pajacom osiągnąć orgazm”. Jest to komentarz do znanej wypowiedzi o „zdradzieckich mordach”. Pan Ziemkiewicz, prawdziwa mężczizna, jakby powiedziała hrabina Lala z „Kariery Nikodema Dyzmy”, jest wytrawnym tropicielem orgazmów (szczegóły można znaleźć w internecie). Tym razem zachwycił się zdradzieckimi mordami i zdiagnozował orgazm u tych, którzy zostali tak nazwani. To dobrze ilustruje punkt o państwie: „gdzie można bezkarnie pomiatać ludźmi”. Niemniej wygląda na to, że teza „o, i wreszcie udało się pajacom osiągnąć orgazm” jest produktem autorefleksji p. Ziemkiewicza, typowego tworu nowego wspaniałego świata anno domini 2017.

PS Tekst Kołakowskiego od początku funkcjonował w tzw. drugim obiegu. Był czytany (przez Tadeusza Kwintę) w „Piwnicy pod Baranami” już w początkowym okresie działania tego kabaretu: przy ogromnym aplauzie widowni, znakomicie rozumiejącej, w czym rzecz.

Tekst ten został przypomniany (w tym samym wykonaniu) w ramach „Koncertu dla Piotra S.”, dedykowanym pamięci Piotra Skrzyneckiego, w Teatrze Słowackiego w Krakowie 9 września 2017 roku. Inne czasy, inna publiczność, nieco zmieniona interpretacja, ale przyjęcie podobne jak 60 lat wcześniej.

polityka.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>