Miller, 09.11.2017

 

Śmierć w areszcie śledczym

Śmierć w areszcie śledczym

   8 listopada 2017

Śmierć Agnieszki Pysz w areszcie śledczym na warszawskim Grochowie obciąża wysokich urzędników obecnego rządu: Patryka Jakiego i Zbigniewa Ziobra. Takie są standardy. Gdy w styczniu 2009 roku samobójstwo w więzieniu popełnił skazany w sprawie Olewnika, ówczesny minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji. Zresztą domagał się tego będący w opozycji Ziobro.

Dzisiaj już nie ma takich standardów. Igor Stachowiak został zabity paralizatorem na komisariacie we Wrocławiu, co skutkowało w stosunku do Mariusza Błaszczaka tym, że wyszedł do mikrofonu i wypowiedział wyuczoną formułkę o totalnej opozycji, bo jakiś policjant zaczął pracę w czasach poprzedniego rządu. A może paralizatory zostały kupione, gdy totalna opozycja była koalicją rządową?
Taki jest standard odpowiedzialności PiS – totalne nieudacznictwo. Agnieszka Pysz była badana w Warszawie, a następnie we Wrocławiu, gdzie zalecono wykonanie konkretnych czynności. Jednak tego nie zrobiono, Pysz zmarła.

Jej śmierć byłaby zamieciona pod dywan, tak jak śmierć Stachowiaka, gdyby nie niezależne media i Rzecznik Praw Obywatelskich. Jest totalnym standardem PiS w każdym wątpliwym przypadku, że giną dowody, w tym wypadku nie zabezpieczono nagrań z monitoringu w areszcie.

Onet opublikował reportaż o tej śmierci. „Umierała przez tydzień na oczach kilkudziesięciu osób. Chudła, nie oddawała moczu i przestała wstawać z łóżka. Lekarz mówił, że udawała. Aż w końcu Agnieszka padła z wycieńczenia” – pisał Janusz Schwertner.

Tytuł publikacji jest oskarżający: „Agnieszka. Śmierć monitorowana”. Dzisiaj totalny blokers Jaki podczas sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka twierdził, że aresztowana cierpiała na trudną do wykrycia chorobę. Agnieszka wyła w stanie agonalnym przez tydzień na oczach kilkudziesięciu osób, a ten utrzymuje, że to była „trudna do wykrycia choroba”. Jaki to trudny przypadek totalnej pokraczności.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Hejt na Pieronka

Adam Szostkiewicz

8.11.2017
środa

Biskup emeryt Tadeusz Pieronek znów na celowniku prawicy. Kiedy skandaliczne rzeczy mówią księża i biskupi popierający PiS i agresywny nacjonalizm, prawica milczy. Zwykle milczy też episkopat.

Kiedy odezwie się wybitny, ale niepisowski hierarcha, kiedyś lubiany i ceniony sekretarz generalny episkopatu, w prawicowym Kościele nie ma dla niego zmiłuj. Jest katolicko-prawicowy hejt na biskupa. Propisowski portal nie waha się mówić o „nowotworze Kościoła otwartego” (ciekawe, jak by się prawicowym redaktorom spodobało określenie „nowotwór Kościoła toruńskiego”?). Dzieje się to w kraju, który w zamierzeniach rządzących dziś polityków ma być wzorem dla rechrystianizacji Europy.

To kolejny przykład, jak polityka PiS dzieli nie tylko społeczeństwo, ale też Kościół. Powinien być dla katolików zgorszeniem i tematem duszpasterskiej dyskusji tak samo jak to, czy duchownemu wolno interpretować naukę moralną Kościoła w kwestii samobójstwa. Ale prawicy zamiast takiej pożądanej refleksji wygodniej jest atakować bp. Pieronka.

Tym razem wywołał furię nazwaniem samospalenia się Piotra Szczęsnego czynem bohaterskim, a Kościoła propisowskiego Kościołem partyjnym. I tym, że dał do zrozumienia, iż obecna władza ma krew Szczęsnego na rękach. Wytłumaczył, dlaczego. Zgoda, to mocne słowa, mogą bulwersować. Tak samo jak kiedyś słowa biskupa o „feministycznym betonie”.

Episkopat odciął się od wypowiedzi Pieronka: to jego prywatna opinia, a nie episkopatu, a każdy ma prawo do opinii. Ale gdy poszedł hejt na biskupa, tweet o tej treści został usunięty z portalu episkopatu. Wyszło słabo. Znów widzimy brak przemyślanej kościelnej polityki informacyjnej: od czego i jak się publicznie odcinamy.

Bo nie może być tak, że odcinają się od kontrowersyjnych wypowiedzi Pieronka, a od kontrowersyjnych wypowiedzi np. o. Rydzyka czy abp. Jędraszewskiego nie.

Prawica nie może się pogodzić, że w Kościele instytucjonalnym są wciąż duchowni, którzy mają inne zdanie niż duchowni propisowscy i radiomaryjni – i nie boją się tego prawicy w oczy powiedzieć. To dla niej problem, bo jest zgrzytem w jej serialu propagandowym pod hasłem: cały naród z Kościołem, cały Kościół z partią JK. Prawda jest na szczęście bardziej pluralistyczna.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Kolejne miliony złotych dla Rydzyka

Kolejne miliony złotych dla Rydzyka

   8 listopada 2017

Tadeusz Rydzyk postawił na swoim i w Toruniu powstanie ciepłownia zasilana energią geotermalną. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, kontrolowany przez Jana Szyszkę, przekazał Geotermii Toruń ojca dyrektora 19 mln zł.

Na tę chwilę Rydzyk długo czekał… Jego współpracownik ojciec Jan Król przypomniał, że 10 lat temu „podpisaliśmy umowę, zmienił się rząd i w ciągu pół roku dotację nam cofnięto”. Dziś Rydzyk nie przebiera w słowach, opisując tę sprawę: – „To była jawna dyskryminacja”.

Na początku 2016 roku więc – niedługo po objęciu rządów przez PiS – zawarto ugodę, na mocy której NFOŚiGW wypłacił Fundacji Lux Veritatis ponad 26 mln zł odszkodowania za cofnięcie dofinansowania projektu geotermii toruńskiej w 2008 r. Teraz dostaje także dofinansowanie na budowę ciepłowni. – „Mamy nadzieję, że pójdzie to dalej, że nie będzie żaden szkodnik w Polsce przeszkadzał” – cieszył się ojciec dyrektor. Ciepłownia Rydzyka może zacząć działać już w 2018 r.

Z obliczeń PO, prowadzonych na specjalnie w tym celu utworzonej stronie, wynika, że do tej pory z publicznych pieniędzy Prawo i Sprawiedliwość przekazało Rydzykowi ponad 75 mln zł.

koduj24.pl

Króliczki Ministra Zdrowia

Króliczki Ministra Zdrowia

   8 listopada 2017

W XV wieku (i wcześniej) było dużo fajnych pomysłów. Dla Pana Ministra mogą stanowić wielką inspirację.

Ministerstwo zdrowia zajęło się promocją dzietności „po bożemu” i w związku z tym zamówiło w firmie Propeller „zabawny” filmik o królikach. Po łące skaczą króliczki a radosny męski (jasne!) głos mówi, by brać z nich wzór bo „zdrowo jedzą”, „dużo się ruszają”, nie piją i w związku z tym mnożą się na potęgę. Głos jednocześnie informuje, że jest autorytetem w tych sprawach, bo „ojciec miał nas 63”.

Chciałoby się powiedzieć, że głos zza kadru nie jest głosem królika ale prawdziwego osła, ale widocznie ministerstwu osioł nie przeszkadza. Najważniejsze, by przekazać „zachęcający” obraz kobiety-królicy, która je, nie pije i rodzi na potęgę. Czyni to zapewne dumnym samego ministra (wreszcie coś zrobił!), ale również mężczyzn, którzy płodzą, bo film nas jednocześnie informuje, że to de facto oni są Ojcami wszystkich dzieci („ojciec miał nas 63!”). Kobieta, jak u Arystotelesa i św. Tomasza, jest wyłącznie glebą, która ma być płodna, embrion to dar męski (znajduje się w plemniku) – tak sądzono przez półtora tysiąca lat, tak sądzi się i dziś w Ministerstwie Zdrowia.

Nie wiem, ile jeszcze pieniędzy ma pan minister na szowinistyczne filmy promujące pogardę dla kobiet, ale zapewne wiele, bo oszczędził na zapłodnieniach in vitro (nie finansuje ich) i opiece okołoporodowej. Nie dziwię się też, że przetarg na zrobienie tak kuriozalnego materiału wygrała firma, która na swoich stronach reklamuje się seksistowskimi wizytówkami: dwóch męskich właścicieli w czarnych okularach prezentuje zespół złożony z pań przebranych za skąpo ubrane bohaterki znanych filmów, którym daleko do rozpłodowych królików z reklamy ministerstwa, za to niedaleko od tych z Playboya.

Pobożny pan minister ma dziwne upodobania. Zwracam jednak uwagę, że po króliczkach warto nakręcić film o muchach i komarach, ich życie prokreacyjne jest stanowczo bardziej efektywne niż króliczków. A i w teologii znajdzie się dobre uzasadnienie dla tego porównania. Jeden z uczonych teologów z XV wieku Idzi Bellemere uważał kobiety za „okresowe muszki”, bo mają słabą budowę ciała, dużo rodzą i szybko umierają. W ogóle w tym XV wieku (i wcześniej) było dużo fajnych pomysłów. Dla Pana Ministra mogą stanowić one wielką inspirację.

Magdalena Środa

koduj24.pl

Po reportażu „Agnieszka. Śmierć monitorowana” Jaki zmienia przepisy, zwalnia lekarza i dyrektora aresztu. „Zostały popełnione błędy”

JANUSZ SCHWERTNER. 08.11.2017
Dymisja dyrektora aresztu, zwolnienie lekarza i zmiana przepisów – to efekty interwencji ministerstwa sprawiedliwości podjętych po reportażu „Agnieszka. Śmierć monitorowana” oraz działaniach RPO Adama Bodnara. – Nie ma wątpliwości, że w tej sprawie zostały popełnione błędy – mówi w rozmowie z Onetem wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.
Patryk JakiFoto: Franciszek Mazurek / Agencja Gazeta

Patryk Jaki
  • Reportaż Janusza Schwertnera „Agnieszka. Śmierć monitorowana” ukazał się pod koniec września w Onecie
  • Ministerstwo Sprawiedliwości przeprowadziło kontrolę w areszcie, w którym doszło do śmierci osadzonej
  • W jej wyniku doszło do zwolnienia dyrektora i lekarza; zmienione zostaną także przepisy dot. postępowań sprawdzających

– Jeśli chodzi o bezpośrednią odpowiedzialność, to nakazałem rozwiązać umowę z lekarzem, który zajmował się panią Agnieszką. Poleciłem zdymisjonować także dyrektora Aresztu Śledczego na Grochowie – mówi Onetowi wiceminister.

Dziś, w trakcie posiedzenia Komisji Sprawiedliwości, argumentował: – Podjąłem taką decyzję, bo dyrektor zaniechał „czynności przy kontroli”.

„Agnieszka. Śmierć monitorowana” – czytaj reportaż Janusza Schwertnera!

– Podjęliśmy również decyzję, że tragiczny wypadek w zakładzie karnym każdorazowo będzie badany przez instytucję wyższego rzędu, a nie jak do tej pory, przez jednostkę podstawową, która stawała się sędzią we własnej sprawie – dodaje Patryk Jaki w rozmowie z Onetem.

Pytany o możliwe odszkodowanie dla Hanny Pysz, matki pani Agnieszki, przekonuje: – Matka ma prawo domagać się, na drodze sądowej, odszkodowania. My nie będziemy stawiać żadnych przeszkód.

– Nie zgadzam się natomiast na formułowanie krzywdzących zarzutów przeciwko funkcjonariuszom. Z dokumentów wynika, że robili to, co mogli. Nie byli w stanie ocenić stanu zdrowia pani Agnieszki, bo nie posiadają wiedzy medycznej. Powiadamiając lekarzy o złym stanie zdrowia osadzonej, wypełnili swoje zadania należycie. Przeprowadzone postępowanie wskazuje, że powodem śmierci Pani Agnieszki była zła diagnoza lekarska, a nie błędy funkcjonariuszy – dodaje Patryk Jaki.

Komisja Sprawiedliwości w sprawie Agnieszki

O powyższych ustaleniach minister Jaki informował w trakcie porannego posiedzenia Komisji Sprawiedliwości.

– Agnieszka Pysz, która w czerwcu zmarła w areszcie śledczym na stołecznym Grochowie, cierpiała na bardzo ciężką i trudną do wykrycia chorobę; przed śmiercią była badana 21 razy – tłumaczył wiceminister.

W posiedzeniu komisji wzięli również udział: przedstawiciele Służby Więziennej, RPO Adam Bodnar, matka Agnieszki Pysz, Hanna Pysz oraz reprezentująca ją mec. Marita Dybowska-Dubois.

RPO o śmierci A. Pysz: były nieprawidłowości po stronie aresztu na Grochowie

Kontrola Rzecznika Praw Obywatelskich przeprowadzona po śmierci Agnieszki Pysz w areszcie śledczym na warszawskim Grochowie wykazała nieprawidłowości – powiedział z kolei rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Jak sprecyzował, kobieta badana była najpierw na Grochowie, potem we Wrocławiu. Po ponownym przewiezieniu do warszawskiego aresztu – jak wynika z kontroli RPO – placówka nie wykonała zaleconych przez Wrocław czynności.

Bodnar mówił podczas obrad komisji, że kobieta była badana zarówno w areszcie na Grochowie, jak i w areszcie we Wrocławiu, gdzie została przewieziona po tym, jak skarżyła się na złe samopoczucie. – Przeprowadzone przez nas czynności wykazały, że faktycznie co do Wrocławia nie można mieć zastrzeżeń, tzn. tam wszystko przebiegało w sposób należyty, udzielano odpowiedniej pomocy medycznej, diagnozowano panią Agnieszkę – podkreślił Bodnar.

Według niego, nieprawidłowości miały miejsce w areszcie na Grochowie, do którego kobieta została ponownie przewieziona po badaniach we Wrocławiu. – W meldunku transportowym, który następuje 29 maja, kiedy pani Agnieszka jest transportowana z Wrocławia do aresztu śledczego na Grochowie, pojawia się informacja o tym, żeby w dalszej czynności poszukiwać ognisk zapalnych, czyli ta wiedza medyczna, która została zgromadzona, jednoznacznie wskazywała na to, że to nie jest sprawa niewyjaśniona, tylko że to jest sprawa, która powinna podlegać dalej szerszym konsultacjom – mówił.

Dodał, że z kontroli RPO, wynika, że grochowski areszt „nie podjął czynności zaleconych w meldunku transportowym”.

Według RPO do nieprawidłowości doszło też już po śmierci kobiety – m.in. nie zabezpieczono nagrań z monitoringu w areszcie, które dokumentowałyby, co działo się w czasie pobytu Pysz.

Reportaż „Agnieszka. Śmierć monitorowana”

Reportaż o Agnieszce Pysz ukazał się pod koniec września w Onecie. „Umierała przez tydzień na oczach kilkudziesięciu osób. Chudła, nie oddawała moczu i przestała wstawać z łóżka. Lekarz mówił, że udawała. Aż w końcu Agnieszka padła z wycieńczenia” – opisywał Janusz Schwertner. Całość można przeczytać tutaj.

(Onet/PAP;jsch)

 

Jaki: powodem śmierci Agnieszki Pysz była bardzo trudna do wykrycia choroba

Logo PAP

PAP, 08.11.2017

Warszawa, 13.10.2017. Wiceminister sprawiedliwości, przewodniczący komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki podczas konferencji prasowej, 13 bm. w siedzibie Ministerstwa Sprawiedliwości w Warszawie. (nlat/mr) PAP/Bartłomiej Zborowski© Bartłomiej Zborowski Patryk Jaki

Agnieszka Pysz, która w czerwcu zmarła w areszcie śledczym na stołecznym Grochowie, cierpiała na bardzo ciężką i trudną do wykrycia chorobę; przed śmiercią była badana 21 razy – powiedział na środowym posiedzeniu sejmowej komisji sprawiedliwości wiceszef MS Patryk Jaki.

38-letnia Agnieszka Pysz zmarła 7 czerwca w areszcie na warszawskim Grochowie. Wcześniej – jak informowały media, Rzecznik Praw Obywatelskich i posłowie opozycji – wielokrotnie prosiła o pomoc lekarską. O zwołanie posiedzenia komisji sprawiedliwości i praw człowieka w związku z tą sprawą wnioskowali posłowie PO i Nowoczesnej.

Wiceminister sprawiedliwości podkreślił, że kobieta była badana przez lekarzy, również poza aresztem – w sumie 21 razy. „Mamy udokumentowane każde takie badanie” – zapewnił wiceszef MS.

Dodał, że ze względu na tajemnicę lekarską nie może podać nazwy choroby, ani jakie badania wykonano kobiecie. „Jest to jednak jedna z najcięższych, najtrudniejszych do wykrycia chorób. Zdarza się też, że na tę chorobę umierają osoby przebywające na wolności. Dlatego też profesjonalni lekarze nie byli w stanie wykryć tej choroby” – mówił wiceszef MS.

Według niego Agnieszce Pysz zaproponowano też hospitalizację, jednak odmówiła. „Na to pracownicy Służby Więziennej nie mają żadnego wpływu” – zaznaczył wiceminister sprawiedliwości.

Poseł PO Michał Szczerba, uzasadniając wniosek o zwołania posiedzenie komisji przypomniał list, które współosadzone Pysz napisały po jej śmierci do matki kobiety. „Jesteśmy pewne, że gdyby Agnieszce udzielono pomocy, kiedy zaczęła o nią prosić, nie doszłoby do tej tragedii” – cytował jego fragment.

W środowym posiedzeniu komisji biorą również udział: przedstawiciele Służby Więziennej, RPO Adam Bodnar, matka Agnieszki Pysz, Hanna Pysz oraz reprezentująca ją mec. Marita Dybowska-Dubois.(PAP)

msn.pl

ŚRODA, 8 LISTOPADA 2017

STAN GRY: DGP: TK staje się nieistotny, Trzaskowski na pytanie o reprywatyzację: Nie byłem posłem z Warszawy, RZ: Kaczyński podpisał się pod zakazem hodowli na futra

— 10 LISTOPADA WYSTĄPIENIE JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO TAKŻE NA PLACU PIŁSUDSKIEGO: 
http://gpcodziennie.pl/

— JAROSŁAW KACZYŃSKI PODPISAŁ PROJEKT ZAKAZUJĄCY HODOWLI ZWIERZĄT NA FUTRA – Wiktor Ferfecki w RZ: “Pod względem liczby podpisanych projektów prezes PiS Jarosław Kaczyński jest w czwartej setce – podpisał tylko dwa. Jeden dotyczył powołania Marka Kuchcińskiego na marszałka Sejmu, drugim była mała nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt. Wkrótce awansuje o kilka oczek. Jego trzeci podpis znalazł się pod kolejną nowelą ustawy o ochronie zwierząt, tym razem gruntowną. Poinformował o tym Krzysztof Czabański, poseł PiS i przewodniczący Rady Mediów Narodowych, w „Okienku z parlamentu”, internetowym cyklu rozmów z politykami partii rządzącej. – Jarosław Kaczyński jako pierwszy podpisał ten projekt – powiedział. Oznacza to, że finalizuje się plan radykalnego poprawienia praw zwierząt, o którym pisaliśmy już w „Rzeczpospolitej”. W lipcu podawaliśmy szczegóły wstępnej wersji projektu. Teraz udało nam się dotrzeć do ostatecznego brzmienia”.

— 300LIVE:
Kukiz: PiS nie wystawiło kandydata w Warszawie i my w tej chwili również nie mamy zamiaru
Kukiz: Dla mnie totalna opozycja nie jest opozycją
Dworczyk: Nie ma żadnej wojny, jest różnica zdań w niektórych kwestiach. Czekamy na decyzję PAD ws. awansów generalskich
Dworczyk o słowach PAD: Polityka kadrowa MON jest przemyślanym i długofalowym procesem
Trzaskowski o opozycji: Uważam, że nie ma wyjścia, musimy się porozumieć
Trzaskowski: Trzeba przede wszystkim uchwalić ustawę reprywatyzacyjną
Polityczny plan środy: kierownictwo PiS o rekonstrukcji, spotkanie z asesorami, posiedzenie Sejmu

http://300polityka.pl/live/2017/11/08/

— NIE BYŁEM NAWET POSŁEM Z WARSZAWY – Rafał Trzaskowski na pytanie Jacka Nizinkiewicza co zrobił żeby zatrzymać dziką reprywatyzację: “Ja jednak nigdy nie miałem wpływu na tę sprawę. Nigdy nie pracowałem w ratuszu, nie byłem prezydentem, ostatnio nie byłem nawet posłem z Warszawy. Ale jestem warszawiakiem i znam panią prezydent”.

— MOGLIŚMY ZADZWONIĆ DO PETRU, ALE DECYZJA BYŁA PODEJMOWANA SZYBKO – mówi Trzaskowski w RZ: “Mogliśmy zadzwonić wcześniej do Ryszarda Petru i Pawła Rabieja. Decyzja była podejmowana szybko. Nie można był dłużej czekać”.

— TRZASKOWSKI CHCIAŁBY POWROTU TĘCZY: “Chciałbym, żeby ona tam wróciła. Była fajnym, pozytywnym symbolem i urozmaicała stolicę”.

— TRZASKOWSKI NA PYTANIE NIZINKIEWICZA O JAKIEGO I KARCZEWSKIEGO: “Trzeba szanować wszystkich konkurentów, ale wydaje mi się, że żaden hunwejbin PiS nie powinien rządzić naszym miastem. Taktyka PiS jest jasna: marszałek Karczewski będzie statecznym kandydatem, który się nie unosi, a Patryk Jaki gryzącym szeryfem. Karczewski ma być dobrym, a Jaki złym gliniarzem w walce o Warszawę. Myślę, że warszawiacy nie dadzą się na to nabrać”. 
http://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/311079910-Trzaskowski-Mozna-bylo-wczesniej–zadzwonic-do-Rabieja-i-Petru.html

— NIEISTOTNY TRYBUNAŁ – jedynka DGP: “Drastycznie spadła liczba spraw kierowanych do sądu konstytucyjnego. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku wpłynęło ich 261. To ponad dwukrotnie mniej niż w 2015 r. Spadek zaufania do Trybunału Konstytucyjnego widoczny jest przede wszystkim na przykładzie skarg konstytucyjnych składanych przez obywateli oraz pytań prawnych kierowanych do tej instytucji przez sady”. 
http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/562015,drastycznie-spadla-liczba-spraw-kierowanych-do-sadu-konstytucyjnego.html

— PIS BORYKA SIĘ Z NIEDOSTATKIEM KAPITAŁU LUDZKIEGO – pisze w RZ Michał Szułdrzyński: “Z tym związana jest kolejna rysa: poszukując nowego impulsu, PiS musi coraz poważniej myśleć o rekonstrukcji rządu. Na wielu polach rząd boryka się bowiem – delikatnie mówiąc – z niedostatkiem materiału ludzkiego. Sęk w tym, że jakoś nie widać, by w partii było na pęczki lepszych kandydatów na szefów poszczególnych resortów. Coraz głośniejsze są też sygnały o deficytach w skutecznym zarządzaniu pracą Rady Ministrów. Może się zatem okazać, że mimo świetnych wskaźników, jedynym spektakularnym ruchem, na jaki stać PiS na półmetku kadencji, jest zmiana na stanowisku premiera”. 
http://www.rp.pl/Komentarze/311079887-Szuldrzynski-Rysy-na-dobrym-wizerunku-PiS.html&cid=44&template=restricted

— TRUDNE NEGOCJACJE PIS-U Z PREZYDENTEM – Jacek Liziniewicz w GPC: “Najpierw prezydent Andrzej Duda zawetował ustawy o SN i KRS, aby przygotować swoje rozwiązania, które wymagałyby zmiany konstytucji. Teraz, po blisko czterech miesiącach, jego urzędnicy próbują zarzucać przedstawicielom PiS-u, że to partia wydłuża konsultacje w sprawie ustaw”. 
http://gpcodziennie.pl/72817-trudnenegocjacjepis-uzprezydentem.html

— DUDA – ZIOBRO KOLEJNE ZWARCIE – Fakt: “Porozumienie coraz dalej”.

— DO REKONSTRUKCJI POTRZEBNA ZMIANA USTAWY O DZIAŁACH – Fakt: “To oznacza, że inni ministrowie muszą zająć się ich „działami”. Takich działów ustawa wyróżnia 27. Każdy minister dostaje w zarząd przynajmniej jeden z nich (np. środowisko), ale może dostać kilka (tak jest dziś z ministrem rodziny, pracy i polityki społecznej czy właśnie z cyfryzacją). I tu jest problem. Bo np. informatyzacja ma trafić pod skrzydła szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka (48 l.), a cyberbezpieczeństwo do MON. Tyle że w ustawie są w jednym, niepodzielnym dziale! Więc bez zmiany ustawy to niemożliwe. Czyżby więc czekało nas opóźnienie rekonstrukcji i uchwalanie w szybkim trybie nowelizacji? Odpowiedź na to kryje teczka, którą Szydło przyniosła prezesowi”. 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/anna-strezynska-i-andrzej-adamczyk-pozegnaja-sie-z-rzadem/x7z9964

— PAP WYSSANY PRZEZ DOBRĄ ZMIANĘ – Agnieszka Kublik w GW: ”Wyborcza” dostała wewnętrzne sprawozdanie ze spotkania związków zawodowych z tymczasowym zarządem. Czytamy w nim m.in., że „obecna sytuacja finansowa spółki po odejściu prezesa Dmochowskiego nie jest ciekawa”, a jego następcy „muszą ograniczyć wydatki z czasów poprzedniego prezesa” oraz posprzątać po nim w taki sposób, „żeby było to jak najmniej dotkliwe dla ludzi”. Na spotkaniu poinformowała o tym wiceprezes agencji Hanna Myjak. Jak powiedziała, „w trakcie załatwiania jest przelew budżetowej dotacji dla PAP za 2017 r. – 9 mln zł – co ustabilizuje bieżące problemy z pieniędzmi w kasie, ale nie wpłynie na poprawę wyniku finansowego na koniec roku”. 
http://wyborcza.pl/7,75398,22616360,pap-wyssany-przez-dobra-zmiane-by-zaplacic-ogromne-pensje.html

— O FIASKU ROZMÓW OPOZYCJI – AGATA KONDZIŃSKA/ IWONA SZPALA – piszą w GW: “Kolejne pół godziny spotkania upłynęło na obmyślaniu wspólnego komunikatu, tak by brzmiał pozytywnie. W końcu wstąpili wspólnie na konferencji i zapowiedzieli wspólny udział w opozycyjnych obchodach Święta Niepodległości. Andrzej Halicki: – Dobra atmosfera, dobre spotkanie, uznaliśmy, że trzeba budować porozumienia na poziomie lokalnym, a w wyborach bezpośrednich muszą wystartować najmocniejsze nazwiska”. 
http://wyborcza.pl/7,75398,22616256,w-gabinecie-petru-o-zjednoczeniu-opozycji-oficjalnie-byla-dobra.html

— FARSA ZJEDNOCZENIA – Fakt: “ Kaczyński zaciera ręce, a my jesteśmy w d… – rozkłada ręce w rozmowie z Fakt24 polityk PO”. 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/opozycja-bez-pomyslu-na-koalicje-zamiast-jednoczenia-klotnie/43snzhz

— O UMOWACH ZLECENIA DLA WSPÓŁPRACOWNIKÓW PREZES ZUS – jedynka GW (Leszek Kostrzewski): „Wyborcza” dotarła do listy umów-zleceń o wartości od kilku do ponad 120 tys. zł podpisanych w ZUS w 2016 r. Na niej obecni wiceprezesi Zakładu, doktorantki i współpracownicy prezes ZUS z pracy na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Instytucie Pracy i Spraw Socjalnych. – ZUS daje zarabiać ludziom z zewnątrz, a nie zatrudnionym ekspertom – ubolewają pracownicy ZUS, gdzie zarabia się średnio 4 tys. zł.” 
http://wyborcza.pl/7,155287,22615850,zus-hojny-dla-znajomych-na-liscie-umow-zlecen-doktorantki.html

— NIEUDOLNA OBRONA MACIEREWICZA – Fakt: “Mija niemal rok od ujawnienia przez Fakt, że w 2007 r. ówczesny wiceminister obrony Jacek Kotas (50 l.) otrzymał od Służby Kontrwywiadu Wojskowego certyfikat dostępu do informacji niejawnych, mimo że współpracował z firmami, w których działali lub działają ludzie powiązani z rosyjską mafią i dawnym KGB. Zarzucaliśmy Antoniemu Macierewiczowi (69 l.), że jego podwładni z SKW (był wówczas jej szefem) nie badali tych kontaktów Kotasa! Teraz w akcję obrony obecnego szefa MON zaangażował się portal TVP”. 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/tvp-broni-antoniego-macierewicza/bn0z9b5

— ROMAN MŁODKOWSKI NOWYM KANDYDATEM NA SZEFA PAP (obok Jolanty Hajdasz) 
http://wiadomosci.dziennik.pl/media/artykuly/561998,roman-mlodkowski-drugi-kandydat-prezes-pap.html

— HGW OD MIESZKANIA PLUS W GABINECIE CIENI – GRZEGORZ POSZERZAJ – GPC złośliwie o gabinecie cieni, jak pisze Jacek Lizinkewicz: “Uważam też, że totalna opozycja wymaga utworzenia pełnomocnika ds. Mieszkania+. Tutaj są dwie mocne kandydatury – Paweł Adamowicz z Gdańska i Hanna Gronkiewicz‐Waltz z Warszawy. Oboje zdolni i doświadczeni. Można rzucić monetą. Jeżeli prezydent Gdańska przegra, zawsze można go dać na szefa NBP. Człowiek, który ma 36 kont bankowych, musi się znać. A więc, Panie Przewodniczący, odwagi! Nie czekaj! Poszerzaj!” 
http://gpcodziennie.pl/72823-schetynaposzerzaj.html

— DWA MILIARDY W BŁOTO – pisze w GPC Piotr Wójcik: “Wygląda więc na to, że w ciągu ostatnich ośmiu lat zupełnie bezsensownie roztrwoniliśmy 2 mld zł na dostęp do instrumentu finansowego, z którego nawet nie skorzystaliśmy. W sumie to i dobrze – doświadcze- nie innych krajów pokazuje, że od MFW lepiej niczego nie pożyczać. Od podejrzanych firm pożyczkowych fundusz różni się głównie tym, że zamiast łysych karków wpadają panowie w garniturach”. 
http://gpcodziennie.pl/72798-miedzynarodowyfunduszwymuszeniowy.html

— RZ O NOWEJ STRATEGII PEKAO PO ZAAKCEPTOWANIU KRUPIŃSKIEGO PRZEZ KNF: “Jednym z filarów nowej koncepcji działania jest planowana pomoc w ekspansji polskiego biznesu za granicą. Bank zamierza otworzyć oddziały w Nowym Jorku i Londynie. Obecność na Wyspach ma wesprzeć nie tylko krajowe przedsiębiorstwa, które chcą tam rozpocząć biznes, ale i te działające lokalnie w Wielkiej Brytanii. Według banku jest ich nawet 60 tys. Z kolei placówka w Nowym Jorku ma być dla naszych spółek trampoliną na amerykański rynek, ale zamierza też zająć się pozyskiwaniem finansowania w USA. Pekao przedłużyło także latem współpracę z dotychczasowym współwłaścicielem i nadal będzie wspierał polskich klientów w krajach, w których obecny jest UniCredit”.

— RADOSŁAW SIKORSKI UWAŻA, ŻE POLITYKA MERKEL DODAŁA PIS-OWI 2% W WYBORACH: “Na pytanie, czy decyzja Angeli Merkel o przyjęciu tak wielu uchodźców przyczyniła się do wzrostu popularności PiS, Radosław Sikorski wyjaśnia, że jego zdaniem, partia Jarosława Kaczyńskiego zdobyła dzięki temu od dwóch do trzech procent dodatkowych głosów. – Przede wszystkim umożliwiło to jednak prezesowi tej partii Jarosławowi Kaczyńskiemu nakreślenie specyficznego obrazu sytuacji i podsycanie strachu przed uchodźcami, nawet jeżeli w Polsce w ogóle nie było uchodźców. Poza tym oczywiście są nam znane problemy związane z integrację uchodźców z zachodnioeuropejskimi społeczeństwami np. francuskim. Z tego względu wielu Polaków uważa, że to do nich należy decyzja, czy chcą mieć wielokulturowe i wieloetniczne społeczeństwo. Ludzie czuli wtedy – i jest tak do dziś – że jest to decyzja, której nikt z zewnątrz nie powinien podejmować za Polaków – komentuje”. 
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/radoslaw-sikorski-o-polityce-migracyjnej-merkel-suweren-musi-miec-kontrole/cllwkgx

— HOTEL, KTÓRY NIE MIAŁ PRAWA POWSTAĆ – pisze Kacper Płażyński na gdańskim portalu: “Jak inaczej wyjaśnić mieszkańcom Gdańska, że w jego sercu, 2 minuty wolnym krokiem od fontanny Neptuna, wybudowany został hotel bez ważnej decyzji o pozwoleniu na budowę i co najmniej od 3 lat działa bez uzyskania decyzji o pozwoleniu na jego użytkowanie? Jak wyjaśnić gdańskim mikro i małym przedsiębiorcom, że spółka będąca właścicielem tego hotelu przez ponad 19 miesięcy dzierżawiła od Gminy Miasta Gdańsk grunty płacąc za nie prawie 5 razy mniej niż inni przedsiębiorcy?” 
http://www.gdanskstrefa.com/hotel-ktory-mial-prawa-powstac/

— ZAKŁAMANY RZĄD, ZATRUDNIA TYSIĄCE OSÓB NA UMOWY ŚMIECIOWE – Fakt: “Likwidacja śmieciówek – tak brzmiała jedna z obietnic PiS. Rozprawienie się z umowami o dzieło i zlecenie zapowiedziała też premier Beata Szydło (54 l.). Jednak rząd co innego mówi, a co innego robi. I sam ze śmieciówek korzysta na potęgę!”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/walka-rzadu-z-umowami-smieciowymi-to-fikcja/2b3n16v

— 11 LISTOPADA GPC DODA PATRIOTYCZNĄ PELERYNKĘ, W KTÓREJ PO GÓRACH CHODZIŁ PREZES: 


300polityka.pl

ŚRODA, 8 LISTOPADA 2017, 15:14

 

Jaki: Testem intencji Trzaskowskiego byłby wniosek o odwołanie HGW z władz PO

– Nawet jeśli przyjąć tego rodzaju argumentację, to przecież teraz już może działać, alarmować. Rozumiem, że kiedyś mógł mówić, że nie wie, co się działo. Ale Rafał Trzaskowski jest członkiem zarządu Platformy i może wnioskować choćby o to, by Hanna Gronkiewicz-Waltz, odpowiedzialna za aferę, została wykluczona z funkcji wiceprzewodniczącej tej partii– stwierdził Patryk Jaki w rozmowie z wPolityce.pl.

– To byłby test intencji, ale wydaje się, że oni tylko pozorują różnice. Rafał Trzaskowski ostatnio na Twitterze ujawnił dane, które mógł mieć tylko od pani prezydent. Te wszystkie różnice, odcięcia się – to wszystko jest na pokaz – dodał wiceminister sprawiedliwości.

13:14

 

Mazurek: Jesteśmy zdeterminowani aby przeprowadzić reformę sądownictwa w sposób skuteczny i dobry

– Propozycja, którą złożyliśmy, absolutnie nie jest wyborem monopartyjnym, bo przecież nie tylko PiS dokonywałoby takiego wyboru. Opozycja też ma… To nie jest monopartyjność. Nie bardzo rozumiem, dlaczego to nie jest rozumiane. Nie bardzo rozumiem dlaczego kwestionuje się decyzje większości parlamentarnej, ale podkreślam: jesteśmy zdeterminowani do tego aby reformę [sądownictwa] przeprowadzić, ale żeby ją przeprowadzić w sposób skuteczny i dobry, żeby nie zachowywać takich zapisów, które de facto powodowałyby to że dzisiejszy status quo byłby zachowany – mówiła Beata Mazurek na briefingu w Sejmie. Jak dodała, nie ma żadnej daty granicznej.

12:43

 

Jaki: Trudno nie odnieść wrażenia, że gdyby nie weta PAD to dzisiaj nie mielibyśmy problemu z KRS-em

– Szukamy ciągle dobrego rozwiązania, aczkolwiek chcielibyśmy, żeby ta dyskusja się już zakończyła konkretnymi decyzjami. Przypomnę państwu, że na reformę sądownictwa czekamy ponad 27 lat. Wszyscy mówili, że reformę sądownictwa trzeba przeprowadzić, ale nikt nie miał odwagi tego zrobić. Trudno też nie odnieść wrażenia, że gdyby nie weta prezydenta to dzisiaj nie mielibyśmy problemu z KRS-em – stwierdził Patryk Jaki w rozmowie z dziennikarzami.

– Jestem przekonany, że dyskusje o sądownictwie trwają 27 lat. Już każdy z nas zna swoje stanowisko. Każdy ma już swoją opinię. Przychodzi czas podejmowania decyzji i ciągle czekam na to, żeby była tutaj wola ze strony pana prezydenta, aby te decyzje się pojawiły – dodał wiceminister sprawiedliwości.

12:41

 

PAD: Jest w interesie Polski, całej Europy i UE aby drzwi do Unii pozostały otwarte

– Jest w polskim interesie, ale nie tylko polskim, ale także w interesie całej Europy, przede wszystkim UE aby drzwi UE pozostały otwarte, aby UE pokazywała że jest aktywna i otwarta na przyjęcie w przyszłości nowych członków do UE, aby państwa które do tej UE chcą wejść, mają te ambicje unijne, w przyszłości, po zrealizowaniu wszelkich wymagań związanych z akcesją do UE mogły wstąpić – stwierdził prezydent Andrzej Duda w trakcie spotkania z mediami razem z prezydentem Gruzji. Jak dodał:

„Jeżeli państwa UE przyjmą założenia, że Unia będzie się już tylko zmniejszała, to oznacza początek jej końca, bo będą kolejne kraje, które będą chciały z różnych względów być może z UE wystąpić. UE żeby mogła się rozwijać i przetrwać, żeby była tym, czego wszyscy od niej oczekujemy, żeby była konkurencyjna gospodarczo i ekonomicznie wobec wielkich gospodarczych potęg światowych, USA, Chin, Rosji musi mieć perspektywę poszerzania się”

08:40

 

Nitras: Aspiruję do tego, by być kandydatem PO na prezydenta Szczecina

– No pewnie, że możliwe [zjednoczenie opozycji]. Jestem nawet przekonany że to jest na dobrej drodze – mówił Sławomir Nitras w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

– Aspiruję do tego, by być kandydatem PO na prezydenta Szczecina. W momencie kiedy uzyskam rekomendację, zrobię wszystko, powiem więcej: sondażowo już rozmawiam, żeby zbudować szerokie porozumienie w Szczecinie – dodał poseł PO.

300polityka.pl

Trąd w Pałacu Prezydenckim

Trąd w Pałacu Prezydenckim

   8 listopada 2017

Andrzej Duda jest prekursorem w historii chrześcijaństwa i historii Polski. Najpierw jako pierwszy złamał Konstytucję RP i to wielokroć. A teraz na oczach zdumionej publiki złamał tajemnicę spowiedzi.

Spowiedź – jako prefreudowski akt dobrowolnego przyznania się do win – spełniała jeden zasadniczy cel: podporządkowania owieczek pasterzom. Na niektóre nakładane były ciężkie kary pokuty, ale tylko za ciężkie grzechy. W Średniowieczu jak ktoś się samobiczował, to można było założyć, że dokonał ciężkiego przewinienia.

Spowiednik jednak milczał na temat przestępstwa, choć mógł się uśmiechać pod nosem. Przy czym kler był na usługach władcy, sojusz ołtarza i tronu był nierównoważną kohabitacją. Wiara służyła władcy tym, iż go namaszczała do końca jego dni, kadencja bowiem kończyła się wraz z zejściem.

Rewolucja Francuska ten duumwirat władzy twardej i miękkiej (realnej i jakoby duchowej) odesłała do lamusa. Kadencyjność do końca życia zastąpiona została wybieraniem na określony czas. Nazywamy to demokracją, bo kler nie namaszczał już jednego wybranego, ale wskazywało społeczeństwo, cały naród poprzez akt wyboru – namaszczania przy urnie wyborczej.

Klerem stali się wszyscy, którzy mieli prawa wyborcze. Od tego czasu mamy nowoczesność, a miniony czas nazywamy skamieliną, Średniowieczem, historią, skansenem – ancien régime’m (stare czasy). Reżim został wydalony z demokracji.

Tak postąpiono na całym „bożym” świecie, także i w Polsce, ale że należymy do nacji dziwnych i nienowoczesnych, obraliśmy powrót do ancien régime’u.

Oto Andrzej Duda spotyka się z władcą imperium medialnego o. Tadeuszem Rydzykiem i jeszcze jednym gościem w sutannie – i na oczach i uszach wszystkich składa hołd i publicznie spowiada się z przewin politycznych, kaja się. Udziela jakoby wywiadu, co jest bzdurą, bo wywiad przeprowadza dziennikarz niezależnych mediów, a nie faceci w habitach.

Duda podczas hołdu najpierw oddał „co boskie Bogu”. Wróć: oddał „co rydzykowate Rydzykowi”. Zapewnił, że dzień święty – niedziela ma być wolna od pracy, czyli owieczki mają uprawiać wartości rodzinne, a nie latać po supermarketach i czuć się wolnymi. Mają zaiwaniać do Kościoła i wspierać funkcjonariuszy wiary w ich posłudze mniemanemu Bogu, który trzeba nazwać niebytem, bo nikt nie ma z nim kontaktu fizycznego.

Duda oddał Rydzykowi inną nieswoją wolność – wolność kobiet decydowania o swojej macicy – zapewnił, iż jest zwolennikiem zakazu całkowitego aborcji, przepisy dotyczące aborcji eugenicznej muszą być bardziej restrykcyjne.

Duda nie zdążył przejść do swoich win politycznych, gdy Rydzyk wtrącił swoje trzy grosze. Mianowicie owieczka Jarosław Gowin, zajmując się reformą szkolnictwa wyższego, niezbyt sowicie wspomaga uczelnię redemptorysty w Toruniu. Gowin to pewnie usłyszał i poprawi się.

Ponarzekał Duda na rząd, czytaj: na Jarosława Kaczyńskiego, w kwestii reformy sądownictwa. Oni chcą niezależność sądownictwa wziąć dla siebie, a Duda też chciałby mieć kawałek tej niezależności na własność.

W każdym razie po raz pierwszy na świecie mieliśmy do czynienia ze spektaklem złamania tajemnicy spowiedzi. Coś takiego jest nie do pomyślenia w żadnym kraju, aby władza kajała się przed klerem. Ktoś powie, że w Średniowieczu nie było telewizji, to nie wiemy, czy Władysław Jagiełło przed prymasem nie usprawiedliwiałby się z zabicia Krzyżaka Ulryka von Jungingena.

Oczywiście, żartuję. Kler w historii Polski nigdy nie panoszył się, jak dzisiaj. W ogóle ani w Europie, ani na świecie nie jest tak widoczny w życiu publicznym. Jest sprowadzony do wymiarów, na które zasługuje konfesja, do prywatności, to ma być kontakt z drugim wierzącym człowiekiem, a nie kontakt z rządzącymi (wyjąwszy kilka krajów muzułmańskich).

Obskurantyzm Dudy jest porażający i to porażenie zostanie za pomocą prawa przerzucone na cały naród. Porażenie zakłamaniem, dewocją, nienowoczesnością, sojuszem Rydzyka z rządzącym PiS. Nazwa tego spektaklu sama się nasuwa poprzez odwołanie do sztuki Ugo Bettiego – „Trąd w Pałacu Prezydenckim”.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Warszawa to tysiące pasożytów

Uczelnia odcina się od kuriozalnej wypowiedzi Targalskiego

   8 listopada 2017

W czwartek, 2 listopada, Grzegorz Schetyna zgłosił kandydaturę Rafała Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy. Sam Trzaskowski podkreśla, że „nie można oddać Warszawy w ręce PiS. Warszawa potrzebuje zmiany. Mnie jako warszawiaka bulwersuje to samo, co każdego warszawiaka. Oddawanie kamieniec, wszechobecna „szyldoza” i korki. Warszawa potrzebuje świeżego spojrzenia kogoś młodego (…). Warszawa nie potrzebuje tzw. dobrej zmiany, Warszawa potrzebuje mądrej zmiany, która będzie się opierała o przywrócenie zaufania dla ratusza”

Pierwsze sondaże wyraźnie pokazują, kogo widzieliby Warszawiacy na stanowisku prezydenta swojego miasta. Rafał Trzaskowski jest nie do pokonania. Zarówno Patryk Jaki, jak i Stanisław Karczewski nie mają szans. Zła to wiadomość dla PiS, bo, co jak co, ale prezydentura Warszawy to to, co szczególnie dla polityków tej partii ważne.

Trudno więc dziwić się, że już zaczyna się „nagonka” na pana Trzaskowskiego i szukanie przyczyn, skąd taka jego popularność wśród Warszawiaków. Dr Jerzy Targalski, znany z bardzo kontrowersyjnych wypowiedzi, już wie. „Warszawa to tysiące urzędasów i pasożytów, którzy żyją z afery reprywatyzacyjnej. Proste? Proste.

koduj24.pl

„Dlaczego pan nie wstąpi do PiS?”. Odpowiedź Gowina nie spodoba się na Nowogrodzkiej

jagor, 08.11.2017

http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,22617451,video.html?embed=0&autoplay=1
Wicepremier Jarosław Gowin lubi przedstawiać się jako niezależny koalicjant w rządzie PiS. Jednak przy ważnych głosowaniach zachowuje się tak, jak sejmowa większość. Piotr Kraśko zapytał Gowina wprost, dlaczego po prostu nie wstąpi do PiS. Oto co usłyszał od b. polityka PO.
– Mam bardzo odmienne poglądy od kolegów z PiS w wielu sprawach. Przede wszystkim w sprawach gospodarczych, ale i ustrojowych – tak na pytanie prowadzącego „Poranek w Radiu TOK FM” odpowiedział Jarosław Gowin.Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego, a od niedawna także prezes partii Porozumienie przyznał, że zarówno on sam, jak i członkowie jego ugrupowania, bardzo cenią samorządność. – Im więcej samorządności, im jest ona sprawniejsza, tym bardziej skuteczne jest państwo – stwierdził.

Były minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska podkreślił, że jako konserwatysta, nie popiera metod działania, którymi posługuje się PiS.

Nie chodzi o styl, ale o metody. Konserwatysta wierzy w dialog, w zmiany głębokie, ale ewolucyjne, rozłożone na lata i w miarę możliwości wydyskutowane z zainteresowanymi środowiskami społecznymi

– podkreślił wicepremier.

W tym momencie redaktor Kraśko zwrócił uwagę Gowinowi, że zmiany, które forsuje w PiS w Polsce, są przeprowadzane w tempie rewolucyjnym.

Gdzie jest ta granica, kiedy powie pan dość?

– Gdzie jest ta granica po przekroczeniu, której powie pan: ja już się nie mieszczę w tej koalicji? Czy stanie się tak, jeśli PiS nie zaakceptuje pana reformy szkolnictwa wyższego? – dopytywał prowadzący audycję.

Kraśko nawiązał do słów wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, który jakiś czas temu był wyraźnie zaskoczony propozycją reformy szkolnictwa wyższego autorstwa Gowina. Terlecki stwierdził wtedy, że wątpi, by reformę, której założeń – jak stwierdził – nikt nie zna, poparł PiS.

– Ręczę panu, że (PiS) zaakceptuje. A gdyby nie, to wtedy usiądę z Jarosławem Kaczyńskim, tak jak siedzimy teraz twarzą w twarz i na pewno nieporozumienia sobie wyjaśnimy – odpowiedział  bez zawahania w Radiu TOK FM Jarosław Gowin.

Przypomnijmy. Jarosław Gowin to polityk, który głosował za ustawą PiS o Sądzie Najwyższym, którą później zawetował prezydent. Jednak jako jedyny minister nie wstał, gdy cały rząd wiwatował przegłosowanie ustawy. Z tej „niezłomnej” postawy kpił Marek Borowski. „Minister Gowin wyjaśnił, że on wprawdzie głosował za, ale siedział wtedy, kiedy wszyscy wstali i bili brawo. To jest bardzo poważne znamię oporu. Gdzieś wyczytałem i wydaje mi się, że to oddaje istotę sprawy, że trudno stać, jak się nie ma kręgosłupa” – powiedział wtedy senator.

TOK FM

Koniec zjednoczonej opozycji? Nowoczesna: PO wycofała się z chęci jakiegokolwiek porozumienia

08.11.2017

W relacjach pomiędzy Nowoczesną a PO przełomu nie ma; nastąpiła taka sytuacja, że PO wycofała się z chęci jakiegokolwiek porozumienia – oceniła w środę szefowa klubu Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer.

Lubnauer oceniła w Radiu Plus, że ze strony PO nie było woli zawarcia porozumienia. Mam wrażenie, że PO ma dużo więcej do przegrania (w wyborach samorządowych), niż my. My możemy tylko wygrać – jesteśmy partią, która weszła dwa lata temu do parlamentu, jesteśmy świeżym bytem, mamy za sobą pierwsze wygrane wybory; Platforma ma już swoje przegrane – mówiła.

Posłanka przypominała, że zawsze sceptycznie podchodziła do kwestii zawiązywania koalicji partii opozycyjnych, bo – jak tłumaczyła – zdawała sobie sprawę, jak trudno jest osiągnąć takie porozumienie. Zaznaczyła jednocześnie, że koalicja jest koniecznością, jeśli opozycja chce „powstrzymać przejęcie samorządów przez PiS„.

Oceniła, że współpraca opozycji opłaca się zarówno PO i Nowoczesnej, jak i Polsce. Brakuje, mam wrażenie, w tej chwili takiego myślenia przez rację stanu i nie przez swój interes partykularny, ale przez interes szerszej grupy, jaką jest opozycja – dodała.

Lubnauer oceniła jednak, że w relacjach pomiędzy Nowoczesną a PO „przełomu nie ma”. Nastąpiła taka sytuacja, że PO wycofała się z chęci jakiegokolwiek porozumienia – dodała.

Do tanga trzeba dwojga, gorzej jak są sami soliści – oświadczyła Lubnauer.

Posłanka była pytana również, czy w Warszawie możliwe jest wystawienie trzeciego, innego niż Paweł Rabiej (Nowoczesna) i Rafał Trzaskowski (PO), kandydata na prezydenta. Na razie nie można mówić o jakimkolwiek trzecim kandydacie, nie można mówić o poparciu dla Rafała Trzaskowskiego z tego powodu, że nie ma żadnego porozumienia – oświadczyła.

W ocenie Lubneuer do porozumienia pomiędzy opozycją jest „dalej dzisiaj, niż wczoraj”.

Pod koniec października lider Nowoczesnej Ryszard Petru zainicjował spotkania ugrupowań opozycyjnych nt. przyszłej współpracy koalicyjnej. Wynikiem rozmów miało być podpisanie deklaracji politycznej, która byłaby pierwszym krokiem w kierunku zjednoczenia kilku partii. Do rozmów zaproszeni zostali przedstawiciele PO, SLD, PSL, UED, KOD, a także Inicjatywy Polskiej.

Według „Rzeczpospolitej” roboczy dokument – który mógłby być podpisany 11 listopada – mówi o „stworzeniu koalicji, która ponad podziałami i różnicami programowymi w najbliższych wyborach powstrzyma PiS przed przejęciem politycznej kontroli nad samorządami”. Deklaracja mówi też o wystawieniu wspólnych kandydatów na prezydentów miast oraz udzieleniu wzajemnego wsparcia dla kandydatów na burmistrzów, wójtów i radnych wystawianych przez sygnatariuszy porozumienia.

W czwartek przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna zapowiedział, że chciałby, aby Rafał Trzaskowski był kandydatem PO i całej zjednoczonej opozycji w wyborach na prezydenta m.st. Warszawy. Deklaracja ta zaskoczyła polityków Nowoczesnej, którzy już w czerwcu zapowiedzieli start zasiadającego w komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji, Pawła Rabieja.

W związku z deklaracją PO, we wtorek w Sejmie – z inicjatywy Nowoczesnej – spotkali się przedstawiciele opozycji, by rozmawiać o perspektywie zawiązania koalicji. W spotkaniu wzięli udział: lider Nowoczesnej Ryszard Petru, wiceszefowie klubów: PO – Andrzej Halicki i PSL – Marek Sawicki, przewodniczący koła Unii Europejskich Demokratów Jacek Protasiewicz, szef SLD Włodzimierz Czarzasty, Jarosław Marciniak z KOD oraz liderka Inicjatywy Polskiej Barbara Nowacka.

Jesteśmy potencjalnie skłonni pójść razem w wyborach samorządowych – mówił lider Nowoczesnej Ryszard Petru na konferencji prasowej po tym spotkaniu.

O kwestę porozumienia opozycji i podpisania deklaracji politycznej pytany był w środę w TVP 1 członek zarządu Nowoczesnej Paweł Rabiej.

Tłumaczył, że deklaracja opozycji mówi o samorządności. To, co chcielibyśmy podtrzymać i utrzymać to jest to, żeby ludzie mieli większy wpływ na swoje miasta, gminy i mogli wpływać na sprawy, które ich dotyczą – mówił.

Dodał, że 11 listopada jest „dobrą okazją do tego, żeby podpisać porozumienie, czy też pokazać przy jakich wartościach staje opozycja”.

We wtorek Schetyna zaprzeczył, by coś wiedział o tym, że 11 listopada ma być podpisana wspólna deklaracja liderów opozycjiNie ma żadnych ustaleń, przynajmniej ja o tym nie wiem – powiedział.

dziennik.pl

Rekonstrukcja rządu. Prezes PiS chce wejść do gry. Kogo wymieni, jeśli zostanie premierem?

Data publikacji: 08.11.2017, Michał Krzymowski

W Prawie i Sprawiedliwości panuje coraz głębsze przeświadczenie, że podczas nadchodzącej rekonstrukcji rządu dojdzie także do zmiany premiera. Szefem rządu w nowym rozdaniu zostałby prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. Jeśli tak się stanie, będzie to oznaczać prawdziwe trzęsienie ziemi wśród ministrów rządu (jeszcze) Beaty Szydło.

Jak wyglądałoby to w praktyce? Na Nowogrodzkiej panuje przekonanie, że nowym szefem dyplomacji zostanie szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski. Nominacja pozwoli Kaczyńskiemu załatwić kilka spraw jednocześnie. Po pierwsze, będzie to gest wobec Andrzeja Dudy i element szerszej umowy politycznej. W jej myśl prezydent miałby wziąć część odpowiedzialności za dyplomację i reprezentować Polskę na unijnych szczytach. Dla Kaczyńskiego to bardzo ważne – on sam nie chce uczestniczyć w posiedzeniach Rady Europejskiej prowadzonych przez Donalda Tuska.

POSEŁ PIS-U„Newsweek”„Jesteśmy po wyborach w Niemczech i we Francji, a za chwilę będą się ważyły losy Europy. Jarosław widzi, że Węgry są w grze, a Polska nie, bo z Szydło nikt się nie liczy. Jak zostanie premierem, to nasz głos będzie silniejszy”

Po drugie, Szczerski to jeden z niewielu prawdziwych polityków w otoczeniu głowy państwa. Należy do partii i ma dorobek. Był posłem, eurodeputowanym i wiceministrem spraw zagranicznych. Jego odejście w dłuższej perspektywie osłabi ośrodek prezydencki, co leży w interesie Kaczyńskiego. I wreszcie – po trzecie – to sprytna pułapka na Dudę. Gdy w lipcu zawetował ustawy sądowe, prezes PiS początkowo miał pretensje, że Szczerski nie ostrzegł go o decyzji głowy państwa. – Okazało się jednak, że szef gabinetu prezydenta o niczym nie wiedział, sam był zaskoczony tą decyzją – opowiada rozmówca z PiS. Teraz sytuacja się odwróciła: Duda nie może wymagać, by Szczerski w imię lojalności wobec niego odrzucił ofertę wejścia do rządu. Z kolei Kaczyński wie, że Szczerski jako szef MSZ szybko zacznie orientować się na Nowogrodzką i Duda straci rzeczywisty wpływ na politykę zagraniczną.

Jakie jeszcze zmiany zajdą w rządzie, jeśli Kaczyński zostanie premierem? Przesądzone wydają się dymisje ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka, szefowej MEN Anny Zalewskiej i stojącej na czele Kancelarii Premiera Beaty Kempy, która zabiega o wyjazd na placówkę do Watykanu. Możliwe jest także odwołanie ministra środowiska Jana Szyszki. Na Nowogrodzkiej spekuluje się też na temat dymisji szefa MON Antoniego Macierewicza, ale taki ruch mógłby wywołać konsekwencje trudne do przewidzenia. Jeśli chodzi o Szyszkę, nie wiadomo natomiast, jak zareagowałyby stojące za ministrem środowiska Radia Maryja i „Gazety Polskiej”. Wiadomo za to, że temat Macierewicza pojawił się na jednym ze spotkań Kaczyńskiego i Dudy. – Decyzja należy do Jarosława. On ma dziś tak silną pozycję, że może wszystko – mówi polityk PiS.

Najważniejszym dziś pytaniem jest, czy prezes PiS zechce ze swojej silnej pozycji skorzystać i pozbyć się premier Szydło. Dlaczego miałby chcieć zostać premierem? Przecież nie ma dziś w Polsce potężniejszego człowieka. Choć – jak sam to określa – jest tylko skromnym posłem, to w rzeczywistości od dwóch lat samodzielnie decyduje o losach kraju. Ma maksimum władzy i minimum odpowiedzialności. Z punktu widzenia polityka trudno o bardziej komfortową sytuację. Po co to zmieniać?

– Pamiętam, jakich argumentów używano na Nowogrodzkiej przed dymisją Kazimierza Marcinkiewicza. „On buduje sobie pozycję twoim kosztem” – padało na naradach. Teraz jest podobnie. Szydło rozdaje ludziom pieniądze, wprowadza 500+, a Jarosław jest tym złym, który kojarzy się z awanturami w Sejmie – mówi jeden z posłów.

POLITYK Z NOWOGRODZKIEJ„Newsweek”„16 listopada jest zresztą datą kluczową. Jeżeli Szydło dokona zmian w ministerstwach, to będzie sygnał, że prezes zmienił zdanie i zrezygnował z wejścia do gry. A jeśli nie dokona, to znaczy, że przebudowa rządu czeka na Jarosława”

Inny przekonuje: – Jesteśmy po wyborach w Niemczech i we Francji, a za chwilę będą się ważyły losy Europy. Jarosław widzi, że Węgry są w grze, a Polska nie, bo z Szydło nikt się nie liczy. Jak zostanie premierem, to nasz głos będzie silniejszy. To zresztą szansa dla prezesa. Oczekiwania wobec niego są bardzo niskie, wszyscy sądzą, że jak zostanie premierem, to pociągnie rząd w dół i pójdzie na wojnę z Unią. A co, jeśli podejmie kilka popularnych decyzji? Uspokoi nasze relacje z Brukselą?

Polityk z Nowogrodzkiej: – Jarosław nie chce upokarzać Beaty, pozwoli jej podsumować dwulecie. 16 listopada jest zresztą datą kluczową. Jeżeli Szydło dokona zmian w ministerstwach, to będzie sygnał, że prezes zmienił zdanie i zrezygnował z wejścia do gry. A jeśli nie dokona, to znaczy, że przebudowa rządu czeka na Jarosława.

newsweek.pl

Tomasz Piątek: Moim główym celem jest odkrycie prawdy

dw.com, Tomasz Bielecki, 08.11.2017

plain© Imago/Zumapress/B. Zawrzel plain

Ja muszę się przedzierać przez zasłonę kłamstwa, dezinformacji – mówi Tomasz Piątek, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, laureat Nagrody Wolności Prasy organizacji Reporterzy bez Granic.

Deutsche Welle: Podczas ceremonii wręczania nagród „Reporterów bez Granic” dużo mówił Pan o dziennikarzach tureckich, irańskich, dziennikarzach z krajów,w których sytuacja jest inna niż w Polsce. Jak Pan widzi tę nagrodę dla siebie, dla dziennikarza z Polski?

Tomasz Piątek: To jest ogromny zaszczyt. Ponieważ są ludzie na świecie, którzy na pewno cierpią jeszcze bardziej ode mnie. Ja przechodzę swoje małe piekło, ale są ludzie, którzy przechodzą straszne piekło, jak ten irański fotograf, który został skazany na lata więzienia. Są ludzie torturowani, są ludzie zabijani.

Traktuję to jako wielki zaszczyt dla mnie i także jako znak dla polskich dziennikarzy: walczcie, mówcie prawdę, piszcie prawdę o nawet najbardziej niebezpiecznych sprawach, najbardziej niebezpiecznych powiązaniach ludzi z rządu, po to, aby Polska nie stała się takim krajem jak Iran, jak Turcja, gdzie dziennikarzy zamyka się w więzieniu, jak Meksyk, gdzie dziennikarze są zabijani bezkarnie. Żeby też Polska nie stała się takim krajem jak Rosja, gdzie właściwie dziennikarstwo zamiera, gdzie dziennikarze zostali właściwie spacyfikowani, zniewoleni jedni kijem inni marchewką. Bo pan Putin używa obu tych środków.

Rosja jest najbliżej nas. I to jest ten model, który nam najbardziej zagraża, co się oczywiście wiąże z tematem mojej książki, którym są niebezpieczne, rosyjskie powiązania ministra obrony Antoniego Macierewicza.

DW: Podczas ceremonii wręczania nagród wymieniał Pan nazwiska dziennikarzyz innych mediów w Polsce. To jest znak, że nie tylko Pan, ale jeszcze inne redakcje – jak Pan powiedział  padają ofiarą działań władzy.

TP: Tak, myślę tutaj o moich kolegach z „Gazety Wyborczej”, tych którzy bardzo mi pomagali podczas pisania moich pierwszych materiałów o Antonim Macierewiczu. Myślę tu o Piotrze Stasińskim z „Gazety Wyborczej”, o Aleksandrze Klich, o Marku Markowskim. Myślę o Wojciechu Czuchnowskim, który jest w tej chwili sam zagrożony postępowaniem sądowym ze względu na to, że ujawnił, iż agenci służb specjalnych przejęli polski Trybunał Konstytucyjny. Myślę oczywiście o redaktorze naczelnym Jarosławie Kurskim, o założycielu tej gazety Adamie Michniku. Myślę o Piotrze Pytlakowskim, Grzegorzu Rzeczkowskim i Ewie Siedleckiej z tygodnika „Polityka”. Ale myślę też o kolegach z mediów, na które patrzymy zwykle z góry, bo uważamy, że są komercyjne, albo mają mniejszą liczbę czytelników czy widzów. A tam są ludzie, którzy też walczą o prawdę i narażają się jak Radosław Gruca z popularnej gazety „Fakt”, jak Eliza Michalik z telewizji Superstacja, którym zawdzięczam bardzo dużo. Oni mi pomogli. Radosław Gruca prowadził swoje śledztwo ws. rosyjskich powiązaniach Macierewicza niezależnie ode mnie. Spotkaliśmy się nagle w pół drogi. Eliza Michalik bardzo dużo zrobiła, żeby ludzie dowiedzieli się o rosyjskich powiązania Macierewicza, które odkryliśmy – Radosław Gruca i ja. Jestem im ogromnie wdzięczny.

„Polacy są zdolni ciągle myśleć, przyjmować argumenty, rozmawiać”

DW: Ta nagroda Reporterów bez Granic jest nagrodą dla pojedynczych dziennikarzy, dla pojedynczych mediów. Ale jest też formą promowania wolności słowa. Czy uważa Pan, że ta nagroda dla Pana może w Polsce kogoś otrzeźwić, może być skuteczną presją dla jakichś środowisk związanych z władzączy ze światem medialnym?

TP: Są ludzie, którzy mówią, że nawet taka sytuacja, że nawet agenci służb specjalnych rządzą w Trybunale Konstytucyjnym, nawet to, że człowiek się podpalił, aby zaprotestować przeciwko niszczeniu wolności w Polsce, to nikogo nie wzrusza – mówią sceptycy. Ja jednak jestem przekonany, że ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka, że każdy z takich faktów otwiera oczy kolejnej liczbie osób.

Mogę mówić na swoim przykładzie. Już w tej chwili widzę, że obrońcy ministra Macierewicza przechodzą od etapu całkowitego zaprzeczania tego co napisałem, do etapu targowania się. Okay – mówią – tam są jakieś rosyjskie powiązania, rzeczywiście, ale w sposób dość karkołomny próbują udowadniać, że powiązania dotyczą bardziej np. Radosława Sikorskiego niż Macierewicza. To znaczy, że zgrzytając zębami, z oporami, wśród wykrętów zaczynają do siebie dopuszczać prawdę.

DW: Mówił Pan też podczas ceremonii o podróżowaniu po Polsce po małych miasteczkach podczas spotkań autorskich – jak rozumiem. Czy tam w tej Polsce prowincjonalnej widać jakiś ruch, jakąś zmianę? Bo ludzie przychodzą na spotkania z Panem. A to coś znaczy.

TP: To jest jedno z najpiękniejszych, najbardziej budujących doświadczeń ostatnich miesięcy. Przychodzą tłumy. Sale są wypełnione. I przychodzą nie tylko przeciwnicy ministra Macierewicza. Przychodzą zwolennicy PiS, którzy próbują czasem dyskutować. I pojawiają się emocje. Ale okazuje się, że wyborcy lub lokalni działacze PiS-u potrafią być bardziej kulturalni niż kierownictwo tej partii, które siedzi w Warszawie. Przychodzą ludzie, którzy wierzą partii rządzącej. I była taka pani w Złocieńcu na Pomorzu. Koleżanka przez cały czas trzymała ją za rękę. Podziwiałam tę panią, ponieważ widziałem jak przeżywa bardzo mocno, to co mówię. Dla niej to było bardzo bolesne, wszystko się w niej burzyło, buntowało, ale wysłuchała do końca. Przychodzą tacy ludzie i to jest ogromnie cenne. Bo gdzieś tam na samym dole – nie na szczycie piramidy władzy – ale na jej dole, okazuje się, że Polacy są zdolni ciągle myśleć, przyjmować argumenty, rozmawiać. To jest ogromnie cenne.

Nam narzuca się teraz taką wizję, że jest absolutny podział, wielki rów wykopany przez Polskę. To jest wizja zapewne korzystna dla partii rządzącej, która w ten sposób robi z siebie oblężona twierdzę i zmusza wszystkich swoich członków do jedności.

To jest też bardzo korzystne dla Putina. Bo taki dramatyczny podział osłabia Polskę. I to jest w pewnej mierze prawda. Wykopano ogromny rów przez Polskę, ale nad tym rowerem po cichu ciągle ktoś gdzieś przerzuca kładki. Ja myślę, że moja książka jest dobrym przykładem, bo to jest książka, którą ludzie kupują w prezencie, kupują ją teściowi, który ma np. inne poglądy i wierzy w partię rządzącą. Kupują ją wujowi, który myśli inaczej. I to jest książka, która budzi ogromne emocje, często negatywne. Te emocje przesłaniają często fakt, że ta książka składa się właściwie z samych faktów dokładnie udokumentowanych. Rosyjskie powiązania Antoniego Macierewicza są faktem. Ale to jest również książka, która też buduje mosty przez Polskę.

„Nie mam nic przeciwko temu, żeby moją książkę krytykowano”

DW: Pana książka jest bezsprzecznie wielkim bestsellerem w Polsce. Ale w przestrzeni publicznej zabrali głos dziennikarze z mediów nie prorządowych,krytyczni wobec książki. Jak powinna wyglądać ta równowaga między solidarnością z dziennikarzem, który jest w opresji jak Pan z powodu działań władzy a prawem do krytyki do dyskusji. Każdy materiał śledczy na świecie jest przecież dyskutowany przez kolegów.

TP: Oczywiście. W tej chwili można powiedzieć o jednym takim w takim wypadku tak naprawdę. To był Paweł Reszka z tygodnika Newsweek, człowiek, który jest znany z rzetelnych publikacji. Wiem, że był bardzo niechętny mojej książce i to okazywał prywatnie. I z jakich przyczyn jemu powierzono napisanie tekstu o mojej książce.

Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby moją książkę krytykowano. Chcę tylko, żeby to była krytyka rzetelna. Zachęcam wszystkich, żeby czytali tę książkę krytycznie. Tylko żeby to był krytycyzm obustronny, pogłębiony. Bo moja praca polega na tym, że ja biorę źródła i pracuje nad nimi trochę jak historyk. Historyk się musi przedzierać jakby przez mgłę czasu. Ja muszę się przedzierać przez zasłonę kłamstwa, dezinformacji. Dokonuję pogłębionej analizy źródeł. Patrzą nie tylko na to, co mi to źródło mówi jako takie. Patrzę nie tylko na to, co jest literalnie dosłownie napisane w dokumencie, ale jak to się wiąże z innymi dokumentami, których prawdziwość potwierdziłem. Czego w dokumencie brakuje. Bardzo często, gdy mamy do czynienia z przekłamanymi lub częściowo przekłamanymi źródłami ciekawe jest właśnie to, co ukryto, czego nie powiedziano. Kiedy porównujemy dokumenty z innymi dokumentami widzimy, czego nie powiedziano. To wtedy rozumiemy, jak ktoś skłamał, czemu kłamał, co chciał przed nami ukryć.

Nie jestem sam

DW: Nie czuje się Pan osamotniony w tym pisaniu o Macierewiczu, o tych bardzo kontrowersyjnych i bardzo mrocznych podejrzeniach co do jego kariery politycznej i biznesowej? Chyba byłoby bardziej komfortowo – mówiąc cynicznie – gdyby książki o Macierewiczu pisało jeszcze kilku innych dziennikarzy. Konfrontowaliby swoje hipotezy, ale i też byłoby w pewnym sensie bezpieczniej.

TP: Wiem, że dwoje autorów, którzy z różnych przyczyn pisali wcześniej biografia Macierewicza i z różnych przyczyn przerwali pracę na tą biografią, wiem, że wrócili do tej pracy. Bardzo mnie to cieszy. Bardzo chętnie się z nimi spotkam i powiem wszystko, co wiem, jeśli im to może pomóc w tej pracy. Bo ja staram się nie trzymać moich informacji dla siebie. Głównym celem mojej działalności nie jest to, żeby zarobić tylko to, żeby odkryć prawdę.

Ale nie czuję się samotny, dziwię się, że stacje telewizyjne niezależne, prywatne tak jak TVN czy Polsat o aferze Macierewicza i jego rosyjskich powiązaniach mówią półgębkiem. Bo wbrew pozorom można np. usłyszeć w TVN, że moja książka jest dobra i warto ją przeczytać, ale nie omawia się jej szerzej, ani w sposób bardziej szczegółowy. Dziwię się, że tak robią.

Ale nie jestem sam. Tak jak powiedziałem, o rosyjskich powiązaniach Antoniego Macierewicza pisze też Radosław Gruca, Grzegorz Rzeczkowski, Piotr Pytlakowski w „Polityce”. Mówi o tym Eliza Michalik, coraz więcej ludzi zaczyna o tym mówić i pisać. I 200 tys. osób ma moją książkę w domu.

DW: A czy pan planuje kolejną książkę śledczą?

TP: Tak. W maju, jak sądzę, mam nadzieję będzie ta książka skończona, będę ją mógł oddać do druku.

DW: Książka poświęcona ministrowi?

TP: Tak to będzie szersza praca z elementami biografii, ale nadal poświęcona jego niebezpiecznym powiązaniom z Rosją. Bo w mojej książce teraz wydanej skoncentrowałem się na jego powiązaniach z rosyjską mafia i rosyjskim wywiadem wojskowym GRU. Natomiast Antoni Macierewicz ma inne niezwykłe powiązania z Rosją i inne zagadkowe sprawy łączą go z komunistycznym reżimem, jaki mieliśmy w Polsce za czasów PRL.

msn.pl

Rekonstrukcyjna telenowela

Jarosław Makowski

8.11.2017
środa

Czy Kaczyński, widząc oddanie i lojalność premier Szydło wobec siebie, zdecyduje się ją odwołać?

1.

Rekonstrukcja pisowskiego rządu zaczyna przypominać brazylijską telenowelę. Dziś mają odbyć się kolejne rozmowy w tej sprawie. Nie w kancelarii premier Szydło, ale w centrum dowodzenia Polską, czyli siedzibie PiS i prezesa Kaczyńskiego przy Nowogrodzkiej w Warszawie. Oczywiście media żyją tym nudnym serialem, jaki funduje nam partia władzy. Sęk w tym, że rekonstrukcja rządu nie ma kompletnie znaczenia z punktu widzenia nas, szarych obywateli. Dlaczego?

2.

Po pierwsze dlatego, że zmiany w rządzie premier Szydło, jakie zamierza przeprowadzić Kaczyński, nie są robione po to, by podnieś jakość rządzenia. Nie mają na celu sprawić, by poszczególne ministerstwa i ministrowie pracowali lepiej i skutecznie. Kaczyński przeprowadza rekonstrukcję rządu po to, by móc dokonać przetasowania we własnym obozie politycznym. Jest to więc idealna okazja, by tych politycznych akolitów, których uważa za użytecznych i pożytecznych, dowartościować. Tych zaś, którzy mu przeszkadzają lub przysparzają kłopotu, po prostu wywalić za burtę pisowskiej łodzi.

Po drugie, rekonstrukcja rządu to dla Kaczyńskiego idealny momenty, by pokazać, że wódz jest – i może być – tylko jeden. Jarosław Kaczyński jedyny typ politycznej przyjaźni znosi tylko wtedy, gdy jego polityczni towarzysze broni są mu ślepo oddani. Ci, którzy mają tak skandaliczne pomysły, by wybić się na polityczną niepodległość, kończą źle. Doskonale rozumieją to i Zbigniew Ziobro, i Jarosław Gowin, którzy wiedzą, że na prawicy nie ma życia poza PiS. I albo godzisz się prezesowi służyć, albo cię w polityce nie ma.

3.

A gdzie w tym całym rekonstrukcyjnym serialu jest miejsce premier Szydło? Paradoksalnie prezes Kaczyński właśnie z nią ma największy kłopot. Raz dlatego, że premier Szydło postawiła wszystko na niego. Kosztem przyjaźni, ale też politycznego sojuszu z prezydentem Andrzejem Dudą. Tak: po tym zgranym duecie z kampanii wyborczej, jaki premier Szydło tworzyła z Dudą, dziś jest tylko wspomnienie. Dziś premier gra z prezesem i dla prezesa Kaczyńskiego.

Dlatego, i to dwa, prezes Kaczyński ma poważny problem z wymianą premier Szydło. Ma problem w tym sensie, że pozbawiając ją premierostwa, karałby ją de facto za lojalność i oddanie. To byłby zły sygnał dla tych wszystkich ministrów i polityków PiS, którzy przecież całe swoje życie sprowadzili do tego, by myśleć w pocie czoła, co robić, by zadowolić prezesa Kaczyńskiego. Byłby to sygnał, że Kaczyński karci nie tylko za akty politycznej autonomii, ale także za przejawy absolutnego poddaństwa i ślepej lojalności. Premier Szydło, będąc absolutnie lojalną wobec prezesa i zdradzając prezydenta Dudę, postawiła więc na Kaczyńskiego w sytuacji, w której odwołałby ją za ślepe posłuszeństwo. Kara za lojalność byłaby niezrozumiała nawet dla akolitów prezesa.

Tak czy siak zajmowanie się i przyglądanie rekonstrukcji pisowskiego rządu nie ma kompletnie znaczenia z punktu widzenia interesu kraju, ma zaś znaczenie z punktu widzenia rozkładu sił w partii władzy. Partii, która jest meblowana przez Kaczyńskiego wedle jego ulubionej zasady: BMW – bierny, mierny, ale wierny.

makowski.blog.polityka.pl

Polityka.pl
7 listopada 2017

Tomasz Piątek z nagrodą Reporterów bez Granic za książkę o Macierewiczu

To nagroda za książkę „Macierewicz i jego tajemnice” o rosyjskich powiązaniach szefa MON.

Tomasz Piątek otrzymał nagrodę organizacji Reporterzy bez Granic i francuskiej telewizji TV5-Monde w kategorii „Dziennikarz” za książkę o rosyjskich powiązaniach Antoniego Macierewicza. Ale i za to, że po publikacji zawiadomienie do prokuratury w jego sprawie złożył bohater książki, szef Ministerstwa Obrony Narodowej. Przyznający nagrodę podkreślili, że Piątek „znalazł się na celowniku prorządowych mediów” i grożą mu trzy lata więzienia.

Nagrodę w kategorii „media” otrzymali twórcy Medyascope, niezależnej telewizji internetowej, założonej w 2015 r. przez Ruşena Çakira, dziennikarza z Turcji. W kategorii „dziennikarstwo obywatelskie” zwyciężył zaś Soheil Arabi, fotograf z Teheranu, zatrzymany w 2013 r. za obrazę Mahometa i skazany na karę śmierci. Wyrok anulowano, a właściwie zamieniono – Arabi w 2015 r. został skazany na siedem i pół roku więzienia. W sierpniu Irańczyk rozpoczął strajk głodowy.

Gala wręczenia Nagród Wolności Prasy odbyła się 7 listopada w Strasburgu podczas Światowego Forum Demokracji.

Tomasz Piątek, Macierewicz i jego tajemnice

„Czy Antoni Macierewicz jest rosyjskim szpiegiem?” – to pytanie pojawia się dopiero na końcu tego demaskatorskiego i rozchwytywanego wydawnictwa (sprzedało się już 30 tys. egzemplarzy, kolejnych 30 tys. jest dodrukowywanych, z czego 10 tys. jest zamówionych przez dystrybutorów). I nie stawia go sam autor, ale – jak pisze – stawiają je jego znajomi i czytelnicy. Pytanie szokujące, ale po przeczytaniu „Macierewicz i jego tajemnice” nie aż tak bardzo. Piątek odpowiedzi nie daje, pozostawiając tę kwestię czytelnikom, ale podsumowując swoje półtoraroczne śledztwo, podkreśla to, co udało mu się ustalić: w bliskim otoczeniu Macierewicza od lat znajdują się ludzie powiązani z rosyjską mafią i wywiadem wojskowym GRU, których szef MON obdarza zaufaniem i chroni.

Po przeczytaniu książki można wyciągnąć jeszcze dwa wnioski. Po pierwsze, Macierewicz nie jest tą osobą, za którą się podaje, czyli niestrudzonym tropicielem prawdziwych i fikcyjnych spisków ludzi dawnego systemu, agentów SB oraz rosyjskich wpływów. Jest za to osobą co najmniej uwikłaną w relacje z ludźmi, którym Rosja i jej służby są bliskie. I to osobą, która z tego uwikłania najwyraźniej wydobyć się nie chce i/lub nie może. Gdy uświadomimy sobie, że wszystko dotyczy de facto drugiej postaci w państwie pod względem siły politycznej, szefa ważnego resortu i wiceprezesa rządzącej partii, sprawa robi się bardzo poważna.

Czytaj więcej o książce i ustaleniach Tomasza Piątka »

polityka.pl

Jan Woleński
7 listopada 2017

Trybunalska głębia logiczna

Eksperci PiS korzystają z reguły wykładni, że to, co być powinno zdaniem władzy, automatycznie się staje. Ich tajemnicą jest jednak to, jaki to ma związek z konstytucją.

Wygląda na to, że TK przywołał przepisy tylko w celach ozdobnych.

Dennis Skley/Flickr CC by 2.0

Wygląda na to, że TK przywołał przepisy tylko w celach ozdobnych.

Team pod wodzą mgr Przyłębskiej wydał dwa orzeczenia. Jedno (K1/17, 24 października 2017) dotyczy niektórych aspektów statusu TK po zmianach w 2016 r. W szczególności TK orzekł, że sędziowie, zwani niekiedy dublerami, zostali powołani lege artis na swoje stanowiska. Drugi wyrok (K3/17, 24 października 2017) ma za przedmiot konstytucyjność niektórych przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym i regulaminu wyboru Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego (szczegóły niżej).

Komentatorzy zajęli się przede wszystkim pierwszym orzeczeniem i podnieśli, że została naruszona zasada Ne quis (sit) iudex in propria causa (Nikt nie ma prawa być sędzią we własnej sprawie). Mgr Przyłębska pewnie odpowie, że w tej sytuacji było to najzupełniej uzasadnione z uwagi na stan wyższej konieczności moralnej, bo potrzebny był słuszny wyrok w słusznej sprawie, wydany przez słusznych sędziów (innych już prawie nie ma), co też się stało.

Sprawą reform TK w latach 2015–2016 zajmowałem się w kilku poprzednich felietonach i do nich odsyłam, jeśli ktoś jest zainteresowany moim stanowiskiem. Dla porządku informuję, że – wedle mojego poglądu (wcale nie jestem wyjątkiem) – co najmniej trzech sędziów TK zostało powołanych wadliwie. Ciekawe jest to, czy sędzia prawidłowo powołany w miejsce osoby powołanej nieprawidłowo został prawomocnie powołany, ale nie będę tego tutaj rozważał, aczkolwiek sądzę, że kiedyś ta kwestia zostanie podniesiona.

Bardziej jednak zainteresował mnie drugi wyrok, ponieważ okazał się przejawem niezwykłego poczucia logiki. Oto osnowa tego orzeczenia:

1. Art. 16 § 1 pkt 1 ustawy z dnia 23 listopada 2002 r. o Sądzie Najwyższym (…) w zakresie dotyczącym regulaminu w sprawie wyboru kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego jest niezgodny z art. 2 i art. 183 ust. 2 w związku z art. 183 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

2. Uchwała Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego z dnia 14 kwietnia 2003 r. w sprawie regulaminu wyboru kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego (niepubl.) jest niezgodna z art. 2 i art. 183 ust. 2 w związku z art. 183 ust. 3 Konstytucji.

3. § 8 regulaminu wyboru kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, stanowiącego załącznik do uchwały powołanej w punkcie 3, jest niezgodny z art. 2, art. 7 i art. 183 ust. 3 Konstytucji.

Nie będę wchodził w szczegóły zawarte we wniosku grupy posłów, dowodzonej przez p. Mularczyka, który aby poruszyć inną sprawę, zademonstrował sporą fantazję prawną, oświadczając, że obywatele polscy mogą walczyć o odszkodowania od Niemiec przed polskimi sądami. Ten pogląd jest ciekawy sam w sobie z punktu widzenia prawa międzynarodowego prywatnego. Tutaj zauważę tylko, że p. Mularczyk (poseł-adwokat) zapomniał wyjaśnić, jak ma wyglądać egzekucja ewentualnych wyroków. Może za pośrednictwem San Escobar?

Zderzmy orzeczenia TK z prawem

Skład orzekający pod zwierzchnictwem mgr Przyłębskiej nie ujawnił uzasadnienia dla obu wspomnianych orzeczeń. Rozprawy były niejawne, w każdym razie nie były transmitowane. Okoliczności te, sugerujące, że coś chciano ukryć, utrudniają analizę, aczkolwiek jej nie uniemożliwiają. Kluczowym słowem w całej sprawie jest „niezgodność”. Z punktu widzenia logiki: stwierdzenia (zdania) A i B są niezgodne, jeśli są sprzeczne, to jest wtedy, gdy jeśli A jest prawdą, to B jest fałszem, a jeśli A jest fałszem, to B jest prawdą, lub też oba się wykluczają, tj. nie mogą być zarazem prawdziwe.

Zobaczmy zatem, jak to jest w przypadku niezgodności pracowicie ustalonych przez TK (wbrew niektórym komentatorom nie widzę powodu, aby nie używać terminu „Trybunał Konstytucyjny” wobec jego obecnego składu).

Oto stosowne przepisy:

Art. 2. konstytucji: Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

Art. 7. konstytucji: Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.

Art. 183. 2. konstytucji: Sąd Najwyższy wykonuje także inne czynności określone w Konstytucji i ustawach.

Art. 183. 3 konstytucji: Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego.

Art. 16§1 Ustawy o Sądzie Najwyższym: Do kompetencji Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego należy:
1) uchwalanie regulaminów wyborów kandydatów na stanowisko […] Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego (…)
3) dokonywanie wyboru dwóch kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sadu Najwyższego i przedstawianie ich Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej.

Paragraf 8 regulaminu wyboru kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego: Przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego przedstawia niezwłocznie Prezydentowi wyniki wyboru, o którym mowa w art. 16 §1 pkt 3 ustawy o Sądzie Najwyższym, ze wskazaniem liczby głosów uzyskanych przez kandydatów w poszczególnych głosowaniach.

Tyle stanowią przepisy cytowane w orzeczeniu. Może od razu wyjaśnię, że twierdzenie, jakoby rzeczony regulamin nie został opublikowany, jest niezupełnie prawdziwe, ponieważ był od początku dostępny dla każdego zainteresowanego, ale to sprawa drugorzędna, gdyż regulaminy nie muszą być publikowane. Niemniej dodatek „(niepubl.)” pełni funkcję czysto retoryczną, tj. ma wskazywać na to, że coś nie jest w porządku.

Władza stanowi prawo

Przypatruję się uważnie zacytowanym przepisom i nijak nie potrafię dostrzec jakiejkolwiek niezgodności wskazanej przez TK. Trudno pojąć, dlaczego przywołane fragmenty art. 16 ustawy o Sądzie Najwyższym miałyby być niezgodne z art. 2 i 183 konstytucji. Zamiast jednak rozważać możliwe interpretacje uzasadniające tezę o niezgodności, od razu odwołam się do wyjaśnień wnioskodawców reprezentowanych przez p. Mularczyka i bardzo krótko podsumowanych przez p. Piotrowicza.

Otóż ten ostatni, jak wiadomo niekwestionowalny autorytet prawniczy i to z dwóch różnych epok, stwierdził, że niezgodność polega na tym, że, zgodnie z konstytucją regulamin, o którym mowa, powinien być zawarty w ustawie. Przypuśćmy, że tak być powinno. Ale tak nie jest, ponieważ konstytucja (art. 183, pkt 2) powiada (cytuję raz jeszcze): „Sąd Najwyższy wykonuje także inne czynności określone w konstytucji i ustawach”.

Konstytucja jednak nie określa, że regulamin wyborów kandydatów na Pierwszego Prezesa SN ma być wprowadzony ustawą. Nie czyni tego ani art. 2, ani art. 7 ustawy zasadniczej. Jeśli tak, to ustawodawca mógł ustawowo wprowadzić kompetencję Zgromadzenia Ogólnego SN, na mocy której ten właśnie organ uchwala regulamin. Jest rzeczą doprawdy żenującą, że p. Piotrowicz, w końcu dyplomowany prawnik (a nie tylko autorytet w dwóch różnych epok), myli to, co jest de lege ferenda(postulaty wobec prawa), z tym, co prawnicy określają jako de lege lata (jakie jest prawo). Niewykluczone, że p. Piotrowicz (i jemu podobni) korzysta z reguły wykładni, że to, co być powinno zdaniem władzy, automatycznie jest. Ich tajemnicą jest jednak to, jaki to ma związek z art. 2 i 7 konstytucji. Wygląda na to, że przepisy te zostały wspomniane tylko w celach ozdobnych.

Dlaczego §8 omawianego regulaminu jest sprzeczny z art. 2, art. 7 i art. 183, pkt 3? Pomijam ornamenty w postaci dwóch pierwszych. Pan Mularczyk wyjaśnił, że skoro wedle konstytucji kandydatów ma przedstawiać Zgromadzenie Ogólne SN, to nie może tego czynić przewodniczący tego gremium. Osobliwe stanowisko. Wynika z niego, że całe Zgromadzenie Ogólne SN powinno udać się do siedziby Prezydenta RP w celu przedstawienia mu kandydatów na Pierwszego Prezesa SN. Idąc tym tropem, trzeba przyjąć, że jeśli np. Polska ma ratyfikować jakąś konwencję, to winni w tym uczestniczyć wszyscy obywatele naszego kraju. Pomijając żarty, jeśli jest jakieś gremium i ktoś mu przewodniczy, ta osoba jest uprawniona do przedstawiania decyzji tego gremium w każdej sytuacji, chyba że przepisy szczególne stanowią inaczej. To jednak za trudne do pojęcia dla p. Mularczyka.

PS Uzupełnienie do poprzedniego felietonu. Pan Szyszko w swej dostojności oznajmił, ze zabijanie dzików jest spełnianiem obowiązku wobec państwa. Być może ta deklaracja okazała się wielce inspirująca dla przebiegu pewnej ceremonii pasowania na myśliwego. Oto jak wyglądała ta budująca uroczystość:

„Pasuję cię na rycerza św. Huberta. Bądź prawym myśliwym. Darzbór! – powiedział człowiek przeprowadzający inicjację i nakreślił zwierzęcą krwią na czole nowego członka grupy znak krzyża. Następnie do mężczyzny zaczęli podchodzić pozostali uczestnicy zdarzenia i smarowali jego twarz krwią z wnętrzności dzika. Wszystko w atmosferze śmiechu i zabawy”.

Ma się tym zająć Komisja Dyscyplinarna Polskiego Związku Łowieckiego. Zobaczymy, co orzeknie.

polityka.pl

Outsourcing, czyli aborcja ścigana wedle Ordo Iuris

Ewa Siedlecka

8.11.2017
środa

30 października Biuro Prokuratury Krajowej rozesłało do prokuratur regionalnych w całym kraju pismo z załącznikiem. Załącznik to opinia prawna fundacji Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris na temat tego, kiedy prokuratura powinna dopatrywać się przestępstwa nakłaniania do aborcji.

W piśmie przewodnim Dyrektor Biura Prokuratora Krajowego Jarosław Duś pisze: „W załączeniu uprzejmie przesyłam, do wiadomości i wykorzystania. (…) Uprzejmie proszę o przekazanie dokumentu do wiadomości prokuratorów wykonujących czynności służbowe w podległych jednostkach prokuratury”.

Opinia Ordo Iuris dotyczy art. 152 par 2. kodeksu karnego: „Kto (…) udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania (…)”. Kara do 3 lat więzienia.

W swojej opinii Ordo Iuris dowodzi między innymi, że każda informacja dotycząca wykonania aborcji w sytuacji innej niż przewidziana prawem jest przestępstwem „udzielenia pomocy” w nielegalnej aborcji. W tym kontekście wymienia przede wszystkim ogłoszenia dotyczące tzw. turystyki aborcyjnej, czyli wyjazdów do klinik wykonujących legalną aborcję za granicą.

Pod względem prawnym opinia jest poprawna, co nie przesądza, że np. sąd musiałby uznać tę argumentację. Każda organizacja pozarządowa ma prawo wydawać opinie prawne i inne. I je upubliczniać. Więc w fakcie sporządzenia przez Ordo Iuris tej opinii nie ma nic nadzwyczajnego. Podobnie jak w fakcie, że Ordo Iuris przesłał swoją opinię organowi państwa, jakim jest Prokuratura Krajowa.

Nie ma nawet nic szczególnego w fakcie, że taką opinię organizacji pozarządowej Prokuratura Krajowa traktuje jako materiał wart rozważenia. W przeszłości, szczególnie gdy prokuratura była niezależna od rządu, prokurator generalny Andrzej Seremet wykorzystywał uwagi nadsyłane np. przez organizacje walczące z mową nienawiści i ksenofobią, a także przeciwko niehumanitarnemu traktowaniem zwierząt – do opracowywania własnych wytycznych rozsyłanych prokuratorom. Jednak sytuacja, w której Prokurator Krajowy – rękami dyrektora swojego Biura – rozsyła in extenso opinię organizacji pozarządowej jako rodzaj wytycznych dla podległych prokuratorów jest nowa. I zastanawiająca z punktu widzenia legalności.

Warto przypomnieć, że Fundacja Instytut Kultury prawnej Ordo Iuris (związana z Opus Dei) jest organizacją prywatną, w dodatku nieposiadającą statusu organizacji pożytku publicznego (dzięki czemu nie musi publicznie ujawniać swoich źródeł finansowania). W dodatku jej organem nadzorującym jest minister kultury, a więc instytucja odległa od ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego, czyli organu rządzącego prokuraturą.

Prawo o prokuraturze zna instytucję wytycznych prokuratora generalnego. Nie zna instytucji wytycznych prywatnej organizacji. Jak ma prokurator „liniowy” potraktować pismo Ordo Iuris rozsyłane przez dyrektora Biura Prokuratora Krajowego? Jako polecenie służbowe nakazujące zajęcie się ogłoszeniami o wyjazdach do klinik ginekologicznych na Słowacji czy w Czechach? A co jeśli prokurator nie wdroży odpowiednich postepowań? Będzie to przewinienie służbowe? Czy tylko wilczy bilet, dzięki któremu nie będzie miał szans na awans, bo nie wykazał się rewolucyjną czujnością?
Prokuratorzy zapewne odczytają to pismo dyrektora Biura Prokuratora Krajowego właściwie, czyli z uwzględnieniem swojego interesu.

Za pierwszych rządów PiS zakładano podsłuchy ginekologom i anestezjologom asystującym przy aborcjach. A potem były spektakularne najścia CBA na gabinety w trakcie zabiegów przerwania ciąży. Zajmowało się tym CBA, a nie policja, bo obchodzono prawo: policja nie miała prawa zakładać podsłuchów w sprawach aborcyjnych, więc zakładało je CBA, niby dla wykrycia korupcji.

Teraz siły i środki rzucono na front turystyki aborcyjnej.

Jeśli pojawią się akty oskarżenia, co mogą z tym zrobić sądy?

Jeżeli dzięki zmianie prawa o ustroju sądów powszechnych minister sprawiedliwości zadba, by sprawa trafiła do właściwego sędziego – zapewne będą wyroki skazujące. Jeśli PiS dogada się z prezydentem w sprawie Sądu Najwyższego – zapewne interpretację prawa à la Ordo Iuris autoryzuje Sąd Najwyższy.

Jeśli jednak sądy zechcą spojrzeć na orzecznictwo Trybunału w Strasburgu – może być różnie. Bo Strasburg kwestionuje penalizację udzielania informacji dotyczącej wykonania aborcji. W pierwszym wyroku dotyczącym podobnej sprawy – Open Door and Dublin Well Woman przeciwko Irlandii (wyrok z 1992) – Trybunał Praw Człowieka uznał, że irlandzkie sądy naruszyły wolność wypowiedzi, skazując te organizacje (Open Door i Dublin Well Woman) za rozpowszechnianie informacji o możliwości dokonania aborcji wbrew prawu Irlandii.

Zobaczymy, co zrobią prokuratorzy z pismem Ordo Iuris. I co zrobią sądy z ewentualnymi aktami oskarżenia. Ale już teraz możemy odnotować nową świecką tradycję Rzeczpospolitej PiS: outsourcing w dziedzinie ścigania. Organ państwa wyręcza się prywatną organizacją. Czy możemy się spodziewać dalszego outsourcingu? Na razie negocjacje rządu z prezydentem w sprawie ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym prowadzi wynajęty prawnik o nieznanej tożsamości (poinformował o tym, w wywiadzie dla wPolityce.pl, prezydencki prawnik, adw. Paweł Mucha). Może PiS zatrudni np. detektywa Rutkowskiego, zamiast męczyć CBŚ? I agencję windykacyjną do spraw ściągania podatków, żeby nie fatygować policji skarbowej?

siedlecka.blog.polityka.pl

Cytując Marię Czubaszek.. „To są te dwa plemniki które wygrały?” Czasami ” dzieło boże ” robi sobie jaja z ewolucji

Bóg Honor Ojczyzna.

Nie rzucim ziemi skąd nasz ród

Najbrutalniejsza wojna Macierewicza z Dudą. Wszystko przez legendę tego „świętego Graala”

Jacek Gądek Jacek Gądek, 07.11.2017

Uroczystość w przeddzień Świeta Wojska Polskiego, 14.08.2017

Uroczystość w przeddzień Świeta Wojska Polskiego, 14.08.2017 (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Ta wojna Antoniego Macierewicza z Andrzejem Dudą jest najbrutalniejsza w słowach. Padł w niej zarzut, że prezydent wręcz broni mafii. Orężem jest tajny Aneks z likwidacji WSI. Tym „świętym Graalem” Macierewicza bije się w Dudę w mediach, zamiast zająć się pisaniem nowelizacji ustawy.

 

Aneks leży w sejfie u prezydenta Andrzeja Dudy, a on sam i jego kancelaria publicznie nawet nie potwierdzają, czy głowa państwa w ciągu dwóch ostatnich lat zerknęła na ów „święty Graal” Macierewicza.Właśnie tak, już od lat, bywa nazywany ten dokument, który liczy ponad 800 stron. Wojna o stertę papieru toczy się od momentu jej wydrukowania przez Macierewicza. Dziś temat znów wypływa i jest orężem Macierewicza w walce z Dudą o nominacje generalskie i reformę armii.

Historia w skrócie

Ale od początku, bo w dziejach Polski mało jest tak pasjonujących politycznych historii.

Jest rok 2006. Prawo i Sprawiedliwość na spółkę z Platformą uchwaliły ustawę o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych – służby specjalnej, obwinianej o to, że była „filią GRU” i źródłem gigantycznych afer w III RP jak np. FOZZ (nazywanej „matką wszystkich afer”). Bronisław Komorowski był wtedy jedynym posłem PO, który głosował na „nie”. PiS-owcy do grobowej deski będą mu to wypominać i nazywać „Komoruskim”.

SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Za likwidację WSI zabrał się Antoni Macierewicz. Zadanie powierzył mu Lech Kaczyński. Powód? Antoni jest „odporny na wdzięki przeuroczych oficerów WSI i nigdy nie ulega żadnym naciskom” (to cytat z L. Kaczyńskiego). Macierewicz z grupą wiernych współpracowników stworzył najpierw Raport, a potem także uzupełnienie do niego nazywane Aneksem. Szykował się do pisania kolejnych aneksów: o WSI w mediach i walce WSI z Kościołem. Archiwa WSI miały się stać niewyczerpaną kopalnią.

Tezy Raportu oczywiście potwierdzały, że WSI to prorosyjska mafia w polskich mundurach, ale był to dokument niespodziewanie skromny. W lutym 2007 r. – mimo obiekcji, poprawek i wykreślania niektórych nazwisk – prezydent Kaczyński opublikował Raport: 374 strony z podpisem Macierewicza. Efektem była fala pozwów, przeprosin oraz odszkodowania idące w miliony dla osób wymienionych w dokumencie. Ale Antoni i tak triumfował.

Na tym nie koniec. Pod okiem Macierewicza powstał następnie wspomniany już Aneks, który od 10 lat obrasta legendą „świętego Graala” Macierewicza. Publicznie wiadomo o nim tyle, że bije w polityków dzisiejszej opozycji, a zwłaszcza w Bronisława Komorowskiego i pokazuje, jak WSI przeżarły gospodarkę. Czas PiS jednak się kończył…

Moment przesilenia

Październik i listopad 2007 r., to był moment politycznej gorączki: rząd Jarosława Kaczyńskiego dogorywał, finał kampanii, przyspieszone wybory, kolejki do urn wyborczych i wygrana PO nad PiS. Przełom. Tuż przed momentem przesilenia Macierewicz postawił kropkę w Aneksie i wysłał tę zadrukowaną stertę papieru na biurko prezydenta Lecha Kaczyńskiego, premiera Jarosława Kaczyńskiego i  wicepremierów: Zyty Gilowskiej (zmarła w 2016 r.) oraz Przemysława Gosiewskiego (zginął w Smoleńsku).

Gdyby Lech Kaczyński nosił się z zamiarem publikacji Aneksu, to powinien – taki był wymóg ustawy – wysłać go do marszałka Sejmu (Ludwika Dorna) i Senatu (Bogdana Borusewicza). Ale tego nie zrobił, więc grono wtajemniczonych w Aneks było jeszcze węższe.

W rozmowie z Gazeta.pl Borusewicz zapewnia, że Aneks nie trafił na jego biurko. Dorn też nie dostał Aneksu – potwierdza to w rozmowie z Gazeta.pl. – Lech Kaczyński podjął decyzję, że nie publikuje Aneksu, więc mi go nie wysłał – podkreśla były marszałek Sejmu. Obaj byli wówczas już „kulawymi kaczkami” („kulawymi marszałkami”), bo żegnali się ze stanowiskami.

Lech Kaczyński mówi „nie”

Z Pałacu Prezydenckiego popłynął do marszałków jedynie komunikat: Aneks to publicystyka, której Lech nie opublikuje.

Lech Kaczyński mówił wprost w wywiadach, że „niektóre zastosowane tam sposoby wnioskowania nie znajdują jego akceptacji”. – Na przykład obecność osoby Y na przyjęciu organizowanym przez X ma wskazywać na związki X z Y. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę, jak wyglądały kontakty towarzyskie w pewnych sferach, to nie jest dowód na nic – mówi w książce „Ostatnia Rozmowa” na krótko przed swoją śmiercią. A 10 lat temu jeszcze ostrzej: – Macierewicz czasami formułuje tezy zbyt daleko idące w stosunku do faktów, którymi dysponuje. Mówię mu to w twarz, więc mogę powtórzyć publicznie.

Tu dwie ważne rzeczy, które skutkują do dziś.

Pierwsza: Jarosław Kaczyński nie miał nawet czasu na przestudiowanie Aneksu – w przeciwieństwie do swojego brata, Lecha.

Druga: 10 lat temu do Trybunału Konstytucyjnego posłowie opozycji zaskarżyli ustawę, która była podstawą operacji „likwidacji WSI”. Sędziowie zajęli się nią szybko, ale ich orzeczenie de facto trafiło do kosza, bo ustawy nie poprawiono aż do dziś. Teraz odbija się to PiS-owi czkawką. Ale szerzej o tym nieco później.

Gorączka listopadowych nocy

Wróćmy do coraz bardziej burzliwego losu Aneksu, bo ten nabierał rozpędu.

21 października 2007 r. PiS przegrało przyspieszone wybory, Donald Tusk zaczął odliczać dni do przejęcia kancelarii premiera. 5 listopada 2007 r. Kaczyński podał swój rząd do dymisji, ale obowiązki nadal pełnił. Cały rząd był już zatem „kulawy”.

Jednak tuż przed przekazaniem władzy Tuskowi wszystkie kopie Aneksu premier Kaczyński ekspresowo odesłał do Pałacu Prezydenckiego. Raptem kilkanaście dni leżały one w jego kancelarii tajnej. Potem Jarosław zarządził „ewakuację” Aneksu na biurko brata.

W ten sposób PiS sprzątnęło Tuskowi Aneks sprzed nosa. Był on już poza zasięgiem Platformy. Do czasu.

„Ewakuacja” akt

Nie koniec na tym. Macierewicz trzymał w garści nie tylko Aneks, ale także wszystkie materiały, na podstawie których go stworzono. Dlaczego? Bo łączył dwie funkcje: szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego (powstałej na gruzach WSI) i szefa komisji weryfikacyjnej WSI. Dopiero w ostatnich dniach rządów zdymisjonowanego już gabinetu Jarosława Kaczyńskiego, tekę szefa komisji oddał bliskiemu doradcy prezydenta Lecha Kaczyńskiego: Janowi Olszewskiemu. Notabene: Olszewski dziś popiera ujawnienie Aneksu, bo według niego ma wartość… historyczną.

Olszewski, gdy tylko wszedł w buty Macierewicza, zarządził „ewakuację” tajnych akt WSI do podlegającego prezydentowi BBN. W ten sposób obóz PiS w kilka dni sprzątnął Platformie najpierw Aneks, a potem akta WSI (te tylko na krótko). Akta wywożono przez trzy dni (między 13 a 17 listopada 2007 r.). Donald Tusk, przed którym zwijano papiery, został premierem 16 listopada. To nie przypadek.

Aneks do dziś jest najściślejszą tajemnicą. Spośród polityków PO zapoznał się z nim -póki co – tylko prezydent Bronisław Komorowski, bo po katastrofie smoleńskiej stał się p.o., a potem pełnoprawną głową państwa i miał do tego prawo. Ale zamknął ten legendarny dokument – tak jak wcześniej Lech Kaczyński – powtórnie w sejfie. Komorowski jest święcie przekonany, że Aneks miał uderzyć właśnie w niego. Na pięć lat wszyscy mogli zapomnieć o jego ujawnieniu.

Legenda trzymanego w sejfie „świętego Graala” jednak dopadła Komorowskiego. Stało się to w kampanii 2015 r., kiedy wrócił (a to w publikacjach w mediach, a to w książkach) wątek jego rzekomego umoczenia w mafijne WSI. Przed budynek TVN, gdzie debatował z Andrzejem Dudą, ludzie przychodzi z książkami Wojciecha Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” i krzyczeli: „Komorowski WSI!”, „Komoruski!”. Nie chcieli autografów, ale upokorzenia bohatera książki.

SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Tak robili najtwardsi PiS-owcy. Reszta wiedziała – tak jak Lech Kaczyński – że prawda nie jest czarno-biała.

Jak w filmach szpiegowskich

Inaczej sprawa się miała z materiałem źródłowym (aktami WSI), który służył Macierewiczowi do pisania Aneksu. To historia jak z filmów szpiegowskich i political fiction. Dlaczego?

Gdy w 2007 r. rząd PiS był już „kulawy”, Macierewicz na moment przesiadł się z fotela szefa SKW na fotel wiceministra obrony w rządzie Kaczyńskiego. Macierewicza wybrano na posła nowej kadencji, a nie mógł łączyć mandatu posła i szefować SKW.

Dzięki temu na kolejne pojedyncze dni przedłużył swoją kontrolę nad SKW. W SKW na nieco dłużej pozostał jednak jeden z najwierniejszych druhów Antoniego: Piotr Bączek – to m.in. z nim Macierewicz likwidował WSI i pisał Aneks. Nazwisko Bączka warto zapamiętać. Platforma, gdy tylko odbiła SKW, to zaraz odstrzeliła Bączka ze Służby, w której kierował komórką analizującą informacje wywiadowcze i kontrwywiadowcze.

Piotr Bączek i Antoni Macierewicz współpracują od lat. Na zdjęciu: podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka w 2008 r.Piotr Bączek i Antoni Macierewicz współpracują od lat. Na zdjęciu: podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka w 2008 r. JERZY DUDEK

Cóż jednak z tego, że PO miała już w rękach SKW, skoro po aktach WSI nie było tam śladu (te pospiesznie „ewakuowano” do prezydenckiego BBN)?

Służba specjalna kontrolowana przez Platformę odzyskała je dopiero pół roku później. 30 czerwca 2008 r. komisja weryfikacyjna (najpierw Macierewicza, a potem Olszewskiego) z mocy prawa zakończyła działalność. Lech Kaczyński chciał wydłużyć jej mandat, ale dla polityków PO byłoby to kręcenie bata na siebie. Komisja przeszła do historii.

Dzień później (1 lipca) funkcjonariusze SKW, którą kierował nominat PO, weszli do prezydenckiego BBN, zapakowali akta WSI do furgonów i wywieźli. Według Olszewskiego były to „gangsterskie działania”, ale on mógł już tylko gardłować. Macierewicz zapewniał, że „podobno nastąpiła niespodziewana zmiana” oficerów BOR strzegących BBN na takich, którzy nie będą robić problemu z wywózką akt. Do dziś nie ma jednak żadnej pewności, czy wszystkie papiery i ich kopie zostały zwrócone.

Jak jest dziś?

Teraz sytuacja ma się tak, że Aneks jest w sejfie Andrzeja Dudy. Oficjalnie tylko tam.

Z kolei akta WSI są w rękach Piotra Bączka, szefa SKW. De facto Bączek jest głosem i piórem Macierewicza. Co Bączek więc robi ws. Aneksu? Domaga się od Andrzeja Dudy ujawnienia Aneksu albo zwrócenia go do SKW. Macierewicz mówi to samo.

Te obcesowe żądania wobec Dudy stały się po 10 latach od powstania Aneksu orężem w walce Macierewicza z prezydentem o nominacje generalskie i kształt reformy Sił Zbrojnych RP. Zadanie zreformowania armii dał Macierewiczowi Jarosław Kaczyński, ale MON nie jest w stanie porozumieć się z Dudą co do tego, jak ma wyglądać nowa struktura dowództwa wojska. Macierewicz chce zupełnie pozbawić prezydenta władztwa nad armią i mieć swoich generałów, ale Duda stawia weto. Klincz trwa, a Macierewicz motywuje prezydenta do uległości, pałując go swoim „świętym Graalem” (Aneksem).

Wojna o ujawnienie Aneksu

Konflikt Andrzeja Dudy i Antoniego Macierewicza wokół wojska wybuchł na początku tego roku. Zbiegło się to z odkurzeniem sprawy Aneksu. Teraz każdy miesiąc to nowa odsłona starcia.

Sam Macierewicz traktuje Dudę jak młokosa i harcerzyka, który chciałby się mościć w armii. I to mimo że prezydent jest konstytucyjnym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych RP. Presję na Dudę, by ten ujawnił Aneks, wywierał już w 2015 r., gdy Duda ledwo się wprowadził do Pałacu Prezydenckiego, a PiS odliczało dni do zwycięskich wyborów. Wówczas Macierewicz zapewniał, że gdy tylko PiS przejmie władzę, to prezydent ujawni Aneks. Duda nic nie wiedział o takim planie. Temat wybuchł na kilka dni, a potem przycichł na długie miesiące.

Wrócił na początku tego roku, gdy między Dudą a Macierewiczem wybuchła otwarta wojna o armię.

Czy Duda staje w obronie mafii?

W kwietniu, utyskując na tajność Aneksu, Macierewicz wypalił w TVP: – Na pewno byłoby nam dużo prościej, gdyby wreszcie zostały ujawnione materiały z Aneksu (…), bo tam jest opisana bardzo dokładnie geneza struktur mafijnych w Polsce, a także ich zakorzenienie w Ludowym Wojsku Polskim, ale także wśród generałów, którzy byli w służbie po roku 1989. Być może są problemy prawne, ale warto pomyśleć nad sposobem ich uszanowania, rozwiązania, bo ta wiedza jest dla bezpieczeństwa państwa polskiego po prostu niezbędna.

Teraz szef MON mówi w „Do Rzeczy”: – Trudno zrozumieć, dlaczego pan prezydent utrudnia działania służbom.

Cytaty przydługie, ale istotne. Gardłowanie Macierewicza ws. Aneksu w mediach zbiegło się bowiem z niejawnymi działaniami jego zausznika. Szef SKW Piotr Bączek słał bowiem pisma do Andrzeja Dudy z żądaniem: skoro nie chcesz ujawnić Aneksu, to go oddaj.

Pismo Bączka i szeroki opis rzekomego skandalu z bezprawnym przetrzymywaniem Aneksu przez Dudę wypłynął w „Gazecie Polskiej”. Ten tygodnik to głos Macierewicza. Widać więc zmasowaną presję (zakulisową, formalną i medialną) szefa MON na prezydenta ws. Aneksu.

Rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński odparował w mediach: – Szef SKW powinien się miarkować.

Po pomoc do Jarosława Kaczyńskiego

Andrzej Duda, póki co, trzyma „świętego Graala” w sejfie. Aby odeprzeć atak Macierewicza i jego akolitów z SKW i „GP” poprosił o pomoc Jarosława Kaczyńskiego.

Efektem jest wspólne stanowisko prezydenta i prezesa. – Ja należę do nielicznych ludzi, którzy czytali Aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany – stwierdził Jarosław Kaczyński na spotkaniu z Klubami „GP”. To tak, jakby dać „Gazecie Polskiej” i Macierewiczowi w gębę. I pal licho, że przed laty Kaczyński mówił, że nie miał nawet czasu na przeczytanie Aneksu.

Prawda jest taka, że prezes PiS opiera się na opinii swojego brata, a śp. prezydent miał Aneks za publicystykę. Gdyby teraz zażądał publikacji Aneksu, to zaprzeczyłby słowom Lecha zbyt wprost.

Macierewicz nie może bić bezpośrednio w prezesa PiS, choć i jego – na spółkę z bratem – mógłby teraz oskarżyć o obronę mafii. Nieoficjalnym głosem szefa MON jest jednak publicysta Aleksander Ścios (w mediach identyfikowany jako Mariusz Marasek – druh Macierewicza i późniejszy szef Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO). Ścios okłada Dudę jako sługusa SB i WSI. Jarosława Kaczyńskiego też nie oszczędza, wytykając mu chwiejność i kłamstwo ws. znajomości Aneksu.

Macierewicz idzie swoją drogą

Macierewicza nie interesują ani słowa Jarosława, ani tym bardziej Lecha. Dalej niewzruszony głośno mówi o konieczności ujawnienia Aneksu. Co jednak sam robi, żeby to umożliwić? Nic.

Dziś nie istnieje nawet możliwość zgodnego z prawem opublikowania Aneksu. To skutek wspomnianego już wyroku TK z 2008 r. Wówczas to Trybunał jasno stwierdził, że w ustawie o likwidacji WSI zbrakło gwarancje dostępu do akt dla osób wymienionych w Raporcie i Aneksie. A także – orzekł TK – niekonstytucyjny był brak sądowej kontroli decyzji o podaniu do publicznej wiadomości nazwisk tych osób. W Aneksie tymczasem – jeśli wierzyć przeciekom i samemu Macierewiczowi – roić się od nazwisk, zwłaszcza znanych i bogatych Polaków.

Rozwiązaniem mogłoby być zamazanie nazwisk, ale wtedy Aneks miałby groteskową formę. Nazwiska byłyby z kolei odkrywane w długim serialu publikacji w „Gazecie Polskiej”.

Innym rozwiązaniem – dużo trudniejszym – byłoby znowelizowanie ustawy o likwidacji WSI (z 2006 r.) i częściowe napisanie Aneksu od nowa. Ale to dużo pracy, która miałaby zdeformować „święty Graal” Macierewicza. A ten przecież jest święty, więc pisanie go od nowa byłoby świętokradztwem.

Ale jest i inna opcja: SKW przejęła rolę zlikwidowanej w 2008 r. komisji weryfikacyjnej. Formalnie nie ma dziś przeszkód, aby ludzie Macierewicza znaleźli pretekst i zaczęli pisać nowe aneks.

Macierewicz nie chce pisać noweli

Sam Macierewicz dostrzega pewną przeszkodę w nieco zapomnianym wyroku TK sprzed 9 lat. O słowach Lech Kaczyńskiego woli już nie pamiętać, choć śp. prezydent o „publicystyce” Aneksu mówił mu osobiście. Macierewicz doskonale wie, że przekręca intencje Lecha Kaczyńskiego.

Czego nie chce zrobić Macierewicz, zaczął robić minister obrony w rządzie… Platformy. W 2012 r. z inicjatywy MON stworzono założenia do projektu ustawy, która wcielałaby w życie wyrok TK, a to dawało szansę na stworzenie podstawy prawnej do publikacji Aneksu. Opinie prawników byłyby tu oczywiście różne, ale byłby to z pewnością krok w kierunku publikacji Aneksu lege artis.

Prawnicy prezydenta nie mają jednak wątpliwości. Dlaczego? Kilka miesięcy temu pytałem Kancelarię Prezydenta o Aneks. Powołała się na wyrok TK sprzed 9 lat wskazując, że „dotychczasowe przepisy nie zawierające wymaganych gwarancji konstytucyjnych”. A zatem – kontynuowała kancelaria za TK – „do czasu uzupełnienia przez ustawodawcę ustawy oraz przeprowadzenia odpowiednich postępowań na podstawie nowych unormowań, organy władzy publicznej powinny wstrzymać się z podawaniem do publicznej wiadomości pełnej wersji uzupełnień raportu (…) bez uprzedniej anonimizacji danych osób”.

W archiwum Rządowego Centrum Legislacji znajduje się informacja, że w 2013 r. były już nawet konsultacje społeczne i zaczęto uzgodnienia międzyresortowe. A potem projekt umarł. Kilka miesięcy temu MON, gdy pytałem o prace nad wcieleniem w życie wyroku TK, odpowiadało, że „obecnie trwają uzgodnienia międzyresortowe projektu założeń”. Projekt zatem leży odłogiem i to od kilku lat.

Legenda najcenniejsza

Dzisiejsze MON ich ani nie odkurza, ani nie tworzy nowego projektu. Aktywność Macierewicza skupia się zatem na gardłowaniu w mediach, a nie na realnych przygotowaniu podstawy do publikacji Aneksu.

Legenda „świętego Graala”, którego w rękach trzymał Macierewicz, jest cenniejsza, niż sam „Graal”.

Do czego przyzwyczaiły nas dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości?


http://www.gazeta.tv/plej/19,161209,22557431,video.html

gazeta.pl

O. Rydzyk w TV Trwam przepytuje prezydenta ws. pieniędzy na prywatne uczelnie. Duda w śmiech

Logo Gazeta.pl

Gazeta.pl, 07.11.2017

© Fot. Youtube.com/Radio Maryja

– A to mnie ojciec dyrektor podchodzi – mówił ze śmiechem prezydent Andrzej Duda, gdy o. Tadeusz Rydzyk – prowadząc wywiad z głową państwa – zdawał się upominać o finansowanie dla swojej uczelni.

Prezydent Duda udzielił dziś wywiadu TV Trwam i Radiu Maryja. Rozmowę prowadził m.in. szef stacji o. Tadeusz Rydzyk. Jednak redemptorysta jest nie tylko szefem telewizji, ale też m.in. założycielem uczelni. I w czasie zadawania (dość długich) pytań zdawał się sugerować prezydentowi, że przygotowywana reforma edukacji może być niekorzystna dla jego uczelni, w szczególności jej finansowania.

„Andrzej Duda udziela wywiadu TV Trwam, a „dziennikarz” o. Rydzyk poucza prezydenta ws. sądownictwa, polityki i swojej szkoły. Prezydent pokornie znosi” – skomentował dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz?. Jak wyglądała ta rozmowa?

– Ciekaw jestem, jak pan prezydent patrzy na tę reformę szkolnictwa wyższego. Jakoś tak preferuje się w niej uczelnie techniczne. Czy to nie pójdzie za daleko, czy np. teologia, filozofia, uważana za nie naukę… – stwierdził o. Rydzyk, szef rady naukowej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej.

– A to mnie ojciec dyrektor podchodzi – wtrącił ze śmiechem prezydent.

– … Bo to tylko techniczne. Ja tu na przykład widzę uniwersytety flagowe, a tamci inni to co? – kontynuował założyciel prywatnej uczelni. – Patrzy się: jaki koń jest każdy widzi. Co człowiek potrafi, też się widzi. A dlaczego ten uniwersytet czy ten – mówił.

– Co będzie bez filozofii, bez humanistyki. Technokracja, automaty wychowywane, a nie ludzie myślący. Ciężko rządzić narodem myślącym, to chyba widzieli wszyscy nasi okupanci, jak niszczyli inteligencję, niszczyli duchowieństwo. Czy to teraz nie jest zbyt…  – mówił o. Rydzyk.

Rydzyk: Uniwersytet jakiś tam dostaje dwa miliardy budżetu

Po tym wspomniał bezpośrednio o swojej uczelni. – Żeby studenci uczyli się, muszą zapłacić wszystko. Wiemy, jakie mamy trudności. Żeby znaleźć pieniądze na profesurę i tak dalej. A uniwersytet jakiś tam dostaje dwa miliardy budżetu z państwa. Niedużo mniejszy uniwersytet dostaje tylko miliard, czy aż miliard. A uczelnie prywatne? – pytał o. Rydzyk. Argumentował, że „katolicy też płacą podatki”, z prywatna uczelnia katolicka „musi prosić pana Boga” o środki. – Wszystko z tą reformą idzie w kierunku dehumanizacji – podsumował duchowny.

Duda w odpowiedzi podkreślał, że debata nad reformą „cały czas trwa”, a propozycje są poddawane dyskusji. – Ojciec dyrektor mnie podchodzi, ja jestem po kierunku humanistycznym – stwierdził prezydent i zaznaczył, że nie można określić, że studia techniczne są lepsze od humanistycznych lub odwrotnie. Prezydent mówił o potrzebie balansu w finansowaniu uczelni prywatnych i publicznych i jednakowych standardach

msn.pl

PiS Radio wstrzymało reklamę spotkania z AM. MW wszczęła burdę. PL jak w l.30-tych. Podoba się kolegom z prawicy.

Sześć rzeczy, których opozycja nie powinna robić, jeśli chce wygrać

Adam Szostkiewicz

7.11.2017
wtorek

Wszelkie rozważania o polskiej polityce wyborczej mają sens przy założeniu, że najbliższe czekające nas wybory – samorządowe, europejskie i parlamentarne – będą wolne i uczciwe. Niestety, nie ma co do tego stuprocentowej pewności.

PiS, odkąd doszedł do władzy, przekonuje nas, że wszystko jest w porządku: żyjemy w warunkach pełnej wolności i demokracji. Fakty obozu władzy, a szczególnie jej propagandzistów, nie interesują. Są ignorowane lub reinterpretowane na zasadzie „czarne jest białe”. Każda krytyka jest odrzucana i przedstawiana jako zdradziecka. Opozycja jest wydrwiwana lub demonizowana jako „totalna”. Niezależność mediów publicznych jest zniszczona. Niezależność władzy sądowniczej od władzy politycznej jest zwalczana.

Ale załóżmy, że wyniki wyborów będą uczciwe. Wtedy opozycja ma co robić. Wiadomo co: ma wygrać i odsunąć PiS od władzy, demokratycznie i pokojowo.

Jeśli zgodzimy się, że z grubsza o to chodzi, wówczas można od opozycji oczekiwać, aby nie czyniła trzech rzeczy:

1. Nie wycinała siebie nawzajem, np. nie wystawiała więcej niż jednego wspólnego kandydata w wyborach na prezydentów znaczniejszych miast.

2. Nie obsmarowywała siebie wzajemnie, np. nie robiła z prezydent Warszawy czarnego luda.

3. Nie ustawała w próbach stworzenia wspólnych list wyborczych, gdzie tylko to możliwe.

4. Nie wprowadzała wyborców w błąd w jakiejkolwiek sprawie dotyczącej wspólnego przeciwnika, czyli obozu obecnej władzy lub samej opozycji: tylko przejrzystość.

5. Nie umniejszała znaczenia demokratycznych partii politycznych, jakichkolwiek, także młodo-lewicowych. Nie ma demokracji bez systemu wielopartyjnego otwartego dla wszystkich respektujących demokratyczne reguły rywalizacji. To błąd wzmacniać ruchy obywatelskie kosztem demokratycznych partii politycznych. Na tym błędzie utuczą się siły antydemokratyczne.

6. Niech nie wierzy w gruszki na wierzbie obiecywane przez obecną władzę i nie wchodzi z nią w żadne wyborcze układy i układziki. Opcje muszą być klarowne.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

J.Staniszkis: My to przeżyjemy jako naród. Społeczeństwo się odbuduje i wymiecie tych PiS-owców z Dudą na czele. Oby jak najszybciej …

ŚRODA, 8 LISTOPADA 2017

Miller: Ta rekonstrukcja ma sens i byłaby zauważona wtedy, gdyby nastąpiła zmiana premiera

Miller: Ta rekonstrukcja ma sens i byłaby zauważona wtedy, gdyby nastąpiła zmiana premiera

– Powinien zostać [Jarosław Kaczyński premierem]. Ta rekonstrukcja ma sens i byłaby zauważona wtedy, gdyby nastąpiła zmiana premiera. Ale jeżeli nie nastąpi, to będzie to zwykła kosmetyka, o której nie warto mówić i się podniecać – mówił Leszek Miller w rozmowie z Beatą Lubecką w „Gościu Wydarzeń” Polsat News.

300polityka.pl

„Jedyny kraj sąsiedni, z którym Polska ma dobre stosunki, to Białoruś”

08 listopada 2017

Orientację polityki zagranicznej wyznacza prezes Jarosław Kaczyński. Nie ma żadnego innego podmiotowego aktora w tej sferze – mówił w „Faktach po Faktach” Kazimierz Michał Ujazdowski, były polityk PiS, europoseł. – To jest sytuacja permanentnej niepewności wśród jego współpracowników, zwłaszcza w sytuacji rekonstrukcji rządu – dodał Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego.

(tvn24.pl)

 

„Panie ministrze, wielkie dzięki”. Geotermia Toruń z milionowymi dotacjami od Szyszki

08 listopada 2017

Ojciec Tadeusz Rydzyk to duchowny z duszą biznesmena i dziennikarskim zacięciem. We wtorek szef Radia Maryja i Telewizji Trwam przepytywał prezydenta z najważniejszych politycznych decyzji. A od władz centralnych otrzymał milionową dotację na rozbudowę geotermii.

Spółka Geotermia Toruń otrzymała 19,5 mln złotych na rozbudowę podziemnych instalacji. Umowę we wtorek podpisywał ojciec Jan Król, najbliższy współpracownik ojca Rydzyka. On sam pełnił ważną rolę podczas wtorkowej konferencji z udziałem ministra środowiska Jana Szyszki. – Panie ministrze, naprawdę wielkie dzięki za pana wytrwałość – mówił podczas konferencji ojciec Rydzyk.

(tvn24.pl)

Nitras o prezydencie Dudzie: Idzie do quasi-religijnej rozgłośni, jest besztany przez prowadzących i się przed nimi korzy

08.11.2017

Poseł PO nie zostawia suchej nitki na prezydencie Andrzeju Dudzie po jego wywiadzie dla TV Trwam i Radia Maryja. Dostało się także premier Szydło.

Sławomir Nitras, który był gościem Radia ZET, stwierdził m.in., że szefowa rządu go śmieszy, „gdy idzie z teczką na Nowogrodzką”.

Polski premier zasuwa do partyjnego lidera z jakąś teczką, gdzie wszyscy wiedzą, że ona nie ma żadnego wpływu. Premier kaja się przed chorym prezesem Kaczyńskim. Choroba prezesa ważniejsza, niż choroba Lewandowskiego, bo świat się zatrzymał - ocenił Nitras.

Dodał, że martwi go wczorajszy wywiad prezydenta dla Radia Maryja i Telewizji TrwamIdzie do quasi religijnej rozgłośni, jest besztany przez prowadzących i się przed nimi korzy. Zachowuje się gorzej, niż w kabaretach. Malejący przed 2 gentlemanami w koloratkach, którzy łajali tego biednego prezydenta. A on się robił coraz mniejszy. To nie jest konfesjonał. W jakim kraju my żyjemy?! - pytał polityk PO.

Czytaj więcej

Odniósł się on także do kwestii zjednoczenia opozycji.

Martwię się tym trochę, ale jestem przekonany, że do niego dojdzie i wszystko jest na dobrej drodze – odpowiedział poseł Platformy. Jego zdaniem praprzyczyną „wszystkiego złego” było wystawienie w Warszawie Pawła RabiejaNowoczesna wystawia w Warszawie swojego kandydata i powtarza przez kilka miesięcy, że PO nie ma prawa zgłosić swojego. Wtedy u nas jest takie poczucie, że kurczę, to zgłosimy i zobaczymy, co będzie - ocenił Nitras. Polityk dodał: Okazuje się, że to nasz kandydat ma większe poparcie, ale na końcu to warszawiacy zdecydują, a nie narracja PiS, używana zbyt często przez Nowoczesną. Jego zdaniem, gdyby przez kilka dni po zgłoszeniu Rafała Trzaskowskiego, Nowoczesna nie komentowała tego, to atmosfera rozmów w opozycji byłaby inna.

Wczoraj dokonano ważnego ustalenia, że jest zgoda wszystkich na to, by dokonywać porozumień oddolnych - dodał.

Ja aspiruję do tego, by być kandydatem Platformy na prezydenta Szczecina i mogę zapewnić, że kiedy uzyskam rekomendację partii, to zrobię wszystko, by zbudować tam szerokie porozumienie, bo sondażowo już o tym rozmawiam - powiedział poseł PO.

Sławomir Nitras skomentował także serię kar, którego nałożyło na niego prezydium Sejmu i ostro ocenił prezesa PiS.

Wystąpię z interpelacją do Kuchcińskiego. 10 pensji minęło, ja miałem 7 obniżonych – 6 o połowę a 1 chyba o ¼. Ale warto było – zapowiedział poseł. Znamy się 20 lat z Brudzińskim i można się różnić politycznie, ale on głosuje za karami dla mnie, kiedy ja nic złego nie zrobiłem. Będę wszystkim o tym mówił w Szczecinie - dodał.

Czytaj więcej

Nitras zdradził, że ludzie do niego piszą i deklarują pomoc finansowąTo wzruszające. Bardzo serdecznie za to dziękuję - powiedział.

Wszystko przez to, że prezes PiS uważa polityka PO za „bezczelnego, impertynenckiego młokosa”?

Odwzajemniłbym się tym samym - uważam go za bezczelnego i impertynenckiego. Nas chce tak samo traktować, jak posłów PiS, że niby mamy w pokłonach podchodzić i oddawać mu cześć. Nie mam zamiaru tego robić – odpowiada gość Konrada Piaseckiego.

dziennik.pl

Raport niemieckiej armii na wypadek rozpadu Unii Europejskiej

Kazimierz Sikorski AIP, 7 listopada 2017

Niemiecka armia przygotowała raport na wypadek rozpadu Unii Europejskiej. Jego szczegóły przeniknęły do magazynu Der Spiegel i mowa jest w nich o dwóch największych zagrożeniach dla wspólnoty: to kraje, które poszłyby śladami Brexitu oraz agresywne działania Rosji, która w dalszym ciągu nie może się pogodzić się z zakończeniem Zimnej Wojny, czego przejawem były i nadal są agresywne działania wobec Ukrainy.

Mowa jest o okresie, który może mieć miejsce już za kilkanaście lat. Po dekadach zawirowań, doszłyby jeszcze dwa wspomniane zagrożenia i to wszystko mogłoby doprowadzić do dezintegracji Unii Europejskiej. Czytaj także: Viktor

Analizy przedstawione jako Strategiczna Perspektywa 2014 zawierają wiele militarnych działań. Zdaniem Spiegla dokument niemieckiego resortu obrony jest godny uwagi w każdym aspekcie. Mowa jest w nim o nieprzewidywalnych konsekwencjach dla bezpieczeństwa Niemiec i całej Europy.

Dwa z sześciu zakładanych na przyszłość scenariuszy są optymistyczne, jeden z nich mówi o zachowaniu status quo, trzy jednak zakładają wzrost nacjonalizmu i ekstremizmu, których skutkiem mogłoby być zerwanie międzynarodowych porozumień oraz współpracy, natomiast ostatni scenariusz, nazwany „Unia Europejska w Rozpadzie” oznaczałaby pójście śladami Wielkiej Brytanii innych krajów wspólnoty. – Europa straciłaby wtedy możliwości globalnej konkurencji w wielu obszarach, zawiera wspomniany dokument. I dodaje, że kontynent stałby się wówczas poletkiem chaosu, nieporządku, wzrostu konfliktów, które zmieniłyby bezpieczeństwo Niemiec i całego kontynentu.

W większej części wspomniany dokument powstał jeszcze przed wyborem na prezydenta USA Donalda Trumpa i nie zakładał on zwrócenia się USA przeciwko Europie. Dwa wspomniane optymistyczne scenariusze nazwano „Globalny Zachód” i „Największy Pokojowy Rejon”, zakładają one utrzymanie dotychczasowego rozwoju ekonomicznego wspólnoty poprzez ściślejszą integrację.


polskatimes.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>