Kaczyński, 14.11.2017

 

WTOREK, 14 LISTOPADA 2017

Łapiński o możliwym spotkaniu PAD-JK

08:49

Łapiński o możliwym spotkaniu PAD-JK

– Być może będzie potrzebne jakieś potwierdzenie tego przez prezydenta i prezesa na takim spotkaniu. Jeżeli wszystko zostało uzgodnione i nie budzi to jakichś wątpliwości, to być może tylko kwestia krótkiej rozmowy czy powiedzenia że wszystko uzgodniliśmy i nie ma żadnych problemów – stwierdził Krzysztof Łapiński w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

08:42

 

Łapiński: Znaleziono taki kompromis ws. sądów, który wypełnia też oczekiwania prezydenta

– Prezydent po zawetowaniu ustaw sądowych przygotował swoje ustawy i powiedział, że dla niego kilka rzeczy jest ważnych, które chciałby żeby znalazły się na koniec prac legislacyjnych, czyli obiektywne warunki przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku, skarga nadzwyczajna, element kontroli obywatelskiej czyli ławnicy w SN no i multipartyjność wyboru KRS. Z tych ustaleń które poczynił minister Mucha z posłem Piotrowiczem, wszystkie te warunki brzegowe prezydenta zostały zachowane – stwierdził Krzysztof Łapiński w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

–  Znaleziono kompromis taki, który wypełnia też oczekiwania prezydenta i bardzo dobrze. Teraz opozycja będzie mogła pokazać czy jest opozycją odpowiedzialną, w jakiś sposób konstruktywną czy totalną – dodał rzecznik PAD.

08:23

 

Gliński: Mam nadzieję że PAD zorganizuje w przyszłym roku wspólny marsz niepodległości

– Chciałbym żeby prezydent zadecydował że jednak będziemy mieli marsz Polski patriotyczny, normalny marsz niepodległości. Mam nadzieję że Andrzej Duda, który ma olbrzymie poparcie społeczne, zdecyduje i myślę że prezydent tak powinien zrobić, na stulecie niepodległości… Nasz wspólny piękny marsz niepodległości – mówił Piotr Gliński w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM.

08:20

 

Gliński: Ponieważ u mnie w rodzinie jest dużo miedzianowłosych, nie poszliśmy na Marsz Niepodległości

– Ponieważ u mnie w rodzinie jest dużo miedzianowłosych osób, żona stwierdziła że to nie dla nas, bo to my jesteśmy ruda siła, więc nie poszliśmy [na Marsz Niepodległości] – mówił Piotr Gliński w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM. jak dodał:

„Żartujemy bo w zasadzie to jest chyba dobra reakcja na tego rodzaju idiotyczne hasła, które się pojawiają w marszu, który jest marszem polskich patriotów, bo 90-95% osób które tam są… No mamy z tym problem”

Wicepremier przyznał, mamy problem z grupkami ekstremalnymi i radykałami, które w Polsce nie odgrywają roli politycznej. Jak podkreślił, PiS od lat świętuje w Krakowie, bo nie chce mieć nic wspólnego z awanturami.

07:51

 

Kosiniak-Kamysz: Zbójecka ordynacja wpycha nas jako PSL w ramiona antyPiS-u

– Dochodzi do monopolu jednej partii. Podnosi się próg wyborczy, bo ustawowy próg zostaje na poziomie 5%, ale tak naprawdę w małych okręgach podnosi się ten próg do ponad 20%. Zyskuje PiS i Platforma. W niektórych PSL… Wyrzuca się masę głosów. Może to być tak, że nawet 45% głosów zostaje zmarnowanych – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

– Na pewno ta sytuacja resetuje wcześniejsze ustalenia. Rozmowy trzeba rozpocząć na nowo, bo mniej więcej wiemy jak będzie wyglądać ordynacja. Nie wiemy jak będą wyglądać np. okręgi, bo będą decydować komisarze – dodał lider PSL. Jak stwierdził, „ta zbójecka ordynacja wpycha nas jako PSL w ramiona antyPiS-u”, choć on sam nie jest tego zwolennikiem.

– Mieli do wyboru kantować albo przegrać. Wybrali kantowanie a i tak przegrają – stwierdził.

07:46

 

Kosiniak-Kamysz: Może to był całościowy pakiet? Że dogadujemy się co do sądów i ordynacji?

– Wydaje się, że prezydent pomimo tego, że te negocjacje [ws. Sądów] trwały dwa miesiące, jeżeli dojdzie do takiego rozwiązania, o którym słyszymy, czyli większość bezwzględna będzie wybierała w drugim kroku, to jest oddanie KRS w ręce PiS-u – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

– Nie wykluczałbym że jest porozumienie z pałacem, a jakaś wrzutka na koniec od posła Piotrowicza może zafunkcjonować. Już nie raz tak się działo [że PiS chciało ograć prezydenta] – mówił dalej lider PSL.

„Dlaczego doszło do tego porozumienia? Najpierw było mówione, że nie ma szans, nie mogą się spotkać, Mucha z Piotrowiczem, po czym dochodzi do porozumienia w piątek i jest wrzucana nowa ordynacja. Może to był w ogóle całościowy pakiet? Że dogadujemy się co do sądów i ordynacji? Jaki będzie tego finał, to zobaczymy po pracach parlamentarnych. My nie możemy poprzeć ustaw niezgodnych z Konstytucją, dobrym zwyczajem i obyczajem”

07:40

 

Kosiniak-Kamysz: Gdyby Kaczyński został premierem, byłoby to przywrócenie pożądanego stanu

– To na pewno będzie przywrócenie stanu, który jest stanem pożądanym, gdzie lider zwycięskiego ugrupowania staje na czele rządu. Oczywiście pytanie o to, czy to będzie dobre dla Jarosława Kaczyńskiego, bo myślę, że on się bardziej komfortowo czuje w roli gdzie z troszkę dobrego punktu widzenia może zarządzać i parlamentem i rządem, przychodzi i rozstrzyga tylko najważniejsze sprawy – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24, pytany o zmianę premiera na Jarosława Kaczyńskiego.

07:33

 

Karczewski: Przed nami kolejne zmiany, które będziemy wprowadzać. Będziemy dalej zmieniali Polskę

– Przed nami kolejne zmiany, które będziemy wprowadzać. Będą – to rownież prezes zapowiedział we wczorajszym wywiadzie – na najbliższym posiedzeniu: ustawa o SN i KRS. Przed nami również ważne, ale trudne wprowadzanie programu Mieszkanie+, bardzo istotny i ważny program. Tak że będziemy dalej zmieniali Polskę, natomiast jeżeli chodzi o przesunięcie w czasie, to również prezes mówił wczoraj, że premier Szydło przedstawiła propozycje pewnych zmian strukturalnych w rządzie i trzeba też to przeanalizować, przemyśleć, podjąć decyzje, przedyskutować przed podjęciem decyzji i podjąć decyzję – stwierdził Stanisław Karczewski w „Sygnałach dnia” PR1.

300polityka.pl

Jarosław Kaczyński w TVP. Dłuuugi wstęp o sukcesach PiS. Najważniejsze zostawili na koniec

Logo Gazeta.pl

Gazeta.pl, lulu, 13.11.2017

Jarosław Kaczyński i Maciej Łopiński (pierwszy z lewej) podczas konwencji PiS© Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta Jarosław Kaczyński i Maciej Łopiński (pierwszy z lewej) podczas konwencji PiS

Jarosław Kaczyński był gościem TVP zaraz po „Wiadomościach”. Długo wymieniał sukcesy PiS. Wreszcie przeszedł do tematu, który najbardziej elektryzuje opinię publiczną.

Jarosław Kaczyński zaczął od pochwały PiS, że to, co partia zapowiedziała w kampanii wyborczej, to realizuje. – Pokazaliśmy, że Polskę można zmieniać – stwierdził. – Nie ma wątpliwości, że Polskie państwo w dobrych rękach jest w stanie coś zdziałać. I dodał, że „do doskonałości” jeszcze daleko.

- Okazało się, że jesteśmy dużo bogatsi, niż się wydawało – powiedział Kaczyński i stwierdził, że to bogactwo będzie wykorzystywane w interesie zwykłych Polaków.

Kto wymyślił 500 plus? Jarosław Kaczyński zdradza

Prowadząca Danuta Holecka zwróciła uwagę, że opozycja nie wykazuje entuzjazmu dla ruchów PiS, ale zaznaczyła, że nawet przeciwnicy PiS musieli przyznać, iż 500 plus to był trafiony pomysł. Czy prawdą jest, że to Pan wymyślił 500 plus? – zapytała.

Kaczyński potwierdził. Tłumaczył, że kiedyś pojawił się pomysł „1000 zł na dziecko”, ale był on nierealny. – W Krakowie podczas pewnej kolacji go doprecyzowałem – stwierdził Kaczyński.

Po rozmowie o tym, co się udało, Holecka zapytała: co się nie udało? Kaczyński zaczął wymieniać: – Ceny autostrad nie spadły, mamy do czynienia z pytaniami ws. infrastruktury, dalej mogłyby pójść zmiany w polityce zagranicznej („przebudowa aparatu”). I chociaż nie mówił o dymisjach ministrów, część dziennikarzy jego wypowiedź odczytała jako zapowiedź zmian w konkretnych resortach: MSZ i ministerstwie infrastruktury.

Ale rozmowa o tym była krótka. Kaczyński i Holecka wrócili do sukcesów. - LOT, który miał upaść, nie upadł, stocznie zostają odbudowywane… – zagaiła Holecka. A Kaczyński zapewniał, że ruszą też inne dziedziny gospodarki. – Cały mechanizm jest połączony. Jeśli zaczyna się kręcić, to wciąga innych, także tych sceptycznych, którzy trzymają pieniądze i ich nie inwestują – ocenił prezes.

Najważniejsze pytanie pod koniec

- A propos kręcić… – podchwyciła Holecka i wreszcie zaczęła temat, na który wszyscy czekali. – Telenowela o rekonstrukcji rządu od dawna się kręci. Jaka będzie rekonstrukcja? – zapytała. Tuż przed wywiadem dziennikarze spekulowali, czy Kaczyński ogłosi się premierem. Zawiedli się, przełomu nie było. Znów dostaliśmy porcję mglistych sugestii.

- Na pewno odłożona w czasie. Pani premier zaproponowała bardzo interesujące zmiany. Jeśli chodzi o decyzję ws. personaliów, to będą podjęte niedługo, ale pewnie dowiemy się o nich w grudniu. Będziemy się kierować powodzeniem w kierowaniu resortem, a także okolicznościami, które nie mają z tym wiele wspólnego. Sama mnie pani pytała o rzeczy, o które 2-3 mies. temu by mnie pani nie pytała. Musimy tak skonstruować rząd, żeby on się dobrze wpisywał w nową, troszkę trudniejszą sytuację – zawyrokował prezes.

Jarosław Kaczyński o meczu

Na koniec prowadząca zapytała prezesa o przewidywany wynik meczu Polska – Meksyk. – Niełatwy przeciwnik. Liczę na wygraną. Chodzi o to, żeby Polska była we wszystkich dziedzinach w pierwszym koszyku – uśmiechnął się Jarosław Kaczyński.

W trakcie wywiadu i zaraz po nim część komentujących dziennikarzy zwróciła uwagę na pytania Danuty Holeckiej. Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej” krótko to podsumował:

„Dziennikarka TVP: A co PiS się udało przez te dwa lata?

Prezes: 500+, obniżenie wieku emerytalnego itd., itp. …

Dz. TVP: Ale co się jeszcze udało?

Prezes: No mówiłem już….

Dz. TVP: To porozmawiajmy teraz o plusach tego rządu…”

Zobacz też: Strategia małp w klatce, czyli jak Jarosław Kaczyński steruje emocjami [OPINIA GRZEGORZA SROCZYŃSKIEGO] 

gazeta.pl

PONIEDZIAŁEK, 13 LISTOPADA 2017

Kaczyński: Na Marszu Niepodległości doszło do incydentów skrajnie złych. To był margines marginesu, bardzo prawdopodobna jest prowokacja

–  Doszło do incydentów [na Marszu Niepodległości] skrajnie niefortunnych, skrajnie złych, niedopuszczalnych. Polska tradycja, do której się odwołujemy, nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. Jesteśmy od tego jak najdalsi – mówił Jarosław Kaczyński w rozmowie z Danutą Holecką w „Gościu Wiadomości” TVP Info.

– Chciałbym jedną rzecz powiedzieć. To był margines marginesu i to w ogóle jest margines marginesu w Polsce, a po drugie bardzo prawdopodobna jest prowokacja – dodał.

300polityka.pl

Nauki ze Święta Niepodległości

Nauki ze Święta Niepodległości

   13 listopada 2017

Barwna Polska jest wolna i niepodległa, jest bogata i nie boi się innych – taką otwartą Polskę trzeba odzyskać.

Czy Święto Niepodległości czegoś nas nauczyło? Obawiam się, że nie. Można twierdzić, że przez wentyl bezpieczeństwa zeszło powietrze z faszyzmu/naszyzmu, pokrzyczeli i rozjechali się do domów. Można się wstydzić, że (pedagogika wstydu – ulubiony termin Kaczyńskiego) poszedł w świat obraz Polaków antysemitów, można zachwycać się (ja tak robię) dwunastoma kobietami, które stanęły naprzeciw wrzaskliwych karków w liczbie 60 tysięcy. Można projektować inną Polskę – otwartą, potrafiącą przyznać się do zwycięstw i porażek, do trafnych wyborów i błędów.

Ale czy to jest nauka? To są tylko spostrzeżenia, głębsze i płytsze analizy na poziomie felietonu. Nauka to jest wiedza, która czyni nas przydatnymi do sprawowania funkcji w życiu prywatnym – żony/męża i matki/ojca – w życiu publicznym, w którym będziemy wypełniać służbę dla dobra innych, ale przede wszystkim w życiu społecznym, obywatelskim, w którym kooperować winniśmy być w stanie z drugim, który może się różnić od nas wszystkim – płcią, wiekiem, kolorem skóry, wyznaniem i wielkością bibliotek.

To jest nauka. Jeżeli mniemamy o sobie, że się uczymy, to musimy wejść w afiliacje z kimś stojącym w stosunku do nas na antypodach. Można to osiągnąć tylko na najwartościowszym poziomie – otwartości. W stosunku do siebie, w stosunku do drugiego, w stosunku do problemu. Otwartość wyklucza tylko jedno – zniszczenie strony przeciwnej, zagładę (holocaust).

Otwartość wcale nie musi być liberalizmem, bo może być lewicowa, konserwatywna. Otwartość nie manipuluje, tylko otwiera ramiona, jest przyjazna w stosunku do wartości niekoniecznie przez nas akceptowanej. Ale dla takiej otwartości trzeba stworzyć ramy – bynajmniej nie granice – w których można przewartościować różne cele, bo może się okazać, że różni dążymy do jednego celu. W otwartości mogą się spotkać KOD z Obywatelami RP, Czarny Protest z Łańcuchami światła, mogą się spotkać politycy PO, Nowoczesnej, Razem, a nawet PiS, choć ci ostatni mogą się obawiać knuta prezesa.

Otwartości obywatelska i partyjna winny snuć projekty, jak tę owartość czynić coraz bardziej powszechną. Jak mówić o polityce, która nie musi być „brudna”, jak mówić o historii, która czasami jest jak my blondynem, a czasami brunetem, a bywało, że łysiała. Otwartość nie boi się siebie, nie boi się Polski, która w XVI wieku osiągnęła Złoty Wiek, a która potem staczała się nie z powodu wrogów na granicach, tylko z powodu wewnętrznych wrogów. Otwartość nie boi się historii Polski II Rzeczpospolitej (wspaniale zaczęła i źle skończyła), III Rzeczpospolitej, która znowu wspaniale zaczęła i kiepsko się ma (oby się nie kończyła).

Święto Niepodległości powinno nas czegoś nauczyć. Dlaczego nie było świętem, tylko zawłaszczeniem i złorzeczeniem na zawłaszczanie – na które pozwoliliśmy – faszystom/naszystom? Dlaczego pozwoliliśmy 12 kobietom być osamotnionym (acz sprawiedliwym)?

Wyrzekliśmy się otwartości, oddaliśmy Polskę w pacht tym, którzy nie mają problemów z wymuszaniem swoich racji. Barwna Polska jest wolna i niepodległa, jest bogata i nie boi się innych, taka Polska już nam się zdarzyła w XVI wieku i na początku II i III Rzeczpospolitej. Taką otwartą Polskę trzeba odzyskać, a nie martwić się marginesami ksenofobii, faszyzmu/naszymu. Oni zawsze będą, a rosną jak obecnie, z powodu braku naszej otwartości.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Marta Kaczyńska ostrzega przed masturbacją

13.11.2017

Marta Kaczyńska w swoim najnowszym felietonie dla tygodnika „Sieci prawdy” postanowiła odnieść się do kampanii #sexed.pl, którą zapoczątkowała Anja Rubik. Celem znanej modelki i osób w kampanię zaangażowanych jest edukacja seksualna Polaków. Córka tragicznie zmarłej pary prezydenckiej nie jest najwyraźniej zachwycona tą inicjatywą, gdyż według niej traktuje ona temat seksu bardzo powierzchownie.

Kaczyńska w swoim felietonie zauważa, że choć w jednym z filmików kampanii poruszany jest temat masturbacji, to jednak „o ryzyku uzależnienia od wskazanej czynności ani słowa”. Nie spodobał jej się też „infantylny sposób” zobrazowania tzw. „pierwszego razu”, gdzie pokazano ją jako „bułkę z szynką”. Tymczasem: –  Nie wspomniano o tym, że może nie warto nadmiernie się z nią śpieszyć, że warto poczekać, aż będzie się odpowiednio dojrzałym.

Według niej autorzy kampanii: – Normy kulturowe, zasady moralne czy też dojrzałość emocjonalną do nawiązania intymnej relacji z drugim człowiekiem zupełnie zignorowali (…) Nie ma mowy o tym, że najbezpieczniej jest po prostu mieć jednego, stałego partnera, o małżonku nie wspominając.

Kaczyńska uważa, że „seks bez uczuciowego oddania to droga donikąd”. Jak argumentowała: – Oddając się sobie nawzajem wyłącznie z hedonistycznych pobudek, poddajemy się animizacji i uwsteczniamy (…) Promując wśród młodych ludzi utrzymywanie kontaktów opartych wyłącznie na więzach fizycznych, utrudniamy kształtowanie zdolności do nawiązywania trwałych związków, co prędzej czy później nieuchronnie prowadzi do atomizacji społeczeństwa, a więc jego osłabienia.

Marta Kaczyńska to córka Lecha i Marii Kaczyńskich, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. Była dwukrotnie zamężna. Obecnie jest rozwiedziona. Jest mamą dwóch córeczek: Ewy i Martynki.

Zobacz także: Marta Kaczyńska pokazała UROCZE, pamiątkowe zdjęcie ze ślubu rodziców [ZOBACZ]

Przeczytaj również: Marcin Dubieniecki SZOKUJE: Chcą mnie zabić!

Polecamy ponadto: Marta Kaczyńska pokazała NIECODZIENNE zdjęcie stryja [ZOBACZ]

se.pl

Dzieci lepszego Boga na Marszu Niepodległości

Dzieci lepszego Boga na Marszu Niepodlegóści

   13 listopada 2017

Odbył się Marsz Niepodległości. „Patriotyczny” (o czym świadczyły dresy i szturmówki w barwach narodowych, a też dumnie prezentowane falangi i swastyki) tłum, którego liczebność ocenia się na 30-60 tysięcy, szedł przez miasto wygrażając wszystkim wrogom polskiej wolności. Jako to: „czerwonej hołocie”, imigrantom, innowiercom, ze szczególnym uwzględnieniem wyznawców islamu oraz w ogóle wszystkim którzy – jakże pechowo – nie przyszli na świat białymi facetami w szalikach z napisem „Legia Pany”.

Z relacji w TVP widzowie „Dziennika”, a za nami reszta zdumionego świata, dowiedzieli się, że w listopadzie 2017 r. w Warszawie „niepodległość” oznacza „uwolnienie Polski od rządów żydostwa”. Biorąc pod uwagę, że już od dwóch lat u władzy pozostają politycy „zmiany”, państwo patrioci maszerowali więc – jak można wnioskować – głównie w intencji rekonstrukcji rządu. Tyle tylko, że nie jest do końca jasne, kogo konkretnie chcieliby odsunąć od urzędu, by wreszcie zapewnić czystość etniczną na politycznych salonach Rzeczypospolitej.

W tym kontekście nie dziwi też hasło biało-czerwonego pochodu – „My chcemy Boga!” Bo owszem, Boga pełno teraz nie tylko w kościołach. Strach lodówkę otworzyć, żeby nie wypadł z niej różaniec. Musi więc chodzić o jakieś inne bóstwo. Bo oni chyba nie potrafią już dłużej tolerować uprawianego u nas oficjalnie kultu lokalnego Idola ludów Izraela.

Armia uzbrojonych w narodowe symbole patriotów najwyraźniej nie odnajduje w Bogu Abrahama, Izaaka i Jakuba (sami przyznacie, że to nie są polskie imiona) adresata swoich oczekiwań duchowych i potrzeb moralnych. Zwłaszcza, że aktualnym Namiestnikiem tegoż jest Argentyńczyk rezydujący w Watykanie.
Tym bardziej, że z wysokości Piotrowego tronu ziemski zastępca Boga Izraelitów opowiada rzeczy zupełnie nieprzystające do naszej, polskiej wiary katolickiej, nakazując – na przykład – przyjmować nad Wisłą uchodźców roznoszących po świecie groźne choroby, jako to terroryzm, cholerę, malarię oraz islamizm. Promuje też zgubną zachodnią tolerancję dla takich wynalazków „cywilizacji śmierci” jak rozwody, antykoncepcja oraz – Boże uchowaj – homoseksualizm. Że niby należy potępiać grzech, a nie piętnować grzesznika. Nie należy go też opluwać, okładać różańcem lub egzemplarzem Pisma Świętego, wyklinać ani wyzywać od różnych. Zwłaszcza tuż po wyjściu z kościoła. No, naprawdę. Prawdziwe herezje…

Mało tego. Bóg Izraelitów nakazuje kochać tego grzesznika jak siebie samego, choćby był Żydem, islamistą, genderystą lub – o zgrozo – wyborcą PO. I nie sądzić nikogo, byśmy sami nie byli sądzeni.

Nie takiego Boga – zdaje się – pragną i potrzebują uczestnicy Marszu Niepodległości. Ba – nie chcą Go nawet nasi patriotyczni księża, najlepiej wyznający się na sprawach boskich. Jeden z nich nie odwrócił się, choćby na chwilę, od ołtarza, kiedy patriotyczni młodzieńcy wyrzucali siłą z kościoła dziewczynę z transparentem – „Rasizm to grzech!”. Że to cytat z pism św. Jana Pawła? Oj tam, oj tam… jaki to grzech popierać swoich? Tym bardziej, że przed islamistami ostrzega co najmniej raz w tygodniu Radio Maryja… No i „sieg heil” tak pięknie niesie się w kościołach. Wszak tam najlepsza akustyka.

Natomiast co do miłości bliźniego, nastawiania drugiego policzka, belki we własnym oku, ucha igielnego i modlenia się pod figurą , to cóż – coraz trudniej to wszystko pogodzić z Ewangelią według Nowogrodzkiej. I z Dobrą Nowiną z Torunia.

Polscy patrioci otwarcie wołają więc – „chcemy Boga”, ale naszego, własnego, polskiego. Boga Lecha, Tadeusza i Jarosława. Takiego, co się „lesbom i pedałom” nie kłania. Co zsyła boreliozę za in vitro, a gorszy sort skazuje na bezrobocie i pozbawienie pięćsetplusa do siódmego pokolenia. Co już rozpala kotły ze smołą dla genderystów, a feministki przykładnie potopi – wszystkie, co do jednej – w jeziorze płonącej siarki.

Państwo patrioci potrzebują Boga na miarę aktualnie przeprowadzanej rewolucji moralnej. Takiego, do którego będą się mogli zwrócić i na którego powołują się przeciwnicy aborcji „eugenicznej”, bo bezmózgie, ciężko zdeformowane, niezdolne do życia dzieci też mają prawo do narodzin. Boga ojców i mężów, którym wojujące feministki pozakładały Niebieskie Karty tylko dlatego, że sprawują swoją rodzinną władzę twardą ręką. Boga, który weźmie w obronę wszystkich przyzwoitych Polaków-katolików, zgorszonych tolerancją Watykanu dla „zboczeńców”, „ciapatych”, handlujących w niedzielę oraz – generalnie – wszelakich nieprawomyślnych popaprańców. Bo nie ma wszak większego grzechu na gorszenie maluczkich duchem.

Potrzeba takiego Boga z każdym miesiącem rządów „zmiany” wydaje się pilniejsza, ponieważ coraz trudniej jest pogodzić idee płynące z Watykanu z naszą polską racją stanu i stanem umysłów. Przynajmniej tym panującym w środowiskach patriotów z Marszu Niepodległości.

Bóg Izraela, od dawna należący do strefy euro i nawrócony na kulturę Zachodu, coraz mniej przystaje do tak zdefiniowanej duchowości. Ale tutaj państwo Narodowcy mogą mieć niejaki problem. Bo jeśli można gdzieś jeszcze, we współczesnym świecie, odnaleźć bóstwo odpowiadające ich standardom moralnym, to chyba tylko w kręgach wyznawców radykalnych wersji… islamu.

Bożena Chlabicz-Polak

koduj24.pl

PONIEDZIAŁEK, 13 LISTOPADA 2017 

Kaczyński: Ostateczne decyzje co do personaliów będą podjęte w niedługim czasie. Pewnie dowiemy się o nich w grudniu

20:35

Kaczyński: Ostateczne decyzje co do personaliów będą podjęte w niedługim czasie. Pewnie dowiemy się o nich w grudniu

–  Na pewno troszkę odłożona w czasie [rekonstrukcja], bo pani premier zaproponowała zmiany strukturalne w rządzie, bardzo interesujące, ale takie zmiany z reguły są bardziej długotrwałe. Nie można ich dokonać z dnia na dzień, a jeżeli chodzi o ostateczne decyzje co do personaliów to one będą podjęte w ciągu stosunkowo niedługiego czasu, ale pewnie dowiemy się o nich w grudniu – mówił Jarosław Kaczyński w rozmowie z Danutą Holecką w „Gościu Wiadomości” TVP Info. Jak dodał, rząd musi być skonstruowany aby wpisywał się w tę nową, troszkę trudniejszą sytuację.

20:27

 

Kaczyński: Ceny autostrad nie spadły w sposób znaczący, zmiany w polityce zagranicznej mogłyby pójść dalej

– Dobra zmiana następuje, rzeczywiście następuje, że to, co zapowiadaliśmy to robimy i to robimy w dobrym tempie – mówił Jarosław Kaczyński w rozmowie z Danutą Holecką w „Gościu Wiadomości” TVP Info. Jak dodał:

„Wielki plus to polityka premiera Morawieckiego, który uruchomił polską gospodarkę, doprowadził do tego element pewnego planowania został w Polsce uruchomiony. Tego po prostu nie było przez wiele lat (…) Wydaje mi się żę z czasem takim największym osiągnięciem, choć tu trzeba jeszcze popracować, będzie Mieszkanie+. To będzie prawdziwy przełom jeżeli chodzi o mieszkanie Polaków”

„Co się nie udało? Takiej klęski nie ponieśliśmy. Jest wiele różnego rodzaju kwestii jakby niedokończonych. Np. ceny autostrad nie spadły w sposób znaczący, a powinny spaść. Mamy do czynienia z różnego rodzaju pytaniami w całej sferze infrastruktury. Sądzę, że zmiany w polityce zagranicznej mogłyby pójść dalej, a dokładnie jeżeli chodzi o przebudowę aparatu dyplomatycznego. Tempo zmian jest zróżnicowane. Mówiłem o tym na kongresie: w pewnych momentach trzeba podciągać troszkę tabory, ale wszystko jest przez cały czas możliwe i wyraźnie idziemy do przodu”

20:20

 

Kaczyński pytany, czy prawdą jest, że wymyślił 500+: A prawdą. W Krakowie go doprecyzowałem

– A prawdą. Nawet mogę pani powiedzieć, że w Krakowie podczas pewnej kolacji – można powiedzieć – go doprecyzowałem. Chyba prof. Rybiński wysunął taki pomysł „1000 zł na jedno dziecko”. Obliczyłem to sobie w pamięci – bo nieźle liczę w pamięci – żę to kompletnie nierealne, to jakaś gigantyczna suma i pomyślałem sobie, żę trzeba znaleźć inną formułę, ale trzeba to zrobić. No i doszedłem do wniosku, że na drugie dziecko, pominąwszy najbiedniejsze osoby, 500 zl i to się da zrobić, jeżeli będziemy odpowiednio energiczni i zdecydowani jeżeli chodzi o wszystkie kwestie, których symbolem jest VAT – mówił Jarosław Kaczyński w rozmowie z Danutą Holecką w „Gościu Wiadomości” TVP Info, pytany czy prawdą jest, że to on wymyślił 500+.

300polityka.pl

PONIEDZIAŁEK, 13 LISTOPADA 2017 

PE: Kolejna debata o Polsce

– Nigdy wcześniej UE nie stawiała czoła podobnemu systemowemu zagrożeniu dla rządów prawa – uważa europosłanka z komisji sprawiedliwości. W środę Parlament Europejski po raz kolejny zajmie się sytuacją w Polsce. Dzień wcześniej debata o praworządności na Malcie, gdzie we wrześniu zamordowano dziennikarkę śledczą.

Debata o praworządności w Polsce rozpocznie się w środę o 9.00. Oprócz europosłów wezmą w niej udział przedstawiciele Komisji Europejskiej i Rady. Parlament chce ją zakończyć rezolucją.

W lipcu, gdy Sejm pracował nad trzema projektami zmian w sądownictwie, KE ogłosiła, że „jest gotowa wszcząć procedurę artykułu 7”, jeśli mandat choć jednego sędziego Sądu Najwyższego zostanie wygaszony. Od tamtej pory Komisja wysłała do polskiego rządu cztery zaproszenia do rozmów twarzą w twarz, ale gabinet Beaty Szydłowszystkie odrzucił.

26 lipca Komisja wysłała do Polski trzecią rekomendację w sprawie praworządności. Bruksela oceniła w niej, że Warszawa nie wywiązała się z zaleceń zawartych w poprzednich pismach (chodziło w nich głównie o sprawę Trybunału Konstytucyjnego, m.in. wpisanie nieopublikowanych wyroków do Dziennika Ustaw).

Dwa weta Andrzeja Dudy złagodziły konflikt, ale Komisja dalej przygląda się zmianom w polskich sądach. – Uważamy, że [prezydenckie] projekty ustaw o sądownictwie powinny w pełni spełniać europejskie standardy. Prawo o sądach powszechnych powinno być odpowiednio zmienione – podsumował oczekiwania KE jej wiceprzewodniczący Frans Timmermans na wysłuchaniu przed komisją wolności obywatelskich i sprawiedliwości PE (LIBE) w poniedziałek, 6 listopada.

Komisja nie zgadza się m.in. na nierówny wiek emerytalny sędziów (krótszy dla kobiet) oraz na to, aby to prezydent arbitralnie decydował, czy sędziowie w wieku emerytalnym będą mogli pozostać na stanowiskach. Z kolei podpisana przez Andrzeja Dudę ustawa o sądach powszechnych, zdaniem Komisji, uzależnia sędziów od ministra sprawiedliwości.

W końcu sierpnia rząd PiS odpowiedział na rekomendację Komisji. Jak podała PAP Warszawa zakwestionowała kompetencje Brukseli do oceny polskiego systemu sprawiedliwości.

Podczas wysłuchania Timmermansa przed LIBE Helga Stevens (Belgia) przewodnicząca frakcji ECR, do której należy PiS, zwróciła uwagę na podwójne standardy w traktowaniu państw członkowskich. Jej zdaniem Komisja krytykuje Polskę, a nie potępia rządu Hiszpanii, który użył siły wobec głosujących w katalońskim referendum. Wybrani z list PiS Marek JurekJadwiga Wiśniewska i Zbigniew Kuźmiukbronili działań rządu Beaty Szydło. Pozostali – polscy europosłowie EPP (PO) oraz S&D (SLD) byli wobec niego krytyczni. Barbara Kudrycka (S&D) i Michał Boni (EPP) w swoich wystąpieniach przywołali samospalenie Piotra Szczęsnego. – Czy ze swojego europejskiego doświadczenia pamięta pan jakikolwiek kraj, który równie bezwzględnie deptałby prawa swoich obywateli? – pytał Timmermansa Boni.

Nie tylko Polska – PE o korupcji na Malcie

– EPP jest poważnie zaniepokojone rozwojem wydarzeń w Polsce – stwierdziła w imieniu swojej frakcji europosłanka z Malty Roberta Metsola. – Nigdy wcześniej UE nie stawiała czoła podobnemu systemowemu zagrożeniu dla rządów prawa, z jakim ma do czynienia teraz – stwierdziła. Miała na myśli nie tylko sytuację w Polsce, ale również we własnym kraju, o której europosłowie będą debatowali we wtorek, a w środę przyjmą rezolucję.

Problemy Malty dotyczą głównie korupcji, prania pieniędzy oraz powiązań między politykami i instytucjami finansowymi. Na celowniku Europarlamentu znalazł się przede wszystkim bank Pilatus zamieszany w oszustwa podatkowe ujawnione w Panama Papers. Jego klientami byli maltańscy politycy, w tym szef sztabu premiera Malty. 8 listopada David Casa, eurodeputowany z Malty, zwrócił się do Komisji, aby wszczęła dochodzenie w sprawie działań banku i jego gróźb wobec dziennikarzy.

Projekt rezolucji Parlamentu Europejskiego wzywa maltańskie organy sądowe i nadzór finansowy do podjęcia wobec banku podobnych działań.

Europosłowie chcą także ustanowić europejską nagrodę dla dziennikarzy śledczych imienia zamordowanej we wrześniu na Malcie dziennikarki Daphne Caruany Galizii.

Od blisko dziesięciu lat Galizia opisywała korupcję na blogu „Running Commentary”. 16 września zginęła w wybuchu bomby podłożonej w jej samochodzie.

Oprócz tego na sesji plenarnej:

Partnerstwo Wschodnie: 24 listopada odbędzie się szczyt Partnerstwa Wschodniego – państw z Europy Wschodniej (m.in. Ukrainy, Azerbejdżanu, Białorusi), które nie należą do UE, ale z którymi Wspólnota zacieśnia więzi gospodarcze i polityczne. O nowych formach współpracy posłowie będą debatowali we wtorek po południu.

We wtorek Parlament zagłosuje nad projektem rezolucji, który wzywa do utworzenia Funduszu Powierniczego Ukrainy Gruzji i Mołdawii. Pieniądze miałyby zasilać publiczne i prywatne inwestycje w tych państwach.

Projekt proponuje także utworzenie Partnerstwa Wschodniego Plus. Państwa, które dostosowały w pewnych obszarach swoje prawo do standardów unijnych, mogłyby bliżej integrować się ze Wspólnotą, np. przystąpić do unii celnej, energetycznej, cyfrowej, a nawet do strefy Schengen.

Unia Europejska już od pewnego czasu wprowadza ułatwienia dla obywateli niektórych państw partnerstwa wschodniego – głównie Ukrainy. Od czerwca br. jej obywatele mogą wjeżdżać do Wspólnoty bez wizy nawet na trzy miesiące.

Regulacje anty-dumpingowe: Posłowie zagłosują nad poprawkami do rozporządzenia anty-dumpingowego, które reguluje sprzedawanie w Europie produktów spoza Unii poniżej kosztów produkcji (czyli tzw. wartości normalnej).

W krajach członkowskich Światowej Organizacji Handlu wartość normalną oblicza się na podstawie kosztów produkcji w kraju wytwarzania. Jednak lokalne ceny surowców, siły roboczej itp. nie muszą być wynikiem wolnego rynku, ale np. ingerencji rządu. W takich przypadkach wartość normalna ma być obliczana na podstawie obiektywnych wyznaczników, np. kosztów produkcji w innym kraju o podobnych wskaźnikach rozwoju gospodarczego.

Nagroda Filmowa Lux: Posłowie przyznają nagrodę filmową Parlamentu Europejskiego dla twórców poruszających ważne kwestie społeczne i polityczne. Zwycięzca zostanie wyłoniony spośród trzech finalistów: 120 uderzeń serca Robina Campillo (Maroko), Krwi Samów Amandy Kernell (Szwecja), i Westernu Valeski Grisebach (Niemcy). W 2014 r. nagrodę otrzymała Ida Pawła Pawlikowskiego.

300polityka.pl

PONIEDZIAŁEK, 13 LISTOPADA 2017 

STAN GRY: Jednak Kulson, N kusi Nowacką, Żakowski: Autorytaryzm jak za Piłsudskiego, Szułdrzyński: PiS zagraża radykalizm, Danielewski krytykuje opozycję

— 2 LATA TEMU Prezydent Andrzej Duda desygnował na urząd premiera Beatę Szydło.

— 300LIVE:
Karczewski: W dużej mierze wiem, co się będzie działo, natomiast nie zostały podjęte ostateczne decyzje
Karczewski: Tusk jest krętaczem, jeśli mówi, że zaproszenie od PAD było serdeczniejsze
Karczewski: Decyzja ws. kandydata PiS w Warszawie na początku roku. Trzaskowski wszędzie mówi to samo
Bielan o porozumieniu ws. sądów: Jak to zwykle bywa z kompromisem, żadna ze stron pewnie nie jest do końca zadowolona
Bielan: W tym tygodniu podsumowanie dwulecia rządu. Chyba jest planowane wspólne wystąpienie Szydło i Kaczyńskiego
Bielan: Te hasła są skandaliczne, ale w 60 tys. grupie osób zawsze mogą znaleźć się osoby niespełna rozumu
Polityczny plan poniedziałku: wizyta Barniera, PAD w Krapkowicach

http://300polityka.pl/live/2017/11/13/

— NOWOCZESNA NAMAWIA NOWACKĄ NA START W WARSZAWIE: “Nowacka na razie wystrzega się deklaracji w sprawie wyborów samorządowych. Nie wyklucza swojego startu, ale też go nie przesądza. Z naszych ustaleń wynika, że jest nakłaniana przez ludzi lewicy i współpracowników Ryszarda Petru. – Prowadzimy różne rozmowy. Sam też bardzo namawiam Barbarę Nowacką – potwierdza w rozmowie z „Newsweekiem” Dariusz Joński, współzałożyciel Inicjatywy Polskiej”. 
http://newsweek.pl/polska/polityka/nowoczesna-namawia-nowacka-na-start-w-warszawie,artykuly,418849,1.html

— A JEDNAK KULSON NIE “KURWO”? — MICHAŁ MAJEWSKI NA TWITTERZE: “Jeśli tak mówi Michał, który jest królem realizacji dźwięku to dla mnie temat zamknięty. Chcę już tylko poznać Kulsona”. 


— SKWIECIŃSKI: KACZYŃSKI MYŚLI GŁĘBIEJ NIŻ JEGO NAJWIĘKSI CZCICIELE:“Warto jednak odnotować te słowa Jarosława Kaczyńskiego. Choćby po to, by wiedzieć – a spora część jego politycznych wielbicieli nie zdaje sobie z tego sprawy – że w wielu sprawach tak naprawdę myśli on i głębiej, i – często – zupełnie inaczej, niż jego najbardziej gorliwi czciciele”. 
https://wpolityce.pl/m/polityka/366588-iii-rp-to-bylo-niepodlegle-panstwo-polskie-wynika-ze-slow-czyich-tu-zaskoczenie-dla-niektorych

— ANDRZEJ DUDA POMAGA CHŁOPCU: “Prezydent wczoraj, podczas obchodów Święta Niepodległości, spotkał się z mieszkańcami Stalowej Woli. Z tłumu nagle podbiegł chłopiec, który chciał mieć wyjątkową pamiątkę z tego podniosłego dnia. Nie miał jednak przy sobie ani telefonu, ani kartki. Prezydentowi udało się jednak znaleźć rozwiązanie. Andrzej Duda zwrócił się z prośbą do prezydenckiego fotografa, by ten zrobił zdjęcie. Następnie umieszczono je w mediach społecznościowych, by chłopiec mógł odnaleźć się na fotografii i zapewne pochwalić się nią przed rodziną i znajomymi”. 
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/chlopczyk-chcial-zdjecie-z-andrzejem-duda-ale-nie-mial-telefonu-swietna-reakcja/wbdrn2v

— JACEK ŻAKOWSKI UWAŻA, ŻE GROZI NAM PIŁSUDCZYKOWSKI AUTORYTARYZM: “Gdy człowiek sobie to wszystko przypomina mniej więcej tak, jak było – a nie tak, jak to wygląda w zakłamanej przez III RP bajce, którą powtarza prezydent za swymi poprzednikami – łatwiej jest zrozumieć, czego opozycja może się dziś bać i czego się boi. Bo przecież nie Stalina, Hitlera etc. Na nich jesteśmy w większości zaszczepieni. Nie grozi nam chyba komunizm ani nazizm. Ale piłsudczykowski autorytaryzm owszem. Bo wyparliśmy jego nieprawości, które teraz wracają. O trwanie w tym wyparciu mam żal nie tylko do Andrzeja Dudy. Może nawet do niego najmniej, bo on sam pewnie by nic przeciw dyktaturze typu piłsudczykowskiego nie miał. Ale demokraci muszą się wreszcie z kłamstwem o II RP uporać. Jeżeli nie chcą, by się z całym swoim paskudztwem odrodziła”. 
https://opinie.wp.pl/jacek-zakowski-swieto-fikcji-6186917410383489a

— NITRAS UWAŻA, JAK ŻAKOWSKI, ŻE GROZI NAM AUTORYTARYZM II RP: “Wszyscy, cała klasa polityczna, ale przede wszystkim PiS, za bardzo gloryfikujemy II RP. Bo patrzymy przez pryzmat 1918 roku, gdzie faktycznie mieliśmy do czynienia z wielką jednością całego narodu. Jednak pamiętajmy, że po 1926 roku jedności nie było. Był autorytaryzm. Symptomatyczne, jak przez ówczesne władze potraktowany został choćby Wincenty Witos. II RP pod koniec swego istnienia była dyktaturą. I teraz państwo PiS zmierza ku temu samemu, będzie jak za Piłsudskiego! Mówienie o wzajemnym szacunku ówczesnych polityków jest niezgodne z prawdą”. 
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/nitras-haniebne-i-niedopuszczalne_1027072.html

— POSEŁ PIĘTA CHCIAŁBY ZAMYKAĆ W BEREZIE CZERWONĄ GANGRENĘ – jak mówi SE: “Między Polakami i patriotami w II RP? Był rzeczywisty, niezależnie od nawet dużych przekonań, które ich różniły. Natomiast faktycznie – komuniści, zdrajcy narodu, siedzieli w więzieniu, gdzie ich miejsce. A dziś spadkobiercy Komunistycznej Partii Polski wciąż mają wpływy w biznesie i mediach, a krzycząc o zagrożeniu demokracji, chcą mieć wpływ na politykę. W II RP trafiliby do więzienia na Świętym Krzyżu, do obozu w Berezie Kartuskiej, gdzie trzymano tę czerwoną gangrenę. W III RP kumple Urbana mogli tworzyć media. Niestety”. 
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/pieta-czerwona-gangrena-do-wiezienia_1027076.html

— MICHAŁ DANIELEWSKI: PO I NOWOCZESNA POSTĄPIŁY TAK, ŻE KAŻE TO POWĄTPIEWAĆ CZY W TYCH PARTIACH JEST ZAPLECZE EKSPERCKIE – MICHAŁ DANIELEWSKI NA FACEBOOKU: “Miarą koszmarnej degrengolady intelektualnej polskiej polityki jest fakt, że najsensowniejsza propozycja PiS (czyli ordynacja proporcjonalna zamiast większościowej w gminach) jest najgłośniej krytykowana przez opozycję. Ordynacja większościowa jest mało demokratyczna w ogóle, a w szczególe, czyli w samorządach, prowadzi już do groźnych wypaczeń: miejscowy bonzo dysponujący armią urzędników może dzięki niej w zasadzie zagwarantować sobie władzę na lata praktycznie bez żadnej opozycji. To, że PO i Nowoczesna uczepiły się właśnie tego, każe mi powątpiewać, czy jest w tych partiach jakiekolwiek eksperckie zaplecze. Przypomina to jako żywo desperację Bronisława Komorowskiego, który, by wygrać z Dudą, uczepił się JOW-ów. Z wiadomym skutkiem”. 
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=751357231738453&id=100005925496819

— REKONSTRUKCYJNA WRZAWA WZMACNIA WICEPREMIERA – Bartek Godusławski, Grzegorz Osiecki w DGP: “Minister finansów i rozwoju to pierwszy beneficjent rekonstrukcji rządu, choć ta się jeszcze nie odbyła. Do niedawna miał problemy z przeforsowaniem kilku ważnych projektów. Jednak w ciągu ostatnich tygodni blokady zniknęły. Tak jest między innymi ze sztandarowym pomysłem Konstytucji biznesu, czyli pakietem ustaw regulujących działalność gospodarczą. Jutro ma się nim zająć Rada Ministrów. Jak wynika z naszych informacji, jeszcze na ostatniej prostej na komitecie stałym rządu były wobec niego zgłaszane uwagi. Wątpliwości zostały jednak rozwiane i projekt ma zostać przyjęty i wysłany do Sejmu. Od uroczystego ogłoszenia założeń projektu na Kongresie 590 w Rzeszowie minął aż rok”.

— JOANNA LICHOCKA O WYCINANIU HGW Z KADRÓW PO: “Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy i wiceprzewodnicząca PO, Święta Niepodległości nie może zaliczyć do udanych. Najpierw podczas mszy św. w Świątyni Opatrzności Bożej patrzyła, jak inni zaproszeni goście zmieniają miejsca, by nie siedzieć obok niej. Ba, niektórzy głośno komentowali, dlaczego to robią. Musiała to słyszeć. Nawet politycy PO wybierali odległe miejsca. W efekcie prezydent Warszawy została otoczona „kordonem sanitarnym” pustych krzeseł. Była to spontaniczna reakcja przybyłych”. 
http://gpcodziennie.pl/73054-wycinaniezkadrowpo.html

— TUSK WSADZIŁ KIJ W MROWISKO – Mikołaj Wójcik w Fakcie.

— PAD ULEGŁ, PIS BIERZE SĄDY – Mikołaj Wójcik w Fakcie: 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/koniec-sporu-o-sady-pis-zatriumfowal-nad-prezydentem/6vzrxny

— KOMPROMIS Z DUDĄ I UCIECZKA DO PRZODU – Grzegorz Osiecki w DGP: “Propozycja PiS i prezydenta ma bezpiecznik na wypadek, gdyby cała opozycja zbojkotowała wybór. Wówczas w następnym kroku można zgłosić kolejnych kandydatów. Tak by w sumie wybrano ich 15”.

— PUŁAPKA NA OPOZYCJĘ – Michał Szułdrzyński w RZ: “Dwa kroki wyboru KRS gwarantują opozycji 6 na 15 członków tego ciała. Paradoksalnie spór prezydenta i partii rządzącej zakończył się pułapką na opozycję. Rywale PiS będą mieli możliwość wyboru sędziów do KRS, jeśli jednak nie skorzystają z tej opcji w pierwszych dwóch krokach, to w trzecim, by uniknąć impasu, sędziów do Rady wskaże partia rządząca. Jeśli więc do KRS trafią tylko nominaci PiS, obóz rządzący będzie mógł powiedzieć, że winna jest opozycja. Jeśli jednak ta weźmie udział w obsadzaniu KRS, trudniej jej będzie krytykować zmiany w sądownictwie.

— 100-LECIE NIEPODLEGŁOŚCI MIAŁO BYĆ WEHIKUŁEM, ALE CO ZROBIĆ Z ROSNĄCYM ŻYWIOŁEM RADYKALNYM? – dalej Szułdrzyński: “Niemniej dla obozu władzy, dla którego stulecie niepodległości miało być wehikułem budowy politycznego poparcia, sobotni marsz ujawnia poważny problem. Jak nie dać sobie skraść ogólnonarodowego święta setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez maszerujących młodzieńców spod znaku Falangi i mieczy Chrobrego? Dylemat, co zrobić z rosnącym żywiołem radykalnym, będzie dla PiS większym problemem niż rekonstrukcja rządu czy planowane na ten tydzień podsumowanie dwulecia gabinetu Beaty Szydło”. 
http://www.rp.pl/Polityka/311129950-Szuldrzynski-Bol-glowy-na-sto-lat-wolnosci.html

— ORDYNACJA PRZECIW PSL I KUKIZ’15 – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “wygląda na to, że w kierownictwie partii zapadła decyzja o zakończeniu współpracy z Kukiz’15. Po tym jak politycy ruchu stanęli w sporze o sądownictwo po stronie prezydenta, stracili wyraźnie kredyt zaufania u prezesa Jarosława Kaczyńskiego”. 
http://www.rp.pl/Polityka/311129959-Dabrowska-Ordynacja-samorzadowa-przeciw-PSL-i-Kukiz15.html&cid=44&template=restricted

— DUDA PROTESTUJE BO MA WYBORY W ZWIĄZKU – Dominika Wielowieyska w wyborcza.pl: “Duda może lekceważyć młodych lekarzy, nauczycieli czy innych pracowników, ale nie górników. Bez nich nie przetrwa. A w przyszłym roku są wybory władz związku. Już dziś musi postraszyć rządzących, że z górniczymi związkowcami łatwo nie pójdzie. Więc zaczyna ostre negocjacje. Gdy wygra wybory u siebie, to tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku znów pogodzi się z PiS i wesprze Jarosława Kaczyńskiego. Bo ten związek jest najsilniejszy”. 
http://wyborcza.pl/7,75968,22637231,dlaczego-szef-solidarnosci-idzie-na-wojne-z-pis-ta-nieznosna.html

— JACEK ŻAKOWSKI W GW O NIEMORALNEJ WŁADZY: “Czy to, że policja toleruje rasistów niosących hasła „Czysta krew, trzeźwy umysł” i „Europa będzie biała albo bezludna”, a brutalnie atakuje garstkę tych, którzy protestują, nie jest niszczeniem polskiego patriotyzmu? Czy nie jest niemoralne pompowanie miliarda w zawstydzające propagandowe tuby „mediów narodowych”, gdy hucznie się obiecało, że nadwyżka budżetu pójdzie na bezpłatne leki dla ubogich seniorów?” 
http://wyborcza.pl/7,75968,22637064,panie-prezesie-to-wszystko-panska-wina.html

— FAŁSZUJĄ POLSKĘ A WIĘKSZOŚĆ MILCZY – Jarosław Kurski w GW: “A my? Milczymy. Tak, większość zawsze milczy. Milczy z lenistwa i oportunizmu – gdy nie jest jeszcze za późno. I milczy ze strachu – gdy za późno już jest. W ten sposób bierna większość staje się czynnym współsprawcą zła”. 
http://wyborcza.pl/7,75968,22636959,faszyzuja-polske-a-wiekszosc-milczy.html

— ŚLAD SKOKÓW W AMBER GOLD – Wojciech Czuchnowski w GW: “Notatka trzecia jest z 3 września. Dwaj funkcjonariusze spotkali się ze źródłem, które wcześniej przekazało im informacje o związkach Jedlińskiego z Amber Gold. Z tej notatki wiemy, że informator ma pseudonim „Mecenas” i prawdopodobnie jest osobą ze środowiska prawniczego. Mówi policjantom, że „ok. 5 tygodni temu Jedliński szukał w swoich dokumentach umów czy materiałów, które mogły łączyć go z Amber Gold”. To na tej podstawie „Mecenas” uznał, że Jedliński mógł „stać za Amber Gold”. 
http://wyborcza.pl/7,75398,22637128,slady-skok-w-amber-gold-abw-badalo-udzial-szefa-rady-nadzorczej.html

— POLICJA SZYSZKI ZASTUKA NAD RANEM? – jedynka GW: “„Wyborcza” dotarła do projektu ustawy o Państwowej Agencji Ochrony Środowiska (PAOŚ). Czytamy w nim, że funkcjonariusze ministra Jana Szyszki będą musieli prosić o zgodę na wstęp jedynie wojskowych. Do fabryk, biur, urzędów czy na prywatne posesje wejdą swobodnie na podstawie upoważnienia do kontroli wydanego przez Ministerstwo Środowiska”. 
http://wyborcza.pl/7,75398,22637179,ujawniamy-szczegoly-projektu-ustawy-o-panstwowej-agencji-ochrony.html

— MAMY PRAWO WYMAGAĆ RESPEKTOWANIA PRZEZ UKRAINĘ NASZYCH ELEMENTARNYCH INTERESÓW – pisze w GPC Ryszard Czarnecki: “Trzeba reagować zdecydowanie, podkreślając, że to Polska była krajem, który pierwszy uznał w 1991 r. niepodległość Ukrainy, i że to polski prezydent w 2016 r. był jedyną głową państwa na obchodach rocznicy ukraińskiej niepodległości, i że to wreszcie Warszawa była i jest głównym ambasadorem unijnych aspiracji naszego wschodniego sąsiada. Wspierając go politycznie, mamy prawo oczekiwać i wymagać respektowania przez niego naszych elementarnych interesów”. 
http://gpcodziennie.pl/73077-polska-ukrainarelacjenazakrecie.html

— DGP NA JEDYNCE O SZPITALACH BEZ LEKARZY: “Już kilkuset medyków w całej Polsce odmówiło pracy powyżej 48 godzin tygodniowo. Kolejni podejmą taką decyzję za chwilę. Taka forma protestu będzie dla pacjentów o wiele bardziej uciążliwa niż niedawna głodówka rezydentów”. 
http://zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/562339,protest-lekarzy-klauzula-opt-out.html

300polityka.pl

13 LISTOPADA 2017

W Marszu Niepodległości szło wielu rasistów i neofaszystów. Policja nie reagowała. Apelujemy: przesyłajcie zdjęcia i filmy potwierdzające łamanie prawa

Policja nie zatrzymała i nie postawiła zarzutów ani jednemu uczestnikowi Marszu Niepodległości, choć szło w nim wiele osób z rasistowskimi i neofaszystowskimi symbolami na transparentach oraz antyislamskimi i antysemickimi hasłami na ustach. Za to o mały włos nie oskarżyła o krzewienie faszyzmu dwóch uczestników antyfaszystowskiej pikiety Obywateli RP

Ani organizator Marszu Niepodległości, ani funkcjonariusze policji nie podjęli kroków, by zapobiec prezentowaniu rasistowskich transparentów oraz skandowaniu rasistowskich i antysemickich haseł. Takie zachowania są w Polsce zabronione.

Zgodnie z art. 256 kodeksu karnego

„Kto (…) nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”

Taka sama kara grozi za posiadanie i prezentowanie symboli faszystowskich i totalitarnych.

Organizatorzy Marszu przekonują, że brali w nim udział tylko prawdziwi polscy patrioci, wśród nich zwolennicy „dobrze pojmowanego nacjonalizmu”.

Gdy brytyjski „Daily Mail Online” przed Marszem napisało, że dziesiątki tysięcy faszystów i skrajnie prawicowych ekstremistów z Europy będzie protestować w Polsce, by bronić cywilizacji Zachodu, Tomasz Łysiak, prawicowy publicysta, syn pisarza Waldemara Łysiaka, komentował na Twitterze, że to „Niewiarygodne kłamstwa o polskim Marszu Niepodległości upamiętniającym naszych patriotów w Święto Niepodległości. Daily Mail nazywa zwykłych Polaków, tysiące polskich obywateli »faszystami«. Wstyd.”

Tymczasem w Marszu Niepodległości szło wiele zorganizowanych grup z rasistowskimi i neofaszystowskimi hasłami i symbolami na transparentach oraz flagach, a także z antyislamskimi i antysemickimi hasłami na ustach.

Jednym z najczęściej powtarzających się symboli niesionych przez uczestników Marszu był krzyż celtycki. Jest powszechnie wykorzystywanym przez rasistów i neofaszystów symbolem wyższości białej rasy („white power”).

Wiele faszyzujących ugrupowań używa go na swoich sztandarach jako zamiennik swastyki. W Niemczech i Francji został uznany oficjalnie za symbol rasizmu i zabroniony. Część międzynarodowych organizacji piłkarskich zabrania umieszczania go na trybunach stadionów, a jeśli się tam pojawi – nakazuje przerywanie meczy.

Jednak polscy neofaszyści i rasiści od lat tłumaczą w prokuraturach i sądach, że to symbol chrześcijański. A organy ścigania i sądy przyjmują te tłumaczenia, umarzając kolejne postępowania i procesy o krzewienie rasizmu.


Krzyż celtycki na fladze niesionej przez uczestnika Marszu Niepodległości. Fot. Katarzyna Pierzchała

„Celtyk” łopoczący podczas Marszu na błoniach Stadionu Narodowego. Fot. Adam Stępień/ Agencja Gazeta

Krzyż celtycki na transparencie uczestniczących w Marszu „autonomicznych nacjonalistów” z Grudziądza. Fot. Tomasz Stępień

Był także krzyż celtycki w kombinacji z nazistowską flagą – umieszczono go na fladze zamiast swastyki.

A mężczyźni ze straży Marszu nosili go na czapkach w kombinacji z orłem.


Straż Marszu z krzyżem celtyckim i orłem na czapkach. Fot. Franciszek Mazur/ Agencja Gazeta

Jak zauważył dziennikarz Radia Zet Mariusz Gierszewski, pojawił się także mniej znany symbol neofaszystów – hitlerowski znak okultystyczny nazywany „czarnym słońcem”. „Znak wzorowany na słynnej mozaice z zamku Wewelsburg, znanego jako ośrodek nazistowskiego mistycyzmu w Trzeciej Rzeczy” – napisał na Twitterze Gierszewski.


„Czarne słońce” na banerze uczestników Marszu. Fot. Autor nieznany

Powtarzały się też rasistowskie hasła o „Białej Europie” i „Czystej krwi”.

„Europa będzie biała albo bezludna”, „Biała Europa braterskich narodów” – nieśli na transparentach uczestnicy.

Według relacji obserwatorów, niektórzy uczestnicy wznosili również okrzyki „Biała siła!” i „Ku Klux Klan”.


Baner straight-edge’owców (SXE): „Europa będzie biała albo bezludna”. Fot. autor nieznany

 


„Biała europa braterskich narodów” Fot. screen

Były również – już tradycyjnie na Marszu Niepodległości – transparenty wzywające do nienawiści na tle religijnym. Zrównujące islam z terroryzmem („Islam = terror”) i zagrożeniem dla Europy (koń trojański z uchodźcami stojący u wrót zamku – Europy).

Według obserwatorów marszu, niektórzy uczestnicy wznosili okrzyki: „Módlmy się za islamski Holokaust”.


„Islam = terror” na banerze uczestników Marszu. Fot. Adam Stępień/ Agencja Gazeta

 


Transparent zwieszony przez uczestników Marszu Niepodległości z Mostu Poniatowskiego. Fot Tomasz Stępień

Organizatorzy Marszu – czyli przedstawiciele Stowarzyszenia Marsz Niepodległości zapewniają, że nie było miejsca na głoszenie poglądów faszystowskich. Ale sami zaprosili do udziału w imprezie przedstawicieli organizacji jawnie neofaszystowskich ze Słowacji, Włoch i Wielkiej Brytanii.

A gdy działaczki Obywateli RP i Warszawskiego Marszu Kobiet wyciągnęły w maszerującym tłumie baner z napisem: „Faszyzm stop” i skandowały: „precz z faszyzmem”, „kobiety przeciw faszyzmowi” i „nacjonalizm to się leczy”, zostały zaatakowane przez uczestników, poszarpane i skopane.

Przeczytaj też:

„Mogło się skończyć tak, że cały dzień byłby tylko nazistowski, ale my, baby, zrobiłyśmy im szpasa”

PIOTR PACEWICZ  12 LISTOPADA 2017

Gdyby uczestnicy nie uważaliby się za faszystów – czemu mieliby atakować kobiety protestujące przeciwko faszyzmowi?

Policja chciała zarzucić faszyzm. Obywatelom RP

Policja nie zatrzymała i nie postawiła zarzutów propagowania rasizmu, ani jednemu uczestnikowi Marszu Niepodległości.

Na wniosek organizatorów Marszu usunęła za to z trasy marszu 45 uczestników pikiety antyfaszystowskiej. Dwóm z nich chciała postawić zarzuty propagowania faszyzmu. Trzymali transparent ze zdjęciami faszystów defilujących w 1933 roku w Norynberdze i narodowców maszerujących w Warszawie w kwietniu 2017 roku, z napisem „Warszawa zhańbiona”.

Zawiadomienie do prokuratury

Po Marszu poseł Michał Szczerba z PO, a później lider Nowoczesnej Ryszard Petru poinformowali w mediach społecznościowych, że zamierzają skierować do prokuratury zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez uczestników imprezy.

Złożenie takiego zawiadomienia lub przyłączenie się do zawiadomienia innych organizacji, rozważa również nasza redakcja.

Apelujemy do naszych Czytelniczek i Czytelników: przesyłajcie nam swoje zdjęcia i filmy z Marszu Niepodległości, dokumentujące nawoływanie do nienawiści na tle rasowym lub innym.

Zdjęcia kierujcie na adres: redakcja@oko.press.

oko.press

PiS bierze sądy – Duda skapitulował

PiS bierze sądy – Duda skapitulowałCorleone PiS nie ma żadnej wizji

   13 listopada 2017

Jeszcze nie wiadomo za jaką cenę, ale fakt jest pewny. Prezydent Andrzej Duda, który jeszcze przed weekendem robił – w rozmowie z jedną z katolickich rozgłośni – wrażenie, że nie ma szans na porozumienie w sprawie sądów, uległ swojej partii.

Wiadomość ta nawet dla członków PiS była niespodzianką. Z niedowierzaniem przyjęto informację o korzystnym obrocie sprawy i finale negocjacji wiceszefa Kancelarii Prezydenta Pawła Muchy z szefem sejmowej komisji sprawiedliwości Stanisławem Piotrowiczem. Zatriumfowała po cichu opozycja, która od początku była zdania, że spór na linii prezydent – PiS jest sztuczny i skończy się kapitulacją prezydenta.

Jak podaje „Fakt” pod koniec tygodnia należy się spodziewać kolejnego spotkania głowy państwa z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Prezydenckie projekty mają trafić pod obrady Sejmu 22 listopada. Jeszcze przed końcem roku zarówno ustawa o KRS, jak i ta o Sądzie Najwyższym, zostaną przyjęte przez parlament. I weta tym razem nie będzie.

Zgodnie z propozycją Prawa i Sprawiedliwości, żaden z klubów nie będzie mógł zgłosić więcej niż 9 kandydatów spośród sędziów, których Sejm będzie wybierał do nowej Krajowej Rady Sądownictwa (KRS). Teoretycznie to oznacza, że sześć miejsc obsadzą kluby opozycyjne. Ale to tylko teoria, bo PO i Nowoczesna już zadeklarowały, że nie wezmą udziału w procederze podporządkowania sądów politykom. Wiele wskazuje więc na to, że PiS wybierze 9 osób, a sześć np. klub Kukiz’15.

Przypomnijmy, że KRS – z założenia stojący na straży niezawisłości sędziowskiej – to obecnie 25-osobowy organ, w którym większość przedstawicieli, bo 15 mają środowiska sędziowskie. Wybiera też nowych sędziów, których zaakceptować musi głowa państwa.

koduj24.pl

 

DWANAŚCIE DZIELNYCH KOBIET

Kinga DuninSocjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka

Nacjonalizm ma twarz mężczyzny, nawet jeśli ciągną się za tymi mężczyznami kobiety i dzieci.

Prawdziwy mężczyzna zawsze jest na wojnie, musi kogoś bronić albo nienawidzić. Musi obsikać granice wspólnoty, jak niewykastrowany kocur swoje podwórko – wyznaczyć jasno, gdzie my, a gdzie oni.

Symbolika narodowa, rasistowska świetnie się do tego nadają. Chociaż można jeszcze wpleść w to opowieść o złym Lordzie Gender. A potem taki marsz rusza na poszukiwanie Boga – prawdziwy mężczyzna musi mieć nad sobą Pana – chociaż po drodze coś mu się myli i zamiast „Jezu, zmiłuj się nad nami” krzyczy „Lewandowski, Lewandowski”.

Może dlatego najodważniej przeciwko Marszowi Niepodległości wystąpiły kobiety.

Od PiS-owskich notabli dopytywanych o to, skąd brak reakcji na hasła islamofobiczne i faszystowskie, na okrzyki, w których w oczywisty sposób wzywano do nienawiści, mogliśmy usłyszeć, że do marszu dołączali różni ludzie z własnymi transparentami – niektóre były wielkie jak żagle – bez konsultacji z organizatorami. Po prostu to nasz, wspólny, patriotyczny pochód i każdy może dołączyć.

Próbowało zrobić to także dwanaście kobiet z niewielkim banerem „Faszyzm stop”. Wydaje się on całkiem à propos święta niepodległości w kraju, który przeorała faszystowska okupacja, ale wciąż niektórzy muszą czasem zamówić pięć piw. Okazało się jednak, że one nie mieszczą się w formule „święto dla każdego Polaka”. W końcu Polak i Polka to nie zawsze to samo. Polskość nie jest dla antyfaszystów. I nie dla kobiet. Zostały zaatakowane i zelżone przy całkowitej obojętności policji.

 

Inna kobieta została wywleczona z kościoła, gdzie „religijnie” przygotowywano się do demonstracji, bo ośmieliła się pokazać transparent z portretem JP2 i jego cytatem potępiającym rasizm. We Wrocławiu jednej z kontrdemonstrantek podpalono włosy.


http://krytykapolityczna.pl/kraj/zrodlo/embed/#?secret=PBafe20tmb

Jak widać, w tym kraju znanym z szarmanckości, bycie kobietą przed niczym nie chroni.

Podziwiam te dwanaście kobiet, które potrafiły stanąć twarzą w twarz z męską agresją. I ten podział ról w rozgrywce o to, czym może być patriotyzm, wcale nie wydaje mi się przypadkowy. Ani to, że – cóż to za banalna konstatacja – cykliczna impreza „światło i dźwięk”, która każdego 11.11 będzie już nam pewno towarzyszyła przez lata, jest zdominowana symbolicznie przez młodych dziarskich i agresywnych. Kochających stukać obcasami i wywijać flagami. Naprawdę boję się tych oparów wrzaskliwego testosteronu. Sama jestem silna tylko w gębie, a takiej fizycznej konfrontacji jednak bym się bała. Dlatego jeszcze raz wielki szacunek i podziw dla tych odważnych i silnych kobiet.


http://krytykapolityczna.pl/archiwum/felietony-archiwalne/agnieszka-graff/gender-polski-listopadowy/embed/#?secret=sDyVMhbjcN

I smutek, że poza tym w Warszawie było chyba z pięć antyfaszystowskich demonstracji, każda w innym miejscu. I jakoś nie mogły się ze sobą dogadać, żeby pójść razem. Zapewne wiele z nich także współorganizowały kobiety, bo jak jest robota, to bez nich się nie da. Ale dla mnie te ambicjonalne rozgrywki – kto z kim pójdzie i czyja jest bardziej stop faszyzmowi są jednak kulturowo męskie.

Szczególnie, że na końcu drogi – nawet gdyby wszyscy byli razem – czekały co najwyżej obelgi. Albo zatrzymania.

Nie wiem, czy te dwanaście kobiet (potraktujmy je symboliczne) czuje się związanych z feminizmem, ale dla mnie „faszyzm stop” i „patriarchat stop” to hasła bardzo bliskie.


http://krytykapolityczna.pl/kultura/muzyka/hanba-wywiad-11listopada/embed/#?secret=CEjhAuMoUI

 

BIO

Kinga Dunin

 | Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej „Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek „Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności”, „Zadyma”, „Kochaj i rób”.

krytykapolityczna.pl

Tusk jednym ruchem sprawił, że prawica zaczęła atakować własnego prezydenta. Ale nie wygrał tej gry

Michał Gostkiewicz

13.11.2017

 


http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22639037,tusk-jednym-ruchem-sprawil-ze-prawica-zaczela-atakowac-wlasnego.html#MT2

 

W-wa. 11 listopada. Tasak to lider Format18. Grupy odpowiedzialnej za zabójstwa imigrantów 
https://www.sadistic.pl/format18-walka-z-ciapatymi-w-moskwie-vt217979.htm …

 

 

Z wikipedii:

Format18 (rosyjski: Формат18) był niezwykle brutalną rosyjską neo-nazistowską grupą z siedzibą w Moskwie, podejrzaną o udział w morderstwie blisko 600 imigrantów w niecały rok. Poprowadził go skinhead Maxim Martsinkevich.

Format18 (Russian: Формат18) was an extremely violent Russian neo-nazi group based in Moscow, that was suspected of being involved in the murder of almost 600 immigrants in less than a year. It was led by the skinhead Maxim Martsinkevich.

Nie oddamy biało-czerwonej naszystom

13/11/2017,

LESZEKJAŻDŻEWSKI
Politolog, publicysta, redaktor naczelny LIBERTÉ!

Zamiast biadolić nad tym jak narodowcy odbierają nam święto niepodległości trzeba odebrać im polską historię. Pora na Polskę, która nie boi się własnego cienia, otwartą na innych, ciekawą siebie i świata. Polskę w wersji dla dorosłych. Bez samooszustwa i lukrowania niewygodnych faktów. Polskę odważną. W takiej Polsce nie będzie miejsca na ksenofobię. Bo to po prostu niepolskie. Poniżej naszej godności. Dopiero z takiej Polski naprawdę będziemy dumni.

Uczestnicy Marszu Niepodległości nie podpalili tym razem żadnego wozu transmisyjnego, w telewizji, nie tylko rządowej, nie pokazano burd i zamieszek. 60 tysięczny tłum w zdyscyplinowany sposób przemaszerował przez Warszawę wznosząc uzgodnione hasła i transparenty. Skąd więc alarmistyczne nagłówki w prasie krajowej i zagranicznej? Dopóki Marsz Niepodległości przypominał taki nieco większy marsz kiboli przed derbami można było go zaklasyfikować jako chuligańskie awantury bez większego znaczenia. Dziś to już niemożliwe.

Na Marsz i środowiska skupione wokół niego należy patrzeć jako na stały element politycznego krajobrazu Polski. Rasizm, ksenofobia, nienawiść do wszystkiego co „obce” wkroczyły do mainstreamu. I już się z niego nie wyprowadzą. Naszyzm w wersji lekkostrawnej podawany jest już w sejmie w postaci stowarzyszonych (jeszcze) z Kukizem Młodzieży Wszechpolskiej, których rzecznik określa swoje środowisko mianem „rasowych separatystów” (judeosceptycy najwyraźniej wyszli z mody) „w haśle >>Biała Europa<< nie ma naszym zdaniem nic złego” – wykłada karty na stół Mateusz Pławski.

Naszyzm w wersji hard jest póki co głównie na użytek wewnętrzny i do opinii publicznej dostaje się wciąż sporadycznie i przy okazji. Dziś krzyże celtyckie, „salut rzymski” czy hasła o „Polsce dla Polaków” pojawiają się jakby przypadkiem, na marszach, na forach, nieoficjalnie. Oficjalnie starannie uczesani chłopcy inspirują się „żołnierzami wyklętymi”, nauką Kościoła i historią bohaterskiej Polski. Granica przesuwa się niemal niepostrzeżenie, ale konsekwentnie. Mieczyki ONRu opatrzyły się w miejscach publicznych, np. na oficjalnych obchodach Święta Niepodległości pod łódzką katedrą. Nikt nie interweniuje, nie zadaje pytań o to czy ta organizacja przestrzega polskiej konstytucji (oficjalnie są za obaleniem „okrągłostołowej republiki” – czy to jest III RP? Liberalna demokracja jako taka?)

Dziś wciąż jeszcze potrzebne są niedomówienia, cieniowanie, sugestie między wierszami. Ale wraz z pojawieniem się władzy, która ksenofobiczne hasła uznaje za margines niegodny jednoznacznej oceny, za to ściga dziennikarzy za cytowanie haseł z marszu czy Obywateli RP podejmujących próbę kontrdemonstracji, naszyści na coraz więcej mogą sobie pozwolić. Wraz z nakręceniem antyuchodźczej fobii zawołania o obronie „chrześcijańskiej cywilizacji” („białej rasy” dla wtajemniczonych) przed islamskimi gwałcicielami i terrorystami będą się nasilać.

Jednym z największych atutów naszystów jest przedstawienie może infantylnej i nieprawdziwej, ale spójnej opowieści o Polsce i jej historii. Przedmurze, walka z germanizacją, Polska jako ofiara – wroga zewnętrznego (rozbiory, okupacja) i wewnętrznego (Żydzi, Ukraińcy, komuniści). Naszyści redukują bogatą i skomplikowaną historię wieloetnicznej Rzeczpospolitej do prymitywnej narracji, która świetnie odpowiada na narodowe kompleksy i fobie. Szantaż – nie kochasz Polski naszystów – nie jesteś patriotą – działa niezwykle skutecznie. Brak jest spójnej i prostej opowieści, która równie łatwo odpowiadałaby na psychiczne potrzebny znacznej części Polaków, szczególnie młodego pokolenia.

Tymczasem opowieść naszystów o Polsce to opowieść „niewolników”, którym marzy się to, że stanowią „rasę Panów”. To rodzaj odżywki na szybki przyrost mięśni dla cherlawych chłopaczków, którym siłownia nie pomaga na zapadniętą klatkę. Tylko naród, któremu skrajnie brak pewności siebie musi snuć o sobie bajkę na poziomie kolorowych książeczek o Koziołku Matołku, o „dobrych żołnierzach wyklętych”, o „zdrajcach” z Solidarności, którzy usiedli do Okrągłego Stołu, o Polsce, zawsze dziewicy, bezgrzesznej i niewinnej, na której cnotę nastają na zmianę Niemcy, Rosjanie, Ukraińcy, międzynarodowa żydowska finansjera, postkomuniści, a nawet Unia Europejska i Amerykanie z NATO.

Polska potrzebuje wspólnotowego spoiwa, nowoczesnego patriotyzmu – ale w wersji dorosłej, na miarę wyzwań jakie stoją przed nami, nie dziecięcego prężenia muskułów i mizoginistycznej narodowej fantastyki Ziemkiewicza i jego towarzyszy z prawicowych pism. W tej opowieści będzie miejsce i dla zwycięstw Batorego i dla sukcesów Kazimierza Wielkiego i dla republikańskiej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale też na wyrywanie języków innowiercom w „Polsce bez stosów”, na zachwycające pałace możnowładców zbudowane na plecach pańszczyźnianych chłopów, na Polskę nareszcie niepodległą z gettami ławkowymi i prześladowaniem Ukraińców, na Jedwabne i Akcję Wisła.

W tej opowieści jest miejsce i na tragedię narodowych powstań, na „nie wiem czy był sens, wiem, że był mus” Traugutta i na mądrą politykę zdecydowanego oporu i mądrych kompromisów pokolenia Piłsudskiego, a 60 lat później Kuronia, Borusewicza, Wałęsy i całej Solidarności – które umiało wykorzystać sprzyjającą koniunkturę do uzyskania tego co było możliwe bez składania daniny krwi, bez wojny domowej.

Mamy wiele opowieści na czas klęsk – „ku pokrzepieniu serc”, chowania się po kościelnych kruchtach, śpiewania patriotycznych pieśni, wspominania bohaterów i wytykania palcem zdrajców. Ale dziś jest czas opowieści na czas zwycięstwa – gdzie słuszna duma pozwoli na zmierzenie się ze wstydem. Na spojrzenie historii prosto w oczy, przyznania się do słabości – i odnalezienia w sobie pokładów siły związanej z tym, że już dłużej nie trzeba przed światem i co najważniejsze – przed sobą ukrywać tych wstydliwych epizodów.

Czy naprawdę niepodległość znaczy dla nas tak niewiele, że pozwolimy, żeby zawłaszczyli ją łysi w kominiarkach? Jeśli tak, to zasługujemy na los, który chcą nam wszystkim zgotować. Wierzę jednak, że jest inaczej, że stać na to, żeby spojrzeć w twarz poprzednim pokoleniom, którzy o wolnej Polsce mogli tylko pomarzyć. Chcę poczuć znów dumę z Polski, dumę z nas.

Czas odebrać biało – czerwony sztandar naszystom.

liberte.pl

Protokół zatrzymania naszego banera z napisem „Warszawa zhańbiona” i porównaniem Norymbergii z marszem ONR-u. Ktoś bardzo chce dostać awans.

Poseł RP: Faszyzm to bardziej ideologia gospodarcza, a falanga to znak Marynarki Wojennej

jagor, 13.11.2017

http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,22637666,video.html?embed=0&autoplay=1
Marek Jakubiak postanowił zmierzyć się z tymi ocenami Marszu Niepodległości, które wprost zarzucają organizatorom rasizm, czy wręcz propagowanie faszyzmu. Poseł Kukiz’15 powiedział, że ostatnio faszyści maszerowali w Warszawie w 1939 roku, a falanga to znak polskiej Marynarki Wojennej

– Nie rozumiem dlaczego tak obraża się młodzież, która wzięła udział w Marszu Niepodległości. Ostatni marsz faszyzmu był w Polsce w 1939 roku we wrześniu – mówił Marek Jakubiak w „Poranku Radia TOK FM”. Poseł przekonywał, że sobotnie zgromadzenie, w którym sam wziął udział razem z synem, miało charakter pokojowym i nie spotkał się z żadnymi przejawami agresji ze strony uczestników marszu.

– Dlatego krytykuje się osoby, które wzięły w nim udział, a także organizatorów, bo ci zaprosili do Warszawy pana Roberto Fiore, szefa włoskiej Forza Nouva, który sam o sobie mówi, że jest faszystą, co więcej był skazany na 5 lat za działalność w organizacji terrorystycznej. To jak to oceniać? – pytała Dominika Wielowieyska.

Tutaj z Włochami, to wiecie państwo, faszyzm to taka trochę tradycja świecka. To bardziej ideologia gospodarcza niż polityczna

– próbował wybrnąć polityk. – Ale to byli sojusznicy Hitlera – przypomniała prowadząca.

– Polska i Warszawa szczególnie, jest miastem bardzo doświadczonym przez faszyzm. Porównywanie tych ludzi (do faszystów), to są zwykle prowokacje. Ostatni marsz faszystów na ulicach Warszawy był w 1939 roku, we wrześniu – mówił poseł Jakubiak.

– Ale kto prowokuje, sami organizatorzy, którzy zapraszają faszystów? Przypomnę panu, że ludzie maszerowali pod symbolem falangi, która była symbolem przedwojennej faszystowskiej organizacji. Ci ludzie odwołują się do tych ideałów. Nie można tego ignorować – argumentowała dziennikarka.

– Falanga jest znakiem Marynarki Wojennej. Mamy bogatą historię, powołujemy się na bohaterów z czasów Drugiej Rzeczpospolitej. Ta młodzież chce być dumna z historii swojej ojczyzny, wyszukuje sobie sam tych bohaterów.  Oni mają nie mają na ustach jakiś morderców tak, jak Ukraińcy, którzy szukają Bandery. Polacy raczej idą w kierunku niemilitarnym tylko polityczny,  Dmowski, Paderewski, Witos czy Piłsudski. Mamy za sobą lata chwały i trzeba je wspominać – przekonywał Marek Jakubiak z klubu Kukiz’15.

W odpowiedzi do stwierdzeń posła Kukiz’15 Paweł Grabiec napisał na Twitterze: „Jak widać nazizm ma wyznawców również dziś”. Rzecznik Platformy Obywatelskiej zamieścił też zdjęcie z jednej z manifestacji.

 

 

TOK FM

„Usłyszałam »trzeba dla ciebie kur** odkurzyć komory gazowe«”. Obywatele RP o Marszu Niepodległości

prz/luq/, 2017-11-12
– Mam wiele śladów na ciele. Mają je też inne kobiety z naszego ruchu. Nie było szarpaniny, nie było interakcji. To nas szarpano, popychano, pluto na nas, lżono nas słowami z najohydniejszego repertuaru faszystowskich gardeł. Kiedy zaczęto nas pchać, upadłyśmy na ziemię – powiedziała Ewa Błaszczyk z ruchu Obywatele RP, która wraz z 11 innymi kobietami została wyniesiona z Marszu Niepodległości.

12 kobiet z ruchu Obywatele RP oraz Strajku Kobiet podczas Marszu Niepodległości rozwinęło transparent „Faszyzm Stop”. Materiał został porwany przez uczestników marszu. Kobiety usiadły na jezdni i skandowały antyfaszystowskie hasła. Otoczył je kordon mężczyzn, zaczęła się szarpanina.

Agresywni mężczyźni zostali powstrzymani przez innych maszerujących i straż marszu.

Kobiety jednak zostały siłą usunięte z trasy marszu. Jedna z nich potrzebowała pomocy medycznej.

Do wydarzeń z 11 listopada odnieśli się na konferencji Obywatele RP.

– Kiedy już leżałyśmy na ziemi kopane, usłyszałam od jednego zakapturzonego z panów, z twarzą zasłoniętą szalikiem Legii, z tego, co się nie mylę, „trzeba dla ciebie kur** odkurzyć komory gazowe” – relacjonowała Ewa Błaszczyk.

Jak dodała, „nie wiem, co trzeba mieć w głowie, nie wiem co trzeba mieć w sercu, żeby na ziemi, na której jak memento stoi Auschwitz, w kraju tak potwornie doświadczonym przez niemiecki nazizm, co trzeba mieć, żeby powiedzieć tak do drugiego człowieka i go jeszcze skopać”.

„Nie mają szacunku dla nikogo”

– Nie wiem w jaki sposób można określić człowieka, który widząc siedzącą na ziemi kobietę „sprzedaje” jej z całej siły kopniaka w plecy albo kopniaka w brzuch, który taką kobietę chwyta za włosy i wlecze po asfalcie, który potem jest w stanie iść za taką wleczoną kobietą, wyzywać ją i pluć na nią – powiedziała z kolei Zofia Marcinek ze Strajku Kobiet.

Jak podkreśliła, „oni są silni tylko w grupie, bardzo lubią nosić na transparentach hasła o szacunku dla kobiet, ale nie mają szacunku dla nikogo”.

Powiedziała także, że transparent „Faszyzm Stop”, który rozwinęły, nie powinien być dla nikogo obraźliwy. – Jeśli ktoś reaguje w taki sposób, to powinno być dla nas oczywiste, że to uderza w poglądy, które próbują nazwać inaczej. Ale mają świadomość, że niewiele różnią się od poglądów faszystowskich – tłumaczyła.

 

Marcinek apelowała do władz miasta i policji, by nie traktowały marszów niepodległości jako zła koniecznego. – To nie jest klęska żywiołowa, tylko ludzie, którym zbyt długo pozwalano na szerzenie swoich nienawistnych idei – mówiła.

„Tam dochodzi za każdym razem do szeregu przestępstw i wykroczeń”

Zdaniem lidera Obywateli RP Pawła Kasprzaka, „istotną treścią tych demonstracji, zwanych demonstracjami patriotyzmu, są przestępstwa, jest mowa nienawiści, są groźby karalne”.

– Tam dochodzi za każdym razem do szeregu przestępstw i wykroczeń – dodał.

– Przed marszem warszawskim domagaliśmy się od władz miasta, od pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz przysłania na miejsce marszu narodowców obserwatorów z Urzędu Miasta, którzy z chwilą stwierdzenia przestępstw tam popełnianych, ten marsz po prostu rozwiążą, tak jak on powinien być rozwiązywany od bardzo wielu lat – powiedział zarzucając bierność władzom miasta i opozycji.

„Skopana i wyrzucona z kościoła, wywleczona po podłodze”

Na konferencji przedstawiono także inne zajścia z 11 listopada.

– 50 naszych aktywistów stanęło na chodniku, zanim marsz ruszył. Zostaliśmy wyniesieni i wywiezieni na komendę, gdzie trzymano nas do wieczora – powiedział Kasprzak.

Podkreślił także, że „w Warszawie w czasie mszy w kościele św. Barbary odbyła się »czarna msza« polskich nacjonalistów”.

– Demonstrowała jedna z naszych działaczek, która stanęła z cytatem Jana Pawła II, o tym, że rasizm jest ciężkim grzechem. Została skopana i wyrzucona z kościoła, wywleczona po podłodze. Ksiądz nie przerwał kazania ani na sekundę – dodał.

Polsat News, polsatnews.pl

Zadowolenie rządu z tego, że na tegorocznym Marszu Niepodległości „był spokój”, jest co najmniej absurdalne. Ja jednak bardzo dziękuję za spokój na ulicach uzyskany za cenę tolerowania rasistowskich i nazistowskich haseł.

Jarosław Kurski‏:

Wy, którzy widzicie, ale nie chcecie dostrzec, którzy słuchacie a niedosłyszycie, wy, którzy symetryzujecie, jesteście biedni i macie to wszystko gdzieś, wiedzcie, że wasza wina nie będzie mniejsza od winy tych, którym faszyzacja PL się podoba.

Taki ich kulson.

Wyobrażam sobie: 100. rocznicę odzyskania niepodległości, oficjele, ładne słówka, wszyscy sprężeni, godnie udają jedność podczas uroczystości, a tam gdzieś na moście „biała Europa”, „separatyzm rasowy”, „Sieg heil” i pełna chamstwa nienawiść. Hej, PiS-ie, dopuścisz do tego? (za: Przemysławem Szubertowiczem)

Nasza polityka od dziesięciu lat polega na waleniu drągiem w klatkę, w której siedzą małpy. Tę prostą strategię wymyślił Tusk, a Kaczyński znakomicie udoskonalił. Dziwne tylko, że polska inteligencja daje się na to nabierać –

pisze Sroczyński niezbyt inteligentnie.

Strategia małp w klatce, czyli jak Jarosław Kaczyński steruje emocjami [OPINIA]

Grzegorz Sroczyński Grzegorz Sroczyński, 13.11.2017

Święto Niepodległości, msza na Wawelu. Jarosław Kaczyński

Święto Niepodległości, msza na Wawelu. Jarosław Kaczyński (JAKUB PORZYCKI)

Nasza polityka od dziesięciu lat polega na waleniu drągiem w klatkę, w której siedzą małpy. Tę prostą strategię wymyślił Tusk, a Kaczyński znakomicie udoskonalił. Dziwne tylko, że polska inteligencja daje się na to nabierać.
Wśród patriotycznych popisów 11 listopada, zbliżania się Kaczyńskiego do „prawdy, która jest coraz bliżej”, zapewnień opozycji o rychłym zjednoczeniu, wezwań prezydenta Dudy do narodowej zgody, wśród tego pomieszania z poplątaniem pod hasłem „My chcemy Boga”, wrzasków, rac, wybuchów i bredzenia o „obronie naszych słowiańskich kobiet”, jako jedyny coś ciekawego powiedział Donald Tusk. Wysiadł z samolotu na Okęciu i ogłosił: „Zaproszenie od prezydenta Dudy w tym roku było bardziej serdeczne, ale nie chcę się rozwodzić nad szczegółami”. Dopytywany odparł: „To już zostawmy historii”. Jest to trik godny dawnego dobrego Tuska, który rozgrywał Kaczyńskiego, jak chciał, a czego, niestety, nie potrafi dzisiejsza opozycja.

O co tu chodzi? W skrócie o to, że Tusk wie, jak Kaczyńskiemu nadepnąć na odcisk. Zaproszenie od Dudy było kurtuazyjne, takie jak co roku. Ale przyjmując je i sugerując, że może kryje się za tym coś więcej („nie chcę się rozwodzić nad szczegółami”), Tusk wywołuje u prezesa przewidywalną reakcję: „Aha! Dogadali się! Zdrada!”. To naprawdę działa u Kaczyńskiego jak mechanizm bezwarunkowy, dajmy na to stuknięcie młoteczkiem w kolano. Mamy jak w banku, że w najbliższych tygodniach noga prezesa – choćby ją bohatersko powstrzymywał – sama fiknie w kierunki łydki Dudy za domniemane spiskowanie z Tuskiem (na razie mieliśmy przygrywkę w prawicowych mediach i posła Suskiego, który oświadczył, że Duda jest w jakimś „lewicowo-liberalnym skrzydle”). Że opozycja, zamiast grać na podział w obozie „dobrej zmiany”, chwalić Dudę absolutnie za wszystko (robiąc przy tym tajemnicze miny), woli jeździć po prezydencie jak po łysej kobyle i z powrotem go w łapy Kaczyńskiego wpychać, to rzadki przykład politycznej ślepoty. Opozycja jest beznadziejna w politycznych grach, to zresztą główna „wina Tuska”, że nie wyhodował sobie godnych następców.

Nasza polityka od dziesięciu lat polega na waleniu drągiem po prętach klatki, w której siedzą małpy. Tę genialną w swej prostocie strategię wymyślili Tusk z piarowcem Ostachowiczem, który tak nauczał kiedyś polityków PO: „Kaczyński jest jak małpa w klatce. Co jakiś czas trzeba walnąć w klatkę patykiem, małpa wszczyna wrzask i rzuca się na pręty. Wtedy zgromadzonej gawiedzi mówimy: uważajcie, to bardzo krwiożercza małpa, jak ją wypuścicie z klatki, to was zagryzie”.

Teraz role się odwróciły. Kaczyński trzyma patyk i z powodzeniem stosuje metodę Tuska-Ostachowicza. Jak tylko jest chwila spokoju i wydaje się, że opozycja coś sensownego może wymyślić (np. jakiś program na przyszłość), albo – nie daj Boże – rzeczywiście się zjednoczyć (a nie tylko o tym ględzić), PiS produkuje kolejną skandaliczną ustawę, stawia barierki przed Sejmem albo uruchamia Pawłowicz, a małpy natychmiast zaczynają skakać, krzyczeć o „końcu demokracji”, „autorytaryzmie”, a przede wszystkim zaczynają żreć się między sobą o to, która krzyczy lepiej.

W podobnej roli wystąpił ostatnio aktor Daniel Olbrychski – z okazji 11 listopada ogłosił, że „dwa lata temu społeczeństwo pokazało nam, że ma wolność gdzieś”. Tekst Olbrychskiego zawiera zestaw diagnoz, które w zadziwiająco podobnych wywiadach ogłaszają kolejni aktorzy i pisarze. Być może podobieństwo bierze się stąd, że prezes świetnie zna upodobania inteligenckiej elity z Żoliborza czy Podkowy Leśnej – sam do niej przecież należy – i po prostu wie, w który pręt kijem walnąć, żeby uzyskać pożądany efekt. Prawicowe trolle z rozkoszą cytują te wywiady z nagłówkami w stylu „Olbrychski pogardliwie o Polakach”. W ten oto sposób wyborca, który przez dwa lata miał sto powodów, żeby się do „dobrej zmiany” zniechęcić, słyszy taki oto komunikat: „Zobacz, zwykły szary człowieku, obrażają cię. Uważają za idiotę, który ma w nosie wolność. Gardzą tobą. Wracaj do nas! Może faktycznie trochę śmierdzi nam z ust, może dobra zmiana nie taka dobra, jak ci się wydawało, ale tamci jeszcze gorsi”.

Zasłużone siwe głowy Olbrychskiego, Mikołejki, Rudnickiego dają się wciągać Kaczyńskiemu w jego grę. Jak prezes o „komunistach i złodziejach”, to oni natychmiast o głupim społeczeństwie; gdy prezes o „zdradzieckich mordach”, oni na to: „lud nas tak urządził, bo machnięto mu pięćsetką przed nosem”; prezes o „zepsutych elitach, które się na Polsce uwłaszczyły”, oni o tym, że „90 proc. Polaków zachowuje się jak za komuny – siedzą cicho”. Wygrażają gawiedzi tak żwawo, że aż strach do klatki podejść. I tak to sobie trwa.

Z takim zapleczem intelektualnym opozycja może liczyć już tylko na jedno – powrót Tuska na białym koniu. Wyśmiewałem ten pomysł, ale teraz widzę, że to dla Schetyny i Petru jedyna szansa. Bo nie widać nikogo po stronie antyPiS, kto potrafiłby grać z Kaczyńskim jak równy z równym.

Rasistowskie hasła, race i zatrzymania. Jak wyglądały obchody Dnia Niepodległości?


http://www.gazeta.tv/plej/19,150682,22634669,video.html

gazeta.pl

Jarocin jako pierwszy skorzysta z programu „Mieszkanie Plus” @Program_MDM

Sikorski: Udało się potwierdzić najgorsze stereotypy o Polsce, jako kraju tępych antysemitów 
http://bit.ly/2yUBP05 
#TOKFM

Przodkowie tych z Marszu Niepodległości dokonali czynu w Jedwabnem.

Szczerek

Marszałek Senatu doniesie na wicenaczelnego „GW” za „wulgaryzmy na wizji”

12.11.2017

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski zapowiedział na Twitterze, że złoży w prokuraturze doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zastępcę redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, Piotra Stasińskiego. Chodzi o wypowiedzi dziennikarza z programu „Loża prasowa” w TVN24.

W czasie programu na żywo dziennikarze dyskutowali o wczorajszym Marszu Niepodległości, w tym m.in. o wznoszonych w czasie jego trwania hasłach. Piotr Stasiński przekonywał, że transparenty i okrzyki, wobec których pojawia się najwięcej zarzutów, to nie był margines. – Były symbole neofaszystowskie, rasistowskie, w dodatku jeszcze wulgarne, kibolskie, pełne obelg. Grupa kiboli oddała mocz na mur Muzeum Wojska Polskiego. Skopano grupkę kobiet na Moście Poniatowskiego, wyzywając je od najgorszych ku…w – wyliczał Stasiński. Zacytował również zawołanie, które uwieczniły m.in. kamery: Cała Polska śpiewa z nami, wyp…ć z uchodźcami.

 

Jako że program nadawany był na żywo, nie było możliwości wyciszenia wulgaryzmów. I właśnie to poruszyło marszałka Senatu. Zapowiedział on doniesienie na Stasińskiego za „wulgarne opinie”. Stwierdził, że w czasie programu grał z wnukiem w szachy i to właśnie on zareagował na słowa „k…a” i „wyp…ć”.

 

dziennik.pl

Zofia Romaszewska dla „Sieci”: sędzia to zbyt często buc, który nie lubi ludzi

13.11.2017
– Sędzia to zbyt często buc, który nie lubi ludzi i którego każdy ma się bać – stwierdza Zofia Romaszewska pytana, czy w sądownictwie dalej funkcjonuje „peerelowski stosunek do obywatela”. W wywiadzie z Konradem Kołodziejskim dla tygodnika „Sieci” opisuje, jak według niej powinno zmienić się polskie sądownictwo.
Zofia RomaszewskaFoto: PAP
Zofia Romaszewska

Polski sędzia jest znudzony swoją pracą – stwierdza Romaszewska. – Sędzia, który dziennie ma na wokandzie dziesięć zupełnie różnych spraw, jest zniecierpliwiony, znudzony, ma niechlujnie przejrzane akta, kilkadziesiąt, a niekiedy i kilkaset innych otwartych spraw i on nie będzie się przejmował konkretnym przypadkiem, z którym ma do czynienia – stwierdza, podkreślając, że z kolei dla człowieka, którego dotyczy dana sprawa, może mieć ona wagę życia i śmierci.

Przekonuje, że uzasadnienia decyzji sędziów są często pisane trudnym językiem. – Obywatel często czuje się zagubiony i odprawiany przez sąd z niezrozumiałym kwitkiem w ręku. – mówi. Zgadza się z sugestią dziennikarza „Sieci”, że taka sytuacja powoduje, że obywatel zaczyna wtedy narzekać na sądy. – Nawet zwierzęta tak reagują. Niesprawiedliwie działające sądy wywołują zamieszanie społeczne i podrywają autorytet państwa – mówi.

Jedną z recept na uzdrowienie polskiego sądownictwa jest według Zofii Romaszewskiej przywrócenie związku sędziego z prowadzoną przez niego sprawą. – Sędzia – co do zasady – powinien mieć w danym momencie tylko jedną, najwyżej kilka spraw i prowadzić ją dopóty, dopóki jej nie skończy.

Przekonuje także, że zaangażowanie polityczne sędziów jest ogromym problemem i czynnikiem dyskwalifikującym ich w zawodzie. Przywołuje tu pojawianie się niektórych sędziów ze świeczkami na demonstracjach organizowanych przez opozycję przeciwko reformie sądownictwa. – Każdego (sędziego – dop. red.) kto pojawiłby się na tej demonstracji ze świeczką i ujawnił tym samym swoje poglądy polityczne, uważałabym za godnego usunięcia z zawodu – powiedziała. Argumentowała, że „obywatel wchodząc na salę sądową musi mieć pewność, że będzie sądzony bezstronnie, niezależnie od swoich poglądów”.

Cały wywiad dostępny w dzisiejszym wydaniu tygodnika „Sieci”.

onet.pl

Skandal! Po śmierci Stachowiaka komendant został prezesem spółki

13.11.2017

To się nazywa życie! Inspektor Krzysztof Niziołek (46 l.), były zastępca komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu, zamiast tłumaczyć się ze sprawy śmierci na komisariacie Igora Stachowiaka (†25 l.), najpierw spokojnie odszedł na emeryturę, a kilka dni temu został wiceprezesem w miejskiej spółce!

Nowym miejscem zatrudnienia skompromitowanego komendanta jest Zakład Usług Komunalnych w Strzegomiu (woj. dolnośląskie). Policyjny emeryt był tak bardzo przekonujący, że powołano go na nowe stanowisko bez konkursu. Jakie kompetencje zdecydowały o tym, że nagle stał się ekspertem od wywozu śmieci, odśnieżania dróg i zarządzania cmentarzami? – Zawsze miał dobre układy z samorządowcami.

Przez 9 lat szefował w Komendzie Powiatowej Policji w Świdnicy. Teraz nie dali mu zginąć – zdradza Faktowi człowiek znający kulisy tej nominacji. I tak, do kilkutysięcznej policyjnej emerytury Niziołek co miesiąc dorzuci kolejne kilka tysięcy pensji wiceprezesa zarządu. Ustaliliśmy, że jego poprzednik na tym stanowisku pobierał ponad 10 tys. zł brutto!

Gdy o komentarz poprosiliśmy szefa rady nadzorczej spółki Henryka Rataja (69 l.), ten arogancko odparł, że nie interesuje go to, że nowy wiceprezes został zdymisjonowany w związku ze śmiercią Stachowiaka na wrocławskim komisariacie. Niziołek stracił stanowisko 23 maja 2017 roku po emisji programu „Superwizjer”, w którym ujawniono, że policjanci znęcali się nad Stachowiakiem.

Wtedy oprócz niego stołki stracili: komendant wojewódzki, komendant miejski i jego zastępca oraz szef komisariatu, w którym doszło do tragedii. Przed tygodniem ujawniliśmy jednak, że ich dymisje nie oznaczały natychmiastowego zwolnienia ze służby.

fakt.pl

Publikacja: 12.11.2017

Cichocki: Wciąż żywa idea niepodległości

Marek A. Cichocki

Od kilku lat każda kolejna rocznica odrodzenia Rzeczypospolitej w 1918 r. jest okazją do dyskusji o tym, w jaki sposób obchodzimy nasze najważniejsze święto narodowe.

Czy możliwe jest, byśmy obchodzili je wspólnie i w poczuciu jedności? A może właśnie takie oczekiwanie jedności, szczególnie jeśli wymuszone, jest jakimś rodzajem złudzenia i w przypadku rozwiniętego oraz zróżnicowanego społeczeństwa, w którym ścierają się różne poglądy, po prostu jest nie na miejscu? W polskiej kulturze politycznej silne jest zarówno pragnienie sielskiej jedności ponad podziałami, jak i dążenie do polaryzacji i ustanowienia swego odrębnego punktu widzenia. Być może jednak stan normalny sytuuje się gdzieś pomiędzy.

W końcu, pomimo prawie 100 lat, które minęły od wydarzeń ustanawiających II Rzeczpospolitą, okazuje się, że niepodległość wciąż jest dla nas żywą ideą, obok której nie przechodzi się obojętnie. Możemy mieć do niepodległości różny stosunek i różnie ją rozumieć, a jednak łączą nas gorące emocje, które wywołuje u większości z nas. Nie jest to zjawisko powszechne w dzisiejszej Europie, w której społeczeństwa bywają letnie, ale czy to szczególne rozumienie naszej niepodległości równie żarliwie potrafimy wypełnić treścią? I co miałoby ją tworzyć?

Po latach komunizmu, kiedy starano się odebrać nam pamięć, naszą tożsamość w Europie budujemy na historii – przywracamy pamięć wielkich wydarzeń, bohaterskich czynów, wybitnych i zasłużonych osób. Historia jest źródłem tożsamości, jednak zaskakująco mało i rzadko mówimy o jej głównym wyrazie – o naszej kulturze. Historia może nam dać poczucie słusznej dumy, czasami jednak w nadmiernych dawkach ta duma może prowadzić na manowce lub stać się emocją zastępczą. Jeśli naprawdę zależy nam na tym, aby uzyskać podmiotową pozycję w Europie, potrzebujemy przede wszystkim poważnej pracy nad naszą kulturą. To kultura bowiem decyduje w znacznym stopniu o sile narodów, także dzisiaj, we współczesnej Europie i w świecie. Polska kultura jest potężną mocą, jest naszym największym zasobem, który wciąż znajduje się w stanie uśpienia.

Autor jest profesorem Collegium Civitas

rp.pl

O „incydencie” na briefingu Błaszczaka i ministrze potiomkinowskim

Ziemowit Szczerek

12.11.2017
niedziela

To ja byłem sprawcą, jak to ujęły media, „incydentu” podczas briefingu ministra Błaszczaka po Marszu Niepodległości. „Incydent” polegał na tym, że domagałem się od Błaszczaka konkretnej, a nie wykrętnej odpowiedzi na pytanie, czy nie widzi niczego zdrożnego w faszystowskich i rasistowskich, nienawistnych hasłach niesionych przez uczestników Marszu.

Nie byłem zresztą pierwszym dziennikarzem, który to pytanie zadawał. Postanowiłem, po prostu, Błaszczaka trochę pocisnąć. Do czego mam, jako dziennikarz, nie tylko święte prawo, ale jest to po prostu mój obowiązek.

Na próżno. Błaszczak zamiast odpowiedzieć, rozpaczliwie kluczył, a to wypominając odkrywczo, że POLITYKA nie jest medium wobec władzy pokornym (zupełnie jakby zaskakiwał go fakt, że w Polsce mogą istnieć media wobec władzy nieczołobitne, co już samo w sobie jest skandalem), a to wygadując jakieś dziwne rzeczy o „dziennikarzach zmieniających się w polityków”, co w kontekście całej sprawy – próby zmuszenia ministra, by jasno i rzetelnie odpowiadał na pytania prasy – zakrawa na groteskę. Z całego jednak kontekstu rozmowy wynikało jasno – nie widział.

Próbowałem dotrzeć do ministra Błaszczaka, który z pełnym samozadowolenia uśmiechem na twarzy głosił, że na Marszu Niepodległości nie działo się nic złego, ba, dobrze się działo, bo okazuje się, że można czcić święto spokojnie. Nie udało się. Mogliśmy tak piłeczkę odbijać w nieskończoność. Błaszczak jest bowiem ścianą, i prędzej się ręka od takiego odbijania zmęczy niż ściana.

Błaszczak, jeśli to prawda, że przehandlował spokój na marszach za legalizację symboli quasi-faszystowskich ugrupowań, zrobił najbardziej idiotyczną rzecz pod słońcem: wpuścił te organizacje do publicznej debaty i oddał im stolicę na czas święta narodowego, dając im trybunę tak gigantyczną, że zachodnia prasa określa ją jako największy faszystowski marsz na świecie. I zrobił tym samym z Polski dziwkę faszystów. Dziękuję ci, ministrze Błaszczaku. Pora zgodzić się z tym, co na pana temat powiedział swego czasu marszałek Dorn. I dodać, że Błaszczak nie jest ministrem, jest ministrem potiomkinowskim. Postacią wyciętą z tektury i posmarowaną mydłem, po którym wszystko zjeżdża. Jest też pożyteczym idiotą neonazistów, i to trzeba powiedzieć głośno.

szczerek.blog.polityka.pl

Maciej Czapluk, Polityka Insight
13 listopada 2017

PiS majstruje w Kodeksie wyborczym. W projekcie groźne zapisy

Zmiany miały być drobne, a ich główny cel to uczynienie wyborów bardziej przejrzystymi. W projekcie ciężko jednak znaleźć przepisy, które miałyby go realizować.

Projekt został złożony jako poselski, co może oznaczać, że Sejm przyjmie go błyskawicznie.

Jędrzej Wojnar/Agencja Gazeta

Projekt został złożony jako poselski, co może oznaczać, że Sejm przyjmie go błyskawicznie.

Posłowie PiS zgłosili w końcu długo oczekiwany projekt zmian w Kodeksie wyborczym. Nowelizacja wpłynie na zasady przeprowadzania nie tylko wyborów samorządowych, ale też do Sejmu, Senatu, na prezydenta i do europarlamentu. Politycy PiS mówili, że zmiany będą drobne i w zasadzie nieistotne, a główny cel to uczynienie wyborów bardziej przejrzystymi. W projekcie ciężko jednak znaleźć przepisy, które miałyby go realizować. Jest za to sporo takich, które mogą drastycznie obniżyć zaufanie do przeprowadzanych w Polsce wyborów.

1. Komisarz wyborczy i granice okręgów

Projekt wprowadza instytucję powiatowego i wojewódzkiego komisarza wyborczego. Dotychczas od dwóch do sześciu komisarzy powoływała PKW w każdym województwie. Po zmianach będzie ich znacznie więcej – po jednym komisarzu w województwie i dodatkowo po jednym w każdym powiecie (ponad 300).

Zmienią się też ich zadania. Wojewódzki komisarz będzie decydował o liczbie mandatów i granicach okręgów w wyborach samorządowych, a powiatowy będzie odpowiadał za tworzenie i zmianę obwodów wyborczych oraz ustalanie ich siedzib (wcześniej decydowały rady gminy). Od takich rozwiązań jest już blisko do owianego złą sławą „gerrymanderingu”, czyli takiego manipulowania granicami okręgów, które daje przewagę partii odpowiedzialnej za ich ustalanie.

Projekt rezygnuje też z wymogu, aby komisarze byli sędziami. Wystarczy wyższe wykształcenie prawnicze. Czyli, powiedzmy, sędziego z 10- czy 20-letnim stażem pracy będzie mógł zastąpić 25-letni absolwent wydziału prawa, który ledwo skończył studia. Wydaje się, że osoby takie mogą być bardziej podatne na ewentualne próby nacisku. Projekt wygasza kadencje wszystkich obecnych komisarzy w dniu wejścia ustawy w życie.

2. Dokumentacje i karty do głosowania

Kolejną niepokojącą zmianą jest podejście do protokołów z głosowania i liczenia głosów, ale też wydanych wyborcom kart do głosowania, na podstawie których ustalany jest wynik wyborów. Obecnie wszystkie te dokumenty przekazywane są do archiwów państwowych i tam przechowywane. Tego nowelizacja nie zmienia, jednak ogranicza czas, w którym dokumenty te trzeba składować, „do 2 lat”. Czyli w świetle projektu zupełnie legalne może stać się zniszczenie wszystkich kart do głosowania powiedzmy miesiąc czy tydzień po wyborach.

Zaskakuje to tym bardziej, że PiS wielokrotnie sugerował, że wybory, które przegrywał, mogły zostać sfałszowane. Teraz, skoro sam jest u władzy i cieszy się rekordowym poparciem, wprowadza zmiany, które mogą mocno podważyć zaufanie obywateli do wyniku głosowania.

3. Kim będą członkowie PKW?

Inna kontrowersyjna zmiana jest wprawdzie odsunięta w czasie, jednak może mieć najpoważniejsze konsekwencje. Projekt wygasza bowiem kadencje obecnych członków PKWi zmienia zasady wyboru nowych. Obecnie Komisja składa się z dziewięciu osób (trzech sędziów Sądu Najwyższego, trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego oraz trzech sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego). Po zmianach PKW będzie się składała z jednego sędziego TK, jednego NSA i aż siedmiu osób, które wybierze Sejm spośród osób „mających kwalifikacje do zajmowania stanowiska sędziego” (może to zatem być np. prokurator). Przepisy dotyczące PKW mają wejść w życie dzień po najbliższych wyborach do Sejmu, a więc w czwartym kwartale 2019 r.

4. Koniec z głosowaniem korespondencyjnym

Projekt znosi też możliwość organizacji wyborów dwudniowych oraz głosowanie korespondencyjne. Zdaniem autorów głosowanie korespondencyjne miało zwiększać ryzyko nieprawidłowości w trakcie wyborów, podobnie jak rozłożenie ich trwania na dwa dni. Osobom, które zamierzały głosować korespondencyjnie (np. niepełnosprawnym), zostanie umożliwione głosowanie przez pełnomocnika. Wpłynie to zapewne niekorzystnie na frekwencję wyborczą, która w Polsce i tak należy do jednej z najniższych w Europie.

W projekcie są też zmiany, które można uznać za pozytywne, jak obowiązek transmisji z lokalu wyborczego w dniu głosowania czy publicznie dostępne emisje posiedzeń sesji rad i sejmików. Nie najgorszym rozwiązaniem, choć może się okazać wątpliwe konstytucyjnie, jest dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast wprowadzana od 2018 r. w przód.

Wszystkie te zmiany bledną jednak przy zagrożeniach, jakie nowelizacja może za sobą nieść. Projekt został złożony jako poselski, co może oznaczać, że Sejm przyjmie go błyskawicznie (nie wymaga konsultacji społecznych ani międzyresortowych). W tym trybie PiS zgłosił m.in. zawetowaną przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawę o Sądzie Najwyższym czy kontrowersyjne ustawy podporządkowujące PiS Trybunał Konstytucyjny. Kolejne posiedzenie Sejmu rozpocznie się 22 listopada.

polityka.pl

To wygrywa

Mariusz Ziomecki zadaje bardzo zasadne pytania w związku z Marszem Niepodległości.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>